Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomidory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomidory. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 lutego 2018

Zupa z pieczonych warzyw w dwóch odsłonach

Od jakiegoś czasu noszę do pracy zupę w termosie. Bardzo dobrze mi robi ciepły posiłek w południe, zamiast dopiero przed 17.00. Gęstą zupę-krem wlewam do kubka i zjadam łyżeczką. Termos mam całkiem przeciętny, kupiony dla dziecka kilka lat temu. Owijam go małym ręcznikiem, wkładam do foliowego worka, z workiem do torby, a w pracy stawiam do razu przy kaloryferze. A w południe cieszę się rozgrzewającą, gorącą zupą. Polecam każdemu!
Chuda



Moje dwie najulubieńsze ostatnio zupy to kremy z pieczonych warzyw. Jeden pochodzi z książki „Smakoterapia” Iwony Zasuwy, drugi z „Zatrzymaj Hashimoto” Marka Zaremby.

Zupa z pieczonych warzyw z rozmarynem („Smakoterapia” Iwony Zasuwy)


Ze względu na dużą zawartość pomidorów ta zupa smakuje jak ubogacona wersja pomidorówki. Z tej porcji wychodzi spory gar. To potrawa na zasadzie „przepis był tak prosty, że ugotowałam od razu na trzy dni”. Iwona Zasuwa jest blogerką, pisze smakowitego bloga Smakoterapia.pl. Jej potrawy doprowadzają kubki smakowe do ekstazy.


Składniki:


  • 3 duże marchewki
  • 2 pietruszki (korzenie)
  • 1 mały seler
  • 1 duża cebula
  • 2 główki czosnku
  • 2 puszki pomidorów lub 1 l passaty pomidorowej
  • oliwa z oliwek
  • gałązka świeżego rozmarynu
  • pęczek bazylii
  • sól, pieprz
Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni. Marchewki, pietruszki i seler szoruję, obieram ze skóry i układam w całości na blasze wyłożonej papierem do pieczeni. Biorę tę największą, żeby wszystko się zmieściło. Cebulę obieram z łupiny, a główki czosnku przekrawam w poprzek na pół bez obierania. Wszystko skrapiam oliwą, delikatnie solę, układam na wierzchu gałązki rozmarynu i piekę na półtwardo.


Uwaga! Każde warzywo piecze się w innym tempie, szczególnie zwróćcie uwagę na czosnek – po 25-30 minutach trzeba go wyjąć, bo inaczej spali się na węgiel. Co mi się przytrafiło za pierwszym razem :-) Resztę można piec jakieś 45 minut, sprawdzając twardość widelcem.

Upieczone warzywa (bez czosnku) kroję w grubą kostkę, wkładam do garnka, zalewam wodą, by tylko je przykryła i gotuję 10 minut. Następnie dodaję passatę lub pomidory (passata to nic innego, jak zmiksowane pomidory, przecier pomidorowy, ale nie z koncentratu), część posiekanej bazylii, wyłuskany z łupin upieczony czosnek, sól i pieprz do smaku.


Iwona Zasuwa, autorka przepisu, radzi przełamać smak odrobiną syropu klonowego i dodać garść orzechów nerkowca. Pominęłam te dwa punkty, ale oczywiście nie odradzam. Miksuję całość na gęsty krem, podaję ze świeżymi liśćmi bazylii i łyżką oliwy, czasami posypuję czarnuszką. To oczywiście w domu, bo w pracy po prostu wlewam do kubka i rozkoszuję się ciepłem rozchodzącym się po ciele :-)

Śniadaniowy krem z pieczonych warzyw („Zatrzymaj Hashimoto” Marek Zaremba)

Marek Zaremba, dietoterapeuta, promotor kaszy jaglanej i specjalista medycyny św. Hildegardy, autor bloga gotujzdrowo.com, propaguje jedzenie ciepłych śniadań, które świetnie rozgrzewają i wzmacniają śledzionę, ważny organ, o który należy szczególnie dbać przy chorobie Hashimoto.

Zaremba proponuje zupę z pieczonych warzyw, która smakuje zupełnie inaczej niż ta powyżej. Jest słodkawa dzięki batatom, pikantna dzięki imbirowi i pachnie kolendrą. Pycha.

Składniki:
  • 1 duża marchewka
  • 1 batat
  • 1 mała cukinia
  • 1 korzeń pietruszki
  • 1 cebula
  • 1 czerwona papryka (niekoniecznie)
  • 6 ząbków czosnku
  • 1 łyżeczka mielonych nasion kolendry
  • 1 łyżeczka nasion kopru
  • 1/3 łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
  • 1 łyżeczka utartego kłącza imbiru
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • sól
Warzywa szoruję, marchewkę, pietruszkę i batata obieram i kroję w kostkę, cukinię kroję w kostkę razem ze skórką, cebulę obieram i przekrawam na pół. Paprykę zostawiam w całości, ząbki czosnku w łupinach.

Wśród moich warzyw znalazł się także seler, bo akurat miałam połówkę w lodówce.
Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni. Blachę wykładam papierem do pieczenia, układam na niej wszystkie warzywa. Lekko solę, skrapiam oliwą, posypuję koprem i kolendrą, piekę 25-30 minut.

Po upieczeniu zdejmuję skórkę z papryki i wyciskam czosnek z łupinek. Warzywa przekładam do garnka, zalewam wodą 1-2 cm ponad ich poziom. Dodaję pozostałe przyprawy, miksuję. Można dodać wody, jeśli Twoim zdaniem zupa jest za gęsta.


W domu można posypuję zupę prażonymi słonecznika i pestkami granatu, jeśli go mam pod ręką, w pracy przelewam z termosu do kubka i rozkoszuję się cieplutką, aromatyczną zupą.

Och, chyba pora na kubek zupy. Co prawda nie ma jeszcze dwunastej, ale to spisywanie przepisów zaostrzyło mój apetyt :-)

środa, 7 września 2016

Kasza jaglana ze świeżymi pomidorami do pracy

To jest trzy tysiące pięćset osiemnasty w Internecie przepis na kaszę jaglaną. Poprawka: na PYSZNĄ kaszę jaglaną. Można ja przyrządzić rano, zapakować do pojemnika i zabrać ze sobą do pracy, szkoły, na wycieczkę. Warto pamiętać o widelcu, bo kiepsko je się rękami (oczywiście dla chcącego nic trudnego). Zawiera same pyszne składniki: prażoną kaszę o lekko orzechowym smaku, migdały, świeże, pachnące końcówką lata pomidory, olej lniany i prażone pestki dyni. I uwielbia ją nawet mój mąż, który do tej pory twierdził, że jak kasza, to tylko pęczak. 

Chuda


Składniki:
  • 1 filiżanka suchej kaszy jaglanej
  • 2 filiżanki wody
  • 2 duże pomidory obrane ze skórki (niekoniecznie obrane)
  • 2 łyżki mielonych migdałów (mogę być też posiekane)
  • garść uprażonych pestek dyni
  • olej lniany
Sposób przygotowania:

Suchą kaszę jaglaną wsypuje na patelnię i prażę przez kilka minut, do lekkiego zbrązowienia. Po ostygnięciu płucze dokładnie na sicie. Do garnka wlewam dwie filiżanki wody, od razu, nie czekając na zagotowanie się wody, wsypuję kaszę i gotuję do całkowitego wchłonięcia wody, ok. 10 minut. Trzeba mieszać, żeby się nie przypaliła. Kiedy w garnku mam gęstą kaszę bez wody, wyłączam gaz i nakrywam garnek pokrywką. Gdy mam więcej czasu, wsadzam garnek owinięty ręcznikiem i kocem pod pierzynę, ale zwykle odstawiam zakryty garnek na kilkanaście minut.

Ugotowaną kaszę przekładam do dwóch pojemników, do każdego wsypuje łyżkę mielonych migdałów, pokrojony w kostkę pomidor, polewam olejem lnianym, mieszam i na końcu posypuję uprażonymi pestkami dyni.

Pyyychota!

środa, 8 maja 2013

Zupa literkowa

Każdy, kto zna gadającego psa Martę z kreskówki, słyszał też o zupie literkowej. Kto nie słyszał, niech się dowie, że jest to sprzedawana w puszkach zupa, w której pływają literki (kreskówka tego nie precyzuje, ale prawdopodobnie jest to makaron). Dzięki jej konsumpcji Marta zaczęła mówić (i teraz mówi mówi mówi mówi wciąż... - zupełnie jak moje dzieci!)

Ostatnio natężenie oglądania przygód Marty wzrosło straszliwie, nie bez winy był tu deszczowy długi weekend. Chłopcy wpatrywali się w ekran z zachwytem, a po sesji przed telewizorem zażyczyli sobie na obiad zupę literkową. Ależ proszę bardzo!


Zajrzyjcie na stronę CupoNation.pl, znajdziecie tam wiele fajnych ofert i rabatów na książki, ciuchy, zabawki i inne. Właściciel serwisu wspiera Mikołajka, cieżko chorego chłopczyka, któremu pomagamy w ramach akcji Macierzyństwo bez lukru.


Składniki na 6 porcji:
  • 1 litr rosołu
  • 2 puszki pomidorów bez skórki
  • sól, pieprz
  • ok. 100 g makaronu w kształcie literek (najbardziej lubię Czaniecki)
Sposób przygotowania:

1. Rosół można uzyskać z kostki, ale najsmaczniejszy jest oczywiście ugotowany własnymi rękami np. według tego przepisu.

2. Rosół vel bulion podgrzewam, wlewam zawartość puszek (dwie dają kremową, gęstą zupę, jaką lubimy), miksuję blenderem, doprawiam.

3. Makaron gotuję według przepisu na opakowaniu, odcedzam na durszlaku, przelewam zimną wodą, łączę z zupą. Jemy.

…. A potem dzieci zaczynają mówić i mówią, mówią, mówią wciąż, dopóki nie zasną.

czwartek, 4 października 2012

Sałatka sycylijska

Słońce świeci i grzeje cudownie, zatem - mimo października w kalendarzu - sezon na sałatki uważam za ciągle otwarty. Ta jest całkiem pożywna z uwagi na dużą zawartość tuńczyka.

Przepis pochodzi z pisma „Kocham gotować latem!” Dodam, że osobiście jesienią też lubię :-)

Chuda


Składniki:

  • mieszanka sałat albo jedna duża lodowa
  • 2 puszki tuńczyka w sosie własnym
  • 2 czerwone cebule
  • 250 g pomidorków koktajlowych
  • 2 łyżki czarnych oliwek
  • 3 łyżki kaparów
  • 5 łyżek oliwy
  • sok z 1 cytryny
  • 2 łyżki białego wytrawnego wina
  • sól i pieprz
Sposób przygotowania:

Liście sałaty płuczę, odwirowuję i w kawałkach wrzucam do miski albo układam na półmisku. Na sałacie rozkładam odsączonego z zalewy tuńczyka, cebule pokrojoną w talarki, pomidorki koktajlowe i oliwki.

Sok z cytryny mieszam z winem, powoli wlewam oliwę, ubijając trzepaczką, na końcu dodaję sól i pieprz.

Polewam sałatkę sosem i stawiam na stole.

czwartek, 13 września 2012

Gazpacho andaluzyjskie


To już chyba ostatni dzwonek na tę potrawę. Kiedy przyjdzie jesień, choćby i złota, będziemy mieć apetyt głównie na dania rozgrzewające, na parujące talerze leczo i rosołu, na kuchnię mięsną i konkretną. Nikt nawet nie pomyśli o chłodniku z pomidorów i papryki.

Gazpacho powinno się jeść schłodzone, prosto z lodówki, ale podałam je w letni, wietrzny dzień lekko ciepłe i nikt nie zgłaszał zastrzeżeń.

Przepis pochodzi z czasopisma „Kocham gotować latem”, Superhobby 5/2012.

Chuda

Porcja dla 8 osób.

Składniki:
  • 1 i ½ kg pomidorów
  • 2 strąki czerwonej papryki
  • 2 strąki zielonej lub żółtej
  • 2 ogórki
  • 2 cebule
  • ½ szklanki oliwy
  • 3 ząbki czosnku
  • 500 g pszennego chleba
  • sól

Sposób przygotowania:

Po pół strąka papryki zielonej i czerwonej kroję w kostkę i odstawiam do lodówki. Pomidory polewam wrzątkiem i obieram ze skórki, miksuję z pozostałymi warzywami.

Chleb wkładam do miski z wodą, kiedy zmięknie odciskam wodę i miksuję z warzywami. Na końcu dodaję oliwę i doprawiam solą. Zupa powinna mieć kremową konsystencję, dlatego warto ją przetrzeć przez sito.

Rozlewam gazpacho na talerze, każdą porcję ozdabiam papryką pokrojoną w kostkę.

sobota, 8 września 2012

Pizza na cienkim spodzie z rukolą i pomidorkami



Zdaję sobie sprawę, że patrząc na zdjęcie raczej trudno się domyślić, że chodzi o pizzę ;)
Cóż zrobić, skoro właśnie w ten sposób smakuje mi najbardziej? W moim wykonaniu bowiem jest to raczej sałatka z rukoli i pomidorków z dodatkiem pizzy niż odwrotnie, ale przecież sałatkę tego typu też uwielbiam, o czym już kiedyś pisałam.


Celowo nie podaję dokładnych ilości składników. Na jedną pizzę zużywam mniej więcej jedną kulkę mozzarelli; szynki, oliwek i parmezanu potrzeba naprawdę niewiele, ale za to rukoli i pomidorów zużywam rekordowo dużo.


Anka

Składniki:

ciasto (na dwie nieduże pizze)

  • 10 g świeżych drożdży
  • ½ łyżeczki cukru
  • ½ łyżeczki soli
  • 350 g mąki (najlepiej typ „00”, ciasto naprawdę inaczej smakuje)
  • 200 ml ciepłej wody
  • 2 łyżki oliwy

dodatki:

  • sos pomidorowy (taki jak w tym przepisie lub po prostu passata)
  • szynka (miałam prosciutto)
  • czarne oliwki
  • mozzarella
  • rukola
  • pomidorki koktajlowe
  • parmezan
  • oliwa

Sposób przygotowania:

W małej miseczce rozcieram drożdże z cukrem i odstawiam pod przykryciem na około kwadrans.
Przesiewam mąkę, mieszam z solą. Dodaję wodę, drożdże i oliwę, dokładnie wyrabiam ciasto.

Wkładam ciasto do miski lekko wysmarowanej oliwą, przykrywam i odstawiam w ciepłe miejsce na około godzinę.  Po tym czasie wyjmuję, przebijam pięścią, żeby odgazować i dzielę na dwa kawałki. Z każdego formuję płaski, okrągły placek.

Kładę placek na blasze (dla wygody wyłożonej papierem do pieczenia), smaruję sosem pomidorowym i układam dodatki czyli szynkę lub/i oliwki, ewentualnie porwane liście bazylii – dodatki można spokojnie pominąć, jeśli ktoś nie lubi lub nie ma.
Mozzarellę rwę na kawałeczki, układam na pizzy. Często posypuję jeszcze po wierzchu parmezanem.

Wstawiam do mocno nagrzanego piekarnika (u mnie 240-250 stopni) na 10-15 minut.

Na jeszcze ciepłą pizzę wrzucam w dużych ilościach rukolę, przekrojone na pół pomidorki koktajlowe i parmezan w wiórkach, a wszystko skrapiam oliwą. Tu małe wytłumaczenie: akurat tego dnia, gdy robiłam zdjęcie, nie miałam parmezanu, co rzecz jasna nie odwiodło mnie od zamiaru zrobienia pizzy.

Pycha!

sobota, 25 sierpnia 2012

Zupa krem z pomidorów


Mniej więcej rok temu, na wakacjach, szukaliśmy czegoś do jedzenia. Los i lokalni doradcy zaprowadzili nas do baru, w którym czas się zatrzymał. Gdy tylko zobaczyłam wypisany w charakterystyczny sposób jadłospis, wiedziałam co wybrać. Pomidorową, oczywiście!
Była dokładnie taka, jaką pamiętam ze stołówek: zabielana, z ryżem, której smaku nie da się odtworzyć w domu i który pamiętam do dziś.
Tego dnia jadłam był obiad sentymentalny, ale muszę przyznać, że moja ulubiona pomidorówka smakuje nieco inaczej.

Odkąd córka zaczęła głośno informować o swoich gustach kulinarnych, pomidorową gotuję znacznie częściej niż kiedyś i od dłuższego czasu powtarzam niemal do znudzenia (chociaż nigdy się nie nudzi!) jeden, banalny przepis. Powiem więcej, to praktycznie ta sama receptura co w przypadku mojego pomidorowego sosu do spaghetti, jednak jej zaletą jest fakt, że jeszcze nigdy mnie nie zawiodła.  Sekret tkwi jak zawsze w składnikach: dobre pomidory (z radością używam tych w puszce, bo oszczędzają czas i tylko w sezonie, gdy pomidory naprawdę pachną pomidorami, chce mi się obierać i wyjmować pestki, a i to rzadko), świeża bazylia, czosnek i oczywiście domowy rosołek. Pomidorówkę, jak powszechnie wiadomo, robi się następnego dnia po ugotowaniu rosołu. Żelazna zasada kuchni polskiej ;)

Smacznego!
Anka


Składniki:
  • kilka suszonych pomidorków
  • 1-3 ząbki czosnku
  • garść świeżych liści bazylii
  • 2 puszki pomidorów bez skóry lub ok. 1 kg mięsistych pomidorów (obranych ze skóry i wypestkowanych)
  • 1 litr bulionu (lub mniej)
  • odrobina oliwy (może być ta od suszonych pomidorków)
  • sól, pieprz, cukier

Sposób przygotowania:

W garnku z grubym dnem rozgrzewam oliwę, wrzucam pokrojony na plasterki czosnek i suszone pomidorki. Nie bawię się w dokładne siekanie, bo potem i tak wszystko zmiksuję, czasami nie kroję w ogóle, czosnek tylko obowiązkowo miażdżę płaską stroną noża.

Smażę około minuty lub dwóch, pilnuję, by nie przypalić czosnku, dodaję bazylię. Potem dodaję pomidory, sól, pieprz i cukier (cukru co najmniej około łyżeczki, zależy od kwaśności pomidorów). Gotuję na wolnym ogniu kilka minut, dodaję bulion.

Wszystko gotuję jeszcze około 20 minut, dokładnie miksuję. Próbuję i doprawiam jeśli trzeba. I tu przyznaję, że miksuję razem z liśćmi bazylii, ale jeśli komuś zależy na ładniejszym wyglądzie (potem w zupie pływają ciemne pypcie), to może bazylię wyłowić z garnka. Osobiście jednak uważam, że zmiksowanie wszystkiego razem poprawia smak.

Podaję z makaronem, ryżem lub grzankami.

niedziela, 29 kwietnia 2012

Mieszanka warzywna z ciecierzycą i kuskusem


Ostatnio zwariowałam na punkcie ciecierzycy. Kupuję, moczę i gotuję (bo wolę taką niż z puszki), a potem wcinam ziarenka jak cukierki.
Robiłam już co prawda pastę do chleba i pasztet z dodatkiem ciecierzycy, ale przepisów nie wstawię, bo mi nie bardzo smakowało. Ciecierzyca po zmieleniu jest jak na mój gust zbyt sucha. Co innego jeśli się gryzie te fajne kuleczki – są rewelacyjne.

Poniżej jeden z moich ulubionych sposobów na danie z dodatkiem ciecierzycy. I jak zwykle kilka uwag:
- chili nie jest niezbędne, nie dodałam ze względu na syna, któremu nie przeszkadza kumin i inne przyprawy, ale zbyt dużo chili już nie wchodzi w rachubę, najlepsze jak zwykle świeże, ale można też doprawić chociażby pieprzem kajeńskim dla uzyskania ostrego smaku
- boczek można pominąć – wyjdzie pyszne wegetariańskie danie, ale ja lubię mięsną wkładkę
- jeśli chodzi o ilość przypraw, to wszystkie miałam w ziarnach i wsypałam do moździerza po około łyżeczce, a potem wykorzystałam jakąś połowę; resztę zużyję następnym razem (jak najbardziej można przyprawić mocniej, ale muszę myśleć o tym, dla kogo robię obiad)
- suszone pomidorki zawsze są dobrym dodatkiem
- danie można posypać uprażonymi płatkami migdałów
- no i ostatnia rzecz: jeśli zabraknie Wam czasu na moczenie i gotowanie – weźcie ciecierzycę z puszki

Anka

Składniki:
  • 2-3 cebule
  • 3 ząbki czosnku
  • 1-2 marchewki
  • 1,5-2 szklanek ugotowanej ciecierzycy (można wziąć z puszki)
  • 100 g cienko pokrojonego boczku
  • 1 puszka krojonych pomidorów (lub kilka świeżych, bez skóry i pestek)
  • sól, pieprz
  • kolendra, kumin, ziele angielskie
  • chili
  • brązowy cukier (lub zwykły cukier lub miód)
  • natka pietruszki i/lub świeża kolendra
  • oliwa lub olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Ciecierzycę zalewam zimną wodą (wody musi być sporo, 2-3 razy więcej niż ciecierzycy) i odstawiam na przynajmniej 10 godzin. Gotuję bez soli przez co najmniej godzinę. Próbuję czy jest miękka.
Lub, jeśli nie ma na to czasu, dokładnie odcedzam ciecierzycę z puszki (a nawet płuczę zimną wodą), może i smakuje mi  gorzej, ale za to da się ten obiad przyrządzić w krótkim czasie.

Cebule obieram, kroję w kostkę. Obrane marchewki ścieram na grubej tarce (lub drobno kroję, ale z tym za dużo roboty). Boczek kroję np. w drobne słupki (do tego dania lubię używać boczku pokrojonego w cieniutkie plasterki). Czosnek i chili drobno siekam.

W moździerzu dokładnie rozgniatam pieprz, kumin, kolendrę i ziele angielskie.

Na dużej patelni podsmażam cebulę aż zmięknie. Posypuję ją przyprawami i solą. Potem dodaję boczek, a po kolejnych kilku minutach czosnek, startą marchewką i ewentualnie chili, smażę.
Boczek dodałam po cebuli, bo wzięłam bardzo cieniutkie plasterki, ale jeśli są większe kawałki, to lepiej najpierw podsmażyć boczek, a dopiero potem dodać cebulę.

Dodaję pomidory, wsypuję 1-2 łyżeczki cukru, przykrywam patelnię pokrywką i  gotuję na wolnym ogniu przez około 20 minut. Wsypuję ciecierzycę i wszystko jeszcze chwilę gotuję. Próbuję i doprawiam do smaku.

Podaję z kuskusem. Gotowe danie posypuję świeżo posiekaną natka pietruszki lub kolendrą (kolendra jest o wiele lepsza).

środa, 4 stycznia 2012

Spaghetti z sosem pomidorowym i tuńczykiem (łososiem)


Nie wiem kompletnie kiedy mi minęły ostatnie dwa tygodnie, bo aż tyle trwała moja przerwa w zamieszczaniu postów. Ale nie wracam z pustymi rękami i mam coś specjalnego dla wszystkich, którzy nie mogą się odnaleźć w poświątecznym kieracie: rewelacyjny obiad w pół godziny! Bez wysiłku, wystarczy kupić dwie puszki (pomidory i rybę) oraz dodać to co akurat macie w szafkach kuchennych i lodówkach. Bo jak zwykle nie jestem pryncypialna i jeśli nie macie świeżej bazylii, to możecie dodać natkę pietruszki, a kapary można w ogóle pominąć. Chociaż przyznaję, że mi ten obiad smakuje najbardziej, gdy zgromadzę wszystkie podane składniki.

Gdybyście jednak nie mieli akurat ani tuńczyka, ani czarnych oliwek, ani tym bardziej kaparów, to poprzestańcie na moim ulubionym sosie pomidorowym, który stanowi bazę tego posiłku. A świeżą bazylię zastąpcie suszonym oregano.

Trzeba sobie życie upraszczać.

Smacznego!

Anka


Składniki:

  • ½ kg spaghetti lub tagliatelle
  • 1-2 ząbki czosnku
  • kilka suszonych pomidorów
  • puszka pomidorów bez skóry
  • garść świeżych liści bazylii
  • puszka łososia lub tuńczyka w sosie własnym
  • 2 garści czarnych oliwek
  • 1-2 łyżki kaparów
  • ok. 50 g parmezanu
  • sól, pieprz
  • cukier
Sposób przygotowania:

Rozgrzewam oliwę z oliwek, wrzucam lekko zmiażdżone, obrane i pokrojone w plasterki ząbki czosnku oraz suszone pomidory pokrojone w paseczki, smażę 1-2 minuty uważając, żeby się nie przypaliły. Dodaję pomidory wraz z sosem. Doprawiam solą, pieprzem i cukrem. Dokładam kilka liści bazylii.

Gotuję na niewielkim ogniu przez około dwadzieścia minut. W tym czasie przygotowuję makaron według przepisu na opakowaniu.

Gdy makaron już się dogotowuje, szybko miksuję sos blenderem, doprawiam jeśli trzeba i wrzucam odsączonego i lekko rozdrobnionego łososia lub tuńczyka. Mieszam, czekam aż ryba się ogrzeje i zestawiam z ognia. Dodaję kapary oraz oliwki.

Gorący, odcedzony makaron nakładam na talerze, polewam sosem i posypuję parmezanem.
A jeszcze częściej wrzucam makaron do garnka z sosem i dokładnie mieszam.

środa, 14 grudnia 2011

Rybna solanka (soljanka)


W Waszych propozycja świątecznych potraw dość często przewijała się zupa rybna. Nie powiem, żebym ryby przyrządzała bardzo często (szczególnie w postaci innej niż filety z ryb morskich), za to chętnie zamawiam je w restauracjach.
Dlatego zamierzam zareklamować restaurację Bulaj w Sopocie, gdzie jadłam najlepszą solankę w życiu i najchętniej zapisałabym się do terminu u tamtejszego szefa kuchni.

Właśnie, przecież idą święta. Czas napisać pewien list.
Drogi Mikołaju, czy możesz mi sprezentować jakieś warsztaty z przygotowywania świeżych ryb u prawdziwego mistrza garnka i patelni? Chętnie nauczę się też czegoś na temat mięsa.

Dobrze, koniec wstępu, wracam do przepisu. Ponieważ prosiliście o zupę rybną, postanowiłam przyrządzić moją wersję tej potrawy opartą właśnie o solankę, czy też soljankę. Podobno powinno się ją przygotowywać z ryb jesiotrowatych, ale niestety w najbliższym rybnym nie mieli ani jesiotra, ani starleta, ani tym bardziej bieługi. Wzięłam więc co było, grunt, żeby kupić świeże ryby, a wywar rybny podobno  najlepiej udaje się na głowach ryb. U mnie były duży pstrąg, którego tuszki dodałam na sam koniec, oraz fladry, które razem z łbem pstrąga wykorzystałam do ugotowania wywaru. Im więcej gatunków ryb, tym wywar smaczniejszy, przynajmniej tak mówi teoria.

Solanka to skrzyżowanie zupy rybnej, pomidorówki i ogórkowej (solankę można też ugotować na mięsie). Idealne połączenie słonego i kwaśnego smaku. No i te dodatki! Same pyszności: oliwki, kapary i natka pietruszki.
Zupa najbardziej mi smakuje podawana po prostu z chlebem. Najlepiej wiejskim, na zakwasie z chrupiącą skórką. Jak dla mnie może być taki z dodatkiem mąki żytniej.

I jeszcze jedna uwaga: tę zupę można ugotować na przykład na bulionie drobiowym, a nawet na wywarze warzywnym i kupić tylko jakieś smaczne płaty rybne, które obgotuje się na koniec w zupie. Zapewniam, że też będzie pyszne.

Bardzo polecam!

Anka


Składniki:
  • ok. 800 g świeżych ryb
  • 2 cebule
  • 2 marchewki
  • 1 pietruszka (niekoniecznie)
  • 1 duży pęczek natki pietruszki
  • 1 puszka krojonych pomidorów lub 3 świeże pomidory
  • 1 łyżka koncentratu pomidorowego
  • 2-3 ogórki kiszone
  • 1 garść czarnych oliwek
  • 2 garści zielonych oliwek
  • 1-2 łyżki kaparów
  • 1 liść laurowy
  • sól, pieprz
  • masło do smażenia

Sposób przygotowania:

Napisałabym: ryby czyszczę i patroszę, ale na szczęście przynajmniej pstrąg był już pięknie przygotowany. Flądry potraktowałam jako wyzwanie, któremu, jak mniemam, w większości sprostałam. Nie każcie mi podawać szczegółów, proszę, a sami jeśli nie macie wprawy weźcie już wypatroszone ryby :)

W garnku zagotowuję około litra wody (lub trochę więcej), wrzucam jedną cebulę, marchewki, natkę pietruszki (obwiązuję nitką i gotuję razem z łodyżkami, zostawiam tylko trochę listków do posypania) oraz kawałki ryby przeznaczone na wywar. Ładne rybie tuszki odkładam na później. Wszystko solę, dodaję pieprz i liść laurowy i gotuję około pół godziny. Przecedzam przez sito.

Do rybnego wywaru dodaję pomidory z puszki (jeśli akurat jest sezon na świeże, obieram ze skórki, wypestkowuję i kroję w kostkę), gotuję około 15 minut. Pod koniec dodaję koncentrat, próbuję i ewentualnie doprawiam solą lub pieprzem.

W czasie, gdy zupa się gotuje, kroję drugą cebulę w półtalarki,  a ogórki na plasterki. Podsmażam cebulę na maśle aż się zeszkli, dodaję ogórki i wszystko smażę jeszcze kilka minut często mieszając.

Odłożone tuszki ryby wkładam do gotującej się zupy na około pięć minut. Sprawę ości rozwiązałam w ten sposób, że ryby umieściłam na sitku (takim do smażenia frytek lub gotowania na parze) i włożyłam do zupy. Potem wyjęłam i na talerzu spokojnie podzieliłam na małe kawałki wyjmując ości, by wreszcie znowu dorzucić do zupy czyste mięso ryby.

Dodaję do zupy podsmażone ogórki z cebulą. Zdejmuję z ognia i dokładam oliwki z kaparami. Na talerzu posypuję natką pietruszki.

Ja nie zaciągam śmietaną, ale jeśli ktoś musi, to bardzo proszę, byle kwaśną.

Smacznego!

środa, 31 sierpnia 2011

Zupa pomidorowa z pulpecikami


W poprzednich latach moich doświadczeń jako matki dwójki małych dzieci, byłam spokojna, że choroby wreszcie się skończą wraz z przyjściem lata.
I tak bywało, ale nie w tym roku.
(Chociaż nie powiem, przynajmniej sierpień był super, więc zbierałam siły do jesiennej ofensywy wirusów i bakterii.)
Skutek całodziennego pobytu dzieci w domu jest taki, że moja chęć do eksperymentów obiadowych jest mocno hamowana przez konserwatywne i wybredne gusta potomstwa. Najlepiej, żeby był rosołek, spaghetti albo placki.

Ileż można!

Dlatego dzisiaj na blogu zupa oparta na sprawdzonych składnikach (dominują pomidory), zmiksowana i z drobiowymi pulpetami, w których przemyciłam trochę koperku. I udało się! Nawet córka łaskawie zaakceptowała potrawę.

Szczerze mówiąc aż trudno mi zanotować ten przepis, bo jest to raczej zupa-baza – od razu przychodzą mi do głowy różne modyfikacje i trudno się zdecydować, jaką wersję podać. Nie wahajcie się więc i traktujcie dość swobodnie listę składników.

Anka


Składniki:

zupa
  • 1 cebula
  • 1-2 pory
  • 1-2 ząbki czosnku
  • 3 marchewki
  • 2 pietruszki
  • 4 duże pomidory (najlepiej malinówki)
  • 1 łyżka koncentratu (niekoniecznie)
  • 1 litr bulionu (lub wody)
  • sól, pieprz, chili, cukier
  • pęczek natki pietruszki
  • 3 gałązki tymianku
  • masło lub olej do smażenia
pulpety:
  • ½ kg mięsa drobiowego mielonego
  • 1 jajko
  • 2-3 łyżki bułki tartej
  • sól, pieprz
  • pęczek drobno posiekanego koperku
  • ewentualnie odrobina zimnej wody

Sposób przygotowania:

Najpierw uwagi techniczne.
Proporcje warzyw jak zwykle można dowolnie zmieniać, można też na przykład dodać seler. Koncentrat nie jest konieczny, ale moje pomidory były trochę za małe i dodatek przecieru bardzo się przydał.

Cebulę kroję w kostkę, pory na półtalarki, czosnek drobno siekam. Marchewkę i pietruszkę kroję na niewielkie kawałki podobnej wielkości. Pomidory obieram ze skóry, wycinam gniazda nasienne i wyrzucam pestki, kroję na kawałki.

Na oleju (najbardziej lubię olej z pestek winogron) podsmażam cebulę i pory aż się zeszklą, lekko doprawiam solą i pieprzem. Dodaję czosnek, smażę jeszcze minutkę i wrzucam marchewkę i pietruszkę, smażę kilka minut i dodaję pomidory. Zalewam warzywa bulionem (ponieważ akurat nie miałam własnego rosołku, więc po prostu wlałam wodę, ale oczywiście z bulionem jest lepsze), dodaję natkę pietruszki i tymianek. Zioła najlepiej związać nitką, jeśli chcecie też wyjmować pietruszkę; tymianek jeśli jest z łodyżką, trzeba wyjąć koniecznie.

Gotuję wszystko do miękkości (około 20 minut), wyjmuje tymianek i natkę, dokładnie miksuję. Doprawiam solą, pieprzem, chili i ewentualnie odrobiną cukru.

Kiedy zupa się gotuje, przygotowuję pulpety. W misce dokładnie mieszam wszystkie składniki i formuję malutkie kotleciki. Wrzucam do zupy i gotuję około 8-10 minut (pulpety wypływają na powierzchnię).

Podaję z makaronem, ryżem lub grzankami.
Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */