Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegetariańskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegetariańskie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 marca 2018

Pasta ze słonecznika z suszonymi pomidorami

To bardzo proste i smakowite smarowidło do chleba zrobiłam na podstawie przepisu Olgi Smile. Sprawdza się doskonale w każdych okolicznościach, tak codziennych, jak i wtedy, gdy przychodzą goście, a słoiczek ukryty z tyłu bywa objawieniem w dniu, kiedy w lodówce zostaje tylko światło.
Chuda


Składniki:
  • 150 g pestek słonecznika (łuskanych)
  • 1 słoik suszonych pomidorów w oleju
  • 2 średnie cebule
  • 1 łyżka ksylitolu lub cukru ciemnego
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1 mały ząbek czosnku
  • 1 łyżeczka soli
Sposób przygotowania:

Pestki słonecznika dokładnie płuczę na sitku, opłukane przekładam do słoika, zalewam przegotowaną zimną wodą i odstawiam na 3 godziny, aby napęczniały. Czasem zostawiam je na noc, na pewno im nie zaszkodzi. Odcedzam na sitku.

Cebule obieram, kroję w kostkę i podsmażam na złoto na oliwie.

Do miksera wkładam suszone pomidory, usmażoną cebulę i wlewam połowę oleju ze słoika z pomidorami. Dodaję cukier i obrane ząbki czosnku. UWAGA! Ostrożnie z czosnkiem. Olga podaje w przepisie dwa ząbki, ale dla mnie to za dużo, bo wtedy czuć głównie czosnek. Miksuję na gładką i płynną masę.

Następnie dodaję pestki słonecznika. Miksuję wszystko razem do czasu, aż masa stanie się gładka. Na koniec próbuję i doprawiam, jeśli jest taka konieczność. Pastę można nieco rozcieńczyć wodą, jeśli Twoim zdaniem będzie zbyt gęsta, ale ostroznie, żeby nie spływała z kanapki.

Pastę można przechowywać w lodówce w szczelnie zamkniętym słoiku do dwóch tygodni.

wtorek, 27 lutego 2018

Zupa z pieczonych warzyw w dwóch odsłonach

Od jakiegoś czasu noszę do pracy zupę w termosie. Bardzo dobrze mi robi ciepły posiłek w południe, zamiast dopiero przed 17.00. Gęstą zupę-krem wlewam do kubka i zjadam łyżeczką. Termos mam całkiem przeciętny, kupiony dla dziecka kilka lat temu. Owijam go małym ręcznikiem, wkładam do foliowego worka, z workiem do torby, a w pracy stawiam do razu przy kaloryferze. A w południe cieszę się rozgrzewającą, gorącą zupą. Polecam każdemu!
Chuda



Moje dwie najulubieńsze ostatnio zupy to kremy z pieczonych warzyw. Jeden pochodzi z książki „Smakoterapia” Iwony Zasuwy, drugi z „Zatrzymaj Hashimoto” Marka Zaremby.

Zupa z pieczonych warzyw z rozmarynem („Smakoterapia” Iwony Zasuwy)


Ze względu na dużą zawartość pomidorów ta zupa smakuje jak ubogacona wersja pomidorówki. Z tej porcji wychodzi spory gar. To potrawa na zasadzie „przepis był tak prosty, że ugotowałam od razu na trzy dni”. Iwona Zasuwa jest blogerką, pisze smakowitego bloga Smakoterapia.pl. Jej potrawy doprowadzają kubki smakowe do ekstazy.


Składniki:


  • 3 duże marchewki
  • 2 pietruszki (korzenie)
  • 1 mały seler
  • 1 duża cebula
  • 2 główki czosnku
  • 2 puszki pomidorów lub 1 l passaty pomidorowej
  • oliwa z oliwek
  • gałązka świeżego rozmarynu
  • pęczek bazylii
  • sól, pieprz
Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni. Marchewki, pietruszki i seler szoruję, obieram ze skóry i układam w całości na blasze wyłożonej papierem do pieczeni. Biorę tę największą, żeby wszystko się zmieściło. Cebulę obieram z łupiny, a główki czosnku przekrawam w poprzek na pół bez obierania. Wszystko skrapiam oliwą, delikatnie solę, układam na wierzchu gałązki rozmarynu i piekę na półtwardo.


Uwaga! Każde warzywo piecze się w innym tempie, szczególnie zwróćcie uwagę na czosnek – po 25-30 minutach trzeba go wyjąć, bo inaczej spali się na węgiel. Co mi się przytrafiło za pierwszym razem :-) Resztę można piec jakieś 45 minut, sprawdzając twardość widelcem.

Upieczone warzywa (bez czosnku) kroję w grubą kostkę, wkładam do garnka, zalewam wodą, by tylko je przykryła i gotuję 10 minut. Następnie dodaję passatę lub pomidory (passata to nic innego, jak zmiksowane pomidory, przecier pomidorowy, ale nie z koncentratu), część posiekanej bazylii, wyłuskany z łupin upieczony czosnek, sól i pieprz do smaku.


Iwona Zasuwa, autorka przepisu, radzi przełamać smak odrobiną syropu klonowego i dodać garść orzechów nerkowca. Pominęłam te dwa punkty, ale oczywiście nie odradzam. Miksuję całość na gęsty krem, podaję ze świeżymi liśćmi bazylii i łyżką oliwy, czasami posypuję czarnuszką. To oczywiście w domu, bo w pracy po prostu wlewam do kubka i rozkoszuję się ciepłem rozchodzącym się po ciele :-)

Śniadaniowy krem z pieczonych warzyw („Zatrzymaj Hashimoto” Marek Zaremba)

Marek Zaremba, dietoterapeuta, promotor kaszy jaglanej i specjalista medycyny św. Hildegardy, autor bloga gotujzdrowo.com, propaguje jedzenie ciepłych śniadań, które świetnie rozgrzewają i wzmacniają śledzionę, ważny organ, o który należy szczególnie dbać przy chorobie Hashimoto.

Zaremba proponuje zupę z pieczonych warzyw, która smakuje zupełnie inaczej niż ta powyżej. Jest słodkawa dzięki batatom, pikantna dzięki imbirowi i pachnie kolendrą. Pycha.

Składniki:
  • 1 duża marchewka
  • 1 batat
  • 1 mała cukinia
  • 1 korzeń pietruszki
  • 1 cebula
  • 1 czerwona papryka (niekoniecznie)
  • 6 ząbków czosnku
  • 1 łyżeczka mielonych nasion kolendry
  • 1 łyżeczka nasion kopru
  • 1/3 łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
  • 1 łyżeczka utartego kłącza imbiru
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • sól
Warzywa szoruję, marchewkę, pietruszkę i batata obieram i kroję w kostkę, cukinię kroję w kostkę razem ze skórką, cebulę obieram i przekrawam na pół. Paprykę zostawiam w całości, ząbki czosnku w łupinach.

Wśród moich warzyw znalazł się także seler, bo akurat miałam połówkę w lodówce.
Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni. Blachę wykładam papierem do pieczenia, układam na niej wszystkie warzywa. Lekko solę, skrapiam oliwą, posypuję koprem i kolendrą, piekę 25-30 minut.

Po upieczeniu zdejmuję skórkę z papryki i wyciskam czosnek z łupinek. Warzywa przekładam do garnka, zalewam wodą 1-2 cm ponad ich poziom. Dodaję pozostałe przyprawy, miksuję. Można dodać wody, jeśli Twoim zdaniem zupa jest za gęsta.


W domu można posypuję zupę prażonymi słonecznika i pestkami granatu, jeśli go mam pod ręką, w pracy przelewam z termosu do kubka i rozkoszuję się cieplutką, aromatyczną zupą.

Och, chyba pora na kubek zupy. Co prawda nie ma jeszcze dwunastej, ale to spisywanie przepisów zaostrzyło mój apetyt :-)

czwartek, 30 listopada 2017

Masło migdałowe

Masło migdałowe to pyszne smarowidło do chleba, ale także do podjadania prosto ze słoika. Bogate w witaminy (A, E, B1, B2, B3, B6, kwas foliowy, kwas pantotenowy) i minerały (wapń, żelazo, magnez, fosfor, cynk, potas, sód, mangan, miedź, selen) są sprawdzonym sposobem na mdłości i zgagę w ciąży (hm, ja stosowałam marcepany...), zapobiegają napadom głodu, łagodzą stres i koją nerwy, a także obniżają poziom cholesterolu i cukru we krwi. A do tego są pyszne. Masło migdałowe to smakowita i zdrowa przekąska, której zrobienie jest bardzo proste lub proste, w zależności od wersji, którą wybierzemy. Potrzebny będzie nam robot kuchenny o dużej mocy.
Chuda


Masło migdałowe – wersja prosta

Składniki:
  • migdały
Ile? Biorę 400-450 g, bo robię masło w thermomiksie, a tu ciężko zrobić mniejszą porcję, bo tylko rozsmaruje się po ściankach naczynia. Z tej porcji wychodzą dwa słoiczki po 200 g. Jeśli macie mikser z mniejszym naczyniem, to weźcie mniej migdałów, np. 200 g na jeden słoiczek.

Migdały zalewam wrzątkiem, pozwalam im trochę ostygnąć i obieram ze skórek. To dość żmudne zajęcie, ale szybko idzie, gdy włączę sobie film lub audiobooka. Następnie rozkładam na ręczniku papierowym, żeby wchłonął resztę wilgoci.

Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni. Migdały wsypuję na blaszkę, rozkładam je równiemiernie i wstawiam do nagrzanego piekarnika na 15-20 minut. Mają być ładnie przyrumienione. Kiedy już takie są, wyjmuje blaszkę i pozwalam im ostygnąć.

Zimne! migdały wsypuję do thermomiksa i miksuję stopniowo zwiększając obroty. Kiedy widzę, że urządzenie pokazuje temperaturę 37 stopni, wyłączam i pozwalam mu ostygnąć. W przypadku innych mikserów sami kontrolujcie temperaturę, żeby mikser się nie przegrzał. Po ostygnięciu miksuję dalej, znowu z przerwami, jeśli jest to konieczne. Ostatnio zrobiłam masło na dwa razy.

Obserwuję wygląd masła. Ma być lekko płynne, w miarę gładkie, ale nie można przedobrzyć, bo jeśli w czasie zbyt długiego miksowania na wierzchu wytrąci się tłuszcz, to zamiast masła dostaniemy olej migdałowy + wytłoki. Co też oczywiście można świetnie wykorzystać w kuchni, ale zakładam, że jednak tym razem robimy masło :-)



Masło migdałowe – wersja bardzo prosta

Składniki:

  • migdały
Ile? Biorę 400-450 g, bo robię masło w thermomiksie, a tu ciężko zrobić mniejszą porcję, bo tylko rozsmaruje się po ściankach naczynia. Z tej porcji wychodzą dwa słoiczki po 200 g. Jeśli macie mikser z mniejszym naczyniem, to weźcie mniej migdałów, np. 200 g na jeden słoiczek.

W wersji bardzo prostej, którą zrobiłam tylko raz, migdałów nie obieram ze skórek, nie prażę, tylko wsypuję prosto do miksera i miksuję na gładką masę. Oczywiście drobinki skórek będą w niej widoczne. To ta wersja ze zdjęcia.

Która wersja masła migdałowego jest lepsza? Wolę tę bardziej pracochłonną, bez skórek i z prażonych migdałów. Ma niepowtarzalny smak i jest gładsza na języku.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Młoda kapusta zasmażana

Kiedy tylko zobaczyłam w warzywniaku zgrabne główki młodej kapusty, od razu poczułam w ustach jej niepowtarzalny smak. Od lat przyrządzam kapustę według mojego dopieszczonego przepisu opartego na recepturze z "Kuchni polskiej".

Chuda



Składniki:
  • 1 mała główka młodej kapusty
  • 1 duża cebula
  • 1 duży pomidor (lub szklanka pomidorów z puszki)
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/2 łyżeczki kminku
  • 3 duże łyżki masła
Sposób przygotowania:

Zdjemuję z kapusty wierzchnie liście, myję ją, a następnie cienko szatkuję ostrym nożem. Do dużego garnka wkładam poszatkowaną kapustę, podlewam wodą (ok. szklanki, w razie potrzeby dolewam wody w trakcie gotowania), wkładam łyżkę masła, cukier, sól, kminek i pomidora w kawałkach bez skórki.

Kiedy kapusta się dusi, na dwóch łyżkach masła podsmażam pokrojoną drobno cebulę. Gdy kapusta jest już miękka, wyłączam gaz i dodaję usmażoną cebulę. Odstawiam na godzinę, by "doszła" pod przykryciem. Palce lizać.

czwartek, 30 marca 2017

Kasza jaglana z jabłkiem, jarmużem i daktylami

Kolejny raz zaskakuje mnie całkiem nowy smak, jaki można wyczarować z dania z udziałem kaszy jaglanej. To jest potrawa z jabłkiem, cynamonem i daktylami, więc teoretycznie na słodko, ale jarmuż i tymianek dodają jej wytrawności. Znakomite, zjadłam na ciepło na śniadanie i nadal się oblizuję. Przepis pochodzi z bloga gotujzdrowo.com, podaję z drobnymi modyfikacjami. Porcja dla 2 osób.

Chuda 

Składniki:
  • 2 jabłka
  • 2-3 suszone daktyle
  • 2 szklanki jarmużu
  • 6-8 orzeszków laskowych
  • 1 -2 łyżki oleju kokosowego do smażenia
  • 1,5 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • 4 gałązki świeżego tymianku
  • szczypta cynamonu
  • szczypta mielonych goździków lub mojej przyprawy korzennej
Sposób przygotowania:

Jarmuż dzielę na drobne kawałki, odrywam twarde częśći i płuczę pod bieżącą wodą. Jabłko kroję w kostkę, daktyle w plasterki, orzechy laskowe na połówki.

Na patelni rozgrzewam olej koksowy, dodaję jabłka, orzeszki laskowe, daktyle oraz jarmuż i wlewam odrobinę wody. Posypuję cynamonem i moją przyprawą.

Podsmażam, stale mieszając, przez ok. 2 minuty. Zawartość patelni ma lekko zmięknąć. Na końcu dodaję tymianek. Podaję z ugotowaną kaszą jaglaną.

wtorek, 21 czerwca 2016

Tarta ze szpinakiem i gorgonzolą

To kolejna już wariacja w temacie tarty ze szpinakiem, jaką podajemy na Chochelkach. Dzięki temu, że szpinak jest teraz dostępny przez cały rok, możecie wypróbować wszystkie nasze przepisy :-)

Chuda


Ciasto:
  • 80 g masła
  • 180 g mąki pszennej (lub pszennej zmieszanej z żytnią)
  • szczypta cukru
  • 0,5 łyżeczki soli
  • 1 jajko
Nadzienie:
  • pęczek świeżego szpinaku albo paczka (200 g) liści
  • nieduża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 jajka
  • 3 łyżki śmietany
  • 100 g sera gorgonzola
  • pieprz
Ciasto zagniatam w misce lub w malakserze. Rozwałkowuję i wykładam na posmarowaną masłem formę, nakłuwam widelcem, na cieście rozkładam arkusz papieru śniadaniowego i wysypuję suchy groszek, który dociąża ciasto i nie pozwala wyrastać górom dolinom.

Wkładam ciasto do piekarnika nagrzanego do 200 stopni, przez 15 minut piekę z groszkiem, potem zdejmuję groszek razem z papierem i podpiekam jeszcze 5-10 minut, by się dobrze wypiekło i zarumieniło.

W tym czasie przyrządzam szpinak według najlepszego na świeci przepisu Ani, a ser kroję w kostkę. Śmietanę i jajka ubijam ze szczyptą pieprzu, nie solę, bo gorgonzola jest mocno słona. Gotowy szpinak wykładam na popieczone ciasto, zalewam mieszanką jajek ze śmietaną, na wierzchu rozkładam kostki sera. Piekę w temperaturze 200 stopni ok. 20 minut, aż ser się rozpuści, a śmietana z jajkami zetnie.

Przed podaniem tarta powinna chwilę odstać, jeśli podamy ją na gorąco, nadzienie rozpłynie się na talerzu.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Pasztet z marchewki z kaszą jaglaną

Nie ukrywam, że źródłem inspiracji był dla mnie blog Jadłonomia. Pasztety warzywne są pyszne, a porady autorki należy sobie wziąć do serca, bo wyniki zachwycają. Przede wszystkim dodatek kaszy jaglanej do pasztetu warzywnego to strzał w dziesiątkę, pestki z dyni to też doskonały pomysł. No i ja pamiętałam o maśle, bo wiadomo, z masłem wszystko lepsze ;)

Ilości składników jak zwykle podaję na oko, gdybyście nie  mieli naprawdę małej keksówki (dół foremki ma 20x10 cm), można dorzucić więcej marchewki albo mocniej zmienić smak i dodać ciecierzycę (pewnie, że lepsza, gdy sama sobie ugotuję, ale za to puszka była pod ręką).


Składniki:
  • 1 cebula
  • 2-3 ząbki czosnku
  • 4-5 marchewek
  • 1 pietruszka
  • około 1 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • 50 g pestek z dyni
  • garść natki pietruszki
  • 1 liść laurowy,
  • po 2 ziarnka jałowca i ziela angielskiego
  • 1-2 łyżki sosu sojowego
  • sól, pieprz
  • masło i olej
Sposób przygotowania:

Cebulę obieram, kroję w kostkę. Czosnek lekko miażdżę, siekam na małe kawałki. Marchewkę i pietruszkę obieram, ścieram na grubej tarce.

Na patelni rozpuszczam masło z łyżką oleju (tłuszcze weźcie według uznania, ja dodałam masło, bo lubię), wrzucam cebulkę, posypuję solą, pieprzem, dodaję liść laurowy, ziele angielskie i jałowiec. Smażę, aż się ładnie zeszkli. Wlewam sos sojowy. Dodaję startą marchewkę i pietruszkę, chwilę smażę, potem wszystko duszę do miękkości - jeśli trzeba dodaję trochę masła (suchy pasztet nie jest dobry, ja dodałam sporo). Na koniec wyjmuję ziarna ziela i jałowca oraz liść laurowy i miksuję wszystkie warzywa.

Gdy warzywa się duszą miksuję pestki z dyni razem z natką pietruszki. Miksuję też kaszę jaglaną - nie jest to takie znowu proste, więc żeby była gładsza dodaję ok. 3 łyżek oleju (wzięłam akurat słonecznikowy, bo taki stał w szafce).

Łączę wszystkie składniki, dokładnie mieszam. Nakładam do małej keksówki wyłożonej papierem do pieczenia, wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 45-50 minut.

Pyszne!

czwartek, 12 marca 2015

Smalec z fasoli

Usłyszałam o nim od Magdy. Jest pyszny. Trudno się zorientować, że to nie jest klasyczny smalec ze słoniny. Przepis pochodzi z jadłonomii, podaję w wersji z moimi dodatkami (więcej przypraw i suszone pomidory z czarnuszką, bo akurat miałam pod ręką.)

Chuda


Składniki:
  • 1 i 1/2 szklanki ugotowanej fasoli
  • 2 cebule
  • 1 jabłko
  • 2-3 liście laurowe
  • 3 kuleczki ziela angielskiego
  • 3 goździki
  • 3 kuleczki jałowca
  • 1/2 łyżeczki majeranku
  • 1 łyżeczka mieszanki suszonych pomidorów (drobniutko posiekanych) z majerankiem i czarnuszką – niekoniecznie, choć dodaje smarowidłu ciekawego smaku
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 2 łyżki oleju do smażenia
  • sól i pieprz
Sposób przygotowania:

2/3 szklanki suchej fasoli zalewam wodą, dosypuję kminek i zostawiam na noc. Rano gotuję do miękkości, studzę.

Cebulę i obrane jabłko kroję w drobną kostkę. Na rozgrzany olej wrzucam cebulę i jabłko, dodaję przyprawy: ziele angielskie, jałowiec, goździki i liście laurowe. Smażę na małym ogniu, aż cebulka zezłoci się, a jabłko zmięknie.

Kiedy cebula z jabłkiem dochodzi na patelni, miksuję fasolę z sosem sojowym, majerankiem, suszonymi pomidorami, sporą szczyptą pieprzu, soli i 1/4 szklanki zimnej wody.

Z podsmażonej cebulki i jabłka wyławiam przyprawy, z którymi wszystko się smażyło. Zawartość patelni dodaję do zmiksowanej fasoli. Miksuję wszystko razem na niezbyt wysokich obrotach, tak, by składniki połączyły się, ale nie zmieliły się na gładką pastę. Doprawiam do smaku solą i pieprzem, przekładam do miseczki, wstawiam na noc do lodówki.

Specjalnie kupiłam kamionkowe naczynie, na wzór takiego, z jakiego mój Tata serwuje prawdziwy smalec ze skwareczkami :-)

niedziela, 12 maja 2013

Pasztet z majowych pokrzyw

To danie wymaga podjęcia pracy w terenie, bo na straganie pokrzyw raczej nie uświadczy. Jest ona (ta praca w terenie) bardzo przyjemnym i relaksującym zajęciem, oczywiście pod warunkiem, że dysponujemy rękawicami ogrodowymi odpowiedniej grubości. Zalecam zresztą używanie rękawic podczas całego procesu przygotowania pasztetu, co beztrosko zlekceważyłam na etapie kuchennej obróbki listków (oj tam, oj tam, najwyżej mnie poparzą!) i potem przez cały wieczór i noc ręce pulsowały mi wściekłym, piekącym bólem.

Aby zdobyć podstawowy składnik naszego pasztetu udajemy się na łąkę albo miedzę daleko od szosy i zbieramy młode listki pokrzywy przed kwitnieniem, zatem w maju. 


- A te starsze się nie nadadzą? - zapytała przekornie moja Mama, która energicznie okopywała grządki truskawek, gdy ja skubałam pokrzywy na miedzy.


Nie mam pojęcia, bo to mój debiut w zakresie wykorzystania chwastów w kuchni. Stosowałam się do zaleceń Izabeli Lewosińskiej, autorki książki „Kuchnia którą polubisz”. Autorka zapewnia, że młoda pokrzywa jest bogatym źródłem witamin C, K, B2.


Chuda

Składniki:

  • 5 szklanek posiekanej pokrzywy
  • 1 średni por
  • 0,5 szklanki kaszy jaglanej
  • 1 jajko (zapomniałam)
  • 2 ząbki czosnku (dałam 3)
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki przyprawy warzywnej typu vegeta (albo 2 łyżki mielonych warzyw suszonych i 1/3 łyżeczki soli)
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
Sposób przygotowania:

Kaszę jaglaną płuczę, zalewam 1,5 szklanki wody, doprowadzam do wrzenia i gotuję na małym ogniu do miękkości ok. 20 minut. Kasza wchłonie całą wodę, więc trzeba pilnować i mieszać.

Por myję dokładnie, kroję wzdłuż na pół i potem w półplasterki razem z zieloną częścią. Na dużej patelni rozgrzewam oliwę, duszę na niej pora ok. 5 minut.

Listki pokrzywy myję dokładnie i osuszam (odwirowuję jak wszystkie zielone liście w suszarce do sałaty), kroję drobno (ale bez przesady, i tak na końcu wszystko się miksuje) i wrzucam na patelnię do pora. Wlewam 0,5 szklanki wody, wsypuję przyprawę warzywną. Wszystko razem duszę pod przykryciem przez 10 minut.

Do miski wsypuję ugotowaną kaszę, uduszone pokrzywy z porem, czosnek przeciśnięty przez praskę i jajko (o którym zapomniałam). Wszystko miksuję na gładką masę.

Formę do zapiekania smaruję oliwą i nakładam masę. Wystarczyło jej na 6 gniazd przeciętnych muffinek, 6 niedużych porcji. Zapiekam 20 minut w temperaturze 180 stopni. Z wierzchu nieco przyciemnieje, ale w środku jest intensywnie zielony.

W smaku przypomina dobrze przyprawiony szpinak, ale to zapewne z powodu czosnku :-)


piątek, 1 czerwca 2012

Tarta ze szpinakiem, fetą i pomidorami

Wielką zaletą tart jest to, że ciasto można przygotować wcześniej i z formą włożyć do lodówki, a nadzienie nałożyć tuż przed pieczeniem, nawet kilka godzin później. Mając w planach babski wieczór, szukałam przepisu na tartę, której jeszcze nie robiłam i za pierwszym kliknięciem trafiłam do Bazylii. Bez zastanowienia wynotowałam podstawowe składniki i pobiegłam do sklepu.
Tarta wyszła super, smakowała świetnie i wyglądała ślicznie, ale nie mogło być inaczej, bo świeży szpinak przygotowany według sposobu Ani jest po prostu doskonały. Spróbujcie koniecznie.
Chuda


Składniki:

Ciasto:
  • 180 g mąki
  • 100 g masła
  • 1 jajko
  • szczypta soli
  • zimna woda

Nadzienie:
  • 1 duży pęczek świeżego szpinaku lub paczka mrożonego (450 g)
  • 200 g sera typu feta
  • 1 duży pomidor
  • 2 ząbki czosnku
  • 100 ml gęstej śmietany
  • 2 jajka
  • sól, pieprz
Sposób przygotowania:

Do miski przesiewam mąkę, plastikową łopatką siekam ją z miękkim masłem, jajkami i solą, dodaję wody, ile ciasto zabierze. Szybko zarabiam gładkie ciasto, formuję kulę.

Formę smaruję masłem, rozwałkowuję ciasto i przekładam do formy. Oblepiam spód i boki, nakłuwam widelcem. Chowam ciasto do lodówki na czas przygotowania nadzienia albo jeszcze dłużej. Przed pieczeniem rozkładam na cieście arkusz papieru śniadaniowego i wysypuję suchym groszkiem. Piekę ok. 25 minut, aż się ładnie zazłoci.

Szpinak świeży ma nieporówanie większe walory smakowe i wizualne niż mrożony, ale wiadomo, na bezrybiu i rak ryba. Szczęśliwie o tej porze roku można liczyć na ofertę warzywniaka, zatem przyniosłam do domu dorosny pęk intensywnie zielonych liści. Jest z nim trochę zabawy, ale zapewniam, że warto! Najżmudniejszą czynnością jest mycie liści, co trzeba zrobić starannie i dokładnie, żeby piasek i ziemia nie zgrzytały biesiadnikom w zębach, a i żeby zabłąkane robaczki usunąć, bo potrawa ma status wegetariańskiej. W trakcie mycia odrywam ogonki, a umyte liście odwirowuję w suszarce do sałaty.

Cebulę siekam w piórka, czosnek bardzo drobno. Podsmażam cebulę na maśle przez około 2 minuty, żeby się zeszkliła, wrzucam czosnek i podsmażam króciutko. Dodaję liście szpinaku, przykrywam i duszę przez minutę lub półtorej. Podnoszę pokrywkę, odparowuję, wyłączam ogień.

Śmietanę mieszam z jajkami, dodaję odrobinę soli i pieprzu (feta jest mocno słona), pomidor polewam wrzątkiem i obieram ze skórki.

Na podpieczone ciasto nakładam szpinak, na to pokruszoną fetę, zalewam śmietaną z jajkami, a na wierzchu układam plasterki pomidora. Piekę ok. 45 minut w temperaturze 180 stopni. Pyyycha! :-)

czwartek, 26 stycznia 2012

Quiche z pieczoną papryką


Pieczona papryka jest doskonała w każdej formie, czy to w wersji nadziewanej, czy zmiksowana w zupie, czy na kruchym cieście. Przepis znalazłam w książce „Quiches et tourtes” z serii „Le Cordon Bleu. Recettes de Grands Chefs” - ostatnio w poszukiwaniu inspiracji sięgnęłam na nieco przykurzoną półkę i wyjęłam z niej kilka książek, w które wczytałam się z lubością. Ile tu przepisów czeka na wypróbowanie! Np. tarta z porami i serem brie, albo paluszki z ciasta francuskiego nadziewane anchois... Na pierwszy ogień poszła quiche z pieczoną papryką, która – zgodnie z przewidywaniami - okazała się rewelacyjna. Wzięłam trzy dorodne papryki, ale myślę, że dwie byłyby w sam raz.

Jeszcze słówko o pisowni: Widziałam spolszczoną wersję nazwy potrawy zapisywaną jako „kisz”, ale nie potrafię się do niej przekonać. Można też przyjąć, że jest to po prostu tarta.

Chuda


Składniki:


Ciasto:
  • 180 g mąki
  • 100 g masła
  • 1 jajko
  • szczypta soli
  • zimna woda
Nadzienie:
  • 3 papryki
  • 3 jajka
  • 250 ml śmietany
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • sól, pieprz
  • 50 g ostrego sera żółtego
dodatkowo:
  • 1 jajko
Sposób przygotowania:

Paprykę piekę w piekarniku ok. 20 minut w temp. 180 stopni z termoobiegiem, ma zmięknąć i zbrązowieć z obydwu stron.

Gdy papryka się piecze, robię ciasto: Do miski przesiewam mąkę, plastikową łopatką siekam ją z miękkim masłem, jajkami i solą, dodaję wody, ile ciasto zabierze. Szybko zarabiam gładkie ciasto, formuję kulę.

Formę smaruję masłem, rozwałkowuję ciasto i przekładam do formy. Oblepiam spód i boki, nakłuwam widelcem. Rozkładam na cieście arkusz papieru śniadaniowego i wysypuję suchym groszkiem.

Wyjmuję z piekarnika paprykę, a na jej miejsce wstawiam formę z ciastem. Piekę ok. 25 minut, aż się ładnie zazłoci.

W tym czasie szykuję masę śmietanowo-jajeczną. W misce ubijam trzepaczką całe jajka i mieszam je ze śmietaną, przyprawiam na ostro. Ser ścieram na tarce.

Wystudzoną paprykę kroję w kostkę. W miseczce ubijam trzepaczką całe jajko – ma być rozbite, nie ubite na pianę.

Wyjmuję ciasto po 25 minutach pobytu w piecu, ostrożnie zdejmuję papier z gorącym groszkiem i wylewam na ciasto ubite jajko. Rozsmarowuję silikonowym pędzlem po całym cieście i wkładam do piekarnika na kolejne 7 minut. Ta warstwa ściętego jajka powinna zabezpieczyć ciasto przed wsiąknięciem śmietany i powstaniem zakalca na dnie.

Wyjmuję ciasto z piekarnika, rozkładam na nim paprykę, posypuję ją startym serem i zalewam masą śmietanowo-jajeczną. Piekę kolejne 30-35 minut, aż masa się zetnie, a brzegi ciasta lekko zbrązowieją.

środa, 16 listopada 2011

Tarta z dynią i gorgonzolą

Ilekroć szukam pomysłu na wykorzystanie dyni, zaglądam do Bei, która o dyniach wie wszystko i prezentuje niesamowite dyniowe pyszności. Tym razem zainspirował mnie dyniowy flan z gorgonzolą, który zrobiłam w formie tarty, na moim ulubionym kruchym cieście.

Nieobiektywnie stwierdzam, że to przepyszne danie, niebanalne, doskonale smakuje z lekkim winem.


Chuda


Składniki:

ciasto:
  • 180 g mąki (może być razowa)
  • 100 g masła
  • 2 jajka
  • szczypta soli
  • zimna woda
nadzienie:
  • 300 g puree z dyni
  • kilka połówek orzecha włoskiego
  • 4 duże jajka
  • 100 ml śmietany
  • 200 g sera gorgonzola lub roquefort
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka gałki muszkatołowej
  • sól, pieprz
Sposób przygotowania:

Najpierw trzeba przygotować puree z dyni: umytą dynię kroję na cząstki (ósemki? szesnastki?), które w najgrubszym miejscu powinny mieć jakieś 2 cm. Plastry układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wkładam do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni C. Piekę ok. 20 minut, aż dynia będzie miękka. Kiedy ostygnie, wykładam na durszlak, by odciekła, obieram ze skóry, wyjmuję pestki i miksuję miąższ. Odsączanie nie zawsze jest konieczne, zależy to od gatunku dyni: nie znam nazw gatunków, z którymi miałam do czynienia, ale pomarańczowa była bardzo wilgotna i po upieczeniu pływała na blasze, a zielona była miękka i sucha.

Przygotowuję ciasto: do miski przesiewam mąkę, plastikową łopatką siekam ją z miękkim masłem, jednym jajkiem i solą, dodaję odrobinę wody. Szybko zarabiam gładkie ciasto, formuję kulę.

Formę smaruję masłem, rozwałkowuję ciasto i przekładam do formy. Oblepiam spód i boki, nakłuwam widelcem. Wkładam do lodówki na ok. 30 minut, następnie rozkładam na cieście arkusz papieru, wysypuję suchy groszek i wstawiam do zimnego piekarnika, który ma się rozgrzać do 180 stopni. Ciasto piekę, aż nabierze złotego koloru, ok. 25 minut. Następnie Zdjemuję papier z groszkiem, smaruję ją roztrzepanym jajkiem i piekę kolejne kilka minut (7-10), by jajko się ścięło.

Połówki orzecha rumienię na suchej patelni. Nie zostawiam bez nadzoru, bo lubią się przypalić.



Puree z dyni mieszam z jajkami, śmietaną, przyprawami i roztartymi ząbkami czosnku. Gorgonzolę kroję drobno i mieszam z masą dyniową.

Na podpieczony spód wykładam masę dyniową, na wierzchu układam połówki orzecha. Wstawiam do piekarnika i piekę ok. 35 minut.

Ten przepis bierze udział w akcji "W roli głównej dynia"

czwartek, 20 października 2011

Kapusta zasmażana

Latami pracowałam na mistrzostwo w tej dziedzinie – i udało się. Oto mój sekretny przepis na kapustę w klasycznej postaci, która nikogo nie pozostawi obojętnym.

Chuda



Składniki:
  • 1 mała główka białej kapusty
  • 1 duży pomidor
  • 1 duża cebula
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka przyprawy ziołowej (używam „Zbójnickiej” Farmony)
  • 1 łyżeczka kminku
  • 4 łyżki masła
  • 2/3 szklanki wody
Sposób przygotowania:

Kapustę kroję w miarę drobno. Gdybym miała szatkownicę, to chętnie bym poszatkowała. Kapuściane wiórka wsypuję do garnka, dodaję wszystkie przyprawy, 1 łyżkę masła i pokrojonego na kawałki, obranego ze skórki pomidora. Wlewam 2/3 szklanki wody i duszę pod przykryciem.

W tym czasie rozpuszczam na patelni pozostałe 3 łyżki masła i wrzucam drobno posiekaną cebulę. Smażę, aż będzie rumiana.

Duszę kapustę ok. 30 minut, na koniec wrzucam usmażoną cebulę, mieszam. Podaję na ciepło do kotletów i duszonego schabu. Jest tak pyszna, że zdarza się jej przyćmić mięso.

wtorek, 31 maja 2011

Sałatka brokułowa z fetą

Przepis na tę sałatkę to pokłosie jednego z naszych konkursów, przesłała go Patrycja. Sałatka na stałe weszła do mojego repertuaru, tyle że przeważnie robię ją na wieczór, kiedy jest już dla mnie zbyt ciemno, żeby zrobić ładne zdjęcie. W weekend umówiliśmy się z Sąsiadami na sensowną 17.00, zatem mogłam wreszcie uwiecznić tę bardzo pyszną przekąskę.

Polecam serdecznie i pozdrawiam Lidzię :-)


Chuda


Składniki:
  • 1 świeży brokuł
  • puszka czerwonej fasoli
  • 200 g sera typu feta
  • 2-3 łyżki płatków migdałowych
Sos:
  • mały kubek śmietany 12%
  • 2 łyżki majonezu
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 2 ząbki czosnku
  • sól i pieprz do smaku

Sposób przygotowania:

Brokuła dzielę na różyczki, płuczę i gotuję na parze pod przykryciem na półtwardo (ok. 5 minut), a następnie hartuję, czyli przelewam na durszlaku zimną wodą.

Fasolę odcedzam na sitku i płuczę. Fetę kroję w kostkę. Płatki migdałowe prażę do lekkiego zbrązowienia na suchej patelni.

Śmietanę mieszam z majonezem i sokiem z cytryny, dodaję czosnek przeciśnięty przez praskę. Przyprawiam do smaku solą i pieprzem.

W salaterce układam różyczki brokuła, fasolę i kawałki fety, delikatnie mieszam. Przed podaniem zalewam sosem i posypuję płatkami migdałów.

wtorek, 26 października 2010

Tagine z dyni

Czy Wy też tak macie (tu zwracam się do osób z dziećmi na stanie), że gdy już wreszcie najmłodsi członkowie rodziny zasną, a Wy właśnie macie realizować te mnóstwo ambitnych planów jakie poczyniliście na wieczór, to okazuje się, że oczy same się zamykają, nie bardzo pamiętacie jak macie na imię, a o napisaniu dwóch sensownych zdań w ogóle możecie zapomnieć. Więc tylko wleczecie się niemrawo pod prysznic, robicie to co absolutnie niezbędne, a potem z trudem przedzieracie się przez kilka stron książki i zasypiacie martwym bykiem.

Nie wiem czemu pisałam to w drugiej osobie liczby mnogiej, skoro jest to mój własny scenariusz wieczoru :)

Dzisiaj jednak podtrzymuję powieki zapałkami i z prawdziwą przyjemnością przedstawiam kolejny przepis na dynię. Robiłam już coś podobnego, ale była to wersją mięsna. Tym razem przygotowałam przepyszne zestawienie dyni i pomidorów przyprawione na sposób arabski z dodatkiem żurawiny i miodu. A te dodatki! Kolendrę uwielbiam już od dawna, a tu pasuje doskonale, ale posypanie wszystkiego prażonymi płatkami migdałów to prawdziwa rewelacja!

Bulion nie jest tu konieczny, można dać więcej pomidorów, ale ponieważ chciałam zalać kuskus nie wodą, a bulionem, to miałam go sporo na stanie. I proszę Was: nie używajcie do tej potrawy rosołków z kostki. Jeśli nie zaplanowaliście tego wcześniej tak jak ja i nie gotowaliście specjalnie rosołku (wywaru warzywnego – dla osób, które nie jedzą mięsa), to po prostu użyjcie do kuskusu wody. Tylko pamiętajcie wtedy o soli.

W oryginalnym przepisie była też w składzie harissa, ale nie miałam. Zaostrzyłam smak suszonymi płatkami chili.

Bardzo, bardzo polecam.

Przepis bierze udział w akcji "Festiwal dyni". 

Anka


Składniki:
  • ½ kg dyni
  • ½ kg pomidorów
  • 2 czerwone cebule
  • 50 g suszonej żurawiny
  • kawałeczek imbiru
  • 1 łyżka miodu
  • po 1 łyżeczce kuminu, kolendry i cynamonu
  • suszone płatki chili
  • 1 puszka ciecierzycy
  • 1 szklanka bulionu (niekoniecznie)
  • oliwa do smażenia
do podania:
  • kuskus
  • świeże liście kolendry
  • prażone płatki migdałów

Sposób przygotowania:

Cebulę obieram i kroję w półplasterki. Dynię obieram i pozbawiam miąższu, kroję na kawałki. Pomidory obieram ze skórki, pozbawiam pestek i kroję w kostkę (lub używam pomidorów z puszki – dużo wygodniejsze).

Na dużej patelni podsmażam na oliwie cebulę aż zmięknie. Dodaję starty na tarce imbir, dynię i przyprawy. Chwilę smażę, potem dodaję pomidory, miód i żurawinę. Dolewam bulion i gotuję na małym ogniu pod przykryciem około 20 minut aż zmięknie dynia. W połowie gotowania dodaję osączoną z zalewy soczewicę.

Na suchej patelni prażę płatki migdałów. Kolendrę siekam na dość duże kawałki.

Zagotowuję bulion i zalewam nim kuskus (bulion ma być na wysokości około pół centymetra nad powierzchnią kuskusu). Przykrywam i odstawiam mniej więcej na kwadrans. Do kuskusu można dodać odrobinę startej skórki z cytryny.

Dynię posypuję prażonymi migdałami i kolendrą. Podaję z kuskusem.

poniedziałek, 20 września 2010

Cukinia z rodzynkami i orzeszkami pinii

W sezonie na cukinię z otwartymi ramionami witam nowe pomysły na potrawy z tego pysznego warzywa. Przeszukując zasoby Internetu trafiłam na nieocenioną Kwestię smaku, gdzie przykuło moją uwagę intrygujące połączenie cukinii z rodzynkami. Idealne do makaronu na wieczór z koleżanką, pomyślałam i jak pomyślałam, tak zrobiłam.

Wielką zaletą tego dania jest błyskawiczne przygotowanie: wszystkie czynności wokół cukinii zabierają tylko tyle czasu, ile trwa ugotowanie makaronu, czyli zmieścicie się w kwadransie. Jedyne co trzeba zrobić wcześniej, to oskubać listki tymianku. Kocham takie potrawy :)


Składniki:
(na dwie osoby)

1 nieduża cukinia (ok 250 - 300 g)
2 łyżki rodzynek
2 łyżki orzeszków piniowych
1 łyżka oliwy z oliwek
1 ząbek czosnku
1 łyżka soku z cytryny
1/2 łyżeczki suszonego tymianku
2 łyżki oliwy z oliwek extra virgin
2 łyżki listków świeżego tymianku + do dekoracji
1 łyżeczka cukru
sól i świeżo zmielony pieprz

makaron rurki

Sposób przygotowania:

Makaron wrzucam na gotującą się wodę z dodatkiem oliwy i soli.

Rodzynki zalewam wrzątkiem, odsączam na sitku po 10 minutach. Orzeszki pinii rumienię na suchej patelni. Z cytryny wyciskam łyżkę soku.

Odcinam końce cukinii i kroję ją wzdłuż na pół. Wydrążam gniazda nasienne, gdy zbyt dojrzałe i przy pomocy obieraczki do warzyw kroję na cieniutkie paski tworząc "tasiemki".

Na patelni rozgrzewam 1 łyżkę oliwy, dodaję pokrojony w plasterki czosnek, lekko rumienię. Dodaję cukinię, sok z cytryny, suszony tymianek i smażę na większym ogniu przez około 3-4 minuty, mieszając od czasu do czasu.

Miękką cukienię doprawiam solą, wrzucam rodzynki, wlewam drugą łyżkę oliwy, dodaję świeży tymianek, cukier oraz pieprz. Mieszam delikatnie, zdejmuję z ognia. Wykładam na makaron, posypuję zrumienionymi orzeszkami pinii.

poniedziałek, 6 września 2010

Placki ziemniaczane

Wiem, że dopiero co dodałam przepis na ciasto, ale ten przepis nie może czekać. Poza tym od jutra znowu zostaję z moją najukochańszą, aczkolwiek trochę zakatarzoną córką i czas spędzony przy komputerze drastycznie mi się skróci.

Placki ziemniaczane, mimo że to potrawa lubiana przez całą moją rodzinę, dość rzadko pojawiają się na naszym stole. Powód jest prozaiczny i jak zwykle wynika z mojego lenistwa, bowiem ścieranie ziemniaków na drobnej tarce to prawdziwa katorga. Nigdy nie uważałam się za słabeusza, ale już przy drugim, najdalej trzecim ziemniaku opuszczają mnie siły.
Jednakże chętka na pyszne, chrupiące placuszki okazuje się tak silna, że od czasu do czasu pokonuję swoją niechęć do pracy fizycznej. Potem jak zwykle okazuje się, że nie taki diabeł straszny jak go malują i przygotowanie wcale nie jest wyczerpujące. Zdecydowanie gorsze jest myślenie o tym. Ale to akurat nic nowego ;)

Chociaż… gdybym miała jakiś większy malakser, to może robiłabym je raz w tygodniu?

Moje ulubione placki są naprawdę cieniutkie i chrupiące – nie lubię grubych, ale przecież możecie usmażyć takie jak chcecie. Za to obficie sypię majeranek, obowiązkowo ścieram trochę cebuli i kompletnie nie przeszkadza mi to potem w posypaniu ich cukrem. Powiem więcej – taka wersja jest moim zdaniem idealna :) Reszcie rodziny nie przyznaję się do składu placków i też jedzą z cukrem oraz śmietaną na dodatek. Na zmianę z keczupem, ale moje dzieci wszystko jedzą z keczupem.

Chociaż oczywiście zgodnie ze wszelkimi zasadami sensownego łączenia smaków, jeśli chcecie podać placki z cukrem, to omińcie chociaż cebulę (bo omijania majeranku w plackach ziemniaczanych sobie nie wyobrażam). Ostrzejsze wersje podaje się sosem pomidorowym (keczupem) albo innym sosem (grzybowy, paprykowy, koperkowy – placki są daniem dość uniwersalnym). Niektórzy dodają do placków czosnek, czego akurat nie praktykuję, ale wcale mnie nie dziwi, bo wiadomo, że czosnek pasuje prawie do wszystkiego.

Ach i na koniec najważniejsza rzecz. Placki ziemniaczane zaczęły mi wychodzić naprawdę smaczne, gdy praktycznie przestałam dodawać do nich mąkę. Gęste sitko do odcedzenia startych ziemniaków jest tu najważniejszym sprzętem. Naturalnie istotna jest także odmiana ziemniaków, ale w większości znanych mi warzywniaków mówię zawsze „poproszę kilogram ziemniaków”, a jeśli nawet zaryzykuję pytanie o to czy dany gatunek jest dobry do placków czy może do sałatki, to potem okazuje się, że ziemniaki doskonale nadają się do wszystkiego. Fakt, że pewnie są to tzw. ogólnoużytkowe odmiany ziemniaków.
Oczywiście jeśli ktoś zaopatruje się „u producenta”, to nie zaszkodzi podpytać. Pozostałym zostaje ludowa mądrość, która mówi, że im ziemniaki żółciejsze, tym lepsze placki wychodzą. Albo łut szczęścia.




Składniki:
(o ile dobrze pamiętam na ok. 20 niedużych placków)

1 kg ziemniaków
2 jajka
1 nieduża cebula
1 łyżka mąki
majeranek
sól, pieprz
olej do smażenia

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Obieram ziemniaki i ścieram na drobnej tarce. Odcedzam na sitku ustawionym na misce. Odstawiam na chwilę odcedzoną wodę i wylewam gdy na dnie zostanie biała mączką. Mączkę dokładam do startych ziemniaków. Widzicie?



Ścieram cebulę (można posiekać, ale wygodniej i szybciej jest zetrzeć, tym razem na grubszych oczkach). Dodaję jajka, mąkę i przyprawy. Wszystko mieszam.

Masa na placki ma być dość rzadka, ale nie wodnista. Ilość wsypanej mąki zależy właśnie od rodzaju ziemniaków, jeśli nie są wodniste, mąki nie trzeba wiele i placki wyjdą o wiele smaczniejsze. (Taka masa naprawdę nie jest fotogeniczna, pozwólcie, że pominę to zdjęcie.)

Na patelni rozgrzewam olej. Smażę placki z obydwu stron na złoto. Odkładam na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem. Podaję natychmiast – najsmaczniejsze są prosto z patelni.

wtorek, 31 sierpnia 2010

Sałatka z pieczonych warzyw z makaronem

Uwaga! Premiera!
Dzisiaj przedstawiam zupełnie nowy rodzaj wpisu. Co prawda przygotowanie dania, gdy fotografuję wszystko krok po kroku zajmuje przynajmniej dwa razy więcej czasu niż zwykle (więc nie będę tego robiła zbyt często), ale mam nadzieję, że mój wysiłek nie poszedł na marne i przypadnie Wam do gustu.

Na początek bajecznie prosta i pyszna sałatka idealna na tę porę roku. Wbrew pozorom nie ma z nią zbyt dużo roboty, pieczenie nie trwa długo, a efekt po prostu uzależnia. Sałatkę serwuję jako samodzielne danie obiadowe.

Jeśli chodzi o dobór ziół, to polecam dowolną mieszankę trzech: tymianku, bazylii i oregano. Moim zdaniem z tych trzech tak naprawdę niezbędny jest tymianek, ale jak zwykle o gustach nie będziemy przecież dyskutować :) Podaję Wam moje ulubione zestawienie czyli tymianek plus bazylia.

Nie wiem tylko dlaczego moja córka odmawia spożywania kolorowych warzyw. Pocieszające jest to, że przynajmniej zjada makaron obficie przyprawiony czosnkiem i ziołami. Od czegoś trzeba zacząć.


Anka

Składniki:

2 czerwone papryki
1 żółta papryka
½ kg pomidorków koktajlowych
1-2 cukinie

ok. ½ szklanki oliwy
2-3 ząbki czosnku
½ łyżeczki soli morskiej
½ łyżeczki czarnego pieprzu
garść tymianku
garść bazylii

ewentualnie kawałek parmezanu, mozzarelli lub fety

Sposób przygotowania:

Muszę przyznać, że samo gromadzenie składników tego dania jest czystą przyjemnością. Uwielbiam patrzeć na te żywe kolory i od razu nabieram ochoty na jedzenie. Pewnie dlatego podczas mycia podjadam pomidorki.



Zaczynam od przygotowania oliwy. W moździerzu rozcieram czosnek z solą. Soli i pieprzu lepiej sypać ostrożnie, sałatkę zawsze można doprawić już na półmisku, a przesolone warzywa są naprawdę niesmaczne.

 


Dodaję pieprz, rozgniatam, potem wkładam do moździerza zioła. Wlewam część oliwy i wszystko ucieram. Powstaje coś w rodzaju pasty z wyraźnymi grudkami, bo w przypadku tego dania gładkość pasty nie ma szczególnego znaczenia (czy też raczej: nie chce mi się tego dokładnie robić). Dodaję resztę oliwy.
Moim zdaniem tę pastę najłatwiej przygotować w moździerzu, ale jeśli drobno posiekacie czosnek i zioła i zmieszacie z oliwą, to też będzie dobrze. Pamiętajcie tylko, żeby czosnek porządnie zmiażdżyć płaską stroną noża zanim zaczniecie siekać.
Po namyśle stwierdzam, że leniwi mogą przecież sięgnąć po blender.



Teraz warzywa. Najprościej przygotować pomidory. Po prostu je osuszam i kładę na dużą blachę wyłożoną papierem do pieczenia.



Z papryką jest nieco więcej zachodu. Przekrawam na pół i usuwam gniazda nasienne. Potem kroję na ćwiartki i każdą ćwiartkę kroję w paski.



Odcinam końce i przekrawam cukinie na pół. Jeśli nie są to młodziutkie, małe sztuki, łyżką usuwam z nich gniazda nasienne. Kroję cukinie na niewielkie kawałki.
Na zdjęciu widać kawałek żółtej cukinii, która została mi z wczorajszej zapiekanki.



Wszystkie warzywa wykładam na blachę i polewam przygotowaną pastą z oliwy. Delikatnie mieszam.



Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 240 stopni na 20 minut. Tyle wystarczy. Maksymalnie 25 minut. W tak wysokiej temperaturze nie trzeba wiele czasu, by warzywa zmiękły i nabrały cudownego smaku. A ten zapach! Niebiański!



Teraz makaron. Ugotowałam kokardki, bo aktualnie znajdują się na pierwszym miejscu wśród ulubionych kształtów makaronu mojej córki. Równie dobrze nadadzą się na przykład świderki. Po prostu podoba mi się koncepcja, że wielkość makaronu jest zbliżona do wielkości kawałków warzyw.



Do makaronu dodaję upieczone warzywa, wszystko polewam oliwą pozostałą z pieczenia, delikatnie mieszam. Serwuję ciepłe lub zimne, smaczne w obu wersjach (byle nie prosto z lodówki). Świeża, posiekana bazylia posypana po wierzchu też nie zaszkodzi.



W zasadzie można na tym zakończyć, ale makaron i warzywa bardzo lubią towarzystwo sera. Najlepszy byłby moim zdaniem parmezan, chociaż miłośnicy fety lub mozzarelli też mogą użyć swoich ulubionych składników.



Smacznego!

piątek, 27 sierpnia 2010

Dip paprykowy

O tej porze roku wystarczy kilka warzyw, sprawny piekarnik i na talerzu lądują prawdziwe pyszności. Szczególnie dotyczy to papryki, wystarczy ją opiec (niektórzy robią to nad gazem, ale ja niestety mam tylko elektryczną kuchenkę), zdjąć skórkę i, jeśli uda mi się nie zjeść jej od razu, co wymaga maksimum silnej woli, zmiksować z kilkoma dodatkami. Pyszny sos!

Zresztą wszystkie warzywa nabierają fantastycznego smaku w piekarniku.
A u mnie dzisiaj pada deszcz. Pewnie znowu sobie coś upiekę.




Składniki:

2 czerwone papryki
1 papryczka chili
2 ząbki czosnku
2 małe cebule (u mnie czerwona i biała)
sól, pieprz,
około 3 łyżek oliwy (można dodać więcej)
po 1 garści liści mięty i bazylii

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Rozgrzewam piekarnik (grill z termoobiegiem) do 200 stopni.

Paprykę myję, przekrawam na pół i wyjmuję gniazda nasienne. Kładę na blasze wyłożonej papierem do pieczenia skórką do góry. Wstawiam do piekarnika na co najmniej 20 minut – skórka musi już lekko sczernieć i będą pod nią widoczne pęcherzyki powietrza.
Razem z papryką piekę resztę warzyw. Chili i czosnek kładę w całości, cebule przekrawam na ćwiartki i skrapiam oliwą. Zostawiam je kilka minut dłużej, tylko chili wyjmuję razem z papryką.

Przekładam upieczoną paprykę do miski i dokładnie przykrywam folią. Kiedy już przestygną tak, że jestem w stanie wziąć je w ręce – zdejmuję skórkę.

Zdejmuję skórkę z papryczki chili (była w misce razem z papryką), przekrawam na pół i wyjmuję pestki. Oczywiście to oznacza bardzo łagodną wersję, ale presja rodziny jest zbyt silna ;) Osobiście wolę ostrzejszy smak. Wtedy zostawiam pestki albo biorę dwie papryczki.

Czosnek wyciskam z łupinki.

Obrane papryki, chili, czosnek i cebulę wrzucam do blendera. Doprawiam solą i pieprzem, dodaję liście bazylii i mięty, polewam oliwą. Wszystko dokładnie miksuję.

Oczywiście można dip przetrzeć przez sito, ale mi nie przeszkadza lekko grudkowata konsystencja, nawet taką wolę.

Tym razem zjadłam z grillowaną cukinią, Szymon zażądał zmieszania dipu z ryżem, a potem obydwoje z upodobaniem smarowaliśmy nim sobie wędlinę na kanapkach.

środa, 11 sierpnia 2010

Sałatka z selera z orzechami

W czasie pobytu w rodzinnych stronach odwiedziłam rodziców mojej licealnej przyjaciółki.

- Słyszałam o twoim blogu – powiedziała pani M. – pamiętasz może przepis na jakąś dobrą sałatkę? Tylko taką bez trawy. Kiedyś na weselu podali taką, niby z kurczakiem była, ale kurczaka to ja tam nie znalazłam, za to trawy, tej rukoli, pełno.

Obiecałam, że wydrukuję kilka przepisów i wyślę jej. Myślę, że ten spełnia kryteria: sałatka jest smaczna, lekka i nie ma w niej ani jednego zielonego listeczka :)

Robiliśmy ją w niedzielę po obiedzie całą rodziną: Tata rozgniatał orzechy, ja wyciągałam kawałki ze skorupki, Szwagier wydłubywał nożem te, które nie chciały wyjść, a Piotruś wyjadał z miseczki.

Przepis pochodzi ze zbioru Siostry Anastazji i został poddany lekkiej modyfikacji (można wrzucić dwa słoiki selera i nie dodawać kukurydzy).


Składniki:
(na 8 osób)

  • 1 słoik selera w zalewie
  • 1 puszka kukurydzy
  • 1 puszka ananasów
  • 3 jabłka
  • 50 g rodzynek
  • 100 g orzechów włoskich
  • sok z 1 cytryny
  • 2 łyżki majonezu
  • 3 łyżki jogurtu naturalnego
  • sól i pieprz

Sposób przygotowania:

Seler, kukurydzę i ananasa odcedzam na durszlaku. Rodzynki zalewam na kilka minut wrzątkiem i odcedzam na sitku. Orzechy siekam na dość duże kawałki. Jabłka obieram i kroję w zgrabną kostkę, ananasa w drobne paski.

Do miski wrzucam wszystkie składniki, mieszam, wlewam sok z cytryny i majonez z jogurtem, doprawiam do smaku.

Przed podaniem wstawiam do lodówki, by się schłodziła.
Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */