Kolejny raz zaskakuje mnie całkiem nowy smak, jaki można wyczarować z dania z udziałem kaszy jaglanej. To jest potrawa z jabłkiem, cynamonem i daktylami, więc teoretycznie na słodko, ale jarmuż i tymianek dodają jej wytrawności. Znakomite, zjadłam na ciepło na śniadanie i nadal się oblizuję. Przepis pochodzi z bloga gotujzdrowo.com, podaję z drobnymi modyfikacjami. Porcja dla 2 osób.
Jarmuż dzielę na drobne kawałki, odrywam twarde częśći i płuczę pod bieżącą wodą. Jabłko kroję w kostkę, daktyle w plasterki, orzechy laskowe na połówki.
Na patelni rozgrzewam olej koksowy, dodaję jabłka, orzeszki laskowe, daktyle oraz jarmuż i wlewam odrobinę wody. Posypuję cynamonem i moją przyprawą.
Podsmażam, stale mieszając, przez ok. 2 minuty. Zawartość patelni ma lekko zmięknąć. Na końcu dodaję tymianek. Podaję z ugotowaną kaszą jaglaną.
Nie ukrywam, że źródłem inspiracji był dla mnie blog Jadłonomia. Pasztety warzywne są pyszne, a porady autorki należy sobie wziąć do serca, bo wyniki zachwycają. Przede wszystkim dodatek kaszy jaglanej do pasztetu warzywnego to strzał w dziesiątkę, pestki z dyni to też doskonały pomysł. No i ja pamiętałam o maśle, bo wiadomo, z masłem wszystko lepsze ;)
Ilości składników jak zwykle podaję na oko, gdybyście nie mieli naprawdę małej keksówki (dół foremki ma 20x10 cm), można dorzucić więcej marchewki albo mocniej zmienić smak i dodać ciecierzycę (pewnie, że lepsza, gdy sama sobie ugotuję, ale za to puszka była pod ręką).
Składniki:
1 cebula
2-3 ząbki czosnku
4-5 marchewek
1 pietruszka
około 1 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
50 g pestek z dyni
garść natki pietruszki
1 liść laurowy,
po 2 ziarnka jałowca i ziela angielskiego
1-2 łyżki sosu sojowego
sól, pieprz
masło i olej
Sposób przygotowania:
Cebulę obieram, kroję w kostkę. Czosnek lekko miażdżę, siekam na małe kawałki. Marchewkę i pietruszkę obieram, ścieram na grubej tarce.
Na patelni rozpuszczam masło z łyżką oleju (tłuszcze weźcie według uznania, ja dodałam masło, bo lubię), wrzucam cebulkę, posypuję solą, pieprzem, dodaję liść laurowy, ziele angielskie i jałowiec. Smażę, aż się ładnie zeszkli. Wlewam sos sojowy. Dodaję startą marchewkę i pietruszkę, chwilę smażę, potem wszystko duszę do miękkości - jeśli trzeba dodaję trochę masła (suchy pasztet nie jest dobry, ja dodałam sporo). Na koniec wyjmuję ziarna ziela i jałowca oraz liść laurowy i miksuję wszystkie warzywa.
Gdy warzywa się duszą miksuję pestki z dyni razem z natką pietruszki. Miksuję też kaszę jaglaną - nie jest to takie znowu proste, więc żeby była gładsza dodaję ok. 3 łyżek oleju (wzięłam akurat słonecznikowy, bo taki stał w szafce).
Łączę wszystkie składniki, dokładnie mieszam. Nakładam do małej keksówki wyłożonej papierem do pieczenia, wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 45-50 minut.
Jeśli upiekliście buraczki, zrobiliście z nich na przykład taki dodatek do obiadu i zostało Wam kilka sztuk (u mnie to normalne, specjalnie piekę więcej, bo zawsze znajdę jakiś sposób na ich zjedzenie), to może zechcecie spróbować świetnego dodatku do chrupiących marchewek (w wersji dla odchudzających się) lub do kanapek (też może być dla odchudzjących się, ale tych głodniejszych). Ja spróbowałam i bardzo mi się spodobało. Będę musiała powtórzyć, bo dopiero co zakupiony słoiczek tahini jest całkiem spory. Tak, wiem, można robić samemu, ale za leniwa jestem.
A pasta wyszła pierwsza klasa! W sam raz na moje zimowe zapotrzebowanie na warzywa. I dla tych z anemią.
Anka
Składniki:
2-3 upieczone (lub ugotowane buraki)
1 łyżka pasty sezamowej tahini
1 ząbek czosnku
1-2 łyżki oliwy
1-2 łyżki soku z cytryny
mielony kumin (wedle uznania, dodałam niewiele)
sól, pieprz
Sposób przygotowania:
Wszystkie składniki miksuję.
I oczywiście, że niczego nie odmierzałam, ale przecież i tak trzeba spróbować i doprawić do smaku, według własnego uznania. Następnym razem być może dodam jogurt naturalny (grecki) lub połączę z kremowym serkiem.
Aha, po dodaniu ciecierzycy wyjdzie Wam rzecz jasna hummus, ale akurat nie miałam ochoty.
Lubicie słodkie ziemniaki? Bo ja bardzo! Wystarczy pokroić w plastry, upiec, dodać sól, pieprz i odrobinę oliwy i już można jeść. I pasuje do nich mnóstwo rzeczy. Ale tym razem znalazłam gdzieś w sieci śliczne tosty, więc postanowiłam je zrobić (przepraszam, ale nie pamiętam, gdzie je widziałam, więc nie podam linku do źródła).
Anka
Składniki:
pieczywo na grzanki: np. bułka wrocławska
1 batat
1 owoc granatu
serek śmietankowy (raczej z gatunku tych twarogowych)
sól, pieprz
oliwa
Sposób przygotowania:
Batat obieram i kroję w kostkę. Rozkładam na blasze do pieczenia, skrapiam oliwą i lekko solę. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 230-240 stopni na 15-20 minut (sprawdźcie widelcem, czy już jest ok nawet wcześniej niż po 15 minutach).
Bułkę kroję na kromki, lekko smaruję oliwą lub masłem, podpiekam pod grillem.
Przekrawam granat i wyjmuję pestki.
Opieczone pieczywo smaruję serkiem. Na to kładę kostki słodkiego ziemniaka, posypuję pestkami granatu, skrapiam oliwą i koniecznie dodaję świeżo starty czarny pieprz.
Smacznego!
(właściwie nie ma przeszkód, żeby batata zastąpić marchewką)
Tak, proszę Szanownych Czytelników. Zrobiłam sobie ponad półroczną
przerwę w prowadzeniu bloga i, szczerze mówiąc, byłam przekonana, że już nie
wrócę. Złożyło się na to kilka powodów: pierwszy to permanentny brak czasu, bo
przy normalnej pracy, rodzinie, z którą – co by nie powiedzieć – lubię spędzać
czas, oraz innych ulubionych zajęciach, okazało się, że na blogowanie już
materii nie starcza. Ale o ile czas jakoś bym znalazła, gdybym naprawdę chciała,
to drugi powód skutecznie mnie odciągał od gotowania: otóż przestało mi się
chcieć. Wiadomo przecież, że nie gotuję restauracyjnie i nawet nie mam takich
zapędów. Mam normalną czteroosobową rodzinę, kupuję w tych samych sklepach, co
wszyscy i z oczywistych powodów nie zacznę nagle serwować filetów z tuńczyka i
kumkwatów w syropie. Z drugiej strony wrzucanie przepisu na zupę, w którym
zmieniłam jeden składnik, zgodnie z tym, co było w lodówce przestało mieć dla
mnie jakikolwiek sens.
I tu z pomocą przyszły mi książki.
Moja biblioteczka, chociaż zdecydowanie zbyt mała, jak na
moje wymagania (z pomocą przychodzą na szczęście biblioteki publiczne), milutko
się rozrasta, przy czym od kilku lat z upodobaniem inwestuję w książki
kulinarne. Przeglądając po raz setny „Ciasta” Michaela Roux (napisałabym „Jajka”,
bo jest ciekawsza, ale nie chcę być źle zrozumiana) uświadomiłam sobie, że na
półkach stoi sporo tomów, z których nie skorzystałam ani razu. Ani jedna
receptura z wielu grubych tomiszczy nie doczekała się realizacji. Owszem, są
też takie, według których gotowałam niejednokrotnie, ale w większości
przypadków kończy się na tym, że przeglądam, czasem nawet zaznaczam karteczkami
co ciekawsze przepisy, a potem odstawiam na półkę i gotuję coś przypadkowego.
Bo w warzywniaku były ładne bakłażany. Albo kalafior wyglądał zachęcająco.
Dlatego, niniejszym, niczym bohaterka filmu „Julia &
Julia” zobowiązuję się do przygotowania przynajmniej jednej potrawy z każdej z
moich książek kucharskich. Przy czym od razu mówię, że absolutnie nie ma mowy o
limitach czasowych, bo książek mam jakoś strasznie dużo, idzie jesień i zima,
będzie ciemno i nie będę jak miała robić zdjęć i w ogóle nadal nie zamierzam
rezygnować z partyjki „Monopoly Deal” z synem, a prasowanie samo się nie zrobi.
Niemniej zamierzam się tu pojawiać regularnie.
I skoro ostateczny impuls do reaktywacji mojej obecności na
Dwóch Chochelkach dał film „Julia & Julia”, to zacznę właśnie od książki „Gotuj
z Julią”, bo ostatnio nabyłam niezwykle okazyjnie e-book Julii Child. Przygotowałam
omlet, na widok którego moja córka zakrzyknęła „Jak ładnie ci wyszedł, mamo!” i
chcę się z Wami podzielić rewelacyjną metodą przygotowywania tej potrawy.
Oczywiście od razu udowodnię, że nie zamierzam trzymać się jakichkolwiek zasad
i wstawię filmik, na którym boska Julia pokazuje jak najprościej i najpiękniej
zrobić omlet, a sama się w tym czasie poobijam. Zresztą córka właśnie domaga
się wieczornego czytania.
Teraz już wreszcie kończę, bo się rozpisałam. Czy chcecie,
żebym przy okazji trochę opowiadała o książkach kucharskich, które stoją u mnie
na półkach, czy mam ograniczać słowotok?
Z drugiej strony, zawsze możecie pominąć wszystkie
wynurzenia we wstępie i po prostu zacząć gotować.
A teraz: omlet.
Obiecuję, że będę się pojawiać w miarę regularnie.
Chochelka Grubsza
Składniki:
2-3 jajka
sól, ewentualnie pieprz
masło
opcjonalnie: łyżeczka mleka
Sposób przygotowania:
Dwie najważniejsze rzeczy są następujące: po pierwsze -dobrać sobie patelnię odpowiedniej wielkości,
moja ma średnicę niewiele ponad 20 cm (z tych średnich) i jest w sam raz do
dwóch jajek. Po drugie – odpowiednio potrząsać patelnia. Długie lata smażyłam
omlety podgarniając jajka łopatką i chyba już nigdy nie wrócę do tej metody.
Rozgrzewam patelnię. W tym czasie roztrzepuję w miseczce
jajka z solą, ewentualnie pieprzem i mlekiem. Gdy patelnia jest już gorąca,
roztapiam na niej masło tak, by tłuszczem pokryte były także boki patelni.
Wylewam jajka i lekko potrząsam patelnią, żeby dobrze się
rozprowadziły. A potem stosuję „metodę szarpaną”, jak nazywa to Julia. Czyli
nie tyle podrzucam omlet, co gwałtownym ruchem przyciągam do siebie patelnię. I rzeczywiście, omlet składa się właśnie tak, jak pokazuje to Julia. Zobaczcie.
Obiecuję oczywiście, że to pierwszy i ostatni raz, gdy
wstawiam film zamiast sama wszystko opowiedzieć. Ale naprawdę uważam, że trzeba
tę metodę rozpowszechniać.
A poza tym jest lato (chociaż ostatnie dni były deszczowe) i kompletnie nie mam czasu na gotowanie. Zresztą po co komu gotowanie, skoro jest sezon na truskawki?
Anka
PS Muszę się z Wami podzielić pewną niezwykle miłą wiadomością: otóż
moje ciasteczka zajęły trzecie miejsce w konkursie kulinarnym organizowanym przez firmę
Electrolux i wygrałam kolejny blender! :) Jupi!
Składniki:
1 nieduży ugotowany brokuł
3 jajka na twardo
koperek, szczypiorek, natka pietruszki
sól, pieprz
majonez
Sposób przygotowania:
Wszystkie składniki miksuję na pastę. Proporcje dobieram na
oko, bo i tak zawsze wyjdzie.
Opcje: majonez najlepiej tu pasuje, ale można go zmieszać ze
śmietaną lub nawet zrobić tylko na śmietanie. Teoretycznie można nawet z
jogurtem naturalnym, ale nie próbowałam.
Nieźle pasowałby też dodatek sera pleśniowego. Jeszcze jedno jajko nie zaszkodzi, jeśli ktoś ma ochotę na typowo jajeczną pastę. A kanapki
można posypać orzechami.
Jakiś czas temu widziałam fragment programu Jamiego Olivera,
w którym przygotowywał pastę z makreli. Co prawda moim zdaniem najlepsza pasta
to taka z duża ilością masła, ale postanowiłam spróbować czegoś innego.
I słusznie! Pasta wyszła pyszna. Oczywiście nie pamiętałam
dokładnie ilości składników, wiem tylko, że osobiście uważałabym z ilością
chrzanu, bo wolę, żeby dominował smak makreli. U mnie chrzanu nie ma zbyt dużo, więc chętni mogą spokojnie dodać go więcej.
Anka
Składniki:
1 spora wędzona makrela
ok. 100 g kremowego serka
2-3 łyżeczki chrzanu
garść natki pietruszki
1 łyżka soku z cytryny
świeżo mielony czarny pieprz
Sposób przygotowania:
Wrzucam wszystkie składniki do blendera i miksuję.
Dzisiaj postanowiłam się porozpieszczać kulinarnie, co
było tym prostsze, że w sobotę zrobiłam rajd po ryneczku warzywnym, a w szafce
czekał pyszny (choć nieco stary) chleb na zakwasie, więc byłam odpowiednio
przygotowana.
Pomysł jest oklepany, za to zawsze dobry, co pokazuje
przykład tej sałatki.
Bardzo polecam.
Anka
Składniki:
kilka kromek chleba na zakwasie, najlepiej z dodatkiem
żytniej mąki
kozi serek do posmarowania tostów
szpinak
1-2 ząbki czosnku
sól, pieprz, gałka muszkatołowa
masło do podsmażenia szpinaku
pieczone buraczki
Sposób przygotowania:
Właściwie te tosty należy robić przy okazji przygotowywania
na przykład zasmażanych buraczków, gdy dysponujemy 2-3 zbędnymi upieczonymi
buraczkami, bo pieczenie lub gotowanie buraków specjalnie do tego posiłku mija
się z celem.
Zakładam więc, że ten czasochłonny składnik już mamy
przygotowany, a cała reszta zajmie naprawdę niewiele czasu.
Szpinak dokładnie myję i osuszam. Czosnek miażdżę płaską
stroną noża, obieram i kroję na plasterki (lub siekam na małe kawałeczki). Na dużej
patelni rozpuszczam masło z dodatkiem łyżki oleju, wrzucam czosnek i podsmażam przez minutkę pilnując, żeby się nie przypalił. Dodaję szpinak, smażę bardzo krotko, tylko do czasu aż zmięknie, doprawiam
solą, pieprzem i gałka muszkatołową.
Jeśli czosnek kroję z spore plasterki, to potem często go wyrzucam, wystarczy, że masło nabierze czosnkowego aromatu.
Kromki chleba opiekam z obu stron pod grillem w piekarniku (wcześniej
posmarowałam je delikatnie masłem).
Ciepły chleb smaruję kozim serkiem, na tym układam szpinak,
a na wierzch dodaję jeszcze plasterek buraczka.