Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dodatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dodatki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Młoda kapusta zasmażana

Kiedy tylko zobaczyłam w warzywniaku zgrabne główki młodej kapusty, od razu poczułam w ustach jej niepowtarzalny smak. Od lat przyrządzam kapustę według mojego dopieszczonego przepisu opartego na recepturze z "Kuchni polskiej".

Chuda



Składniki:
  • 1 mała główka młodej kapusty
  • 1 duża cebula
  • 1 duży pomidor (lub szklanka pomidorów z puszki)
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/2 łyżeczki kminku
  • 3 duże łyżki masła
Sposób przygotowania:

Zdjemuję z kapusty wierzchnie liście, myję ją, a następnie cienko szatkuję ostrym nożem. Do dużego garnka wkładam poszatkowaną kapustę, podlewam wodą (ok. szklanki, w razie potrzeby dolewam wody w trakcie gotowania), wkładam łyżkę masła, cukier, sól, kminek i pomidora w kawałkach bez skórki.

Kiedy kapusta się dusi, na dwóch łyżkach masła podsmażam pokrojoną drobno cebulę. Gdy kapusta jest już miękka, wyłączam gaz i dodaję usmażoną cebulę. Odstawiam na godzinę, by "doszła" pod przykryciem. Palce lizać.

poniedziałek, 10 października 2016

Pomarańczowa przyprawa korzenna

Od kiedy mamy w domu wyciskarkę do soków, zużywamy przemysłowe ilości pomarańczy. Żal mi było wyrzucać tyle pachnących skórek. No wiecie, jestem dzieckiem epoki, w której pomarańcze były towarem luksusowym :-) Z części robiłam skórkę pomarańczową w syropie, ale materiału i tak pozostawało sporo. Zaczęłam więc skórki suszyć, a gdy wyschły na wiór mielić z goździkami, dodawać do tego cynamon, imbir, gałkę i tak uzyskałam naturalną przyprawę korzenną, znakomitą do kawy i do wypieków. Dodaję ją do ciastek korzennych, do pierników i pierniczków. Przechowuję w zakręconych słoiczkach.

Jeśli zmienicie proporcje, na pewno przyprawie to nie zaszkodzi.


Chuda


Składniki:
  • kilka wyschniętych na wiór skórek z pomarańczy
  • łyżka goździków w całości
  • dwie łyżki cynamonu mielonego
  • dwie łyżki imbiru mielonego
  • kopiata łyżeczka gałki muszkatołowej mielonej
  • łyżka cukru z wanilią (niekoniecznie)
Sposób przygotowania:

Pomarańcze dokładnie szoruję, a potem wyparzam we wrzątku w całości, zanim je obiorę. Ze skórek zeskrobuję albedo, czyli białą podściółkę. Suszę po kilka sztuk w zawiniętych papierowych torebkach na kaloryferze, od czasu do czasu nimi potrząsając. Przy okazji mamy aromaterapię, bo w domu ładnie pachnie. Można przyspieszyć proces susząc skórkę w piekarniku (ja wkładałam do wyłączonego piekarnika, jeszcze nagrzanego po upieczeniu ciastek).

Kiedy skórki są wyschnięte na wiór i łatwo się łamią, mielę je ze wszystkimi dodatkami.

Można także zmielić samą skórkę i dodawać ją do ciast, ciastek, kawy czy grzańca.

środa, 13 stycznia 2016

Mus daktylowo-pomarańczowy

Cudne! Trzy składniki, robi się bajecznie prosto i przepysznie smakuje - same plusy. 

Można podawać z owocami, jako dodatek do lodów, czy naleśników, a mi bardzo smakowało na chrupkim pieczywie.

Tylko zrobienie sensownego zdjęcia brązowej brei przerasta moje możliwości. Wybaczcie.
Przepis podpatrzony tutaj.


Anka



Składniki:
  • ok. 200 g suszonych daktyli
  • 1 naprawdę duża i soczysta pomarańcza
  • ok. 200 g jogurtu
Sposób przygotowania:

Ścieram skórkę z pomarańczy, wyciska sok i razem z daktylami wrzucam do garnka. Gotuję na niewielkim ogniu przez 10-15 minut, aż zmiękną. Chwilę studzę i miksuję z jogurtem.

Smacznego!

czwartek, 12 marca 2015

Smalec z fasoli

Usłyszałam o nim od Magdy. Jest pyszny. Trudno się zorientować, że to nie jest klasyczny smalec ze słoniny. Przepis pochodzi z jadłonomii, podaję w wersji z moimi dodatkami (więcej przypraw i suszone pomidory z czarnuszką, bo akurat miałam pod ręką.)

Chuda


Składniki:
  • 1 i 1/2 szklanki ugotowanej fasoli
  • 2 cebule
  • 1 jabłko
  • 2-3 liście laurowe
  • 3 kuleczki ziela angielskiego
  • 3 goździki
  • 3 kuleczki jałowca
  • 1/2 łyżeczki majeranku
  • 1 łyżeczka mieszanki suszonych pomidorów (drobniutko posiekanych) z majerankiem i czarnuszką – niekoniecznie, choć dodaje smarowidłu ciekawego smaku
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 2 łyżki oleju do smażenia
  • sól i pieprz
Sposób przygotowania:

2/3 szklanki suchej fasoli zalewam wodą, dosypuję kminek i zostawiam na noc. Rano gotuję do miękkości, studzę.

Cebulę i obrane jabłko kroję w drobną kostkę. Na rozgrzany olej wrzucam cebulę i jabłko, dodaję przyprawy: ziele angielskie, jałowiec, goździki i liście laurowe. Smażę na małym ogniu, aż cebulka zezłoci się, a jabłko zmięknie.

Kiedy cebula z jabłkiem dochodzi na patelni, miksuję fasolę z sosem sojowym, majerankiem, suszonymi pomidorami, sporą szczyptą pieprzu, soli i 1/4 szklanki zimnej wody.

Z podsmażonej cebulki i jabłka wyławiam przyprawy, z którymi wszystko się smażyło. Zawartość patelni dodaję do zmiksowanej fasoli. Miksuję wszystko razem na niezbyt wysokich obrotach, tak, by składniki połączyły się, ale nie zmieliły się na gładką pastę. Doprawiam do smaku solą i pieprzem, przekładam do miseczki, wstawiam na noc do lodówki.

Specjalnie kupiłam kamionkowe naczynie, na wzór takiego, z jakiego mój Tata serwuje prawdziwy smalec ze skwareczkami :-)

niedziela, 17 listopada 2013

Rozgrzewające dodatki do herbaty

Wiem, co najlepiej rozgrzewa i wiem, że Wy też wiecie, ale są takie sytuacje w życiu, że wszelkie te przyjemności są niewskazane, a czasem nawet wręcz zabronione i trzeba ratować się inaczej.

Na nieocenionym facebooku znalazłam przepis na rozgrzewacz z cytryny, miodu i imbiru, który natychmiast przetestowałam. Okazał się bardzo smaczny. Szybko wpadłam na pomysł zrobienia podobnego z pomarańczy, goździków, imbiru i miodu. Jest jeszcze smaczniejszy niż ten poprzedni. Można dodawać do herbaty albo do ciepłej wody. Wspaniale rozgrzewa po powrocie do domu w listopadowe popołudnie. 

A jeśli po wypiciu herbaty z naszymi dodatkami będziecie czuli się jeszcze mało rozgrzani, to polecam przegryźć plasterek imbiru z dna kubka :-)

Chuda



Rozgrzewacz cytrynowy:

  • cytryna
  • kawałek imbiru – według uznania
  • miód – kilka łyżek
Rozgrzewacz pomarańczowy:
  • mała pomarańcza
  • kawałek imbiru
  • kilkanaście goździków
  • miód 
Sposób przygotowania:

Na każdy rozgrzewacz biorę jeden mały słoiczek np. po musztardzie. Pomarańczę i cytrynę dokładnie myję i wkładam na kilka minut do wrzątku. Po ostudzeniu kroję razem ze skórką na cienkie plastry, większe na połówki czy ćwiartki. Imbir obieram i kroję  na cieniutkie okrągłe plasterki.

W pierwszym słoiczku układam na przemian plasterki cytryny i imbiru, wszystko zalewam miodem. W drugim słoiczku plasterki pomarańczy przekładam imbirem i goździkami, zalewam miodem. Zakręcam słoiczki i odstawiam na chwilę, a potem zaczynam próbować... W zasadzie nie ma szans, żeby taki słoiczek przetrwał dłużej niż dwa dni.

W oryginalnym przepisie były dwie cytryny i filiżanka miodu – może słoik był większy, choć nie wyglądał, do mojego zmieściła się jedna i to nie cała, bo wzięłam jakąś wyjątkowo dorodną i soczystą, bo miodu też zmieściło się zaledwie kilka łyżek.

niedziela, 12 maja 2013

Pasztet z majowych pokrzyw

To danie wymaga podjęcia pracy w terenie, bo na straganie pokrzyw raczej nie uświadczy. Jest ona (ta praca w terenie) bardzo przyjemnym i relaksującym zajęciem, oczywiście pod warunkiem, że dysponujemy rękawicami ogrodowymi odpowiedniej grubości. Zalecam zresztą używanie rękawic podczas całego procesu przygotowania pasztetu, co beztrosko zlekceważyłam na etapie kuchennej obróbki listków (oj tam, oj tam, najwyżej mnie poparzą!) i potem przez cały wieczór i noc ręce pulsowały mi wściekłym, piekącym bólem.

Aby zdobyć podstawowy składnik naszego pasztetu udajemy się na łąkę albo miedzę daleko od szosy i zbieramy młode listki pokrzywy przed kwitnieniem, zatem w maju. 


- A te starsze się nie nadadzą? - zapytała przekornie moja Mama, która energicznie okopywała grządki truskawek, gdy ja skubałam pokrzywy na miedzy.


Nie mam pojęcia, bo to mój debiut w zakresie wykorzystania chwastów w kuchni. Stosowałam się do zaleceń Izabeli Lewosińskiej, autorki książki „Kuchnia którą polubisz”. Autorka zapewnia, że młoda pokrzywa jest bogatym źródłem witamin C, K, B2.


Chuda

Składniki:

  • 5 szklanek posiekanej pokrzywy
  • 1 średni por
  • 0,5 szklanki kaszy jaglanej
  • 1 jajko (zapomniałam)
  • 2 ząbki czosnku (dałam 3)
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki przyprawy warzywnej typu vegeta (albo 2 łyżki mielonych warzyw suszonych i 1/3 łyżeczki soli)
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
Sposób przygotowania:

Kaszę jaglaną płuczę, zalewam 1,5 szklanki wody, doprowadzam do wrzenia i gotuję na małym ogniu do miękkości ok. 20 minut. Kasza wchłonie całą wodę, więc trzeba pilnować i mieszać.

Por myję dokładnie, kroję wzdłuż na pół i potem w półplasterki razem z zieloną częścią. Na dużej patelni rozgrzewam oliwę, duszę na niej pora ok. 5 minut.

Listki pokrzywy myję dokładnie i osuszam (odwirowuję jak wszystkie zielone liście w suszarce do sałaty), kroję drobno (ale bez przesady, i tak na końcu wszystko się miksuje) i wrzucam na patelnię do pora. Wlewam 0,5 szklanki wody, wsypuję przyprawę warzywną. Wszystko razem duszę pod przykryciem przez 10 minut.

Do miski wsypuję ugotowaną kaszę, uduszone pokrzywy z porem, czosnek przeciśnięty przez praskę i jajko (o którym zapomniałam). Wszystko miksuję na gładką masę.

Formę do zapiekania smaruję oliwą i nakładam masę. Wystarczyło jej na 6 gniazd przeciętnych muffinek, 6 niedużych porcji. Zapiekam 20 minut w temperaturze 180 stopni. Z wierzchu nieco przyciemnieje, ale w środku jest intensywnie zielony.

W smaku przypomina dobrze przyprawiony szpinak, ale to zapewne z powodu czosnku :-)


poniedziałek, 4 czerwca 2012

Szparagi pieczone w szynce


Zmieniłam zdanie odnośnie szparagów: najlepiej smakują pieczone w szynce.
I to nawet bez masła!

Można je potem polewać winegretem, posypywać startym parmezanem i wymyślać różne inne dodatki, ale równie dobrze można nie robić zupełnie nic, bo smakują po prostu obłędnie.

Anka

Składniki:
  • pęczek zielonych szparagów
  • tyle cieniutkich plastrów szynki parmeńskiej ile szparagów
  • odrobina oliwy z oliwek
Sposób przygotowania:

Włączam piekarnik, ustawiam 220 stopni.

Szparagi myję, odłamuję zdrewniałe końce i obieram łodygi z fioletowych łusek. Każdą łodygę owijam cieniutkim plasterkiem szynki.
Układam szparagi na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, skrapiam odrobiną oliwy. Wstawiam do piekarnika na około 10 minut.

Szynka oczywiście wcale nie musi być parmeńska, można wziąć inną tego typu, a nawet użyć bardzo chudego i bardzo cienko pokrojonego boczku. Szparag powinien być owinięty prawie przezroczystym plasterkiem, a nie okutany niczym zimową pierzyną (w mięsnym pokroili mi odrobinę za grubo). Ewentualnie można przerwać plaster szynki na pół.

wtorek, 10 stycznia 2012

Rillettes

Ostrzegam: dzisiaj tłusto.

Pójdę pod prąd sugerowanym przez media trendom, bo jak co roku nie mam postanowień, także odnośnie diety (dobre chęci mam cały rok), a w dodatku ostatnio sobie przypomniałam o rillettes, czyli tłustym smarowidle do chleba.

Oczywiście rillettes można zrobić na przykład z łososia i wtedy będzie zdrowo i modnie, ale chociaż łososia mogłabym jeść codziennie, to kawał karkówki też często pojawia się u mnie w lodówce, szczególnie zimą. Zrobiłabym też rillettes z kaczki lub gęsi, ale problem polega na tym, że opisywaną potrawę dusi się długo i wytrwale we własnym tłuszczu, a drobiowego smalcu nawet nie chce mi się szukać.

Niech Was nie zmyli francuska nazwa, bo to smarowidło jest jednym z najlepszych pomysłów na zakąskę pod swojską wódkę. Co prawda już nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio piłam wódkę, ale kanapka z chleba na zakwasie z mięsnym rillettes oraz kiszonym ogórkiem lub musztardą nieodmiennie mi smakuje.

Najpierw zrobiłam sobie rillettes podstawowe, tylko sól, pieprz i odrobina czosnku. Następnym razem z pewnością wsypię sporo majeranku, a potem zacznę eksperymenty z cebulką i jabłkiem. Albo wymyślę zupełnie coś innego o czym jak zwykle nie omieszkam Was poinformować.

Anka


Składniki:
  • ok. 800 g wieprzowiny (wzięłam karkówkę)
  • 200 g smalcu
  • sól, pieprz
  • 2 ząbki czosnku
  • woda

dodatki:
ziele angielskie, majeranek, jałowiec, goździki,
wino, bulion
i wiele, wiele innych

Sposób przygotowania:

Rillettes można przygotowywać z różnych gatunków mięsa. Ponieważ wzięłam niezbyt tłustą karkówkę, to dodałam smalcu, ale jeśli będziecie robili na przykład z samego boczku, może się okazać, że dodatkowy tłuszcz nie będzie już potrzebny. Następnym razem zrobię rillettes z łopatki.

Mięso kroję w kostkę, wkładam do garnka z grubym dnem (mam żeliwną brytfankę), dodaję smalec i wlewam odrobinę wody. Wody ma być tyle, by po rozpuszczeniu smalcu mięso było ledwie przykryte.
Posypuję solą i pieprzem, dodaję obrane i lekko zmiażdżone ząbki czosnku (można pokroić w plasterki). Gotuję na wolnym ogniu pod przykryciem przez około 4 godziny. Jeśli woda się wygotuje, należy dolać. Potem zdejmuję pokrywkę, rozdzielam włókna mięsa widelcem i jeszcze gotuję, by woda całkiem odparowała. Myślę, że zajęło to około godziny.

Gotowe rillettes jest mięciutkie i rozpada się pod dotknięciem, ale warto jeszcze trochę porozgniatać, co uczyniłam zwykłą łopatką.

Rillettes przekładam do słoiczków i trzymam w lodówce. Bez lodówki zresztą też całkiem długo wytrzymuje.

czwartek, 20 października 2011

Kapusta zasmażana

Latami pracowałam na mistrzostwo w tej dziedzinie – i udało się. Oto mój sekretny przepis na kapustę w klasycznej postaci, która nikogo nie pozostawi obojętnym.

Chuda



Składniki:
  • 1 mała główka białej kapusty
  • 1 duży pomidor
  • 1 duża cebula
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka przyprawy ziołowej (używam „Zbójnickiej” Farmony)
  • 1 łyżeczka kminku
  • 4 łyżki masła
  • 2/3 szklanki wody
Sposób przygotowania:

Kapustę kroję w miarę drobno. Gdybym miała szatkownicę, to chętnie bym poszatkowała. Kapuściane wiórka wsypuję do garnka, dodaję wszystkie przyprawy, 1 łyżkę masła i pokrojonego na kawałki, obranego ze skórki pomidora. Wlewam 2/3 szklanki wody i duszę pod przykryciem.

W tym czasie rozpuszczam na patelni pozostałe 3 łyżki masła i wrzucam drobno posiekaną cebulę. Smażę, aż będzie rumiana.

Duszę kapustę ok. 30 minut, na koniec wrzucam usmażoną cebulę, mieszam. Podaję na ciepło do kotletów i duszonego schabu. Jest tak pyszna, że zdarza się jej przyćmić mięso.

poniedziałek, 18 lipca 2011

Wiśnie w syropie

Uwielbiam wiśnie. Przywiozłam świeżo zerwane z drzewa w ogrodzie rodziców i jadłam, dopóki mi język nie ścierpł na amen. To co zostało, postanowiłam schować do słoików. Znalazłam w sieci kilka przepisów, z których wybrałam najmniej pracochłonny.

Pokarało mnie za lenistwo: pomyliłam 12 godzin z 24 i ponowne zasypywanie cukrem wypadło mi na 2.00 w nocy. Jednak nie ma tego złego, przynajmniej odrobiłam się z zaległym prasowaniem.

Podaję nieco mniej cukru, niż było w oryginale, bo nie wszystek się rozpuścił mimo mieszania.

Owoce są bardzo smaczne i jędrne. Świetnie nadają się do lodów i ciast.


Chuda



Składniki:
  • 400 g wiśni
  • 400 g cukru
Sposób przygotowania:

Najpierw wyjmuję z wiśni pestki, co jest czynnością żmudną i brudzącą, zatem zalecam użycie odzieży ochronnej. Można stosować mechaniczną drylownicę albo wykałaczkę. W mojej małej kuchni nie mam gdzie wstawić drylownicy, zatem użyłam drewnianego patyczka.

Wydrylowane wiśnie wkładam do miski i zasypuję połową cukru. Dobrze to zrobić rano, bo wtedy drugie zasypywanie po 12 godzinach przypadnie na wieczór, a nie – jak w moim przypadku – na środek nocy.

Po 12 godzinach odlewam do szklanki sok, który powstał i chowam do lodówki. Zasypuję wiśnie resztą cukru i odstawiam na kolejne 12 godzin. Po ich upływie przekładam wiśnie do rondla, wlewam wcześniej odlany sok i mieszam na małym ogniu do rozpuszczenia cukru. Ma się dobrze podgrzać, ale nie zagotować.

Przygotowuję słoiki: biorę małe, takie jak po chrzanie czy musztardzie, myję je dokładnie, wyparzam wrzątkiem, osuszam czystą ściereczką. Do ciepłych słoików przekładam wiśnie i zalewam sokiem – z tej porcji wyszły mi dwa słoiczki wiśni i jeden syropu.

Następnie pasteryzuję: zakręcone słoiki wkładam do rondelka, nalewam ciepłej wody do połowy wysokości słoiczków, przykrywam rondel. Doprowadzam do zagotowania wody i trzymam pięć minut na małym ogniu. Wyjmuję ostrożnie, dokręcam i stawiam na zakrętkach. Zostawiam do ostygnięcia.

czwartek, 10 lutego 2011

Kotleciki z ziemniaków


Dzisiaj potrawa dla tych, którzy wzorem francuskich dworzan chętnie nosiliby ozdoby z kwiatów ziemniaka przypięte do ubrania.

Bo też i ziemniak ma swoich zagorzałych wielbicieli, którzy twierdzą, że można z niego zrobić wszystko, łącznie z deserem.

Aż taką wielbicielką tej pożytecznej bulwy nie jestem. Owszem, lubię, bo ja prawie wszystko lubię, a na pewno wszystko zjem (łącznie z miniaturowymi ośmiorniczkami na patyku, prosto z ulicznego rusztu, chociaż nad okiem w zupie już bym się zastanowiła), ale nie gotuję zbyt często, zwłaszcza że towarzystwo w domu mam makaronowo-ryżowe.

Powiedzmy po prostu, że nie wypatruje na rynku wydawnictw typu: „100 potraw z ziemniaka”, bo bliższe mi są takie tytuły jak „Pomidor i papryka – warzywa doskonałe” lub „Warzywa na 100 sposobów”.
I „Desery”. Desery zawsze!

Za to jak sobie wizualizuję wyciąganego z ogniska ziemniaka, z obowiązkowo przypaloną skórką, którego smaruje się masłem i posypuje solą, to mam prawdziwy ślinotok. Z braku laku może być ziemniak upieczony w piekarniku, a nawet ugotowany w mundurku.

Reasumując (bo znowu się rozgadałam, a tu już pora iść spać):  nie jestem obojętna na ziemniaczane specjały.

Więc kiedy na bardzo ładnym blogu Almost Bourdain znalazłam apetyczne kotleciki z ziemniaków, to od razu nabrałam na nie ochoty.
 
Nie bawiłam się w nadziewanie kotlecików mozzarellą i kształt też mają nieco inny niż w oryginale, ale i tak były smaczne.

Anka



Składniki:
  • ok. 700 g ziemniaków
  • 2 jajka + 1 do panierowania
  • pęczek natki pietruszki
  • pęczek szczypiorku
  • sól, pieprz
  • 100 g twardego sera (u mnie akurat był pecorino)
  • 1-2 łyżki mąki
  • bułka tarta do panierowania
  • olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Ziemniaki gotuję w mundurkach w osolonej wodzie do miękkości. Dokładnie odparowuję. Obieram, rozgniatam praską (można przepuścić przez maszynkę jeśli ktoś ma ochotę).

Ser ścieram na drobnej tarce. Natkę i szczypiorek drobno siekam.

W misce mieszam ze sobą ziemniaki, natkę, szczypiorek, ser i jajka. Doprawiam solą i pieprzem. W miarę potrzeby dosypuję mąkę – im mniej, tym lepiej, dlatego ważne jest odparowanie ziemniaków.

Z masy formuję płaskie kotleciki, obtaczam w jajku i bułce tartej. Smażę w dość głębokim tłuszczu.

Odkładam na papierowy ręcznik do odsączenia.

sobota, 18 grudnia 2010

Czerwona kapusta z rodzynkami

Dzisiaj będzie historyjka niezwiązana z tematem.

Upływ czasu przejawia się u mnie na różne sposoby. Po pierwsze: nienawidzę zimy. I kiedy już godzinę jestem w trasie, która normalnie zajmuje mi 10 minut, a pani w radio mówi, że trzeba uzbroić się w cierpliwość, ale za to świat wygląda cudownie, to na usta cisną mi się wyłącznie nieparlamentarne wyrażenia.

Są jednak i dobre strony. Doszło już bowiem do tego, że lubię święta. Powiem więcej: co prawda przedświąteczne przygotowania są dla mnie źródłem stresu, ale nie stanowią szczególnego powodu do narzekań. Może tylko fakt, że czas nie jest z gumy, jest pewną przeszkodą.

Niemniej zdarzają się momenty, które tę moją pozytywną filozofię wystawiają na próbę. Na przykład rodzinne ubieranie choinki.

Dzieci w wieku przedszkolnym są jak tornado. Nic nie jest w stanie ich zatrzymać. A jeśli mają przed sobą tak atrakcyjny cel jak rozwlekanie po domu lampek, tłuczenie bombek i obrywanie aniołkom skrzydełek, to możecie sobie wyobrazić ich entuzjazm.

Cierpliwości i tak starcza mi na długo. Tama pęka dopiero, gdy nasze ukochane maleństwa zaczynają wydzierać sobie z rąk najładniejsze bombki, wskutek czego kolejna ląduje na podłodze, wskutek czego Jagoda łazi boso po ostrych okruchach, a Szymon próbuje je sobie wbijać w ręce, wskutek czego krzyczę na nich, bo się boję, że się pokaleczą, Szymon krzyczy, bo się przestraszył, a Jagoda krzyczy z przyzwyczajenia, wskutek czego dzieci zostają definitywnie odsunięte od bombek.

Niech wieszają pierniczki.

I wtedy wreszcie następuje chwila spokoju, bowiem obydwoje zaczynają objadać cukrową posypkę, która magicznie odpada z ciastek. Posypka odpada zupełnie sama i bez żadnej pomocy.
U nas cuda dzieją się już na tydzień przed świętami.

A przepis z kapustą w roli głównej, bo ostatnio tylko ciasta i ciasta. Osobiście wolę modrą kapustę, ale ta też jest niezła.


Składniki:
  • ½ główki czerwonej kapusty
  • 1 nieduża cebula
  • 1 jabłko
  • 50 g rodzynek
  • sól, pieprz, cukier, ocet
  • olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Czerwoną kapustę kroję na niewielkie kawałki, zalewam gorącą wodą i gotuję na małym ogniu aż zmięknie. Odcedzam.

Rodzynki zalewam na kilka minut gorącą wodą, odcedzam.

Cebulę drobno kroję, podsmażam na patelni, pod koniec dodaję pokrojone w małą kostkę jabłka.

Do kapusty dodaję cebulę, jabłka i rodzynki. Wszystko doprawiam solą, pieprzem, cukrem i octem.

Jeśli kapusta nie jest wystarczająco miękka, można jeszcze wszystko razem poddusić chwilę na patelni, zresztą zazwyczaj tak robię, żeby smaki dobrze się połączyły. Ale doprawiam na samym końcu.                                        

wtorek, 30 listopada 2010

Smalec do chleba z cebulką i kiełbasą

W niedzielę, tuż przed gwałtownym opadem pierwszego tegorocznego śniegu zdążyłam zrobić smalec do chleba. Teraz zima mi niestraszna, jestem gotowa na mrozy, hej! Co prawda dwa słoiczki smarowidła (jeden z cebulką, drugi z wiejską kiełbasą) właśnie się kończą, i to głównie za moją sprawą, bo Mąż się odchudza, a dzieci wybredne, ale mam już w lodówce świeżą połeć słoniny i kawałek boczku, bo dziś w mięsnym podsłuchałam, jak pan z panią w kolejce przede mną ustalali, że zrobią smalec z boczkiem. Mniam!

Przepis jest z gatunku tych "znacie? to posłuchajcie!" ale może przypomnę komuś o tym smakołyku.




Składniki:
(na dwa małe słoiczki)
  • 300-400 g świeżej słoniny bez skóry
  • 1 mała cebulka
  • kawałek kiełbasy wiejskiej (10 cm)
  • sól

Sposób przygotowania:


Słoninę kroję w kostkę 5x5x5 mm, żeby skwarki wyszły drobne. Wrzucam ją na patelnię, wytapiam na niedużym ogniu, wyłączam gaz, kiedy skwarki się już lekko zarumienione.

Na osobnej patelni podsmażam na złoto cebulkę pokrojoną w kostkę (na maśle), następnie – też osobno – drobno pokrojoną kiełbasę (trzymam się wymiarów kostki słoniny).

Kiedy smalec nieco przestygnie, a jeszcze nie zastygnie, dzielę go na pół razem ze skwarkami, połowę mieszam z cebulką, połowę z kiełbasą, solę (ok. ½ łyżeczki soli na porcję z cebulką, a do kiełbasy mniej, bo jest słona sama z siebie, zawsze można dosolić już na chlebie) i przelewam do słoiczków (optymalnie byłoby mieć klasyczny, gliniany garnuszek, ale niestety, trafiłam tylko na takie do kiszenia ogórków, a to jednak nie ten rozmiar.

Podobno smalec ze skwarkami absolutnie nie szkodzi, jeśli je się go na razowym chlebie. Może i tak, ale kto by po nocach za razowcem biegał!

niedziela, 14 listopada 2010

Zasmażane buraczki

Z powodu listopadowej inwazji kataru i kaszlu dzisiaj bez wstępu.

Zresztą nad czym się tu rozwodzić. Czy ktoś w ogóle nie lubi zasmażanych buraczków? Na pewno nie ja.

Anka


Składniki:
  • 1 kg buraków
  • 1 nieduża cebula
  • 1 ząbek czosnku (niekoniecznie)
  • 1-2 łyżeczki cukru
  • 3-4 łyżki octu winnego
  • sól, pieprz
  • 1-2 łyżki masła
  • 1 łyżka oleju

Sposób przygotowania:

Rozgrzewam piekarnik do 200 stopni Celsjusza. Buraki owijam folią aluminiową, każdy oddzielnie i układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piekę około godziny, sprawdzam wykałaczką, czy są już miękkie. Jeśli buraki są duże, to przekrawam je na pół. Buraki można też ugotować. Ostatnio nie chce mi się owijać buraczków folią i wrzucam wszystkie do rękawa foliowego.

Po upieczeniu studzę, obieram i ścieram na tarce. Używam najgrubszej tarki, ale jeśli wolicie inaczej, to bardzo proszę. Osobiście jednak wolę wiedzieć co gryzę.

Cebulę obieram i drobno kroję. Czosnek miażdżę płaską stroną noża i drobniutko siekam (tak naprawdę rzadko dodaję tu czosnek, ale na pewno nie zaszkodzi).

Na patelni rozgrzewam olej i masło. Wrzucam cebulę i lekko podsmażam, ale tak żeby nie zbrązowiała. Dodaję jeszcze na minutkę czosnek i wreszcie dokładam starte buraczki.

Doprawiam solą, pieprzem, cukrem i octem. Doprawiać jak zwykle lepiej stopniowo, za każdym razem próbując. Smażę kilka minut na średnim ogniu.

Idealne do kotletów.

środa, 29 września 2010

Brokuły w słodko-ostrym jogurtowym sosie

Brokuł, jak to brokuł – jedni go lubią, inni nie.
U mnie w domu jestem chyba jedyną osobą, która go lubi. Mąż toleruje, syn czasami się skusi, a córka jasno głosi swoją niechęć.

Ale ten sos! Jest absolutnie cudowny i będę go używała do wszystkiego :) Może jutro upiekę sobie dynię i poleję tym sosem.

Bardzo polecam.


Składniki:

1 ugotowany brokuł

1 ząbek czosnku
1 łyżeczka kaparów osączonych z zalewy
1-2 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka musztardy Dijon
1-2 łyżeczki płynnego miodu
sól, pieprz
1 łyżka majonezu
2 łyżki gęstego jogurtu naturalnego (użyłam Bałkańskiego firmy Maluta, mój ulubiony)

dodatki: posiekany szczypiorek, prażone orzechy włoskie

Sposób przygotowania:

Czosnek obieram, kapary dokładnie odsączam z zalewy. Wszystkie składniki sosu wrzucam do blendera i miksuję.

Podzielony na różyczki brokuł układam na półmisku, polewam sosem. Posypuję szczypiorkiem lub/i orzechami.

wtorek, 28 września 2010

Baba ganoush


Tahini, czyli pastę z sezamu, kupiłam już dawno, właśnie z przeznaczeniem na baba ganoush. Chciałam spróbować jak to będzie smakowało.
Pierwszy kęs mnie nie zachwycił. Ale po chwili przypomniałam sobie, że nie dodałam natki pietruszki. Okazało się, że właśnie ten składnik dopełnił dzieła i nie wyobrażam sobie tej pasty bez zielonego dodatku.

Z czasem rozsmakowałam się coraz bardziej i chętnie zajadałam tosty smarowane bakłażanową pastą. Tosty występowały z braku chlebków pita, które pasowałyby idealnie.
Pastę można też podawać do mięs i warzyw.

Niestety, baba ganoush zdecydowanie nie należy do fotogenicznych potraw. Cóż zrobić, nie zawsze to co smaczne, dobrze wygląda.

Przepis pochodzi z książki Culina Mundi, ale między innymi ograniczyłam ilość kminu rzymskiego. Bardzo lubię tę przyprawę, jednak używam jej z pewnym umiarkowaniem.



Składniki:

2 bakłażany
5 ząbków czosnku
4 łyżki tahini
2 łyżki oliwy
sok wyciśnięty z dwóch cytryn
1 łyżeczka mielonego kminu rzymskiego
sól, pieprz
posiekana natka pietruszki

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Bakłażany myję, osuszam i nakłuwam w kilku miejscach widelcem lub nożem. Układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na około godzinę. Czekam aż odrobinę ostygną. Wtedy przekrawam wzdłuż na pół i wyjmuję środek. Wyrzucam skórki, a miąższ siekam na małe kawałeczki.

Lekko miażdżę czosnek płaską stroną noża, obieram ze skórki i siekam na małe kawałeczki. Przekładam bakłażany i czosnek do miski.

Dodaję tahini i wszystko dokładnie mieszam trzepaczką balonową. Baba ganoush nie ma zupełnie gładkiej konsystencji i jeśli miąższ bakłażana jest dokładnie posiekany, to ta trzepaczka powinna wystarczyć, ale ja się przyznam, że wzięłam do rąk blender i trochę sobie pomogłam.

Potem dodaję oliwę, sok z cytryny, kumin, sól i pieprz. Bardzo dokładnie mieszam.

Schładzam w lodówce.

Przed podaniem posypuję posiekaną natką pietruszki.

piątek, 27 sierpnia 2010

Dip paprykowy

O tej porze roku wystarczy kilka warzyw, sprawny piekarnik i na talerzu lądują prawdziwe pyszności. Szczególnie dotyczy to papryki, wystarczy ją opiec (niektórzy robią to nad gazem, ale ja niestety mam tylko elektryczną kuchenkę), zdjąć skórkę i, jeśli uda mi się nie zjeść jej od razu, co wymaga maksimum silnej woli, zmiksować z kilkoma dodatkami. Pyszny sos!

Zresztą wszystkie warzywa nabierają fantastycznego smaku w piekarniku.
A u mnie dzisiaj pada deszcz. Pewnie znowu sobie coś upiekę.




Składniki:

2 czerwone papryki
1 papryczka chili
2 ząbki czosnku
2 małe cebule (u mnie czerwona i biała)
sól, pieprz,
około 3 łyżek oliwy (można dodać więcej)
po 1 garści liści mięty i bazylii

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Rozgrzewam piekarnik (grill z termoobiegiem) do 200 stopni.

Paprykę myję, przekrawam na pół i wyjmuję gniazda nasienne. Kładę na blasze wyłożonej papierem do pieczenia skórką do góry. Wstawiam do piekarnika na co najmniej 20 minut – skórka musi już lekko sczernieć i będą pod nią widoczne pęcherzyki powietrza.
Razem z papryką piekę resztę warzyw. Chili i czosnek kładę w całości, cebule przekrawam na ćwiartki i skrapiam oliwą. Zostawiam je kilka minut dłużej, tylko chili wyjmuję razem z papryką.

Przekładam upieczoną paprykę do miski i dokładnie przykrywam folią. Kiedy już przestygną tak, że jestem w stanie wziąć je w ręce – zdejmuję skórkę.

Zdejmuję skórkę z papryczki chili (była w misce razem z papryką), przekrawam na pół i wyjmuję pestki. Oczywiście to oznacza bardzo łagodną wersję, ale presja rodziny jest zbyt silna ;) Osobiście wolę ostrzejszy smak. Wtedy zostawiam pestki albo biorę dwie papryczki.

Czosnek wyciskam z łupinki.

Obrane papryki, chili, czosnek i cebulę wrzucam do blendera. Doprawiam solą i pieprzem, dodaję liście bazylii i mięty, polewam oliwą. Wszystko dokładnie miksuję.

Oczywiście można dip przetrzeć przez sito, ale mi nie przeszkadza lekko grudkowata konsystencja, nawet taką wolę.

Tym razem zjadłam z grillowaną cukinią, Szymon zażądał zmieszania dipu z ryżem, a potem obydwoje z upodobaniem smarowaliśmy nim sobie wędlinę na kanapkach.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Kalafior w curry

Lubię gotować.

Tak, dzisiaj zaczynam od sensacji na miarę stwierdzenia „po niedzieli będzie poniedziałek”;)

Przygotujcie się, teraz będzie jeszcze bardziej zaskakująco.

Lubię jeść.

I bardzo lubię, gdy ktoś gotuje dla mnie. Ale z jedzeniem właśnie tak jest, że kanapka przygotowana przez kogoś zawsze lepiej smakuje.
No dobra, z kanapkami to akurat bywa różnie, bo mam bardzo dokładnie określone wymagania dotyczące kanapki idealnej, ale przecież chodzi o zasadę.

Ale zaraz, zaraz…, jak zwykle odbiegam od tematu, a miało być o czym innym.

Gdybyście mnie zapytali o kucharza, który jest najlepszy i marzę, by zjeść przygotowany przez niego posiłek, to nie wahałabym się nawet przez moment: Gary Rhodes.

Ten człowiek to prawdziwy geniusz kulinarny. Z najprostszych składników wyczarowuje prawdziwe cuda na talerzu. A jak je podaje! To mistrz detalu, szczegółów, które sprawiają, że ze zwykłej ryby czy warzyw powstaje arcydzieło. Nie ukrywam, że jego zamiłowanie do masła też odgrywa tu jakąś rolę...

Przede wszystkim jednak podoba mi się jego podejście do jedzenia. Na okładce książki kucharskiej „Keeping it simple” widnieje następujące zdanie "In my opinion, the most delicious food is created when you get the very best ingredients you can find and do as little to them as possible". W skrócie znaczy to tyle, że najlepsze jedzenie powstaje wtedy, gdy weźmie się najwyższej jakości składniki i zrobi się z nimi jak najmniej.

Tym razem, korzystając z przepisu z tej właśnie książki (rozdział „keeping vegetables simple”), zrobiłam z kalafiorem trochę więcej niż zwykle i podałam go z curry. Polecam!




Składniki:

1 średni kalafior
1 duża cebula
1 ząbek czosnku
1 łyżeczka curry
¾ szklanki jogurtu
sok z połowy limonki
sól, pieprz
2-3 łyżki świeżej natki pietruszki lub kolendry, posiekanej
oliwa i masło do smażenia

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Kalafior dzielę na różyczki i gotuję w lekko osolonej wodzie przez kilka minut. Ma być lekko twardawy. Odcedzam.

Cebulę kroję w talarki, czosnek lekko miażdżę płaską stroną noża i dość drobno siekam.

Na dużej patelni rozgrzewam oliwę. Wrzucam cebulę, dodaję sól, pieprz i curry, smażę pięć minut, dodaję czosnek i smażę jeszcze minutę lub dwie.

Dodaję około łyżeczki masła (czubatej) i wreszcie na patelnię wędruje kalafior. Smażę jeszcze kilka minut delikatnie mieszając, aż kalafior przejdzie aromatem curry i nabierze pięknego żółtego koloru.

Mieszam jogurt z sokiem z limonki, solą i pieprzem (można dodać szczyptę cukru dla przełamania kwaśnego smaku).

Gotowego kalafiora wykładam na talerz, polewam jogurtem i posypuję posiekaną natką lub kolendrą. Kolendra byłaby tu zdecydowanie lepsza i tę wersję polecam, ale nie chciało mi się specjalnie jeździć do sklepu w poszukiwaniu świeżych ziół, więc wzięłam co było pod ręką.

poniedziałek, 19 lipca 2010

Biały sos bazyliowy

Dzień dobry! Po zabieganym i bardzo przyjemnym weekendzie przyszedł poniedziałek, więc szybko siadam do komputera, żeby dodać notkę na Chochelki.

Tym razem znowu coś letniego, prostego i szybkiego w przygotowaniu.
Schłodzony sos pasuje prawie do wszystkiego, można go podawać do mięs lub warzyw (to świetny dodatek do dań z grilla!), ale można też po prostu polać nim jajka na twardo. Tak czy inaczej jest pyszny.




Składniki:

1-2 ząbki czosnku
duża garść świeżych liści bazylii
2 łyżki majonezu
2 łyżki jogurtu naturalnego
sól, pieprz

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Moim zdaniem ten sos najwygodniej przygotowuje się w moździerzu. Ale ponieważ sama nabyłam moździerz dopiero kilka miesięcy temu, więc zakładam, że nie wszyscy muszą go mieć w domu ;) Dlatego można po prostu bardzo drobno posiekać liście bazylii. Co do czosnku, to wystarczy praska (której nie lubię), a jeszcze lepiej porządnie zmiażdżyć czosnek płaską stroną noża, a potem drobniutko go posiekać.
Jak zwykle jednak wybór należy do Was.

A u mnie było tak: wrzuciłam do moździerza czosnek, sól morską oraz pieprz i wszystko razem roztarłam. Dodałam bazylię i znowu ucierałam na coś w rodzaju pasty. Na koniec dodałam majonez oraz jogurt i wymieszałam.

piątek, 7 maja 2010

Smażona cykoria z pomidorami

Dzisiaj jestem nieco zabiegana, więc nie będę pisać długich wstępów. Zresztą przepis prościutki i szybki.
Za to smażona cykoria smakuje pierwszorzędnie.




Składniki:

3-4 cykorie
250 g pomidorków koktajlowych
garść suszonych pomidorów
sól, pieprz
ocet balsamiczny
oliwa

Sposób przygotowania:

Cykorię obieram z zewnętrznych liści i odkrawam końcówkę. Dzielę cykorie na połówki i z każdej wycinam głąb.
Na patelni rozgrzewam oliwę, wrzucam liście cykorii. Posypuję solą i pieprzem, skrapiam octem balsamicznym i smażę 2-3 minuty. Przekładam na talerz.

Na tę samą patelnię kładę pomidorki koktajlowe w całości i pokrojone w paski suszone pomidory. Jeśli trzeba dodaję oliwy, może być ta z zalewy suszonych pomidorów. Smażę mniej więcej tyle co cykorię. Układam pomidory na talerzu razem z cykorią.

Podaję na ciepło na przykład jako dodatek do mięs.
Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */