Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z patelni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z patelni. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 września 2013

Placki z cukinii



W tym roku jakoś nie po drodze było mi z cukinią, więc staram się nieco zrehabilitować. Tym razem warzywo wystąpiło jako składnik placków. Jak zwykle nie utrudniałam sobie zbytnio życia skomplikowaną obróbką, dodałam tylko fantastyczny sos jogurtowy z masą zieleniny. W wersji dla leniwych wystarczy sam jogurt.

A miłośnikom placków polecam także przepyszne placki z ciecierzycy lub klasyczne ziemniaczane. Ach, i byłabym zapomniała, jest jeszcze jedna wersja z cukinią sprzed kilku lat.


Anka

Składniki:

  • 3-4 nieduże cukinie
  • 1 spora szalotka/mała cebulka/garść szczypioru
  • 3 jajka
  • 2-3 łyżki jogurtu naturalnego  (greckiego)
  • 4 łyżki mąki (lub więcej)
  • sól, pieprz
  • olej do smażenia

sos jogurtowy:

  • pół opakowania jogurtu naturalnego
  • koperek, natka, szczypiorek
  • sól, pieprz
  • odrobina soku z cytryny

Sposób przygotowania:

Najpierw sos jogurtowy:  wszystkie składniki wkładam do blendera i miksuję. Ewentualnie: drobno siekam zieleninę nożem i mieszam z jogurtem, sokiem z cytryny, solą i pieprzem.

Teraz placki. Cukinię obieram, ścieram na grubej tarce, posypuję solą i odstawiam na kilkanaście minut. Dokładnie odciskam i przekładam do miski. Jeśli cukinia jest już dość wiekowa, wyjmuję wcześniej pestki.

Do cukinii dodaję jajka, jogurt naturalny, drobno posiekaną szalotkę, mąkę oraz doprawiam w miarę potrzeby solą i pieprzem. Teraz właściwie wystarczyłoby  wszystko wymieszać i usmażyć na rumiano. Plus byłby taki, że nie potrzeba wtedy zbyt dużo mąki, ale ja chciałam delikatniejsze placki, bardziej podobne do ziemniaczanych, dlatego wzięłam ręczny blender i dodatkowo wszystko zmiksowałam. Nie zrobiłam oczywiście zupełnej gładkiej masy, bo nie o to tu chodzi, ale powiedzmy, że mocno ją rozdrobniłam.
Pozostawiam Wam jak zwykle kwestię wyboru sposobu przygotowania, ja miałam ochotę zakręcić blenderem.

A na koniec jak zwykle o dodatkach. Moje placki były bardzo proste, bo miały je zjeść moje dzieci. Jak się okazało było to zbyt optymistyczne założenie, a ja równie dobrze mogłam dodać chili i kolendrę, bo i tak tylko pełnoletni domownicy docenili smak potrawy. Do masy można też dorzucić zieleninę: natkę, koperek, tymianek – czego dusza zapragnie. Można zaostrzyć smak siekając chili, albo dołożyć garść startego parmezanu. A to przecież tylko niewielka część dostępnych opcji.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Placuszki z ciecierzycą



Te placki są moim odkryciem tej wiosny (słowo „wiosna” z trudem przeszło mi przez klawiaturę). Robi się je równie szybko, co notuje przepis. Bardzo polecam, szczególnie dla dzieci. Nawet moja córka zjadła dwa i zapowiedziała, że zje trzeci, a przecież normalnie ciecierzycy nawet kijem by nie tknęła. 
W przeciwieństwie do mnie. Co prawda wolę sobie sama ugotować, a nie z puszki, ale za to puszka akurat była w domu.

I koniecznie zjedzcie z jogurtem naturalnym albo nawet śmietaną.

Pomysł znaleziony na BBC GoodFood.

Anka

Składniki:

  • 1 puszka ciecierzycy
  • 3 jajka (były nieduże)
  • 3-4 łyżki mąki
  • 1/2-1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 3-4 łyżki mleka
  • 3 łyżki posiekanego szczypiorku razem z cebulką
  • sól, pieprz
  • przyprawy (według uznania): harissa, kumin, kolendra, ziele angielskie
  • olej do smażenia
  • jogurt naturalny lub śmietana i szczypiorek do podania


Sposób przygotowania:

Ciecierzycę dokładnie odsączam na sicie. Miksuję w blenderze. Dodaję resztę składników, wszystko krótko miksuję. Szczypiorek można dodać na samym końcu. Można też nie miksować całej ciecierzycy i tylko łyżką wmieszać trochę całych kuleczek.

Jeśli chodzi o przyprawy, tu użyłam harissy, bo akurat miałam, ale jeśli brak, to można użyć dowolnej kombinacji kuminu, chili, kolendry, papryki lub ziela angielskiego.

Na patelni rozgrzewam olej, smażę na złoty kolor małe placuszki. Aha, i moim zdaniem lepiej nie smażyć ich na suchej patelni, bo na tłuszczu są bardziej chrupiące i smaczniejsze. Sprawę obecności oleju pozostawiam Wam do rozstrzygnięcia we własnym sumieniu. W razie czego zawsze można na koniec ułożyć papierowych ręcznikach.

czwartek, 5 stycznia 2012

Naleśniki czekoladowe


Jedyny problem jaki widzę przy tych naleśnikach, to czas smażenia. Naprawdę trudno zauważyć moment, w którym przysmażam czekoladowego placka.

Poza tym: same pozytywy.

Anka

Składniki:

ciasto naleśnikowe:
  • ½ szklanki śmietanki 30%
  • 50 g gorzkiej czekolady
  • 1 szklanka mąki
  • 1 łyżka kakao
  • szczypta soli
  • 2-3 łyżki cukru
  • 3 jajka
  • 1 1/3 – 1 1/2 szklanki mleka
dodatki:
  • bita śmietana
  • konfitury, dżem
  • owoce
  • roztopiona biała czekolada
  • uprażone płatki migdałów
  • cukier puder
Sposób przygotowania:

Połamaną na kostki czekoladę wrzucam do śmietanki i rozpuszczam w mikrofalówce albo w kąpieli wodnej. Dokładnie mieszam, aż powstanie gładka masa, studzę.

Jajka krótko ubijam z cukrem, dodaję mąkę, kakao i sól oraz mleko, wszystko miksuję (wsypałam dwie płaskie łyżki cukru i według mnie naleśniki były w sam raz).
Wlewam rozpuszczoną czekoladę ze śmietanką. Mieszam i odstawiam na co najmniej pół godziny.

Smażę naleśniki z obydwu stron.

Jedne z moich ulubionych dodatków to bita śmietana i konfitura wiśniowa.

czwartek, 9 czerwca 2011

Smażone krewetki I

Opowiadałam i opowiadałam (powtarzając się przy tym często), że owoce morza najlepsze są świeże.

I oczywiście nadal tak uważam, ale przecież sobie nie wyczaruję złowionych przed chwilą krewetek.

Kupiłam więc wreszcie mrożone i jestem bardzo zadowolona. Pewnie, że to nie to samo, ale i tak uwielbiam krewetki, a przyrządzone w najprostszy sposób na świecie okazały się naprawdę pyszne.

Więc myślę sobie, że przecież to nic złego zmienić zdanie w sprawie owoców morza i częściej dać im szansę w domowej kuchni, zwłaszcza że już dokładnie wiem jak zrobię je następnym razem.

O czym niedługo.

Anka


Składniki:
  • 250 g krewetek
  • 2 ząbki czosnku
  • ½-1 papryczka chili
  • pęczek natki pietruszki
  • oliwa do smażenia
  • sok z cytryny

Sposób przygotowania:

Krewetki rozmrażam, płuczę pod zimną wodą i osuszam.

Czosnek i papryczkę drobno siekam, papryczkę można oczyścić z pestek i błon, zależy jak ostrą potrawę chce się uzyskać.
Siekam pietruszkę.

Na dużej patelni rozgrzewam oliwę (można smażyć na maśle, ja miałam akurat ochotę na oliwę i, jak widać, nie pożałowałam). Wrzucam czosnek i papryczkę, smażę około minuty (uważam, żeby czosnek się nie przypalił), potem dodaję krewetki, doprawiam solą i pieprzem, smażę najwyżej trzy minuty. Na koniec posypuję wszystko natką pietruszki, skrapiam sokiem z cytryny (niekoniecznie) i podaję.

Tu przyznam, że lubię połowę natki wrzucić od razu i smażyć razem z krewetkami, a pozostałą połową posypać po wierzchu.

wtorek, 12 kwietnia 2011

Najlepsze naleśniki wg przepisu Michela Roux

To nie tak, że nagle zmieniłam podejście do gotowania.

To nie tak, że nagle zacznę podawać listę składników w stylu: „weź 325 g marchewki, 155 g pietruszki i 215 g cebuli.

I to też nie tak, że nagle będę się pedantycznie trzymała przepisów.

Ale przyznaję się: pierwszy raz w życiu zważyłam składniki naleśnikowego ciasta.

Naleśniki robię regularnie, szczególnie wtedy, gdy chcemy gdzieś rodzinnie wyjść, a ja nie chcę po kwadransie słyszeć marudzenia głodnej córki. Jednak nigdy dotąd nie wystawiałam w tym celu wagi. Wlewałam, wsypywałam, mieszałam i odstawiałam na pół godziny – raz były cieńsze, raz grubsze, zresztą i tak nie jestem mistrzynią w smażeniu naleśników (i nie dorobiłam się specjalnej patelni).

Sekret wyjątkowej delikatności naleśników według przepisu Roux, to porządny dodatek tłustej śmietanki (podobnie działa odrobina roztopionego masła). Ale też ten przepis można traktować jako probierz i równać inne właśnie do niego. Jest idealny.

Jeśli ktoś nie ma wprawy i nie potrafi odmierzać „na oko”, to proponuję zacząć właśnie od tego przepisu.

Naleśniki można podać z czym dusza zapragnie. Moje dzieci najbardziej kochają bitą śmietanę. Najlepiej w towarzystwie czekolady. Osobiście zdecydowanie wolę owoce, na przykład kiwi i granat, tak jak na zdjęciu.

Anka


Składniki:
(Roux podaje, że wychodzi 16-18 sztuk, ja smażyłam większe, wyszło chyba 14)
  • 125 g mąki
  • szczypta soli
  • 15 g cukru
  • 2 jajka
  • 325 ml mleka
  • 100 ml śmietanki 30%
  • ewentualnie: kilka kropli esencji waniliowej, pomarańczowej lub trochę otartej skórki z cytryny

Sposób przygotowania:

W misce mieszam mąkę, sól i cukier. Dodaję jajka, mieszam, wlewam 100 ml mleka, dokładnie mieszam. Potem stopniowo dodaję resztę mleka i śmietankę cały czas mieszając (zrobiłam to trzepaczką balonową, nie trzeba wyciągać miksera).

Odstawiam na około godzinę w ciepłe miejsce.

Dodaję esencję waniliową i mieszam ciasto.

Smażę z obu stron na patelni leciutko posmarowanej masłem.

sobota, 2 kwietnia 2011

Smażony dorsz z porami


Ostatnio ciągle gdzieś się natykałam na rybę podawaną z porami, a że pory pojawiają się bardzo często w moich daniach i w sklepie akurat trafiłam na dostawę świeżych ryb, to nie zastanawiałam się długo nad obiadem.

I, wybaczcie, ani słowa więcej, bo właśnie wróciłam z dwugodzinnego spaceru nad morzem i mam szok tlenowy.

Anka

Składniki:
  • 2 duże filety z dorsza
  • 3 pory (tylko białe części)
  • ½ szklanki śmietanki 30%
  • ½ szklanki białego wina lub bulionu
  • sól, pieprz
  • 2 żółtka
  • masło do smażenia
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki

Sposób przygotowania:

Pory myję, kroję w talarki. Podsmażam na maśle aż zmiękną, ale nie zbrązowieją. Doprawiam solą i pieprzem, wlewam wino lub bulion, redukuję. Po kilku minutach dodaję śmietankę i jeszcze chwilę gotuję aż sos zgęstnieje. Dodaję żółtka, natychmiast zestawiam z ognia i dokładnie mieszam.

Jednocześnie przygotowuję ryby. Myję w zimnej wodzie, dokładnie osuszam i obsypuję solą oraz pieprzem. Można delikatnie opanierować w mące, ale szczerze mówiąc zapomniałam (jak to jest, że gdy tylko człowiek zajmie się czymś w kuchni, któreś dziecko potrzebuje natychmiastowej pomocy?).

W czasie, gdy sos się redukuje obsmażam rybę z obu stron na maśle (dodałam łyżkę oleju). Ponieważ miałam filety ze skórą, najpierw smażę stronę ze skórą, a potem przewracam i właściwie od razu można zdjąć patelnię z ognia. Ryby dojdą.

Na talerzu układam pory, na to kładę rybę. Posypuję posiekaną natką pietruszki. Podaję z ryżem i sałatą.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Mieszanka warzywno-mięsna z kuskusem


Ciągle poszukuję sposobów na mięso drobiowe, które zostaje mi z rosołu. Najlepiej mało pracochłonnych. Ten przepis to kolejna wariacja potrawy, którą robię bardzo często, ponieważ wszelkie mieszanki warzywne lub warzywno-mięsne to moje ulubione dania. W dodatku w ten sposób wyczyściłam lodówkę z ostatnich marchewek i zużyłam smętne resztki imbiru, które też się tam pałętały. Swoją drogą, odkąd zaczęłam imbir kroić na małe kawałki i zamrażać, życie stało się prostsze.

Chili oczywiście można dać świeże, będzie lepsze, ale nie miałam (może kiedyś uda mi się zamrozić i chili), a ilość składników powinna zależeć jak zwykle od stanu domowych zapasów. Przyznam się szczerze, że nie mam pojęcia ile było mięsa, zresztą to nieistotne, bo danie doskonale poradzi sobie w wersji wegetariańskiej.

Kuskus jak zawsze można zalać bulionem.

Anka


Składniki:
  • 2 cebule
  • 5 średnich ząbków czosnku
  • kawałek imbiru wielkości sporego ząbka czosnku
  • 3 marchewki
  • kilka suszonych pomidorów w oliwie
  • spora garść czarnych oliwek bez pestek
  • ok. 300 g gotowanego mięsa z rosołu
  • natka pietruszki lub kolendra, posiekana
  • sól, pieprz, płatki chili
  • ½ - ¾ szklanki kuskusu
  • oliwa do smażenia

Sposób przygotowania:

Cebulę drobno kroję, marchewkę ścieram na grubej tarce. Czosnek lekko miażdżę płaską stroną noża, obieram i drobniutko kroję. Imbir ścieram na drobnej tarce (zazwyczaj robię to w ostatniej chwili, wprost na patelnię). Suszone pomidory kroję w paski, oliwki na pół.

Mięso kroję na niewielkie kawałki.

Kusukus wsypuję do miski, wsypuję szczyptę soli i zalewam gotującą wodą tak, by warstwa wody była jakieś pół centymetra lub centymetr nad warstwą kuskusu. Przykrywam folią aluminiową i odstawiam mniej więcej na kwadrans aż napęcznieje.

Rozgrzewam oliwę na patelni, podsmażam cebulę przez kilka minut aż zmięknie. Doprawiam częścią soli, pieprzu i chili. Dodaję czosnek i starty imbir, smażę jeszcze minutę uważając, by nie przypalić czosnku. Potem dodaję marchewkę i suszone pomidory. Smażę według uznania, ale marchewka nie potrzebuje dużo czasu.
Na koniec dodaję mięso, oliwki i natkę lub kolendrę, doprawiam do smaku.

Kuskus można podać oddzielnie, ale ja wolę wrzucić wszystko na patelnię i wymieszać.

czwartek, 10 lutego 2011

Kotleciki z ziemniaków


Dzisiaj potrawa dla tych, którzy wzorem francuskich dworzan chętnie nosiliby ozdoby z kwiatów ziemniaka przypięte do ubrania.

Bo też i ziemniak ma swoich zagorzałych wielbicieli, którzy twierdzą, że można z niego zrobić wszystko, łącznie z deserem.

Aż taką wielbicielką tej pożytecznej bulwy nie jestem. Owszem, lubię, bo ja prawie wszystko lubię, a na pewno wszystko zjem (łącznie z miniaturowymi ośmiorniczkami na patyku, prosto z ulicznego rusztu, chociaż nad okiem w zupie już bym się zastanowiła), ale nie gotuję zbyt często, zwłaszcza że towarzystwo w domu mam makaronowo-ryżowe.

Powiedzmy po prostu, że nie wypatruje na rynku wydawnictw typu: „100 potraw z ziemniaka”, bo bliższe mi są takie tytuły jak „Pomidor i papryka – warzywa doskonałe” lub „Warzywa na 100 sposobów”.
I „Desery”. Desery zawsze!

Za to jak sobie wizualizuję wyciąganego z ogniska ziemniaka, z obowiązkowo przypaloną skórką, którego smaruje się masłem i posypuje solą, to mam prawdziwy ślinotok. Z braku laku może być ziemniak upieczony w piekarniku, a nawet ugotowany w mundurku.

Reasumując (bo znowu się rozgadałam, a tu już pora iść spać):  nie jestem obojętna na ziemniaczane specjały.

Więc kiedy na bardzo ładnym blogu Almost Bourdain znalazłam apetyczne kotleciki z ziemniaków, to od razu nabrałam na nie ochoty.
 
Nie bawiłam się w nadziewanie kotlecików mozzarellą i kształt też mają nieco inny niż w oryginale, ale i tak były smaczne.

Anka



Składniki:
  • ok. 700 g ziemniaków
  • 2 jajka + 1 do panierowania
  • pęczek natki pietruszki
  • pęczek szczypiorku
  • sól, pieprz
  • 100 g twardego sera (u mnie akurat był pecorino)
  • 1-2 łyżki mąki
  • bułka tarta do panierowania
  • olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Ziemniaki gotuję w mundurkach w osolonej wodzie do miękkości. Dokładnie odparowuję. Obieram, rozgniatam praską (można przepuścić przez maszynkę jeśli ktoś ma ochotę).

Ser ścieram na drobnej tarce. Natkę i szczypiorek drobno siekam.

W misce mieszam ze sobą ziemniaki, natkę, szczypiorek, ser i jajka. Doprawiam solą i pieprzem. W miarę potrzeby dosypuję mąkę – im mniej, tym lepiej, dlatego ważne jest odparowanie ziemniaków.

Z masy formuję płaskie kotleciki, obtaczam w jajku i bułce tartej. Smażę w dość głębokim tłuszczu.

Odkładam na papierowy ręcznik do odsączenia.

wtorek, 18 stycznia 2011

Sajgonki i makaron chiński z grzybami mun i pędami bambusa

Ten wpis jest bardzo pechowy. Bowiem, gdy złożona chorobą wzięłam się jak ostatni baran za porządki na dysku, skasowałam cały katalog z moimi dokonaniami kulinarnymi.
Nie ma obawy, mam kopię, ale chyba z listopada. W ten sposób zginęła pracowicie spisana notka o sajgonkach, długa i dokładna. Zrozumiecie więc, że nabrałam do nich trochę niechęci.

Dzisiejszy wpis to tak naprawdę dwie potrawy. I powiem szczerze, że chociaż sajgonki wyglądają ciekawiej, ale osobiście wolę to danie przed zawinięciem w papier ryżowy. Może kiedy mróz ściśnie, znowu zechcę smażyć w głębokim tłuszczu, nie przeczę. Na razie jednak w Gdańsku nadal odwilż, więc polecam ten prosty i pyszny sposób na przygotowanie makaronu z fasoli mung – jest przepyszny! Uwielbiam strukturę tego dania, makaron jest miękki, a reszta lekko chrupie.
Bardzo, bardzo polecam.

A grzyby mun to w ogóle ciekawostka. Tak naprawdę zdecydowanie wolę borowiki i maślaki. Te przypominają mi nieco skórę, ale idealnie pasują w tym zestawieniu. Lepiej nie przesadzać z ich ilością, trzeba też pamiętać, że po namoczeniu robią się o wiele większe.  

Przepis bierze udział w akcji „Z Widelcem po Azji”.

Anka


Składniki:
(na około 15 sztuk)
  • 100 g makaronu z fasoli mung
  • 6-8 grzybów mun
  • 1 mała puszka pędów bambusa
  • 2 ząbki czosnku
  • kawałek imbiru (mniej więcej wielkości sporego ząbka czosnku)
  • 2 dymki ze szczypiorkiem
  • 1 por (tylko biała część)
  • 2 małe marchewki
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • sól, pieprz, płatki chili, cukier
  • olej do smażenia (użyłam arachidowego do makaronu z warzywami, ale do sajgonek wzięłam olej z pestek winogron)

  • płaty papieru ryżowego
  • ewentualnie: sos sojowy do podania sajgonek

Sposób przygotowania:

Grzyby namaczam w ciepłej wodzie na około 20 minut. Odcedzam. Kroję w paski.

Pędy bambusa odsączam. Jeśli są z puszki, to koniecznie przelewam je zimną wodą.

Makaron przygotowuję według przepisu na opakowaniu. Zazwyczaj wystarczy zalać go wrzątkiem i zostawić na jakieś 5 minut. Odsączam.

Marchew i por kroję na zapałkę. Czosnek i dymkę drobno siekam, imbir ścieram na tarce (lub siekam). Kroję szczypiorek.

Na dużej patelni rozgrzewam olej. Wrzucam dymkę i por, smażę jakieś dwie minuty. Dodaję grzyby mun, smażę chwilę, potem pędy bambusa, imbir, czosnek i marchewkę. Doprawiam solą (odrobinkę, możliwe, że wystarczy tylko sos sojowy), pieprzem i chili. Wszystko smażę krótko na dużym ogniu cały czas mieszając. Naturalnie można użyć świeżej papryczki chili drobno pokrojonej, ale nie miałam.
Nie upieram się tu przy kolejności dodawanych składników. Ale na pewno ostatni dodaję makaron, dolewam sos sojowy, doprawiam cukrem i jeśli trzeba jeszcze pieprzem i solą.
Smażę kolejną minutę lub dwie. Zdejmuję z ognia, przed podaniem posypuję szczypiorkiem.

I teraz, jeśli tylko zdołam się opanować i natychmiast nie zjem wszystkiego prosto z patelni, mogę zacząć robić sajgonki.

Wlewam wrzątek do dużego płaskiego naczynia (u mnie naczynie żaroodporne okazało się w sam raz). Pojedynczo (inaczej się posklejają) namaczam płaty papieru ryżowego aż zmiękną. Nakładam makaronowe nadzienie na brzeg każdego płatu, robię zakładkę, a potem składam boki i zwijam rulonik.
Zwijanie sajgonek okazało się zajęciem prostym jak budowa cepa, papier pięknie się klei i nie sprawia problemów. Mam wrażenie, że pierogi są trudniejsze. Ale że opis może być niejasny, to odsyłam Was do tego krótkiego filmu.

Rozgrzewam na patelni sporo oleju. Smażę sajgonki na złoty kolor. Układam na papierowym ręczniku.
Podaję ciepłe. Można moczyć w sosie sojowym.


czwartek, 18 listopada 2010

Łosoś w pistacjowej panierce

Tak sobie pomyślałam, że może będziecie mieli ochotę na rybkę. Najlepiej taką mało pracochłonną, za to bardzo smaczną. Co prawda pogoda za oknem sprzyja kuchennym wyczynom, tylko jakoś nie mam na nie siły (termometr mi się pewnie zepsuł, bo pokazuje 36,0 :)). Przy okazji przepraszam, że ostatnio w ogóle nie odpowiadam na komentarze, ale za to bardzo dziękuję za liczny odzew. Jesteście naprawdę kochani :)

 
Składniki:

3-4 filety z łososia
ok. 1 szklanki pistacji
tłuszcz do smażenia
ewentualnie: świeżo zmielony czarny pieprz

Sposób przygotowania:

Filety z łososia płuczę zimną wodą i dokładnie osuszam ręcznikiem papierowym.

Pistacje bardzo drobno siekam, ale najwygodniej chyba rozkruszyć je blenderem.

Obtaczam łososia w pistacjach, rybę można wcześniej posypać pieprzem. Oczywiście, jeśli pistacje są solone, to już nie posypuję ryby solą.

Smażę łososia z obydwu stron, ale staram się, by w środku nadal zachował różowy kolor.

Jeśli chodzi o wybór tłuszczu, to najsmaczniejsza jest zawsze ryba smażona na maśle, przyda się wtedy łyżka oleju, który zapobiegnie przypalaniu się tłuszczu. Osobiście często używam neutralnego w smaku oleju z pestek winogron, zwłaszcza gdy, tak jak w tym przypadku, pistacje nadają zdecydowany charakter potrawie.

Naturalnie łososia można obtoczyć w pistacjowej panierce, włożyć do żaroodpornego naczynia wysmarowanego masłem i wstawić do piekarnika – z pewnością też będzie pyszny.

poniedziałek, 1 listopada 2010

"Sprzątanie lodówki", czyli smażone warzywa z boczkiem i ziołami

To danie nosi roboczą nazwę „sprzątanie lodówki”, bo u mnie zawsze w końcu zostają jakieś pojedyncze marchewki, pietruszki i cebula, więc jeśli chcę wyczyścić lodówkę, to na pewno muszę je uwzględnić w menu. Najprościej byłoby wrzucić wszystko do piekarnika, co robię bardzo często, ale czasem piekarnik mam już zajęty, co zmusza mnie do poszukiwania innych sposobów przygotowania obiadu. Na przykład na patelni. Możliwie dużej, należy od razu dodać.

Danie jest bardzo proste i raczej nie nadaje się na dla gości, na których chcemy zrobić wrażenie wysublimowanych smakoszy. Przyznam jednak, że ja je uwielbiam. Sekretem tej potrawy są świeże zioła. Mnóstwo tymianku, dwie gałązki rozmarynu i ewentualnie natka pietruszki. Rozmarynu nie może być zbyt dużo, żeby nie zdominował dania i najlepiej wyjąć gałązki zanim podamy do stołu.

Proporcje jak zwykle orientacyjne, biorę co mam i ile mam :)


Składniki:

  • ok. 80 dag ziemniaków
  • 15 dag wędzonego boczku
  • 1-2 cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 marchewki
  • 3 pietruszki
  • sól, pieprz
  • świeży tymianek, rozmaryn i natka pietruszki
  • ok. 1/3 szklanki białego wina
  • olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Ziemniaki bardzo dokładnie myję, czy też raczej szoruję szczoteczką. Gotuję w lekko osolonej wodzie około 10 minut. Odcedzam. Obieram lub nie, w zależności od tego czy są jeszcze młode i kroję na talarki.

Chodzi o to, że nie cierpię surowych ziemniaków, ale lubię lekko chrupką marchewkę, dlatego wcześniej musiałam je obgotować.

Boczek kroję w słupki.

Cebulę, marchewkę i pietruszkę obieram, kroję w plastry.

Obrywam listki tymianku, siekam natkę.

A teraz, gdy wszystko jest wreszcie przygotowane przystępuję do części zasadniczej.

Podsmażam boczek. Wybrałam chudy kawałek, więc dolewam trochę oleju (lub oliwy). Wrzucam cebulę, smażę jeszcze kilka minut aż się zeszkli, dodaję czosnek, marchewkę, pietruszkę i ziemniaki. Dorzucam zioła, doprawiam solą i pieprzem. Wszystko smażę delikatnie mieszając tak, żeby warzywa się nie rozpadły.

Wlewam na patelnię białe wino, smażę aż większość wina odparuje i sprawdzam czy ziemniaki są już miękkie. Jeśli jeszcze nie są gotowe, a potrawa będzie chciała się przypalać, dolewam jeszcze wina lub bulionu.

poniedziałek, 6 września 2010

Placki ziemniaczane

Wiem, że dopiero co dodałam przepis na ciasto, ale ten przepis nie może czekać. Poza tym od jutra znowu zostaję z moją najukochańszą, aczkolwiek trochę zakatarzoną córką i czas spędzony przy komputerze drastycznie mi się skróci.

Placki ziemniaczane, mimo że to potrawa lubiana przez całą moją rodzinę, dość rzadko pojawiają się na naszym stole. Powód jest prozaiczny i jak zwykle wynika z mojego lenistwa, bowiem ścieranie ziemniaków na drobnej tarce to prawdziwa katorga. Nigdy nie uważałam się za słabeusza, ale już przy drugim, najdalej trzecim ziemniaku opuszczają mnie siły.
Jednakże chętka na pyszne, chrupiące placuszki okazuje się tak silna, że od czasu do czasu pokonuję swoją niechęć do pracy fizycznej. Potem jak zwykle okazuje się, że nie taki diabeł straszny jak go malują i przygotowanie wcale nie jest wyczerpujące. Zdecydowanie gorsze jest myślenie o tym. Ale to akurat nic nowego ;)

Chociaż… gdybym miała jakiś większy malakser, to może robiłabym je raz w tygodniu?

Moje ulubione placki są naprawdę cieniutkie i chrupiące – nie lubię grubych, ale przecież możecie usmażyć takie jak chcecie. Za to obficie sypię majeranek, obowiązkowo ścieram trochę cebuli i kompletnie nie przeszkadza mi to potem w posypaniu ich cukrem. Powiem więcej – taka wersja jest moim zdaniem idealna :) Reszcie rodziny nie przyznaję się do składu placków i też jedzą z cukrem oraz śmietaną na dodatek. Na zmianę z keczupem, ale moje dzieci wszystko jedzą z keczupem.

Chociaż oczywiście zgodnie ze wszelkimi zasadami sensownego łączenia smaków, jeśli chcecie podać placki z cukrem, to omińcie chociaż cebulę (bo omijania majeranku w plackach ziemniaczanych sobie nie wyobrażam). Ostrzejsze wersje podaje się sosem pomidorowym (keczupem) albo innym sosem (grzybowy, paprykowy, koperkowy – placki są daniem dość uniwersalnym). Niektórzy dodają do placków czosnek, czego akurat nie praktykuję, ale wcale mnie nie dziwi, bo wiadomo, że czosnek pasuje prawie do wszystkiego.

Ach i na koniec najważniejsza rzecz. Placki ziemniaczane zaczęły mi wychodzić naprawdę smaczne, gdy praktycznie przestałam dodawać do nich mąkę. Gęste sitko do odcedzenia startych ziemniaków jest tu najważniejszym sprzętem. Naturalnie istotna jest także odmiana ziemniaków, ale w większości znanych mi warzywniaków mówię zawsze „poproszę kilogram ziemniaków”, a jeśli nawet zaryzykuję pytanie o to czy dany gatunek jest dobry do placków czy może do sałatki, to potem okazuje się, że ziemniaki doskonale nadają się do wszystkiego. Fakt, że pewnie są to tzw. ogólnoużytkowe odmiany ziemniaków.
Oczywiście jeśli ktoś zaopatruje się „u producenta”, to nie zaszkodzi podpytać. Pozostałym zostaje ludowa mądrość, która mówi, że im ziemniaki żółciejsze, tym lepsze placki wychodzą. Albo łut szczęścia.




Składniki:
(o ile dobrze pamiętam na ok. 20 niedużych placków)

1 kg ziemniaków
2 jajka
1 nieduża cebula
1 łyżka mąki
majeranek
sól, pieprz
olej do smażenia

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Obieram ziemniaki i ścieram na drobnej tarce. Odcedzam na sitku ustawionym na misce. Odstawiam na chwilę odcedzoną wodę i wylewam gdy na dnie zostanie biała mączką. Mączkę dokładam do startych ziemniaków. Widzicie?



Ścieram cebulę (można posiekać, ale wygodniej i szybciej jest zetrzeć, tym razem na grubszych oczkach). Dodaję jajka, mąkę i przyprawy. Wszystko mieszam.

Masa na placki ma być dość rzadka, ale nie wodnista. Ilość wsypanej mąki zależy właśnie od rodzaju ziemniaków, jeśli nie są wodniste, mąki nie trzeba wiele i placki wyjdą o wiele smaczniejsze. (Taka masa naprawdę nie jest fotogeniczna, pozwólcie, że pominę to zdjęcie.)

Na patelni rozgrzewam olej. Smażę placki z obydwu stron na złoto. Odkładam na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem. Podaję natychmiast – najsmaczniejsze są prosto z patelni.

czwartek, 2 września 2010

Pancakes z maślanką

Wszelkiego rodzaju placki robię dość często i chętnie. Takie śniadanie w weekend, tuż przed wyjściem na plac zabaw lub długi spacer gwarantuje mi, że dzieci nie zaczną marudzić po piętnastu minutach zabawy. Wiadomo, dziecko głodne, dziecko złe.

Tym razem przedstawiam prostą wersję z maślanką. 


Anka 



Składniki:
(na 10-12 sztuk):

1,5 szklanki mąki
2 szklanki maślanki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 płaska łyżeczka sody
szczypta soli
2 jajka
2 łyżeczki cukru
2 łyżki oleju lub stopionego masła
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Mąkę mieszam z proszkiem do pieczenia, sodą, cukrem i solą.

Oddzielam żółtka od białek. Żółtka lekko ubijam z olejem, ekstraktem i maślanką. Dodaję suche składniki, mieszam.

Ubijam pianę z białek, delikatnie mieszą z resztą ciasta.

Smażę bez tłuszczu na teflonowej patelni do zrumienienia. Przewracam, gdy na powierzchni pokażą się pęcherzyki.

Podaje ciepłe, najczęściej z syropem klonowym (dzieci) lub z dżemem (mąż). Moja ulubiona wersja to placki z bitą śmietaną i malinami :)

czwartek, 24 czerwca 2010

Pita

Stałam przy kuchence, patrzyłam na napełniające się powietrzem pity i upojona sukcesem wiedziałam, że dla takich momentów warto jest kucharzyć.

Pyszne pity z olbrzymimi kieszeniami. Po prostu trzeba je zrobić.

Przepis z tej strony.




Składniki:
(na około 16 sztuk)

zaczyn:
2 szklanki chłodnej wody
1 łyżeczka suszonych drożdży
2 szklanki mąki pełnoziarnistej (użyłam pszennej z domieszką żytniej)

Zaczyn zrobiłam wieczorem dnia poprzedniego. Wymieszałam wodę i drożdże, dodałam mąkę (nie wszystko naraz) i dokładnie zmieszałam. Przykryłam miskę folią i odstawiłam w chłodne miejsce.

ciasto właściwe:
2,5 łyżeczki soli
1-2 łyżki oliwy z oliwek
2,5-3 szklanki mąki

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Jak widać składników nie ma za wiele, za to pracy jest sporo i tu nie mogę się powstrzymać przed radą, by nie piec pity, gdy dopadł Was jakiś wirus. Uwierzcie, wiem o czym mówię. Zagniatanie ciasta drożdżowego nie jest zajęciem dla słabeuszy.

Wsypuję do zaczynu sól, wlewam oliwę i stopniowo dodając mąkę zagniatam. Wyrabiam gładkie ciasto myśląc przy tym, że ćwiczenia z hantlami są mi zbędne, skoro nie mam maszyny. Dziesięciominutowa praca z pewnością ma ten sam wpływ na moje mięśnie co wymyślna gimnastyka.

Odkładam ciasto do wysmarowanej tłuszczem miski i odstawiam w ciepłe miejsce aż urośnie 2-3 razy.

Przebijam ciasto pozbywając się powietrza. Dzielę na kilkanaście części, formuję kulki i odstawiam przykryte ścierką do napuszenia na niecałe pół godziny.

Podsypuję stolnicę mąką, rozwałkowuję jedną kulkę na płaski placek i kładę na mocno rozgrzaną patelnię bez tłuszczu. W czasie, gdy pita się smaży, rozwałkowuję drugą kulkę.
Bardzo istotny jest tu sposób smażenia. Najpierw podpiekam przez dosłownie kilkanaście sekund placek z jednej strony (nie można trzymać zbyt długo), potem smażę z drugiej strony i wtedy właśnie pita powinna zacząć się nadymać. Na koniec przewracam jeszcze raz i dopiekam.

To ciasto ma niezwykle przyjemną właściwość, że można je przechowywać w lodówce nawet kilka dni i smażyć tyle sztuk, na ile właśnie mamy ochotę. Trzeba tylko wyjąć ciasto nieco wcześniej, żeby nabrało temperatury pokojowej.

A nadzienie? To zależy co fantazja podpowie i co akurat znajdziecie w lodówce. Moje ulubione to pity z dużą ilością warzyw (sałata, czerwona cebula, pomidory, ogórki), czarnymi oliwkami, szynką lub salami i serem feta oraz nadziewane mieloną wołowiną z pomidorami i chili.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Naleśniki z twarogiem

Najpierw należy wyraźnie zaznaczyć, że nie przepadam za naleśnikami. Bardzo często smażę dla reszty rodziny, a sama w tym czasie przygotowuję sobie kanapkę. Ewentualnie zjadam pierwszego (zazwyczaj nieudanego) wprost z patelni.

Ale te naleśniki to zupełnie inna historia.

Dwukrotne smażenie sprawia, że mają cudownie chrupką skórkę na wierzchu, a ciepły twaróg wprost rozpływa się w ustach. Uwielbiam!

Jeśli chodzi o ciasto to po raz pierwszy w życiu usiłowałam zmierzyć ilość użytych składników. Bardzo to niewygodne, ale się starałam.

A zrobienie zdjęcia, gdy reszta domowników próbuje zwinąć z talerza fotografowane naleśniki jest naprawdę trudne :)


Anka



Składniki:
(na około 12 sztuk)

ciasto naleśnikowe:

130 g mąki (ok. ¾ szklanki)
350 ml mleka (można zmieszać z wodą mineralną, gazowaną lub nie)
2 jajka
1 czubata łyżeczka drobnego cukru
szczypta soli
tłuszcz do smażenia

nadzienie:

250 g twarogu
2 żółtka
½ łyżeczki ekstraktu waniliowego (lub cukier waniliowy)
ok. 3 łyżek drobnego cukru
1 łyżeczka soku z cytryny

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Najpierw ciasto naleśnikowe. Wsypuję do miski mąkę, sól i cukier, dodaję jajka i mniej więcej trzecią część mleka, dokładnie mieszam. Potem stopniowo dodaję resztę mleka i znowu mieszam. Odstawiam na pół godziny.

Przygotowuję nadzienie. Mieszam twaróg z żółtkami i cukrem. Dodaję ekstrakt i sok z cytryny. Podana ilość cukru jest znowu orientacyjna. Jak zwykle najlepiej spróbować.

Smażę naleśniki na patelni z niewielką ilością tłuszczu, chociaż oczywiście można smażyć na suchej patelni, jak ktoś woli. W przypadku tego przepisu nie ma to szczególnego sensu ;)

Rozsmarowuję cienką warstwę twarogowego nadzienia na każdym naleśniku i zwijam w rulon.
Rozgrzewam olej na dużej patelni, układam na niej naleśniki łączeniem do dołu i smażę chwilę. Chodzi o to, by uzyskać lekko chrupiącą skórkę z wierzchu.

Podaję ciepłe.

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Placuszki z ricottą

Była sobota. Albo niedziela. Wszystko jedno.

- Ale dobre placki zrobiłaś – powiedział Mąż biorąc sobie dokładkę.
Zgodziłam się z nim chętnie, podobnie jak nasz syn. Za to córka…

(pół godziny wcześniej)
- Zrobię wam dzisiaj placuszki na drugie śniadanie! – powiedziałam radośnie czekając na entuzjastyczną reakcję potomstwa.
- Nie lubię placuszków – odrzekła z mocą Jagoda i dla zwiększenia efektu skrzyżowała ręce na piersi oraz popatrzyła spod byka.
- Nie będę jadła – dodała jeszcze dla pełnej jasności.

I słowa dotrzymała.

A kiedy już posprzątałam wszystkie naczynia i usiadłam by spisać ten przepis, córka natychmiast znalazła się przy moim boku.
- Czy mogę czekoladkę? – spytała niewinnie.
Wykluczone, moja droga.

Przepis pochodzi z tej strony.


Anka



Składniki:
(wychodzi cała fura placków, wydaje mi się, że było ok. 25 sztuk)

placki:
1½ szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
½ szklanki cukru
szczypta soli
4 jajka
1½ szklanki maślanki
¾ szklanki ricotty
masło do smażenia

do podania:
½ szklanki syropu klonowego
1 banan
lub dowolny dżem

Sposób przygotowania:

Przesiewam mąkę, mieszam z cukrem, proszkiem do pieczenia i solą.

Oddzielam żółtka od białek. Żółtka mieszam z maślanką i ricottą, łączę z suchymi składnikami i dokładnie mieszam.

Ubijam pianę z białek. Delikatnie mieszam z ciastem. Odstawiam do lodówki na kwadrans.

Syrop podgrzewam z bananem pokrojonym w bardzo cieniutkie plasterki. Można oczywiście polać samym syropem bez żadnych ceregieli albo podać z dżemem.

Smażę na niewielkiej ilości masła (lub oleju).
Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */