Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziemniaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziemniaki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 kwietnia 2011

Kruchy placek z ziemniakami


Odwieczne pytanie: „co na obiad?”.

Córka zawsze odpowie, że spaghetti z sosem pomidorowym, a mężczyźni w moim domu rzadko mają sprecyzowane oczekiwania dotyczące posiłków. Chociaż nie, syn najbardziej chciałby czekoladę z galaretką. I żelki.

Ponieważ na takie menu nie wyrażam zgody, zostaję sama codziennym problemem dania obiadowego. Spaghetti jest zawsze kuszące, bo szybkie i mało pracochłonne, ale w kuchni nie lubię rutyny. Rosołek gotowany raz w tygodniu przez długie miesiące sprawił, że w ogóle go nie jadam. Nie tykam również naleśników z dżemem, a panierowanych kotletów też praktycznie nie smażę.
A zaręczam, że mnie nie jest łatwo zniechęcić do jedzenia.

Oczywiście od tej zasady są wyjątki, bo gdy mi ktoś podstawi jedzenie pod nos, to zawsze lepiej smakuje. I wtedy okazuje się, że domowy rosół jest po prostu przepyszny.

Ale ja jak zwykle błądzę z dala od tematu, tymczasem miało być o tym, że w poszukiwaniu obiadowej inspiracji przeglądam książki kulinarne, odrzucam dziesiątki interesujących pomysłów, a potem idę do sklepu, biorę co mi w ręce wpadnie i robię szybką mieszankę warzywną lub mięsno-warzywną. Zawsze się udaje i zawsze smakuje.

Czasem jednak biorę się za rzeczy, do których początkowo nie jestem przekonana.

Ziemniaki z ciastem? Pomysł zawsze wydawał mi się niezbyt trafiony, ale wreszcie się na niego skusiłam. Wszak kruche ciasto pasuje praktycznie do wszystkiego, więc dlaczego nie zrobić wersji ziemniaczanej. I cały czas mam w pamięci piękną tartę ziemniaczaną ze szparagami na francuskim cieście, którą widziałam u Jamiego Olivera – kiedyś ją wreszcie upiekę.

Dzisiejszy przepis jest prosty, bo nie wymaga wstępnej obróbki ziemniaków. To wersja dość podstawowa, którą naturalnie można wzbogacić, na pierwszy ogień pewnie wzięłabym parmezan albo boczek (albo jedno i drugie).
Chociaż same ziemniaki ze śmietaną i masłem też smakują pysznie. I prezentują się całkiem okazale, chociaż jak widać składników nie ma w tym daniu zbyt wiele i wcale nie są wyrafinowane.
A jednak warto się skusić.

Przepis z książki „Culina Mundi”, nieznacznie zmodyfikowany.

Anka


Składniki:

ciasto:
  • 300 g mąki pszennej (najlepiej z dodatkiem krupczatki)
  • duża szczypta soli
  • 200 g zimnego masła
  • 1 jajko
  • ewentualnie 2 łyżki zimnej wody
farsz:
  • 400 g ziemniaków
  • 20 g masła
  • sól, pieprz
  • gałka muszkatołowa
  • ok. 150 ml śmietanki 30%
  • 1 żółtko zmieszane z 1 łyżką mleka (do smarowania)

Sposób przygotowania:

Najpierw kruche ciasto.

Przesiewam mąkę, mieszam z solą, dodaję pokrojone w kostkę masło. Siekam na małe kawałeczki. Wbijam jajko i wlewam wodę, szybko zagniatam ciasto. Dzielę na dwie części, każdą owijam w folię i wkładam do lodówki na co najmniej godzinę.

Po godzinie rozwałkowuję na cienkie placki o średnicy około 20 centymetrów. Bardzo polecam rozwałkowywanie na folii spożywczej – nie trzeba wtedy podsypywać mąką, co przy takiej ilości masła byłoby pewnie konieczne.

Rozwałkowane placki wkładam znowu do lodówki, bo trochę się zdążyły rozgrzać.

Obieram i myję ziemniaki. Kroję na cienkie plasterki. Najlepiej użyć do tego celu tarki, plasterki muszą być naprawdę cieniutkie.

Na blasze układam jeden płat ciasta, kładę na to ziemniaki.

 
Posypuję ziemniaki solą, pieprzem i świeżo startą gałką muszkatołową. Rozkładam kawałeczki masła. Brzeg ciasta smaruję dookoła żółtkiem zmieszanym z mlekiem i wszystko przykrywam drugim płatem ciasta dokładnie zlepiając brzegi. U góry wycinam małą dziurkę i z papieru do pieczenia robię komin, przez który będzie uciekała para. Smaruję ciasto żółtkiem.

 
Wstawiam do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni na około 45 minut. Jeśli Wasz piekarnik mocno grzeje, to można trochę zmniejszyć temperaturę. Ważne, żeby ziemniaki były miękkie.

Wyjmuję ciasto i odstawiam na pięć minut. 

I teraz są dwie metody postępowania: wlewam przez kominek uprzednio podgrzaną śmietankę. Robię to powoli, z przerwami, żeby ziemniaki dobrze nasiąkły.
A jeśli ktoś się spieszy, można też wyciąć i zdjąć pokrywkę z górnej części ciasta i dopiero wtedy wlewać śmietankę.
 
Podaję ciepłe.

Smacznego!

piątek, 11 marca 2011

Pierogi ruskie

Konkurs trwa, ale przecież to nie powód, żeby nie wstawić kolejnego przepisu. Dzisiaj coś na leniwy weekend, najlepiej taki, gdy pogoda zniechęca do spacerów.

Nie byłam pewna, czy lubię pierogi ruskie. Nie pamiętam nawet, czy w ogóle robiliśmy je w domu, a przecież nie będę wyrokowała na podstawie smaku kupowanych. Inna sprawa, że nawet na studiach bardzo rzadko przyrządzałam pierogi z paczki, a teraz nie kupuję wcale, więc też nie mam pojęcia jak smakują.

Jedyne co mi pozostało, to zrobienie ich własnoręcznie.

Zmieszałam składniki farszu, spróbowałam i w jednej chwili zrozumiałam, dlaczego tak wiele osób z rozmarzeniem w głosie mówi o ruskich.
Jagoda, gdy zobaczyła, że coś jem, natychmiast znalazła się u mego boku.
- Mogę spróbować? – zapytała.
- Proszę.
- Niedobre – skrzywiła się, a ja pożegnałam się w duchu z wizją dzieci jedzących obiad.

Ale kiedy jakąś godzinę później (nie wierzcie nikomu, kto twierdzi, że jakiekolwiek pierogi robi się „raz dwa”!) położyłam na talerze gorące pierożki i polałam roztopionym masłem, córka zjadła przynajmniej sześć.

Tym samym rodzinnie dołączyliśmy do grona miłośników ruskich pierogów. 

I uwaga techniczna: tym razem zrobiłam inne ciasto. Zazwyczaj nie używam jajek, ale tym razem dodałam aż dwa żółtka i sporą porcję masła. Wyszło fantastyczne ciasto, bardzo elastyczne, delikatne, a przy okazji żółciejsze niż zwykle. Z pewnością będę je robiła, gdy przyjdzie nam ochota na pierogi z owocami. Bo do grzybów i kapusty pozostanę wierna dotychczasowej wersji.

Przepis pochodzi z książki Hanny Szymanderskiej „Pierogi świata”, minimalnie zmodyfikowany.

Anka


Składniki:
(robiłam nieduże, więc wyszło 60-70 sztuk)

ciasto: 
  • ½ kg mąki pszennej
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 2 żółtka
  • 1-2 łyżki masła, rozpuszczonego
  • 1 szklanka ciepłej wody

farsz:
  • 800 g ziemniaków
  • 400 g twarogu, zmielonego
  • 2 spore cebule
  • sól, pieprz
  • masło do smażenia

i do wyboru:

roztopione masło
lub podsmażona cebulka
lub podsmażony boczek
lub śmietana

Sposób przygotowania:

Mąkę przesiewam, mieszam z solą. Robię dołek, wlewam masło, dodaję żółtka i wodę. Zagniatam elastyczne ciasto. Odstawiam przykryte ściereczką na około pół godziny.

Ziemniaki obieram, gotuję w osolonej wodzie. Odparowuję i dokładnie rozgniatam.
Cebulę drobniutko kroję i podsmażam na maśle – uważam, żeby się nie przysmażyła. Lekko doprawiam solą i pieprzem.
Ziemniaki (były jeszcze ciepłe) mieszam z twarogiem. Dodaję cebulę i wszystko dokładnie mieszam, hojnie posypuję solą i pieprzem, niektórzy lubią jeszcze dodać paprykę – farsz powinien mieć zdecydowany smak.

Ciasto dzielę na dwie części, cienko rozwałkowuję i wykrawam krążki. Nakładam farsz, zalepiam i odkładam na posypaną mąką deskę, najlepiej pod przykryciem, żeby nie obsychały.

W dużym garnku zagotowuję osoloną wodę. Gdy zacznie wrzeć, wrzucam partiami pierogi i gotuję 3-5 minut od wypłynięcia. Wyjmuję łyżką cedzakową i odkładam na durszlak.

My tym razem zjedliśmy polane roztopionym masłem, chociaż najbardziej pasowałyby mi do nich podsmażona cebulka lub boczek. Część została na następny dzień do odsmażenia – wtedy są jeszcze lepsze.

środa, 2 marca 2011

Pączki z ziemniakami

Zarzekałam się, zapowiadałam, że nie ma mowy, nie będę smażyła żadnych pączków i co z tego wyszło?
Tłusta Środa wyszła.
Co oznacza, że z Tłustego Czwartku nici, bo jutro nie będę mogła patrzeć na pączki.

A wszystko przez to, że w ostatniej „Kuchni” jest przepis na pączki z dodatkiem ziemniaków i miałam ogromną ochotę by go wypróbować. Przecież prawie codziennie kupuję mój ulubiony chleb wiejski, który też ma składzie ziemniaki.

Oczywiście najwięcej problemu sprawiło mi smażenie (tutaj chyba rzeczywiście przydałby się termometr), ale ciasto wyszło ładnie. Było bardzo dobrze napowietrzone i dość luźne – takie jak powinno być. Pączki z dodatkiem ziemniaków podobno wolniej się starzeją, a na pewno są wilgotniejsze niż standardowe.

Nieco uprościłam wykonanie w porównaniu z oryginalnym przepisem, bo nie chciało mi się wkładać ciasta do zamrażalnika ani sklejać pączków z dwóch warstw oraz nieco zmniejszyłam ilość składników – i tak wyszło prawie 30 sztuk.

Anka


Składniki:
  • ok. 300 g ziemniaków
  • 600 g mąki + 2 łyżki
  • 60 ml mleka (około 1/4 szklanki)
  • 25 g drożdży
  • 3-4 łyżki cukru + 1 łyżeczka
  • 5 jajek (małych, dużych pewnie wystarczy 4 lub 4 jajka + 1 żółtko)
  • 100 g masła, rozpuszczonego
  • duża szczypta soli
  • 1 łyżka spirytusu
  • smalec lub olej do smażenia
  • powidła lub konfitura do nadziewania
  • cukier puder lub lukier

Sposób przygotowania:

Ziemniaki obieram i gotuję bez soli. Odcedzam i dokładnie odparowuję. Starannie rozgniatam ziemniaki, można przepuścić przez maszynkę. Ziemniaki co prawda ważyłam po obraniu, ale tak naprawdę ugotowałam ich 400 gramów, a potem dodałam na oko. W sieci widziałam przepisy, w których proporcja ziemniaków do mąki wynosi 1:1, więc raczej nie zaszkodzi, gdy będzie ich trochę więcej. A ilość mąki i tak zależy od ich wilgotności, więc być może trzeba będzie podsypywać.

Przygotowuję rozczyn: drożdże rozcieram z łyżeczką cukru, wlewam ciepłe mleko, wsypuję mąkę i wszystko mieszam. Po wierzchu posypuję mąką, przykrywam ściereczką i odstawiam na kwadrans w ciepłe miejsce.

Przesiewam mąkę, mieszam z solą, cukrem i ziemniakami. Robię wgłębienie, do którego dodaję rozczyn i jajka. Gdybym wyrabiała ręcznie, to najpierw bym zagniotła ciasto, a masło dodawałabym na końcu, ale ponieważ ostatnio używam miksera, to od razu wlewam roztopione masło i miksuję. Potem jeszcze wyrabiam na stolnicy, ale staram się jak najmniej podsypywać mąką – lepiej zostawić trochę masła w miseczce i smarować sobie nim ręce, bo ciasto na pączki ma być dość luźne.

Nie dodałam spirytusu, bo nie miałam, ale wymieniam wśród składników, bo zdaje się, że dzięki niemu pączki mniej chłoną tłuszcz podczas smażenia.

Wkładam ciasto do miski, przykrywam ścierką i odstawiam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na około godzinę.
Gdy ciasto podwoi objętość przebijam pięścią i króciutko zarabiam. Rozwałkowuję na grubość około 1-1,5 centymetra i wykrawam krążki. Tym razem robiłam dość duże - o średnicy 6-7 cm, ale niezbyt grube, ostatecznie ważyły po 50-60 gramów. Układam na blasze wysmarowanej lekko masłem lub olejem. Przykrywam ściereczką i odstawiam do napuszenia na 15-20 minut.

W szerokim garnku z grubym dnem rozgrzewam olej (akurat nie miałam smalcu – moim zdaniem pączki smażone na smalcu są lepsze). Smażę pączki z obu stron, do przewracania używam drewnianych widelców. W trakcie smażenia co pewien czas wrzucam do garnka kawałek surowego ziemniaka.

Odkładam na papierowy ręcznik do odsączenia i nadziewam powidłami śliwkowymi. Używam do tego celu dozownika od dziecięcych syropów przeciwgorączkowych, w którym ścięłam końcówkę; czasem dobrze jest najpierw naciąć skórkę pączka nożem.

Posypuję cukrem pudrem, bo na robienie lukru już nie starczyło mi sił :)


środa, 16 lutego 2011

Tarta z ziemniakami i boczkiem

W Krakowie prószy śnieg, jest mroźno i wietrznie – dusza by chciała do rajskich pomidorów i prawdziwych rzodkiewek, ale ciało domaga się pożywienia ciepłego i wysokoenergetycznego. Doskonale sprawdza się wtedy tarta, która pragnę Państwu przedstawić – kruche ciasto (można zrobić z mąki razowej), podsmażone ziemniaki, boczek, cebula i pieczarki (w oryginale nie było, ale były w mojej lodówce). A wszystko zalane śmietaną z jajkami i posypane żółtym serem.
Dla mnie – bomba!
Przepis pochodzi z belgijskiej książki „Quiches et tourtes”z serii „Le Cordon Bleu”.

Porcja na formę o średnicy 26 cm.


Składniki:

ciasto:
  • 200 g mąki
  • 100 g masła
  • 2 jajka
  • szczypta soli
  • zimna woda
nadzienie:
  • 2 duże ziemniaki pokrojone na cienkie plasterki
  • 100 g boczku wędzonego pokrojonego na cienkie paski
  • 250 g pieczarek pokrojonych na plasterki
  • 2 jajka
  • 120 ml śmietany
  • 100 ml mleka
  • 50 g tartego sera żółtego
  • 1 łyżeczka siekanej zielonej pietruszki

Sposób przygotowania:

Do miski przesiewam mąkę, plastikową łopatką siekam ją z miękkim masłem, jajkami i solą, dodaję wody, ile ciasto zabierze. Szybko zarabiam gładkie ciasto, formuję kulę.

Formę smaruję masłem, rozwałkowuję ciasto i przekładam do formy. Oblepiam spód i boki, nakłuwam widelcem. Wkładam do lodówki na czas przygotowania nadzienia.

Ziemniaki podsmażam na oliwie, aż będą rumiane. Boczek podsmażam osobno. Pieczarki duszę na maśle przez kilka minut.

Mleko, śmietanę i jajka mieszam razem na jednolitą masę, solę, pieprzę.

Na cieście układam plasterki ziemniaków, na to boczek i pieczarki, zalewam masą śmietanowo-jajeczną, posypuję żółtym serem i pietruszką.

Piekę w 180 stopniach 50-60 minut.

czwartek, 10 lutego 2011

Kotleciki z ziemniaków


Dzisiaj potrawa dla tych, którzy wzorem francuskich dworzan chętnie nosiliby ozdoby z kwiatów ziemniaka przypięte do ubrania.

Bo też i ziemniak ma swoich zagorzałych wielbicieli, którzy twierdzą, że można z niego zrobić wszystko, łącznie z deserem.

Aż taką wielbicielką tej pożytecznej bulwy nie jestem. Owszem, lubię, bo ja prawie wszystko lubię, a na pewno wszystko zjem (łącznie z miniaturowymi ośmiorniczkami na patyku, prosto z ulicznego rusztu, chociaż nad okiem w zupie już bym się zastanowiła), ale nie gotuję zbyt często, zwłaszcza że towarzystwo w domu mam makaronowo-ryżowe.

Powiedzmy po prostu, że nie wypatruje na rynku wydawnictw typu: „100 potraw z ziemniaka”, bo bliższe mi są takie tytuły jak „Pomidor i papryka – warzywa doskonałe” lub „Warzywa na 100 sposobów”.
I „Desery”. Desery zawsze!

Za to jak sobie wizualizuję wyciąganego z ogniska ziemniaka, z obowiązkowo przypaloną skórką, którego smaruje się masłem i posypuje solą, to mam prawdziwy ślinotok. Z braku laku może być ziemniak upieczony w piekarniku, a nawet ugotowany w mundurku.

Reasumując (bo znowu się rozgadałam, a tu już pora iść spać):  nie jestem obojętna na ziemniaczane specjały.

Więc kiedy na bardzo ładnym blogu Almost Bourdain znalazłam apetyczne kotleciki z ziemniaków, to od razu nabrałam na nie ochoty.
 
Nie bawiłam się w nadziewanie kotlecików mozzarellą i kształt też mają nieco inny niż w oryginale, ale i tak były smaczne.

Anka



Składniki:
  • ok. 700 g ziemniaków
  • 2 jajka + 1 do panierowania
  • pęczek natki pietruszki
  • pęczek szczypiorku
  • sól, pieprz
  • 100 g twardego sera (u mnie akurat był pecorino)
  • 1-2 łyżki mąki
  • bułka tarta do panierowania
  • olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Ziemniaki gotuję w mundurkach w osolonej wodzie do miękkości. Dokładnie odparowuję. Obieram, rozgniatam praską (można przepuścić przez maszynkę jeśli ktoś ma ochotę).

Ser ścieram na drobnej tarce. Natkę i szczypiorek drobno siekam.

W misce mieszam ze sobą ziemniaki, natkę, szczypiorek, ser i jajka. Doprawiam solą i pieprzem. W miarę potrzeby dosypuję mąkę – im mniej, tym lepiej, dlatego ważne jest odparowanie ziemniaków.

Z masy formuję płaskie kotleciki, obtaczam w jajku i bułce tartej. Smażę w dość głębokim tłuszczu.

Odkładam na papierowy ręcznik do odsączenia.

poniedziałek, 1 listopada 2010

"Sprzątanie lodówki", czyli smażone warzywa z boczkiem i ziołami

To danie nosi roboczą nazwę „sprzątanie lodówki”, bo u mnie zawsze w końcu zostają jakieś pojedyncze marchewki, pietruszki i cebula, więc jeśli chcę wyczyścić lodówkę, to na pewno muszę je uwzględnić w menu. Najprościej byłoby wrzucić wszystko do piekarnika, co robię bardzo często, ale czasem piekarnik mam już zajęty, co zmusza mnie do poszukiwania innych sposobów przygotowania obiadu. Na przykład na patelni. Możliwie dużej, należy od razu dodać.

Danie jest bardzo proste i raczej nie nadaje się na dla gości, na których chcemy zrobić wrażenie wysublimowanych smakoszy. Przyznam jednak, że ja je uwielbiam. Sekretem tej potrawy są świeże zioła. Mnóstwo tymianku, dwie gałązki rozmarynu i ewentualnie natka pietruszki. Rozmarynu nie może być zbyt dużo, żeby nie zdominował dania i najlepiej wyjąć gałązki zanim podamy do stołu.

Proporcje jak zwykle orientacyjne, biorę co mam i ile mam :)


Składniki:

  • ok. 80 dag ziemniaków
  • 15 dag wędzonego boczku
  • 1-2 cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 marchewki
  • 3 pietruszki
  • sól, pieprz
  • świeży tymianek, rozmaryn i natka pietruszki
  • ok. 1/3 szklanki białego wina
  • olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Ziemniaki bardzo dokładnie myję, czy też raczej szoruję szczoteczką. Gotuję w lekko osolonej wodzie około 10 minut. Odcedzam. Obieram lub nie, w zależności od tego czy są jeszcze młode i kroję na talarki.

Chodzi o to, że nie cierpię surowych ziemniaków, ale lubię lekko chrupką marchewkę, dlatego wcześniej musiałam je obgotować.

Boczek kroję w słupki.

Cebulę, marchewkę i pietruszkę obieram, kroję w plastry.

Obrywam listki tymianku, siekam natkę.

A teraz, gdy wszystko jest wreszcie przygotowane przystępuję do części zasadniczej.

Podsmażam boczek. Wybrałam chudy kawałek, więc dolewam trochę oleju (lub oliwy). Wrzucam cebulę, smażę jeszcze kilka minut aż się zeszkli, dodaję czosnek, marchewkę, pietruszkę i ziemniaki. Dorzucam zioła, doprawiam solą i pieprzem. Wszystko smażę delikatnie mieszając tak, żeby warzywa się nie rozpadły.

Wlewam na patelnię białe wino, smażę aż większość wina odparuje i sprawdzam czy ziemniaki są już miękkie. Jeśli jeszcze nie są gotowe, a potrawa będzie chciała się przypalać, dolewam jeszcze wina lub bulionu.

poniedziałek, 6 września 2010

Placki ziemniaczane

Wiem, że dopiero co dodałam przepis na ciasto, ale ten przepis nie może czekać. Poza tym od jutra znowu zostaję z moją najukochańszą, aczkolwiek trochę zakatarzoną córką i czas spędzony przy komputerze drastycznie mi się skróci.

Placki ziemniaczane, mimo że to potrawa lubiana przez całą moją rodzinę, dość rzadko pojawiają się na naszym stole. Powód jest prozaiczny i jak zwykle wynika z mojego lenistwa, bowiem ścieranie ziemniaków na drobnej tarce to prawdziwa katorga. Nigdy nie uważałam się za słabeusza, ale już przy drugim, najdalej trzecim ziemniaku opuszczają mnie siły.
Jednakże chętka na pyszne, chrupiące placuszki okazuje się tak silna, że od czasu do czasu pokonuję swoją niechęć do pracy fizycznej. Potem jak zwykle okazuje się, że nie taki diabeł straszny jak go malują i przygotowanie wcale nie jest wyczerpujące. Zdecydowanie gorsze jest myślenie o tym. Ale to akurat nic nowego ;)

Chociaż… gdybym miała jakiś większy malakser, to może robiłabym je raz w tygodniu?

Moje ulubione placki są naprawdę cieniutkie i chrupiące – nie lubię grubych, ale przecież możecie usmażyć takie jak chcecie. Za to obficie sypię majeranek, obowiązkowo ścieram trochę cebuli i kompletnie nie przeszkadza mi to potem w posypaniu ich cukrem. Powiem więcej – taka wersja jest moim zdaniem idealna :) Reszcie rodziny nie przyznaję się do składu placków i też jedzą z cukrem oraz śmietaną na dodatek. Na zmianę z keczupem, ale moje dzieci wszystko jedzą z keczupem.

Chociaż oczywiście zgodnie ze wszelkimi zasadami sensownego łączenia smaków, jeśli chcecie podać placki z cukrem, to omińcie chociaż cebulę (bo omijania majeranku w plackach ziemniaczanych sobie nie wyobrażam). Ostrzejsze wersje podaje się sosem pomidorowym (keczupem) albo innym sosem (grzybowy, paprykowy, koperkowy – placki są daniem dość uniwersalnym). Niektórzy dodają do placków czosnek, czego akurat nie praktykuję, ale wcale mnie nie dziwi, bo wiadomo, że czosnek pasuje prawie do wszystkiego.

Ach i na koniec najważniejsza rzecz. Placki ziemniaczane zaczęły mi wychodzić naprawdę smaczne, gdy praktycznie przestałam dodawać do nich mąkę. Gęste sitko do odcedzenia startych ziemniaków jest tu najważniejszym sprzętem. Naturalnie istotna jest także odmiana ziemniaków, ale w większości znanych mi warzywniaków mówię zawsze „poproszę kilogram ziemniaków”, a jeśli nawet zaryzykuję pytanie o to czy dany gatunek jest dobry do placków czy może do sałatki, to potem okazuje się, że ziemniaki doskonale nadają się do wszystkiego. Fakt, że pewnie są to tzw. ogólnoużytkowe odmiany ziemniaków.
Oczywiście jeśli ktoś zaopatruje się „u producenta”, to nie zaszkodzi podpytać. Pozostałym zostaje ludowa mądrość, która mówi, że im ziemniaki żółciejsze, tym lepsze placki wychodzą. Albo łut szczęścia.




Składniki:
(o ile dobrze pamiętam na ok. 20 niedużych placków)

1 kg ziemniaków
2 jajka
1 nieduża cebula
1 łyżka mąki
majeranek
sól, pieprz
olej do smażenia

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Obieram ziemniaki i ścieram na drobnej tarce. Odcedzam na sitku ustawionym na misce. Odstawiam na chwilę odcedzoną wodę i wylewam gdy na dnie zostanie biała mączką. Mączkę dokładam do startych ziemniaków. Widzicie?



Ścieram cebulę (można posiekać, ale wygodniej i szybciej jest zetrzeć, tym razem na grubszych oczkach). Dodaję jajka, mąkę i przyprawy. Wszystko mieszam.

Masa na placki ma być dość rzadka, ale nie wodnista. Ilość wsypanej mąki zależy właśnie od rodzaju ziemniaków, jeśli nie są wodniste, mąki nie trzeba wiele i placki wyjdą o wiele smaczniejsze. (Taka masa naprawdę nie jest fotogeniczna, pozwólcie, że pominę to zdjęcie.)

Na patelni rozgrzewam olej. Smażę placki z obydwu stron na złoto. Odkładam na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem. Podaję natychmiast – najsmaczniejsze są prosto z patelni.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Zapiekanka ziemniaczana z boczkiem, pieczarkami i jajkami

Jak co roku na wiosnę Mąż oznajmia, że przechodzi na dietę. Będąc żoną wspierającą, entuzjastycznie odnoszę się do jego zamiarów i podaję mu jedzenie dietetyczne. Oto Mąż wraca z pracy i nim wejdzie do kuchni, by spenetrować lodówkę, wyjadając z niej rzeczy kaloryczne i niezdrowe, prędziutko stawiam przed nim talerz zielonej sałaty z mnóstwem pysznych dodatków: słodkie pomidorki koktajlowe, plasterki soczystego ogórka, krążki chrupiącej cebulki i orzechowa w smaku rukola polane winegretem. Mąż dziękuje, konsumuje i chwali. Następnie grzecznie spożywa porcję błonnika i przez resztę wieczoru pogryza chrupiące marchewki, które mu usłużnie podsuwam. I tak do 23.45, kiedy wstaje z kanapy, przeciąga się i stwierdza, że no dobrze, dieta – dietą, powygłupialiśmy się, pożartowaliśmy, a teraz to on wreszcie zjadłby kolację. I kroi sobie półcentymetrowy plaster boczku, nakłada na niego górkę chrzanu (ułatwia trawienie), czynność powtarza, po czym idzie spać.

I tak mija wieczór diety dzień pierwszy. I tak samo wygląda drugi i trzeci. Zatem czwartego dnia kończę wygłupy z pomidorkami i witam Męża porządną zapiekanką ziemniaczaną z boczkiem, z jajkiem, ze śmietaną.

Mąż się objada nieprzytomnie o 20.30 i do rana nawet nie patrzy w stronę lodówki. A dieta? A tam, dieta!

Przepis wzięłam z kuchni Ireny i Andrzeja, autorów zainspirowała książka Hanny Szymanderskiej "Jaja w roli głównej" .

Składniki:

4 jaja
200 g sera żółtego startego
200 g boczku wędzonego
300 g pieczarek
5 średnich ziemniaków
200 ml słodkiej śmietanki 18%
1 spora cebula
gałka muszkatołowa
sól
pieprz

Sposób przygotowania:

Wyszorowane ziemniaki gotuję w mundurkach ok. 20 minut, żeby się nie rozpadły. Odcedzam z wody i studzę. Można je ugotować dużo wcześniej, np. rano.

Na gorącej patelni rumienię boczek pokrojony w cienkie plasterki, wyjmuję go łyżką cedzakową, a na wytopionym tłuszczu podsmażam pokrojone w plasterki ziemniaki. Z mojego boczku wytopiła się minimalna ilość tłuszczu, zatem dodałam oleju rzepakowego (bo ponoć najzdrowiej smażyć albo na smalcu, albo na rzepakowym właśnie). Pokrojone w plasterki pieczarki razem z krążkami cebuli smażę na maśle.

Do zapiekania najlepiej byłoby mieć tyle naczyń ilu biesiadników – wówczas każdy dostaje swoją porcję i nie trzeba się martwić, że danie będzie się rozlatywać przy nakładaniu na talerze. Teraz je mam, ale jeszcze kilka dni temu, gdy robiłam tę zapiekankę, dysponowałam tylko formą na tartę.

Technika przygotowania naczynia do zapiekania jest taka sama: smaruję je masłem, układam warstwę ziemniaków, pieczarek i boczku, posypuję połową żółtego sera, zalewam śmietanką ubitą z gałką muszkatołową i solą. Na wierzch wbijam po jednym jajku i posypuję resztą sera, solą i pieprzem.

Wstawiam naczynie do piekarnika nagrzanego do 170 stopni i zapiekam ok. 20 minut, aż białka się zetną. Wówczas danie jest gotowe.

czwartek, 18 lutego 2010

Zupa warzywna z pulpecikami

- Mój ty pulpeciku! – gdyby Chochelka Grubsza miała zwyczaj rozmawiać z obiadem, to pewnie w te słowa zwróciłaby się do mięsnych kulek.

Ale skoro na szczęście jeszcze do tego nie doszło, to po prostu rozlewa zupę do talerzy i podaje do stołu.

Może też sobie zrobicie w weekend?
Smacznego!




Składniki:

pulpety:
ok. 60 dag mielonego mięsa drobiowego
2 jajka
bułka tarta (około pół szklanki, tyle żeby się kotlety trzymały)
sól, pieprz
pół pęczka drobno posiekanego koperku

zupa:
1 cebula
1 por
2 ząbki czosnku
3 marchewki
2 małe pietruszki
3-4 ziemniaki
pół pęczka koperku
sól, pieprz
(ewentualnie mąka i kwaśna śmietana do zabielenia)

Sposób przygotowania:

Składniki na pulpety dokładnie mieszam w misce. Formuję kulki wielkości orzecha włoskiego i bardzo krótko obsmażam na patelni.
W garnku gotuję około 2 litrów wody, solę i do wrzącej wody wrzucam podsmażone pulpeciki. Etap obsmażania można pominąć i od razu wrzucać pulpety do wrzątku.
Gotuję około 15 minut.

W tym czasie podsmażam na patelni pokrojoną w talarki cebulę, por pokrojony w grube krążki i czosnek w plasterkach. Posypuję solą.
Marchewkę i pietruszkę obieram i kroję na zapałkę lub w plasterki.

Wyjmuję pulpety łyżką cedzakową. Do wywaru wrzucam podsmażone warzywa z patelni, marchewkę i pietruszkę. Gotuję 5-10 minut, dodaję obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki. Gotuję aż ziemniaki będą miękkie, doprawiam i z powrotem wrzucam do garnka pulpeciki. Dorzucam drobno posiekany koperek.
Na tym można zakończyć przygotowywanie zupy, ale często mam ochotę na wersję delikatnie zabielaną, więc mieszam w kubku łyżeczkę mąki z 1-2 łyżkami kwaśnej śmietany. Wlewam do mieszanki odrobinę gorącej zupy, mieszam, a potem powoli wlewam zawartość kubka do garnka.

środa, 17 lutego 2010

Zapiekanka ziemniaczana

Czasami otwieram lodówkę, a tam jeno wicher hula i białe niedźwiedzie spacerują.

Na szczęście, żeby przygotować coś naprawdę pysznego wcale nie potrzeba składników zdobywanych w sklepach z orientalną żywnością. Wystarczą ziemniaki, śmietanka, cebula i/lub por oraz trochę przypraw.

Efekt jest fantastyczny! I bez mięsa, co w dniu dzisiejszym dla wielu ma znaczenie. Chociaż prawdę mówiąc ta potrawa ma nieco rozpasany charakter. Wszystko przez śmietankę…




Składniki:
(na 2-3 osoby)

60-80 dag ziemniaków
1 cebula
1 duży por (tylko biała część)
sól, pieprz, gałka muszkatołowa
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
250 ml słodkiej śmietanki
masło do smażenia i posmarowania formy

Sposób przygotowania:

Cebulę i por kroję w talarki, ziemniaki na bardzo cieniutkie plasterki. Wszystko podsmażam na maśle, posypuję odrobiną soli, pieprzu i gałki.

Płaskie naczynie żaroodporne smaruję masłem, przekładam do niego zawartość patelni i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni.

Na patelni (po co brudzić inny garnek) zagotowuję śmietankę i dodaję do niej jeszcze trochę przypraw oraz natkę. Zalewam śmietanką ziemniaki.

Piekę około 20-30 minut, sprawdzam widelcem lub wykałaczką czy ziemniaki są miękkie.

piątek, 29 stycznia 2010

Nadziewane ziemniaki

Wdzięczny i nieskomplikowany dodatek do obiadu, tak smaczny, że można się nim zajadać nawet bez obiadu.


Składniki:
(dla 4 osób)

5 średnich ziemniaków
2 cebule
250 g boczku
5 g masła
50 ml słodkiej śmietany
pęczek szczypiorku
sol, pieprz

Sposób przygotowania:

Ziemniaki szoruję dokładnie i gotuję w posolonej wodzie ok. 15 min. Odcedzam i studzę.

Obieram cebulę i i kroję w kostkę, boczek kroję w kostkę lub słupki. Cebulę podsmażam na złoto, boczek na lekko chrupiąco (jeśli boczek jest chudy, dodaję nieco oleju).

Rozgrzewam piekarnik do 180 stopni.

Ostudzone ziemniaki kroję na pół. Łyżeczką wydrążam środki, zostawiając ok. 0,5 cm dokoła i układam w wysmarowanym masłem naczyniu do zapiekania.

To, co wydrążyłam z ziemniaków, rozgniatam widelcem i mieszam z cebulą i boczkiem. Dodaję śmietankę, pokrojony szczypiorek, doprawiam. Nakładam do ziemniaczanych skorupek i zapiekam ok. 15 min.

niedziela, 24 stycznia 2010

Zupa ziemniaczana z grzybami

Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że lubię prostą kuchnię. Lubię, gdy danie nie wymaga ode mnie zbyt dużo pracy, lubię gdy lista składników nie jest długa, a nade wszystko lubię by było smacznie.
Ta zupa spełnia wszystkie moje wymagania.
A jak pachnie!
Smacznego.




Składniki:

spora garść suszonych grzybów
25 dag wędzonego boczku
2 cebule
2 ząbki czosnku
1 średnia lub nieduża pietruszka
1 średnia marchewka
4-5 ziemniaków
pęczek natki pietruszki
sól, pieprz, majeranek
1-2 łyżeczki mąki i łyżka śmietany do zabielenia

Sposób przygotowania:

Grzyby namaczam kilka godzin wcześniej w niewielkiej ilości wody, obgotowuję i odstawiam.

Boczek kroję w słupki, cebulę w sporą kostkę, czosnek kroję na cienkie plasterki.
Podsmażam boczek na patelni, po kilku minutach dodaję cebulę, posypuję odrobiną soli i pieprzem, smażę często mieszając aż zmięknie, na koniec dodaję czosnek i jeszcze chwilę trzymam wszystko na patelni.

Przekładam boczek, cebulę i czosnek do garnka, dodaję grzyby wraz z wywarem, dolewam około półtora litra wody, dodaję obrane i pokrojone w słupki lub plastry marchewkę oraz pietruszkę i gotuję wszystko około dwudziestu minut.

Dodaję obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki, gotuję aż będą miękkie. Gdzieś w tak zwanym międzyczasie dosypuję majeranek. Sporo, nie żałujcie majeranku.

Drobno siekam natkę pietruszki, dodaję do zupy.

Mieszam w kubku mąkę ze śmietaną i odrobiną zimnej wody (można z samą śmietaną, albo samą wodą), dolewam do kubka odrobinę gorącej zupy i dokładnie mieszam, a potem powoli wlewam zawartość kubka do garnka cały czas mieszając. Doprawiam jeśli trzeba.

Podaję z chlebem.

sobota, 2 stycznia 2010

Tortilla (i bardzo długi wstęp)

Rozdział czterdziesty siódmy, w którym Sanczo Pansa nadal rządzi na wyspie Baratarii, lecz wydaje mu się to coraz uciążliwsze

"Wyglądało na to, że życzenie pana gubernatora zostanie zaraz spełnione, z sali przyjęć bowiem zaprowadzono go do sali jadalnej, gdzie czekał już stół obficie zastawiony, czekała też służba do mycia rąk, do usługiwania przy stole i do innych, na razie niewiadomych czynności. Fotel przy stole był tylko jeden i nakrycie na stole jedno, z czego łatwo było zrozumieć, że to dla Sancza i że on jeden będzie się posilał, a pozostali będą mu pomagali swą obecnością. Kiedy wkroczył na salę, rozległa się muzyka, która trwała, póki mył ręce i wycierał, a kiedy usiadł – zamilkła. W tej samej chwili pojawiła się obok gubernatora jakaś nieznajoma postać o dosyć ponurej twarzy i z fiszbinową pałeczką w dłoni. Nie zwracając uwagi na tę asystę, Sanczo Pansa rozejrzał się po stole, na. którym pełno było naczyń z rozmaitymi daniami, mokrymi i suchymi. Skinął z zadowoleniem głową i podczas gdy zawiązywano mu serwetkę pod brodą, zastanawiał się, od którego by zacząć. Sięgnął po najbliżej stojący półmisek z ostrygami, ale zanim zdążył której skosztować, jegomość u jego boku machnął pałeczką i pośpiesznie zabrano mu półmisek sprzed nosa. Chcąc nie chcąc zdecydował się na drugi, z pasztetem z królika, ledwie jednak wyciągnął doń rękę, gdy dotknięty pałeczką i ten półmisek uciekł przed Sanczem. To samo powtórzyło się i z trzecim półmiskiem, na którym leżały świeże jarzyny.
– Czy to obiad, czy sztuczki z królikiem i kapeluszem? – zapytał zdenerwowany
gubernator.
– Wasza niespożytość – powiedział z szacunkiem ów osobnik, na którego znak znikały potrawy – spełniam tylko swój obowiązek; jestem mianowicie lekarzem waszej niespożytości i mam pilnować, byście nie spożyli, uchowaj Boże, nic takiego, co zaszkodzi wam na żołądek; ostrygi były stanowczo za ciężkie, ten pasztet za ostry, te jarzyny zbyt wzdymające; z góry powiem, że nie radzę wam też jeść tej zupy, bo zawiera zbyt wiele płynu, ani tego mięsa, bo jest za suche – co powiedziawszy, wskazał pałeczką, a służba natychmiast sprzątnęła wazę z zupą i półmisek z pieczenia.
– Zostały więc – rzekł Sanczo – jeśli mnie wzrok nie myli, te apetycznie przyrządzone
przepiórki.
– Raczej umrę, niż pozwolę je tknąć waszej nietykalności – oznajmił lekarz.
– A to dlaczego? – zdziwił się Sanczo.
– Ponieważ, jak uczy Hipokrates, ze wszystkich niestrawności najniebezpieczniejsza jest ta, którą powodują przepiórki.
– Zacznijmy więc od innego końca – powiedział Sanczo. – Pan doktor zrobi przegląd
całego stołu i usunie wszystko, co może mi zaszkodzić, a tym, co zostanie, zajmę się już spokojnie, bez obawy, że mi ucieknie.
Lekarz skinął głową na znak zgody, następnie wbił jastrzębie spojrzenie w nakryty stół i pałeczka zaczęła wykonywać konwulsyjny taniec nad całą jego przestrzenią, w miarę zaś, jak się poruszała, służba ogołacała stół z naczyń, aż zamieniła go w białą pustynię, na której i mysz by się nie pożywiła, nie tylko człowiek, zwłaszcza zaś człowiek o tak dobrym apetycie jak Sanczo Pansa.
Głodnemu i złemu gubernatorowi na widok znikającego jedzenia oczy coraz bardziej wyłaziły z orbit, aż doprowadzony do szału trzasnął pięścią w stół, z ostatniego uciekającego półmiska złapał ręką kawałek mokrego placka, zwanego po hiszpańsku tortilla, i wpakowawszy go sobie do ust, przełknął prawie bez żucia, po czym wrzasnął:
– Wynoś mi się stąd, przeklęty łapiduchu, bo ci łeb utnę za próbę zamorzenia głodem władzy państwowej! Mnie zaś niech natychmiast dadzą jeść albo zrezygnuję ze stanowiska, bo ziarnka bobu nie jest warta posada, na której się nie można najeść do syta! "

Miguel de Cervantes „Don Kichot”.

Zanim przejdziecie na noworoczną dietę: tortilla. Spróbujcie koniecznie.




Składniki:
(3 porcje)

60-80 dag ziemniaków
15 dag boczku
1 duża cebula
sól, pieprz
pęczek natki pietruszki
6 jajek
olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Ziemniaki obieram, myję i kroję w kostkę. Nie powiem jakiej wielkości, bo wtedy wyjdzie na jaw, że każdy kawałek jest inny. Przyjmijmy, że bok długości jednego lub półtora centymetra czasami też się zdarza.
Boczek kroję w słupki, cebulę w kostkę.

Myślę, że można się pokusić o smażenie wszystkich składników oddzielnie, ale kto ma na to czas i ochotę? Dlatego na dużą patelnię wrzucam ziemniaki i smażę około 10 minut na średnim ogniu. Potem dokładam cebulę i lekko solę. Po około pięciu minutach dodaję boczek i wszystko smażę jeszcze około pięciu minut, aż ziemniaki będą prawie miękkie. Często mieszam, ale delikatnie, żeby nie porozwalać ziemniaków.

Przekładam wszystko do miski, posypuję drobno posiekaną natką pietruszki, solą i pieprzem, wlewam jajka i wszystko mieszam.

Patelnię, jeśli trzeba, wycieram papierowym ręcznikiem, żeby nie zostały na niej na przykład kawałki cebuli i wlewam odrobinę oleju. Na rozgrzaną patelnię kładę masę ziemniaczaną, formuję okrągły, płaski placek i smażę na średnim ogniu, aż przypiecze się spód.

Biorę głęboki oddech, bo przede mną najtrudniejsza część zadania.
Na wszelki wypadek wdziewam rękawice kuchenne, które może i zmniejszają zdolności manualne, ale przynajmniej nie trwale tak jak oparzenia. Znajduję duży płaski talerz, którym przykrywam patelnię i szybkim ruchem przekręcam patelnię do góry nogami tak, że tortilla ląduje na talerzu upieczoną stroną do góry. Potem bardzo, ale to bardzo ostrożnie zsuwam placek z talerza na patelnię i znowu smażę, aż ładnie się przyrumieni.

Przyznam się, że lubię z keczupem.

piątek, 4 grudnia 2009

Zimowy obiad

Nawet najlepsza pieczeń to nie wszystko. Trzeba ją z czymś podać.
Dlatego mam dla Was propozycję jak przyrządzić pyszny zimowy obiad.
Będzie w nim miejsce i na własnoręcznie przyrządzony schab i na kojące piure z ziemniaków, a także na odrobinę oszustwa, czyli warzywną mrożonkę.
W ciemny grudniowy dzień takie zestawienie rozgrzeje każdego.


 


Składniki:
(na 4 osoby)

pieczony schab ze śliwkami (przepis tutaj)
1 kg ziemniaków
¾ szklanki mleka
3 łyżki masła
duża paczka mrożonej marchewki z groszkiem
sól, pieprz
ewentualnie gałka muszkatołowa

Sposób przygotowania:

Przygotowuję pieczeń według podanego przepisu.

Ziemniaki obieram, myję, gotuję z solą do miękkości. 2 łyżki masła rozpuszczam razem z mlekiem – mieszanka ma być ciepła. Odcedzam ziemniaki, ubijam praską i mieszam z mlekiem i masłem. Posypuję odrobiną gałki muszkatołowej. Mieszam.

Marchewka z groszkiem jest jeszcze prostsza. W rondlu z grubym dnem rozgrzewam łyżkę masła, wrzucam mrożone warzywa i duszę do miękkości (czy też raczej: półtwardości). Doprawiam solą i pieprzem.
Oczywiście można ugotować marchewkę, pokroić w kostkę i dołożyć do niej groszek z puszki, ale to już wymaga więcej zachodu.

Nakładam na talerze ziemniaki (taką masę łatwo się formuje, więc można bardziej się postarać niż ja i dekoracyjnie ułożyć albo ozdobić szlaczkami robionymi widelcem), marchewkę z groszkiem i grube plastry gorącej pieczeni.

Oczywiście nie trzeba robić piure, można przecież użyć do ziemniaków sosu wytopionego z pieczeni.

Smacznego!

poniedziałek, 23 listopada 2009

Prosta zupa warzywna

Łosoś, awokado, pomidorki koktajlowe, rukola – wszystko pyszne, ale czasami tęskno do czegoś bardziej swojskiego. Do dania, które kojarzy się z kuchnią w domu na wsi, z ciepłym zapieckiem i szeroką pajdą chleba na zagryzkę. I gdy dopadnie mnie taka nostalgia, robię sobie właśnie prostą warzywną zupę.

 


Składniki:

ok. 2 litry wody
2 marchewki
1 pietruszka
¼ główki kapusty
3-4 ziemniaki
1 duża cebula
20 dkg boczku wędzonego
koperek
sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie
łyżka śmietany lub jogurtu naturalnego

Sposób przygotowania:

Wlewam wodę do garnka, stawiam na kuchenkę i zabieram się za niewdzięczną pracę przygotowania warzyw. Przynajmniej dla mnie jest niewdzięczna, bo mimo zdecydowanie wiejskiej proweniencji, skóra na moich rękach buntuje się przy wszelkich pracach domowych, a do rękawiczek nienawykłam. Ale cóż robić. Taki los kucharza bez pomocnika.

Obieram marchewkę, pietruszkę, ziemniaki, myję i kroję w kostkę. Ziemniaki odstawiam zalane zimną wodą, żeby nie ściemniały. Kapustę szatkuję na niewielkie kawałki, koperek dokładnie siekam.
Boczek kroję w słupki lub kostkę, a cebulę dość drobno ciacham.
W tym czasie zaczyna się już gotować woda.

To czy wrzucam warzywa do zimnej wody czy na wrzątek zależy od tego, co chcę osiągnąć. Jeśli chcę, by wyszedł mi jak najbardziej esencjonalny wywar – wrzucam do zimnej, tak jak na przykład mięso na rosół. Ale jeśli chcę, by moje warzywa zatrzymały jak najwięcej smaku – wkładam je do wrzątku.
Wrzucam więc kapustę, marchewkę i pietruszkę, dorzucam listek laurowy i dwa ziarenka ziela angielskiego. Gotuję kilka minut i dodaję ziemniaki.

Gdzieś w tak zwanym międzyczasie podsmażam boczek i cebulę (robię to rzecz jasna razem, jestem zbyt leniwa by rozdzielać smażenie na dwie tury) tak, by cebula ładnie się zeszkliła, a boczek przyrumienił. Dorzucam razem z wytopionym tłuszczem do gotującej się zupy i zostaje mi tylko czekać, aż ziemniaki będą miękkie.

Jeszcze tylko pod koniec gotowania dodaję posiekany koperek, pieprz i sól. Chociaż z tą ostatnią radzę uważać, bo zazwyczaj boczek jest już wystarczająco słony.

Zdejmuję zupę z kuchenki i zabielam tym, co akurat mam w lodówce. Nie wiem co prawda czy zupa ze smażonym boczkiem stanie się wyraźnie lżejsza jeśli zastosuję jogurt zamiast śmietany, ale przynajmniej mam wrażenie, że jem zdrowiej.
Smacznego!

niedziela, 22 listopada 2009

Kopytka

Kopytka zawsze kojarzyły mi się z trudnym daniem, które jeśli chodzi o pracochłonność plasowało się gdzieś zaraz obok pierogów.
Nic bardziej mylnego! Kopytka naprawdę robi się piorunem, a smak z pewnością zadowoli każdego.
Niektórzy podają kopytka jako potrawę bożonarodzeniową. Muszę przyznać, że u mnie w domu nie było takiej tradycji, ale z drugiej strony odsmażone kopytka wydają się być idealne jako składnik świątecznej uczty, gdy na dworze grudniowa zawierucha.




Składniki:
(na 2-3 osoby)

600 g ziemniaków
ok. 150 g mąki
szczypta soli
1 jajko

Sposób przygotowania:

Ziemniaki obieram, myję i gotuję w osolonej wodzie. Odcedzam, odparowuję chwilę i ubijam praską do ziemniaków.

Mąkę można oczywiście odmierzyć co do grama, ale jest dużo wygodniejsza metoda. Ponieważ mąki powinno być około jednej czwartej części ziemniaków, to wystarczy, że w garnku, w którym gotowałam ziemniaki wyrównuję ich powierzchnię, dzielę na cztery części i jedną ćwiartkę wyjmuję. W puste miejsce wsypuję mąkę (można pomieszać pszenną z ziemniaczaną) i z powrotem dokładam ziemniaki.
Mieszam razem jajkiem i szczyptą soli.

Tu muszę znowu zrobić dygresję. Są dwie szkoły: jedna mówi, że wszystkie poprzednie czynności należy robić, gdy ziemniaki są jeszcze ciepłe, a druga wręcz przeciwnie, proponuje schłodzenie ziemniaków w lodówce. Osobiście skłaniam się ku pierwszej opcji, ale jeśli robię kopytka z ziemniaków, które zostały z wczorajszego obiadu, to wcześniej ich nie podgrzewam.

Wyjmuję masę z garnka, przekładam na stolnicę, zagniatam ciasto i podsypując mąką formuję wałeczki grubości palca (proponuję brać pod uwagę raczej kciuk niż mały palec i to męski). Lekko spłaszczam i tnę ukośnie nożem na romby.

Wrzucam partiami do wrzącej osolonej wody i gotuję około 2 minut od wypłynięcia.

Najbardziej lubię z podsmażoną cebulką lub cebulką i skwarkami, niektórzy podają z bułką tartą, ale najlepiej, gdy na stole obok pojawia się moja ukochana modro kapusta.

poniedziałek, 16 listopada 2009

Ziemniaki po cabańsku

Ziemniaki po cabańsku (czyli po prostu po pastersku, bo caban czy też czaban to po prostu pasterz) to regionalna potrawa pochodząca z ziemi chrzanowskiej. Oryginalnie przyrządza się ją w żeliwnym kociołku i piecze pod przykryciem z darni. Zielonym do dołu, rzecz jasna, żeby nie nasypać sobie ziemi do jedzenia.

Te zapiekane ziemniaki z marchewką, cebulą, boczkiem i kapustą, posypane obficie pietruszką są doskonały dowodem, że czasami najprostsze rozwiązania są najlepsze.
Osobiście uwielbiam wyjadać słodziutką, miękką kapustę nasiąkniętą pachnącym tłuszczem (wybaczcie mi dietetycy!) wytopionym z boczku. Ale miłość do kapusty przekazano mi pewnie w genach.


Anka



Składniki:
(na 4 osoby)

kilkanaście liści dużej kapusty
¾ kg ziemniaków
½ kg marchewki
3 cebule
20-30 dkg wędzonego boczku, tłustego
natka pietruszki
ewentualnie tłuszcz do posmarowania naczynia

Sposób przygotowania:

Obieram ziemniaki i marchew, kroję na plastry. Cebulę siekam w talarki, boczek w słupki lub kostkę. Przygotowuję kilka dużych liści kapusty.

Moje ziemniaki po cabańsku różnią się od oryginału, choćby sposobem pieczenia. Nie wykładam naczynia do pieczenia plastrami boczku, tylko smaruję olejem lub smalcem i od razu układam liście kapusty tak, żeby boki naczynia też były przykryte. No i nie ustawiam kociołka na ognisku, a wstawiam brytfankę do piekarnika.
Przyznam się też, że przy wszelkich zapiekankach lubię wcześniej podsmażyć cebulę i boczek, ale oczywiście nie jest to konieczne.

A potem już tylko układam warstwami:
ziemniaki (i trochę natki pietruszki na wierzch)
boczek (natka)
cebula (dużo natki)
marchewka (jeszcze trochę natki)
ziemniaki (czy została mi jeszcze natka?)
Z natką tylko żartowałam, bo szczególnie na przednówku, gdy skończą mi się zapasy w zamrażarce, pietruszki wystarcza mi tylko na posypanie jednej warstwy, zazwyczaj wybieram wówczas moment po ułożeniu cebuli.
Na koniec przykrywam wszystko szczelnie liśćmi kapusty.

Wstawiam do piekarnika i piekę w temperaturze około 180 stopni aż ziemniaki będą miękkie. Zazwyczaj zajmuje mi to około dwóch godzin.
A potem w mieszkaniu rozchodzi się cudowny aromat.
Wcale się nie dziwię, że chrzanowianie chcą zarejestrować tę potrawę jako oficjalne danie!

niedziela, 15 listopada 2009

Zupa krem porowo-ziemniaczana

Delikatna, kremowa, banalnie prosta do zrobienia – to chyba najlepszy opis tej zupy. Ziemniaków jest tu sporo, więc wychodzi naprawdę gęsta i grzanki pięknie utrzymują się na powierzchni.



Składniki:

3 pory (tylko białe części)
5-6 średnich ziemniaków
¾ l bulionu
sól, pieprz, gałka muszkatołowa lub majeranek
siekana natka pietruszki
masło do smażenia
dodatki: podsmażony na chrupko boczek, grzanki

Sposób przygotowania:

Pory myję, kroję na plasterki i podsmażam na maśle. Obieram ziemniaki, kroję w kostkę i wrzucam razem z porami do gotującego się bulionu. Gotuję, aż ziemniaki będą miękkie, dokładnie miksuję i doprawiam solą, pieprzem, gałką muszkatołową.

Podaję z grzankami i posypuję natką pietruszki.
Ponieważ zupa jest bardzo delikatna w smaku można ją ożywić kawałeczkami podsmażonego na chrupko boczku, ale niekoniecznie.

piątek, 13 listopada 2009

Ziemniaki pieczone w mundurkach z sosem czosnkowym

Znakomity dodatek do mięs, do sałatek, do lecza. Świetnie wyglądają, gdy są jak najmniejsze, wówczas piekę je w całości, wykrawając tylko oczka. Ilość ziemniaków zależy od liczby biesiadników - należy wziąć poprawkę na to, że ziemniaki pieczone są znacznie smaczniejsze niż gotowane i przeciętny konsument pochłania ich dwa razy więcej.

Składniki:

ziemniaki
tymianek
sól
oliwa

na sos:
200 ml gęstej śmietany 12%
ząbek czosnku
szczypta soli

Sposób przygotowania:

Ziemniaki szoruję, większe kroję na kawałki, mniejsze zostawiam w całości. Nie należy kroić ich na zbyt małe kawałki, aby nie wyschły w czasie pieczenia.

Formę do pieczenia smaruję oliwą przy użyciu pędzelka. Układam ziemniaki pojedynczą warstwą, posypuję je solą i tymiankiem, smaruję oliwą.

Piekę w temperaturze 180 stopni C aż będą miękkie - zabierze to ok. godziny. Po 30 minutach pieczenia przewrócić je na drugą stronę. Dłuższy pobyt w piekarniku na pewno im nie zaszkodzi - wystarczy zmniejszyć temperaturę.

To najprostszy i najsmaczniejszy sos czosnkowy jaki można sobie wyobrazić: wystarczy przecisnąć czosnek przez praskę, wymieszać ze śmietaną, posolić do smaku.

Ziemniaki układam na półmisku, a sos podaję w miseczce.

Sałatka ziemniaczana na ciepło

Prosta i smaczna potrawa, którą można podać solo, wtedy będzie pożywnym posiłkiem, albo np. z sałatką grecką, i wówczas zamieni się w eleganckie i treściwe danie obiadowe.

Składniki:
(na 6 osób)

1 kg małych ziemniaków
pęczek pietruszki
1 łyżeczka musztardy
4 łyżki oleju
1 łyżka octu balsamicznego
1 łyżka białego wina wytrawnego
1 niewielka biała cebulka

Sposób przygotowania:

Ziemniaki ugotować w mundurkach. Kiedy lekko wystygną, obrać, przekroić na pół, włożyć do salaterki.

Pietruszkę posiekać drobno. Cebulkę pokroić w cienkie krążki, dorzucić do ziemniaków.

Musztardę, ocet, olej i wino dokładnie wymieszać, polać ziemniaki, wymieszać razem.

Lekko podgrzać przed podaniem.
Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */