Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imbir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imbir. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 lutego 2018

Zupa z pieczonych warzyw w dwóch odsłonach

Od jakiegoś czasu noszę do pracy zupę w termosie. Bardzo dobrze mi robi ciepły posiłek w południe, zamiast dopiero przed 17.00. Gęstą zupę-krem wlewam do kubka i zjadam łyżeczką. Termos mam całkiem przeciętny, kupiony dla dziecka kilka lat temu. Owijam go małym ręcznikiem, wkładam do foliowego worka, z workiem do torby, a w pracy stawiam do razu przy kaloryferze. A w południe cieszę się rozgrzewającą, gorącą zupą. Polecam każdemu!
Chuda



Moje dwie najulubieńsze ostatnio zupy to kremy z pieczonych warzyw. Jeden pochodzi z książki „Smakoterapia” Iwony Zasuwy, drugi z „Zatrzymaj Hashimoto” Marka Zaremby.

Zupa z pieczonych warzyw z rozmarynem („Smakoterapia” Iwony Zasuwy)


Ze względu na dużą zawartość pomidorów ta zupa smakuje jak ubogacona wersja pomidorówki. Z tej porcji wychodzi spory gar. To potrawa na zasadzie „przepis był tak prosty, że ugotowałam od razu na trzy dni”. Iwona Zasuwa jest blogerką, pisze smakowitego bloga Smakoterapia.pl. Jej potrawy doprowadzają kubki smakowe do ekstazy.


Składniki:


  • 3 duże marchewki
  • 2 pietruszki (korzenie)
  • 1 mały seler
  • 1 duża cebula
  • 2 główki czosnku
  • 2 puszki pomidorów lub 1 l passaty pomidorowej
  • oliwa z oliwek
  • gałązka świeżego rozmarynu
  • pęczek bazylii
  • sól, pieprz
Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni. Marchewki, pietruszki i seler szoruję, obieram ze skóry i układam w całości na blasze wyłożonej papierem do pieczeni. Biorę tę największą, żeby wszystko się zmieściło. Cebulę obieram z łupiny, a główki czosnku przekrawam w poprzek na pół bez obierania. Wszystko skrapiam oliwą, delikatnie solę, układam na wierzchu gałązki rozmarynu i piekę na półtwardo.


Uwaga! Każde warzywo piecze się w innym tempie, szczególnie zwróćcie uwagę na czosnek – po 25-30 minutach trzeba go wyjąć, bo inaczej spali się na węgiel. Co mi się przytrafiło za pierwszym razem :-) Resztę można piec jakieś 45 minut, sprawdzając twardość widelcem.

Upieczone warzywa (bez czosnku) kroję w grubą kostkę, wkładam do garnka, zalewam wodą, by tylko je przykryła i gotuję 10 minut. Następnie dodaję passatę lub pomidory (passata to nic innego, jak zmiksowane pomidory, przecier pomidorowy, ale nie z koncentratu), część posiekanej bazylii, wyłuskany z łupin upieczony czosnek, sól i pieprz do smaku.


Iwona Zasuwa, autorka przepisu, radzi przełamać smak odrobiną syropu klonowego i dodać garść orzechów nerkowca. Pominęłam te dwa punkty, ale oczywiście nie odradzam. Miksuję całość na gęsty krem, podaję ze świeżymi liśćmi bazylii i łyżką oliwy, czasami posypuję czarnuszką. To oczywiście w domu, bo w pracy po prostu wlewam do kubka i rozkoszuję się ciepłem rozchodzącym się po ciele :-)

Śniadaniowy krem z pieczonych warzyw („Zatrzymaj Hashimoto” Marek Zaremba)

Marek Zaremba, dietoterapeuta, promotor kaszy jaglanej i specjalista medycyny św. Hildegardy, autor bloga gotujzdrowo.com, propaguje jedzenie ciepłych śniadań, które świetnie rozgrzewają i wzmacniają śledzionę, ważny organ, o który należy szczególnie dbać przy chorobie Hashimoto.

Zaremba proponuje zupę z pieczonych warzyw, która smakuje zupełnie inaczej niż ta powyżej. Jest słodkawa dzięki batatom, pikantna dzięki imbirowi i pachnie kolendrą. Pycha.

Składniki:
  • 1 duża marchewka
  • 1 batat
  • 1 mała cukinia
  • 1 korzeń pietruszki
  • 1 cebula
  • 1 czerwona papryka (niekoniecznie)
  • 6 ząbków czosnku
  • 1 łyżeczka mielonych nasion kolendry
  • 1 łyżeczka nasion kopru
  • 1/3 łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
  • 1 łyżeczka utartego kłącza imbiru
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • sól
Warzywa szoruję, marchewkę, pietruszkę i batata obieram i kroję w kostkę, cukinię kroję w kostkę razem ze skórką, cebulę obieram i przekrawam na pół. Paprykę zostawiam w całości, ząbki czosnku w łupinach.

Wśród moich warzyw znalazł się także seler, bo akurat miałam połówkę w lodówce.
Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni. Blachę wykładam papierem do pieczenia, układam na niej wszystkie warzywa. Lekko solę, skrapiam oliwą, posypuję koprem i kolendrą, piekę 25-30 minut.

Po upieczeniu zdejmuję skórkę z papryki i wyciskam czosnek z łupinek. Warzywa przekładam do garnka, zalewam wodą 1-2 cm ponad ich poziom. Dodaję pozostałe przyprawy, miksuję. Można dodać wody, jeśli Twoim zdaniem zupa jest za gęsta.


W domu można posypuję zupę prażonymi słonecznika i pestkami granatu, jeśli go mam pod ręką, w pracy przelewam z termosu do kubka i rozkoszuję się cieplutką, aromatyczną zupą.

Och, chyba pora na kubek zupy. Co prawda nie ma jeszcze dwunastej, ale to spisywanie przepisów zaostrzyło mój apetyt :-)

piątek, 14 października 2016

Ciasteczka korzenne na mące żytniej

To one! Kultowe ciasteczka korzenne Chudej, tyle że w wersji bez białej mąki i bez cukru. Przyprawę do piernika zastąpiłam moją przyprawą, bo w gotowej jest mąka pszenna. Ciastka są dość pikantne, drobinki goździków rozgryzam zębami, więc niekoniecznie posmakują Waszym dzieciom. Ale Wam na pewno – cudowne uzupełnienie jesiennej kawy, prawda Kasiu? :-)
Chuda


Składniki:
  •     250 g mąki żytniej (lub 200 g żytniej i 50 g gryczanej)
  •     125 g miękkiego masła
  •     100 g ksylitolu - warto zmielić na puder, wtedy ciastka będą gładziutkie
  •     1 duże jajko
  •     2-3 czubate łyżki przyprawy korzennej
  •     1 łyżka imbiru
  •     1 łyżka cynamonu
  •     1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
  •     otarta skórka z cytryny
Sposób przygotowania:

Można je przygotować ręcznie, jak w przepisie na korzenne klasyczne. Z wiekiem robię się jednak coraz bardziej wygodna, dlatego wszystkie składniki wrzucam do malaksera, który zagniata ciasto. Ma być twarde, ale sprężyste.

Rozwałkowuję jak najcieniej, żeby były chrupiące. Układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piekę ok. 12 minut w piekarniku o temperaturze 200 stopni.

Lubię smak wypieków na mące żytniej, ale jeśli nie podzielacie mojego entuzjazmu, to zapewniam, że smak przyprawy zagłusza smak mąki. A jeśli nie musicie unikać mąki pszennej, to po prostu upieczcie je na pszennej :-)

piątek, 6 maja 2016

Zachwycający delikatny indyk w cytrusowej marynacie

Jakiś czas temu postanowiłam zmierzyć z wyzwaniem pt. udziec z indyka, który wciąż pozostawał dla mnie kulinarną terra incognita. Trafiłam na przepis, który mnie zelektryzował i postawił do pionu wszystkie kubki smakowe. Grzegorz z mniammniam.com wie, jak rozpalić kobietę, powinien napisać kulinarną wersję „50 twarzy Greya”. I nie jest, powiadam Wam, tylko gawędziarzem, bowiem przyrządzony według jego przepisu udziec jest ucztą dla zmysłów. Robiłam go już kilka razy, ale ostatnio zaserwowałam z sałatką z młodych liści szpinaku, z młodą cebulką i pomidorkami koktajlowymi, doprawioną olejem lnianym, a sączyłam przy tym sauvignon blanc. I pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się rozpłakać się ze szczęścia nad talerzem.

Chuda


Składniki:
  • udziec z indyka o wadze około 1,5-1,7 kg (u mnie raz jest większy, raz mniejszy, ale marynatę robię z tej samej porcji)
marynata:
  • 4 łyżki sosu sojowego
  • 4 łyżki miodu
  • 2 łyżki grubo tłuczonego czerwonego pieprzu (można zastąpić jedną łyżka pieprzu kolorowego lub czarnego)
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżki soku z pomarańczy
  • 2 cm świeżego korzenia imbiru bardzo drobno posiekanego
  • 2 wyciśnięta ząbki czosnku
  • sól (ewentualnie)
Sposób przygotowania:

Mięso myję dokładnie i osuszam papierowym ręcznikiem. Czasem kupuję udziec trybowany (bez skóry i bez kości), ale przypieczona, chrupiąca skórka ma niezaprzeczalny urok. Jeśli udziec jest duży i w jednym kawałku, kroję go na pół.

Pieprz rozdrabniam z grubsza w moździerzu, pozostałe składniki marynaty mieszam w szklanej misce. Wkładam mięso do zalewy, odstawiam na jakiś czas (Grzegorz radzi na godzinę w temperaturze pokojowej, ale często robię marynatę wieczorem i wtedy wstawiam miskę do lodówki, a rano piekę).

Mięso razem z marynatą przekładam do rękawa do pieczenia (można też użyć woreczka do pieczenia) i na blasze lub w naczyniu żaroodpornym wstawiam do piekarnika. Temperatura pieczenia – 120 stopni, czas: 3 godziny. Warto poczekać, bo efekt jest oszałamiający. Pyszne, mięciutkie mięso.

piątek, 17 czerwca 2011

Smażone krewetki II


Po pierwszym eksperymencie z krewetkami, natychmiast nabrałam ochoty na następny.

W dodatku wyznam Wam radośnie w tajemnicy, że w domu jestem jedyną osobą, która ma ochotę na smażone skorupiaki. Zupełnie nie rozumiem reszty domowników, zwłaszcza że krewetki to fantastyczna okazja do jedzenia palcami. Nagle człowiek dochodzi do wniosku, że, dajmy na to, tacy mieszkańcy Sri Lanki, są od nas o wiele mądrzejsi jedząc wszystko bez użycia sztućców.

Wracając jednak do potrawy: za nic nie mogę się zdecydować, którą wersję wolę, czy tę prostszą: tylko chili, czosnek, pietruszka, czy też może poniższą, gdzie dochodzi imbir (ależ pięknie pachnie świeżo starty imbir!) i sos sojowy, a pietruszkę zamieniam na kolendrę.

Krewetki można wcześniej zamarynować w sosie sojowym, imbirze i czosnku, ale kto by o tym pamiętał...

Robię się straszliwie głodna notując ten przepis.

Anka

Składniki:
  • 250 g krewetek
  • ½-1 papryczka chili
  • 2 ząbki czosnku
  • kawałek imbiru (mniej więcej tyle, co czosnku)
  • 1-2 łyżki sosu sojowego
  • ewentualnie: sól, pieprz
  • oliwa
  • sok z połowy limonki
  • pęczek świeżej kolendry

Sposób przygotowania:

Krewetki rozmrażam, dokładnie płuczę pod zimną wodą i osuszam.

Czosnek, papryczkę i imbir bardzo drobno siekam (imbir zazwyczaj ścieram na tarce).

Na dużej patelni rozgrzewam oliwę, wrzucam papryczkę, potem czosnek i imbir, smażę około minuty. Potem dodaję krewetki, posypuję solą i pieprzem (soli bardzo mało) i po jakiejś minucie wlewam sos sojowy. Smażę jeszcze najwyżej dwie minuty na dużym ogniu często mieszając.

Skrapiam sokiem z limonki, posypuję świeżo posiekaną kolendrą i natychmiast zjadam.


wtorek, 26 kwietnia 2011

Pikantna zupa krem z marchewki

Marchewkową zupę można zrobić na wiele sposobów. Od razu przychodzi mi na myśl wersja z pomarańczą – na pewno byłaby pyszna. Tym razem jednak miałam ochotę na coś naprawdę ostrego, co jednocześnie oznacza, że taką potrawę zazwyczaj jem sama. Dlatego zrobiłam niewiele, zaledwie z dwóch szklanek bulionu.

Wzięłam wszystko co najlepsze: imbir, czosnek i chili, a do tego słodką marchewkę – zestaw idealny. I kiedy już w garnku zaczęło bulgotać, a kuchnia napełniła się pięknym aromatem, zamyśliłam się głęboko.

Przypomniałam sobie wielkość papryczki chili oraz moją niefrasobliwość w oczyszczaniu jej z pestek i błon. A raczej lenistwo, bo w ogóle nie zawracałam sobie tym głowy.

Zatrzymałam się niezdecydowana.

Łyżka zawisła tuż nad garnkiem.

Spróbować, czy lepiej nie?

Wreszcie skapitulowałam i sięgnęłam do lodówki po mleko. Nie jest to niezbędny dodatek, ale sprawdza się doskonale łagodząc pikantne składniki.

A gdybym miała w domu mleczko kokosowe! Ha! Myślę, że byłoby jeszcze ciekawiej.

Oczywiście można też na koniec dodać po prostu śmietankę, zależy jak lubicie.

Tak czy inaczej – zupa wyszła przepyszna.

Anka

Składniki:
  • 2-3 marchewki (raczej z tych większych)
  • 1 mała cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • kawałek imbiru (wielkości kciuka)
  • 1 czerwona papryczka chili
  • 1 łyżeczka kolendry
  • 1 łyżeczka kuminu
  • sól, pieprz
  • ½ litra bulionu
  • ½ szklanki mleka
  • oliwa do smażenia
  • świeża kolendra (do podania)

Sposób przygotowania:

Cebulę drobno kroję, czosnek i papryczkę (oczyszczoną z pestek lub nie, w zależności od upodobań) drobno siekam, imbir ścieram na tarce. Marchewkę obieram i kroję na plasterki.

Na oliwie podsmażam cebulę aż zmięknie, odrobinę doprawiam solą i pieprzem oraz dodaję kumin i kolendrę. Dodaję czosnek, chili i imbir, smażę jeszcze jakieś dwie minuty.

Dodaję marchewkę, zalewam bulionem i mlekiem, gotuję aż marchewka będzie miękka – wydaje mi się, że zajęło to około 20 minut lub więcej.

Miksuję zupę. 

Podaję na przykład z grzankami posypaną świeżą kolendrą - kolendra jest tu po prostu niezastąpiona!

poniedziałek, 21 lutego 2011

Mieszanka warzywno-mięsna z kuskusem


Ciągle poszukuję sposobów na mięso drobiowe, które zostaje mi z rosołu. Najlepiej mało pracochłonnych. Ten przepis to kolejna wariacja potrawy, którą robię bardzo często, ponieważ wszelkie mieszanki warzywne lub warzywno-mięsne to moje ulubione dania. W dodatku w ten sposób wyczyściłam lodówkę z ostatnich marchewek i zużyłam smętne resztki imbiru, które też się tam pałętały. Swoją drogą, odkąd zaczęłam imbir kroić na małe kawałki i zamrażać, życie stało się prostsze.

Chili oczywiście można dać świeże, będzie lepsze, ale nie miałam (może kiedyś uda mi się zamrozić i chili), a ilość składników powinna zależeć jak zwykle od stanu domowych zapasów. Przyznam się szczerze, że nie mam pojęcia ile było mięsa, zresztą to nieistotne, bo danie doskonale poradzi sobie w wersji wegetariańskiej.

Kuskus jak zawsze można zalać bulionem.

Anka


Składniki:
  • 2 cebule
  • 5 średnich ząbków czosnku
  • kawałek imbiru wielkości sporego ząbka czosnku
  • 3 marchewki
  • kilka suszonych pomidorów w oliwie
  • spora garść czarnych oliwek bez pestek
  • ok. 300 g gotowanego mięsa z rosołu
  • natka pietruszki lub kolendra, posiekana
  • sól, pieprz, płatki chili
  • ½ - ¾ szklanki kuskusu
  • oliwa do smażenia

Sposób przygotowania:

Cebulę drobno kroję, marchewkę ścieram na grubej tarce. Czosnek lekko miażdżę płaską stroną noża, obieram i drobniutko kroję. Imbir ścieram na drobnej tarce (zazwyczaj robię to w ostatniej chwili, wprost na patelnię). Suszone pomidory kroję w paski, oliwki na pół.

Mięso kroję na niewielkie kawałki.

Kusukus wsypuję do miski, wsypuję szczyptę soli i zalewam gotującą wodą tak, by warstwa wody była jakieś pół centymetra lub centymetr nad warstwą kuskusu. Przykrywam folią aluminiową i odstawiam mniej więcej na kwadrans aż napęcznieje.

Rozgrzewam oliwę na patelni, podsmażam cebulę przez kilka minut aż zmięknie. Doprawiam częścią soli, pieprzu i chili. Dodaję czosnek i starty imbir, smażę jeszcze minutę uważając, by nie przypalić czosnku. Potem dodaję marchewkę i suszone pomidory. Smażę według uznania, ale marchewka nie potrzebuje dużo czasu.
Na koniec dodaję mięso, oliwki i natkę lub kolendrę, doprawiam do smaku.

Kuskus można podać oddzielnie, ale ja wolę wrzucić wszystko na patelnię i wymieszać.

wtorek, 18 stycznia 2011

Sajgonki i makaron chiński z grzybami mun i pędami bambusa

Ten wpis jest bardzo pechowy. Bowiem, gdy złożona chorobą wzięłam się jak ostatni baran za porządki na dysku, skasowałam cały katalog z moimi dokonaniami kulinarnymi.
Nie ma obawy, mam kopię, ale chyba z listopada. W ten sposób zginęła pracowicie spisana notka o sajgonkach, długa i dokładna. Zrozumiecie więc, że nabrałam do nich trochę niechęci.

Dzisiejszy wpis to tak naprawdę dwie potrawy. I powiem szczerze, że chociaż sajgonki wyglądają ciekawiej, ale osobiście wolę to danie przed zawinięciem w papier ryżowy. Może kiedy mróz ściśnie, znowu zechcę smażyć w głębokim tłuszczu, nie przeczę. Na razie jednak w Gdańsku nadal odwilż, więc polecam ten prosty i pyszny sposób na przygotowanie makaronu z fasoli mung – jest przepyszny! Uwielbiam strukturę tego dania, makaron jest miękki, a reszta lekko chrupie.
Bardzo, bardzo polecam.

A grzyby mun to w ogóle ciekawostka. Tak naprawdę zdecydowanie wolę borowiki i maślaki. Te przypominają mi nieco skórę, ale idealnie pasują w tym zestawieniu. Lepiej nie przesadzać z ich ilością, trzeba też pamiętać, że po namoczeniu robią się o wiele większe.  

Przepis bierze udział w akcji „Z Widelcem po Azji”.

Anka


Składniki:
(na około 15 sztuk)
  • 100 g makaronu z fasoli mung
  • 6-8 grzybów mun
  • 1 mała puszka pędów bambusa
  • 2 ząbki czosnku
  • kawałek imbiru (mniej więcej wielkości sporego ząbka czosnku)
  • 2 dymki ze szczypiorkiem
  • 1 por (tylko biała część)
  • 2 małe marchewki
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • sól, pieprz, płatki chili, cukier
  • olej do smażenia (użyłam arachidowego do makaronu z warzywami, ale do sajgonek wzięłam olej z pestek winogron)

  • płaty papieru ryżowego
  • ewentualnie: sos sojowy do podania sajgonek

Sposób przygotowania:

Grzyby namaczam w ciepłej wodzie na około 20 minut. Odcedzam. Kroję w paski.

Pędy bambusa odsączam. Jeśli są z puszki, to koniecznie przelewam je zimną wodą.

Makaron przygotowuję według przepisu na opakowaniu. Zazwyczaj wystarczy zalać go wrzątkiem i zostawić na jakieś 5 minut. Odsączam.

Marchew i por kroję na zapałkę. Czosnek i dymkę drobno siekam, imbir ścieram na tarce (lub siekam). Kroję szczypiorek.

Na dużej patelni rozgrzewam olej. Wrzucam dymkę i por, smażę jakieś dwie minuty. Dodaję grzyby mun, smażę chwilę, potem pędy bambusa, imbir, czosnek i marchewkę. Doprawiam solą (odrobinkę, możliwe, że wystarczy tylko sos sojowy), pieprzem i chili. Wszystko smażę krótko na dużym ogniu cały czas mieszając. Naturalnie można użyć świeżej papryczki chili drobno pokrojonej, ale nie miałam.
Nie upieram się tu przy kolejności dodawanych składników. Ale na pewno ostatni dodaję makaron, dolewam sos sojowy, doprawiam cukrem i jeśli trzeba jeszcze pieprzem i solą.
Smażę kolejną minutę lub dwie. Zdejmuję z ognia, przed podaniem posypuję szczypiorkiem.

I teraz, jeśli tylko zdołam się opanować i natychmiast nie zjem wszystkiego prosto z patelni, mogę zacząć robić sajgonki.

Wlewam wrzątek do dużego płaskiego naczynia (u mnie naczynie żaroodporne okazało się w sam raz). Pojedynczo (inaczej się posklejają) namaczam płaty papieru ryżowego aż zmiękną. Nakładam makaronowe nadzienie na brzeg każdego płatu, robię zakładkę, a potem składam boki i zwijam rulonik.
Zwijanie sajgonek okazało się zajęciem prostym jak budowa cepa, papier pięknie się klei i nie sprawia problemów. Mam wrażenie, że pierogi są trudniejsze. Ale że opis może być niejasny, to odsyłam Was do tego krótkiego filmu.

Rozgrzewam na patelni sporo oleju. Smażę sajgonki na złoty kolor. Układam na papierowym ręczniku.
Podaję ciepłe. Można moczyć w sosie sojowym.


sobota, 25 września 2010

Pyszny pasztet z warzywami

Zapomnijcie o moich poprzednich przepisach na pasztet. Tym razem osiągnęłam doskonałość!

Przepis dostałam od koleżanki, która jest mistrzynią w przemycaniu w potrawach składników nie budzących entuzjazmu jej córki. Kiedy Maja nie chciała jeść pieczywa, a zajadała się omletami, jej mama dodawała chleb do masy na omlety. Podobnie robi z warzywami, stąd tak dużo warzywnych dodatków w tym przepisie. Można dodać jeszcze natkę pietruszki, szczypiorek i co Wam wyobraźnia podpowie.


Obfitość jarzyn wychodzi pasztetowi na dobre. Jest miękki, wilgotny i aromatyczny.

Gotowany drób nie cieszy się u nas szczególnym wzięciem, zatem od jakiegoś czasu zamrażałam mięso z rosołu z myślą o tym, że pewnego dnia przerobię je na pasztet. I oto nadszedł ten dzień.


Upiekłam go w sześciu kokilkach o średnicy dna 8 cm i w dwunastu gniazdach na muffinki. Niby dużo, ale po tygodniu zostały tylko dwie porcje. Postawiłam na małe formy jako na atrakcyjniejsze dla oka, ale oczywiście można upiec pasztet tradycyjnie w brytfance.



Składniki:

1 kg ugotowanego mięsa drobiowego (u mnie kury i kaczki)
0,5 kg pieczarek
0,5 kg papryki (trzy dorodne sztuki, każda w innym kolorze)
7 małych cebul
1 główka czosnku
1 seler
2 marchewki
75 g słoniny
1 kopiata łyżeczka imbiru
1 kopiata łyżeczka gałki muszkatołowej
2 łyżki przyprawy ziołowej (używam „Zbójnickiej” Farmony)
2/3 szklanki bułki tartej
2 jajka
sól, pieprz

Sposób przygotowania:

Pieczarki obieram, kroję na plasterki, wrzucam do rondla. Marchewkę i seler kroję drobno. Papryki kroję w paski, a jedną czwartą każdej papryki w drobną kostkę. Paski dorzucam do rondla, zalewam niewielką ilością wody, duszę pod przykryciem.

W czasie duszenia warzyw pracowicie oddzielam mięso od kości. Następnie przepuszczam je przez maszynkę do mielenia przy wydatnej pomocy chłopców, dla których mielenie wciąż jest największą atrakcją pod słońcem.

Cebulę kroję drobno i rumienię na oliwie. Słoninę kroję w kostkę i wytapiam skwarki. Czosnek przeciskam przez praskę.

Uduszone warzywa odcedzam z wody i miksuję blenderem. Łączę ze zmielonym mięsem, dodaję jajka, bułkę, cebulę i skwarki razem z tłuszczem, doprawiam, mieszam dokładnie. Na końcu dorzucam papryki pokrojone w kostkę.

Wkładam masę mięsną do foremek, których nie natłuszczam, bo w masie mięsnej jest wystarczająco dużo tłuszczu. Piekarnik nagrzewam do 180 stopni (dolna grzałka + termoobieg), piekę ok. 40 minut, aż zarumienią się z wierzchu.

niedziela, 13 czerwca 2010

Chiński makaron z warzywami

Weekend jak to weekend, niby wolne, a czasu jeszcze mniej niż zwykle.
Za to udało się trochę przewentylować dzieciaki, które właśnie skończyły kolejną serię antybiotyków, a ja mam nowy kolor włosów.

W weekend jak zwykle pojawia się problem z rodzinnymi wyjściami. Wracamy wszyscy głodni do domu i bynajmniej nie ma czasu na długie i pracochłonne przygotowywanie obiadu. Zwłaszcza jeśli syn od razu po zdjęciu butów i umyciu rąk zasiada do stołu i mówi, że poczeka.

Właśnie na taką okazję kupiłam chiński makaron, który gotuje się tylko minutkę i przyrządziłam go z niewielką ilością warzyw. Co prawda Chińczycy prawdopodobnie dodaliby do tej potrawy olej sezamowy, ale ja nie miałam. Myślę też, że od nabytego przeze mnie Chinese Noodles, który smakował dokładnie jak makaron z zupek chińskich, dużo lepsze byłoby zwykłe spaghetti. Wobec tego proponuję wziąć co się lubi i, co ważniejsze, akurat leży w kuchennej szafce.

Nie przejmujcie się długą listą składników, tylko tak groźnie wygląda. Przedstawiona wersja jest i tak dość uboga, bo można dodać inne warzywa: paprykę, fasolkę szparagową czy seler naciowy i oczywiście dowolne kiełki na koniec.
Natomiast jeśli chodzi o świeży imbir, to najlepiej kupić od razu większy kawałek, obrać, pokroić na kawałki i zamrozić.

Smacznego eksperymentowania!




Składniki:

400 g makaronu (najchętniej widziałabym tę potrawę z makaronem sojowym, ale zwykłe spaghetti świetnie się nada)
1 duża czerwona lub biała cebula
2 duże ząbki czosnku
kawałek świeżego imbiru (mniej więcej tyle ile czosnku)
2 marchewki
1 pietruszka
pęczek szczypioru z cebulkami
pęczek natki pietruszki
kilka łyżek sosu sojowego
1 łyżeczka miodu
1 łyżeczka octu ryżowego
sól, pieprz, chili w płatkach
oliwa lub olej do smażenia

Sposób wykonania:

Wszystkie warzywa przygotowuję sobie wcześniej, bo potem smaży się ekspresowo i może nie być czasu na krojenie.

Kiedy jestem zajęta krojeniem warzyw, gotuje mi się makaron zgodnie z przepisem na opakowaniu.

Więc tak (nie zaczyna się zdania od „więc”).
Cebulę w cienkie piórka, czosnek na plasterki, imbir ścieram na tarce, marchewka i pietruszka w plasterki lub na zapałkę, szczypior, cebulkę i natkę siekam, ale niezbyt drobno.

Na patelni rozgrzewam oliwę. Wrzucam cebulę, leciutko posypuję solą. Smażę aż się zeszkli, dorzucam czosnek, imbir, marchewkę i pietruszkę. Doprawiam pieprzem i chili. Oczywiście lepiej byłoby mieć świeżą papryczkę chili, ale z braku laku biorę suszone płatki.

Smażę na sporym ogniu często mieszając aż warzywa lekko zmiękną. Dolewam sos sojowy, ocet i miód, mieszam.

Na koniec wsypuję szczypior, doprawiam solą i pieprzem, smażę jeszcze minutkę.

Dodaję na patelnię makaron, wszystko dokładnie mieszam.

wtorek, 4 maja 2010

Pyszne paszteciki z atrakcyjnym wnętrzem

Pomysł na paszteciki, takie niby zwyczajne pasztety z gotowanego mięsa, ale w wersji mini, chodził mi po głowie od dłuższego czasu. W tym celu każdy kawałek drobiu z rosołu zamrażałam, a kiedy zebrało się ich już kilka sztuk (tu kurze skrzydło z kawałkiem piersi, tam kacza noga, ówdzie koguci grzbiet) wyjęłam, rozmroziłam, przy pomocy rwących się do tego synków przepuściłam przez maszynkę do mięsa, doprawiłam, nadziałam, upiekłam i voila!

Niestety życie tak się ułożyło, że nie miałam okazji spróbować własnego wyrobu, ale skoro Mąż chwali, to na pewno powtórzę.

Składniki:
(na 12 pasztecików wielkości muffinki każdy)

6-7 kawałków ugotowanego drobiu
2 czerstwe bułki
2 jajka
1 łyżeczka gałki muszkatołowej
1 łyżeczka imbiru
1 łyżeczka przyprawy ziołowej (używam „Zbójnickiej” Farmony)
3 ząbki czosnku
sól, pieprz

do środka:
marynowane pieczarki
pikantne papryczki

Sposób przygotowania:

Na początku przygotowań bułki zalewam wodą, niech miękną. Następne zakasuję rękawy i obieram mięso z kości. Precyzyjna i żmudna robota, niestety.

Następnie mięso mielę w maszynce do mięsa w dość nerwowej atmosferze, bo muszę chronić maszynkę, pożyczoną od sąsiadki, oraz zdrowie własnych dzieci, dla których pomoc przy mieleniu mieści się w czołówce plebiscytu na Największą Atrakcję Świata!! I ten guzik chcą nacisnąć, i jeszcze ten, i przepychają się, stojąc na krzesełkach, a ja siwieję, zębami zgrzytam i mięso tu i ówdzie mi upadnie.

Na koniec mielenia (maszynka działa, a wszystkie palce są na swoich miejscach, ufffffffff) wrzucam odciśniętą bułkę. Zdejmuję chłopców z krzeseł przy wtórze protestów w duecie, wyłączam ich przy użyciu guzika na pilocie od DVD i mogę spokojnie podjąć działania.

Podejmuję. Dodaję czosnek przeciśnięty przez praskę, jajka, przyprawy, solę – ok. 1 kopiatej łyżeczki. Pieprz sypię prosto z młynka, nie żałując, bo lubimy pikantne pasztety.

Imbir i gałka muszkatołowa też zaostrzają smak, więc jeśli wolicie łagodne smaki, ostrożnie z nimi.

Biorę silikonowe foremki do muffinek, nie natłuszczam ich. Gdybym miała teflonowe, wzięłabym teflonowe i też nie natłuszczała, bo pasztet przesadnie chudy nie jest. Biorę porcję masy mięsnej wielkości mandarynki, toczę kulkę, rozpłaszczam na placek i wykładam nim dno i boki foremki, dokładnie dociskając do dna, które będzie górą paszteciku. Na to wykładam nadzienie: układam trzy małe pieczarki kapeluszami do dołu albo pikantne papryczki. Odrywam porcję masy mięsnej wielkości sporego orzecha włoskiego, toczę kulkę, rozpłaszczam na placek, przykrywam nadzienie, mocno dociskam przy brzegach, żeby obie części dobrze się skleiły. I tak jeszcze jedenaście razy.

Wstawiam paszteciki do zimnego piekarnika, nagrzewam go do 180 stopni góra-dół. Piekę 25 minut, aż z wierzchu wyglądają na upieczone. Zostawiam w piekarniku, wyjmuję z foremek zimne.

Serwuję do chleba, ozdobnie przybrane, jako przekąskę.

Ps. Widelczyk do zdjęcia układał Mąż ;)

niedziela, 29 listopada 2009

Ciasteczka korzenne

Wspaniałe, pachnące, kruche ciasteczka na choinkę lub do herbaty. Ostatnia deska ratunku dla tych, którzy nie zdążyli zagnieść ciasta piernikowego w listopadzie i tuż przed Bożym Narodzeniem odkryli, że nie mają pierniczków na choinkę! Jednak nie należy ich piec zbyt wcześnie, bo jest duże ryzyko, że do świąt wyparują bez śladu.


Składniki:

  • 250 g mąki (pszennej lub żytniej)
  • 125 g masła lub margaryny Palmy
  • 100 g cukru - najlepiej pudru, wówczas ciastka będą miały gładką powierzchnię
  • proszek do pieczenia – na koniec łyżeczki
  • cukier waniliowy
  • 1 jajko
  • 1 opakowanie przyprawy do piernika (20 g)
  • 1 łyżka imbiru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • otarta skórka z cytryny

Sposób przygotowania:

Mąkę i imbir przesiewam przez sito do miski, mieszam z proszkiem, z cukrem, cukrem waniliowym i przyprawami. Dodaję miękką margarynę i dokładnie siekam plastikową łopatką. Margaryna ma przybrać postać maleńkich kawałeczków dokładnie obsypanych mąką. Wtedy wbijam jajko, siekam jeszcze przez chwilę, a potem szybko zagniatam ciasto. Powinno być dość twarde, ale sprężyste.

Kulę ciasta wkładam do lodówki. Kiedy się chłodzi, natłuszczam brytfannę do pieczenia, przygotowuję foremki, wałek i słomkę do napojów do wycinania dziurek (jeśli ciasteczka mają być na choinkę). Ciasto rozwałkowuję na grubość 0,5 cm, wycinam ciasteczka, dziurkuję, układam na blasze w niewielkich odstępach.

Piekę ok. 20 minut w piekarniku o temperaturze 180 stopni.

środa, 25 listopada 2009

Kruche pierożki z nadzieniem marchewkowo-imbirowym

Ten przepis jest najlepszym przykładem na to, jak zrobić coś z niczego. Jedynym składnikiem, którego nie mam standardowo w domu jest świeży imbir, ale czasami o nim pamiętam i wtedy właśnie wymyślam kolejną potrawę z bardzo lubianym przeze mnie połączeniem marchewki, imbiru, cebuli i czosnku. Robiłam już makaron z tak przyrządzoną marchewką, sakiewki z ciasta filo z nadzieniem marchewkowym, podaję to jako dodatek do mięs i wreszcie dzisiaj zrobiłam kruche pierożki.
Co tu dużo kryć, wyszły przepyszne.




Składniki:
(na 20-25 pierożków)

ciasto:
250 g mąki
szczypta soli
125 g zimnego masła
1 jajko
zimna woda

farsz:
400 g marchewki (3-4 sztuki)
1 cebula
kawałek imbiru wielkości kciuka
2 ząbki czosnku
sól, pieprz
oliwa do smażenia

Sposób przygotowania:

Mąkę przesiewam i mieszam z solą. Zazwyczaj używam mąki pszennej i mąki krupczatki (na przykład 200 g pszennej + 50 g krupczatki). Siekam masło i rozcieram w palcach z mąką, aż uzyskam drobne kawałeczki. Dodaję jajko, wlewam odrobinę wody i szybko zagniatam ciasto. Owijam w folię aluminiowa i wkładam do lodówki na około godzinę.

Ciasto spokojnie się chłodzi, a ja w tym czasie kroję cebulę na drobniutkie kawałeczki, odrobinę solę i podsmażam na oliwie. Gdy się zeszkli dorzucam posiekany drobno czosnek oraz imbir starty na drobnej tarce, przyprawiam solą oraz pieprzem i smażę wszystko jeszcze jakieś 2 minuty. Potem dodaję obraną i startą na grubej tarce marchewkę i smażę jeszcze kilka minut. Przykrywam i duszę na wolnym ogniu, aż marchewka trochę zmięknie.

Rozwałkowuję ciasto jak najcieniej się da (a przy moich umiejętnościach nie jest to zbyt cienko) i wycinam kółka. Nakładam łyżką wystudzony farsz marchewkowy i zlepiam pierożki.

Wkładam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piekę około pół godziny. Przed upieczeniem można posmarować rozmąconym żółtkiem, ale mi się zazwyczaj nie chce.

czwartek, 12 listopada 2009

Pierniczki na choinkę

Pachnące świętami pierniczki. Jednoczą rodzinę przy wspólnym trudzie zagniatania, wałkowania, wycinania i dekorowania. Po upieczeniu należy je zamknąć w szczelnym słoiku, aby zmiękły. Moje, co prawda, nie zmiękły, ale po namoczeniu w mleku smakowały wybornie.


Składniki:

1/4 szklanki mleka
100 g miodu
200 g cukru pudru
400 g mąki
przyprawa do piernika
1 łyżka cynamonu
1 łyżka mielonego imbiru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 jajka
2 łyżki soku z cytryny
50 g masła

Sposób przygotowania:

Mleko z miodem podgrzewam do granicy zagotowania, wsypuję cukier, przyprawę, mąkę wymieszaną z proszkiem, jajka, sok z cytryny i rozpuszczone masło.

Wyrabiam. Nie stresuję się, że może za rzadkie. Odstawiam na 4 godziny. Cierpliwie czekam.

Ciasto podsypuję obficie mąką, rozwałkowuję na grubość 1 cm, wykrawam pierniczki, słomką do napojów robię dziurki, układam w odstępach na natłuszczonej blasze, piekę ok. 15 minut w temp. 180 stopni.

Wystudzone ciastka lukruję, ozdabiam cukierkami, posypkami, siekanymi orzechami, migdałami i czym mi wyobraźnia podpowie. Można też przed pieczeniem wcisnąć w każdy pierniczek połówkę migdała i posmarować je roztrzepanym białkiem.

Domowy pasztet z papryką

Są tacy, którzy za ten przepis odsądziliby mnie od czci i wiary. Wszak pasztety przyrządza się z mięsa gotowanego! Owszem, ale nie mam maszynki do mięsa, a pasztet domowy lubię, więc pozostaje mi trochę oszukać kanony sztuki kulinarnej. Porcja na blaszkę 26x12cm.

Składniki:

0,5 kg mięsa mielonego
2 bułki zwykłe
2 jaja surowe
2 ząbki czosnku
0,5 płaskiej łyżeczki imbiru
0,5 płaskiej łyżeczki gałki muszkatołowej
1 łyżeczka przyprawy ziołowej (np. “Przyprawa staropolska” Farmony)
1 mała papryka czerwona
sól, pieprz

Sposób przygotowania:

Bułki moczę w wodzie. Czosnek przeciskam przez praskę. Paprykę kroję w kostkę.

Mięso solę, wykładam na suchą patelnię i przez chwilę duszę, aż zmieni wygląd z surowego na ugotowany.

Kiedy mięso wystygnie, dodaję do niego odciśniętą bułkę, jaja, imbir i gałkę, doprawiam solą i pieprzem. Wyrabiam ręką na gładką masę. Na końcu wrzucam paprykę.

Wkładam masę do formy wyłożonej papierem. Piekę 1 godzinę w temp. 180 stopni.

Kacze udka w imbirze z pomarańczami

Kaczka doskonale smakuje, gdy nadać jej słodki akcent. Tutaj połączenie soczystego mięsa z imbirem i pomarańczą jest strzałem w dziesiątkę. Polecam serdecznie.


Składniki:
(na 2 osoby)

2 kacze udka
łyżeczka mielonego imbiru
2 kawałki świeżego imbiru (każdy po 3 cm)
połówka dużej pomarańczy
sól

Sposób przygotowania:

Udka natrzeć solą i imbirem, odłożyć do lodówki na 1-2 godziny.

Pomarańcze sparzyć wrzącą wodą, pokroić razem ze skórką w niewielkie cząstki. Imbir dobrze umyć, nie obierać.

Mięso włożyć do brytfanki, podlać połową szklanki wody, wrzucić świeży imbir i pomarańcze. Wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni C. Piec 120-150 minut, w trakcie pieczenia polewać sosem spod mięsa.

Podawać z pieczonymi ziemniakami i surówką z selera i marchewki.
Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */