Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 marca 2017

Kasza jaglana z jabłkiem, jarmużem i daktylami

Kolejny raz zaskakuje mnie całkiem nowy smak, jaki można wyczarować z dania z udziałem kaszy jaglanej. To jest potrawa z jabłkiem, cynamonem i daktylami, więc teoretycznie na słodko, ale jarmuż i tymianek dodają jej wytrawności. Znakomite, zjadłam na ciepło na śniadanie i nadal się oblizuję. Przepis pochodzi z bloga gotujzdrowo.com, podaję z drobnymi modyfikacjami. Porcja dla 2 osób.

Chuda 

Składniki:
  • 2 jabłka
  • 2-3 suszone daktyle
  • 2 szklanki jarmużu
  • 6-8 orzeszków laskowych
  • 1 -2 łyżki oleju kokosowego do smażenia
  • 1,5 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • 4 gałązki świeżego tymianku
  • szczypta cynamonu
  • szczypta mielonych goździków lub mojej przyprawy korzennej
Sposób przygotowania:

Jarmuż dzielę na drobne kawałki, odrywam twarde częśći i płuczę pod bieżącą wodą. Jabłko kroję w kostkę, daktyle w plasterki, orzechy laskowe na połówki.

Na patelni rozgrzewam olej koksowy, dodaję jabłka, orzeszki laskowe, daktyle oraz jarmuż i wlewam odrobinę wody. Posypuję cynamonem i moją przyprawą.

Podsmażam, stale mieszając, przez ok. 2 minuty. Zawartość patelni ma lekko zmięknąć. Na końcu dodaję tymianek. Podaję z ugotowaną kaszą jaglaną.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Pasztet z marchewki z kaszą jaglaną

Nie ukrywam, że źródłem inspiracji był dla mnie blog Jadłonomia. Pasztety warzywne są pyszne, a porady autorki należy sobie wziąć do serca, bo wyniki zachwycają. Przede wszystkim dodatek kaszy jaglanej do pasztetu warzywnego to strzał w dziesiątkę, pestki z dyni to też doskonały pomysł. No i ja pamiętałam o maśle, bo wiadomo, z masłem wszystko lepsze ;)

Ilości składników jak zwykle podaję na oko, gdybyście nie  mieli naprawdę małej keksówki (dół foremki ma 20x10 cm), można dorzucić więcej marchewki albo mocniej zmienić smak i dodać ciecierzycę (pewnie, że lepsza, gdy sama sobie ugotuję, ale za to puszka była pod ręką).


Składniki:
  • 1 cebula
  • 2-3 ząbki czosnku
  • 4-5 marchewek
  • 1 pietruszka
  • około 1 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • 50 g pestek z dyni
  • garść natki pietruszki
  • 1 liść laurowy,
  • po 2 ziarnka jałowca i ziela angielskiego
  • 1-2 łyżki sosu sojowego
  • sól, pieprz
  • masło i olej
Sposób przygotowania:

Cebulę obieram, kroję w kostkę. Czosnek lekko miażdżę, siekam na małe kawałki. Marchewkę i pietruszkę obieram, ścieram na grubej tarce.

Na patelni rozpuszczam masło z łyżką oleju (tłuszcze weźcie według uznania, ja dodałam masło, bo lubię), wrzucam cebulkę, posypuję solą, pieprzem, dodaję liść laurowy, ziele angielskie i jałowiec. Smażę, aż się ładnie zeszkli. Wlewam sos sojowy. Dodaję startą marchewkę i pietruszkę, chwilę smażę, potem wszystko duszę do miękkości - jeśli trzeba dodaję trochę masła (suchy pasztet nie jest dobry, ja dodałam sporo). Na koniec wyjmuję ziarna ziela i jałowca oraz liść laurowy i miksuję wszystkie warzywa.

Gdy warzywa się duszą miksuję pestki z dyni razem z natką pietruszki. Miksuję też kaszę jaglaną - nie jest to takie znowu proste, więc żeby była gładsza dodaję ok. 3 łyżek oleju (wzięłam akurat słonecznikowy, bo taki stał w szafce).

Łączę wszystkie składniki, dokładnie mieszam. Nakładam do małej keksówki wyłożonej papierem do pieczenia, wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 45-50 minut.

Pyszne!

wtorek, 19 stycznia 2016

Dip z buraków

Jeśli upiekliście buraczki, zrobiliście z nich na przykład taki dodatek do obiadu i zostało Wam kilka sztuk (u mnie to normalne, specjalnie piekę więcej, bo zawsze znajdę jakiś sposób na ich zjedzenie), to może zechcecie spróbować świetnego dodatku do chrupiących marchewek (w wersji dla odchudzających się) lub do kanapek (też może być dla odchudzjących się, ale tych głodniejszych). Ja spróbowałam i bardzo mi się spodobało. Będę musiała powtórzyć, bo dopiero co zakupiony słoiczek tahini jest całkiem spory. Tak, wiem, można robić samemu, ale za leniwa jestem.

A pasta wyszła pierwsza klasa! W sam raz na moje zimowe zapotrzebowanie na warzywa. I dla tych z anemią.

Anka


 


Składniki:
  • 2-3 upieczone (lub ugotowane buraki)
  • 1 łyżka pasty sezamowej tahini
  • 1 ząbek czosnku
  • 1-2 łyżki oliwy
  • 1-2 łyżki soku z cytryny
  • mielony kumin (wedle uznania, dodałam niewiele)
  • sól, pieprz
Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki miksuję.

I oczywiście, że niczego nie odmierzałam, ale przecież i tak trzeba spróbować i doprawić do smaku, według własnego uznania. Następnym razem być może dodam jogurt naturalny (grecki) lub połączę z kremowym serkiem.

Aha, po dodaniu ciecierzycy wyjdzie Wam rzecz jasna hummus, ale akurat nie miałam ochoty.

Smacznego!

piątek, 15 stycznia 2016

Grzanki z pieczonymi batatami

Lubicie słodkie ziemniaki? Bo ja bardzo! Wystarczy pokroić w plastry, upiec, dodać sól, pieprz i odrobinę oliwy i już można jeść. I pasuje do nich mnóstwo rzeczy. Ale tym razem znalazłam gdzieś w sieci śliczne tosty, więc postanowiłam je zrobić (przepraszam, ale nie pamiętam, gdzie je widziałam, więc nie podam linku do źródła).

Anka



Składniki:
  • pieczywo na grzanki: np. bułka wrocławska
  • 1 batat
  • 1 owoc granatu
  • serek śmietankowy (raczej z gatunku tych twarogowych)
  • sól, pieprz
  • oliwa

Sposób przygotowania:

Batat obieram i kroję w kostkę. Rozkładam na blasze do pieczenia, skrapiam oliwą i lekko solę. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 230-240 stopni na 15-20 minut (sprawdźcie widelcem, czy już jest ok nawet wcześniej niż po 15 minutach).

Bułkę kroję na kromki, lekko smaruję oliwą lub masłem, podpiekam pod grillem.

Przekrawam granat i wyjmuję pestki.

Opieczone pieczywo smaruję serkiem. Na to kładę kostki słodkiego ziemniaka, posypuję pestkami granatu, skrapiam oliwą i koniecznie dodaję świeżo starty czarny pieprz.

Smacznego!

(właściwie nie ma przeszkód, żeby batata zastąpić marchewką)



sobota, 13 września 2014

Omlet



Wracam!


Tak, proszę Szanownych Czytelników. Zrobiłam sobie ponad półroczną przerwę w prowadzeniu bloga i, szczerze mówiąc, byłam przekonana, że już nie wrócę. Złożyło się na to kilka powodów: pierwszy to permanentny brak czasu, bo przy normalnej pracy, rodzinie, z którą – co by nie powiedzieć – lubię spędzać czas, oraz innych ulubionych zajęciach, okazało się, że na blogowanie już materii nie starcza. Ale o ile czas jakoś bym znalazła, gdybym naprawdę chciała, to drugi powód skutecznie mnie odciągał od gotowania: otóż przestało mi się chcieć. Wiadomo przecież, że nie gotuję restauracyjnie i nawet nie mam takich zapędów. Mam normalną czteroosobową rodzinę, kupuję w tych samych sklepach, co wszyscy i z oczywistych powodów nie zacznę nagle serwować filetów z tuńczyka i kumkwatów w syropie. Z drugiej strony wrzucanie przepisu na zupę, w którym zmieniłam jeden składnik, zgodnie z tym, co było w lodówce przestało mieć dla mnie jakikolwiek sens.


I tu z pomocą przyszły mi książki.

Moja biblioteczka, chociaż zdecydowanie zbyt mała, jak na moje wymagania (z pomocą przychodzą na szczęście biblioteki publiczne), milutko się rozrasta, przy czym od kilku lat z upodobaniem inwestuję w książki kulinarne. Przeglądając po raz setny „Ciasta” Michaela Roux (napisałabym „Jajka”, bo jest ciekawsza, ale nie chcę być źle zrozumiana) uświadomiłam sobie, że na półkach stoi sporo tomów, z których nie skorzystałam ani razu. Ani jedna receptura z wielu grubych tomiszczy nie doczekała się realizacji. Owszem, są też takie, według których gotowałam niejednokrotnie, ale w większości przypadków kończy się na tym, że przeglądam, czasem nawet zaznaczam karteczkami co ciekawsze przepisy, a potem odstawiam na półkę i gotuję coś przypadkowego. Bo w warzywniaku były ładne bakłażany. Albo kalafior wyglądał zachęcająco.


Dlatego, niniejszym, niczym bohaterka filmu „Julia & Julia” zobowiązuję się do przygotowania przynajmniej jednej potrawy z każdej z moich książek kucharskich. Przy czym od razu mówię, że absolutnie nie ma mowy o limitach czasowych, bo książek mam jakoś strasznie dużo, idzie jesień i zima, będzie ciemno i nie będę jak miała robić zdjęć i w ogóle nadal nie zamierzam rezygnować z partyjki „Monopoly Deal” z synem, a prasowanie samo się nie zrobi. Niemniej zamierzam się tu pojawiać regularnie.



I skoro ostateczny impuls do reaktywacji mojej obecności na Dwóch Chochelkach dał film „Julia & Julia”, to zacznę właśnie od książki „Gotuj z Julią”, bo ostatnio nabyłam niezwykle okazyjnie e-book Julii Child. Przygotowałam omlet, na widok którego moja córka zakrzyknęła „Jak ładnie ci wyszedł, mamo!” i chcę się z Wami podzielić rewelacyjną metodą przygotowywania tej potrawy. Oczywiście od razu udowodnię, że nie zamierzam trzymać się jakichkolwiek zasad i wstawię filmik, na którym boska Julia pokazuje jak najprościej i najpiękniej zrobić omlet, a sama się w tym czasie poobijam. Zresztą córka właśnie domaga się wieczornego czytania.



Teraz już wreszcie kończę, bo się rozpisałam. Czy chcecie, żebym przy okazji trochę opowiadała o książkach kucharskich, które stoją u mnie na półkach, czy mam ograniczać słowotok?

Z drugiej strony, zawsze możecie pominąć wszystkie wynurzenia we wstępie i po prostu zacząć gotować.



A teraz: omlet.

Obiecuję, że będę się pojawiać w miarę regularnie.

Chochelka Grubsza

Składniki:

  • 2-3 jajka
  • sól, ewentualnie pieprz
  • masło
  • opcjonalnie: łyżeczka mleka


Sposób przygotowania:

Dwie najważniejsze rzeczy są następujące: po pierwsze -  dobrać sobie patelnię odpowiedniej wielkości, moja ma średnicę niewiele ponad 20 cm (z tych średnich) i jest w sam raz do dwóch jajek. Po drugie – odpowiednio potrząsać patelnia. Długie lata smażyłam omlety podgarniając jajka łopatką i chyba już nigdy nie wrócę do tej metody.

Rozgrzewam patelnię. W tym czasie roztrzepuję w miseczce jajka z solą, ewentualnie pieprzem i mlekiem. Gdy patelnia jest już gorąca, roztapiam na niej masło tak, by tłuszczem pokryte były także boki patelni.

Wylewam jajka i lekko potrząsam patelnią, żeby dobrze się rozprowadziły. A potem stosuję „metodę szarpaną”, jak nazywa to Julia. Czyli nie tyle podrzucam omlet, co gwałtownym ruchem przyciągam do siebie patelnię. I rzeczywiście, omlet składa się właśnie tak, jak pokazuje to Julia. Zobaczcie.

Obiecuję oczywiście, że to pierwszy i ostatni raz, gdy wstawiam film zamiast sama wszystko opowiedzieć. Ale naprawdę uważam, że trzeba tę metodę rozpowszechniać.


czwartek, 27 czerwca 2013

Pasta brokułowo-jajeczna



Zielona i pyszna!

Tylko ten majonez psuje cały efekt dietetyczny ;)

A poza tym jest lato (chociaż ostatnie dni były deszczowe) i kompletnie nie mam czasu na gotowanie. Zresztą po co komu gotowanie, skoro jest sezon na truskawki?
Anka

PS Muszę się z Wami podzielić pewną niezwykle miłą wiadomością: otóż moje ciasteczka zajęły trzecie miejsce w konkursie kulinarnym organizowanym przez firmę Electrolux i wygrałam kolejny blender! :) Jupi!




Składniki:

  • 1 nieduży ugotowany brokuł
  • 3 jajka na twardo
  • koperek, szczypiorek, natka pietruszki
  • sól, pieprz
  • majonez


Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki miksuję na pastę. Proporcje dobieram na oko, bo i tak zawsze wyjdzie.

Opcje: majonez najlepiej tu pasuje, ale można go zmieszać ze śmietaną lub nawet zrobić tylko na śmietanie. Teoretycznie można nawet z jogurtem naturalnym, ale nie próbowałam.

Nieźle pasowałby też dodatek sera pleśniowego. Jeszcze jedno jajko nie zaszkodzi, jeśli ktoś ma ochotę na typowo jajeczną pastę. A kanapki można posypać orzechami.

środa, 19 września 2012

Pasta z makreli z chrzanem



Jakiś czas temu widziałam fragment programu Jamiego Olivera, w którym przygotowywał pastę z makreli. Co prawda moim zdaniem najlepsza pasta to taka z duża ilością masła, ale postanowiłam spróbować czegoś innego.
I słusznie! Pasta wyszła pyszna. Oczywiście nie pamiętałam dokładnie ilości składników, wiem tylko, że osobiście uważałabym z ilością chrzanu, bo wolę, żeby dominował smak makreli. U mnie chrzanu nie ma zbyt dużo, więc chętni mogą spokojnie dodać go więcej.

Anka

Składniki:

  • 1 spora wędzona makrela
  • ok. 100 g kremowego serka
  • 2-3 łyżeczki chrzanu
  • garść natki pietruszki
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • świeżo mielony czarny pieprz


Sposób przygotowania:

Wrzucam wszystkie składniki do blendera i miksuję.
Nie zapominam tylko o obraniu makreli z ości.

Smacznego!

niedziela, 9 września 2012

Tosty z kozim serem, szpinakiem i buraczkami



Dzisiaj postanowiłam się porozpieszczać kulinarnie, co było tym prostsze, że w sobotę zrobiłam rajd po ryneczku warzywnym, a w szafce czekał pyszny (choć nieco stary) chleb na zakwasie, więc byłam odpowiednio przygotowana.
Pomysł jest oklepany, za to zawsze dobry, co pokazuje przykład tej sałatki. 
Bardzo polecam.

Anka

Składniki:

  • kilka kromek chleba na zakwasie, najlepiej z dodatkiem żytniej mąki
  • kozi serek do posmarowania tostów
  • szpinak
  • 1-2 ząbki czosnku
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa
  • masło do podsmażenia szpinaku
  • pieczone buraczki


Sposób przygotowania:

Właściwie te tosty należy robić przy okazji przygotowywania na przykład zasmażanych buraczków, gdy dysponujemy 2-3 zbędnymi upieczonymi buraczkami, bo pieczenie lub gotowanie buraków specjalnie do tego posiłku mija się z celem.
Zakładam więc, że ten czasochłonny składnik już mamy przygotowany, a cała reszta zajmie naprawdę niewiele czasu.

Szpinak dokładnie myję i osuszam. Czosnek miażdżę płaską stroną noża, obieram i kroję na plasterki (lub siekam na małe kawałeczki). Na dużej patelni rozpuszczam masło z dodatkiem łyżki oleju, wrzucam czosnek i podsmażam przez minutkę pilnując, żeby się nie przypalił. Dodaję szpinak, smażę bardzo krotko, tylko do czasu aż zmięknie, doprawiam solą, pieprzem i gałka muszkatołową. 
Jeśli czosnek kroję z spore plasterki, to potem często go wyrzucam, wystarczy, że masło nabierze czosnkowego aromatu.
 
Kromki chleba opiekam z obu stron pod grillem w piekarniku (wcześniej posmarowałam je delikatnie masłem).

Ciepły chleb smaruję kozim serkiem, na tym układam szpinak, a na wierzch dodaję jeszcze plasterek buraczka.

Smacznego!
Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */