Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kapusta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kapusta. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Młoda kapusta zasmażana

Kiedy tylko zobaczyłam w warzywniaku zgrabne główki młodej kapusty, od razu poczułam w ustach jej niepowtarzalny smak. Od lat przyrządzam kapustę według mojego dopieszczonego przepisu opartego na recepturze z "Kuchni polskiej".

Chuda



Składniki:
  • 1 mała główka młodej kapusty
  • 1 duża cebula
  • 1 duży pomidor (lub szklanka pomidorów z puszki)
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/2 łyżeczki kminku
  • 3 duże łyżki masła
Sposób przygotowania:

Zdjemuję z kapusty wierzchnie liście, myję ją, a następnie cienko szatkuję ostrym nożem. Do dużego garnka wkładam poszatkowaną kapustę, podlewam wodą (ok. szklanki, w razie potrzeby dolewam wody w trakcie gotowania), wkładam łyżkę masła, cukier, sól, kminek i pomidora w kawałkach bez skórki.

Kiedy kapusta się dusi, na dwóch łyżkach masła podsmażam pokrojoną drobno cebulę. Gdy kapusta jest już miękka, wyłączam gaz i dodaję usmażoną cebulę. Odstawiam na godzinę, by "doszła" pod przykryciem. Palce lizać.

czwartek, 20 października 2011

Kapusta zasmażana

Latami pracowałam na mistrzostwo w tej dziedzinie – i udało się. Oto mój sekretny przepis na kapustę w klasycznej postaci, która nikogo nie pozostawi obojętnym.

Chuda



Składniki:
  • 1 mała główka białej kapusty
  • 1 duży pomidor
  • 1 duża cebula
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka przyprawy ziołowej (używam „Zbójnickiej” Farmony)
  • 1 łyżeczka kminku
  • 4 łyżki masła
  • 2/3 szklanki wody
Sposób przygotowania:

Kapustę kroję w miarę drobno. Gdybym miała szatkownicę, to chętnie bym poszatkowała. Kapuściane wiórka wsypuję do garnka, dodaję wszystkie przyprawy, 1 łyżkę masła i pokrojonego na kawałki, obranego ze skórki pomidora. Wlewam 2/3 szklanki wody i duszę pod przykryciem.

W tym czasie rozpuszczam na patelni pozostałe 3 łyżki masła i wrzucam drobno posiekaną cebulę. Smażę, aż będzie rumiana.

Duszę kapustę ok. 30 minut, na koniec wrzucam usmażoną cebulę, mieszam. Podaję na ciepło do kotletów i duszonego schabu. Jest tak pyszna, że zdarza się jej przyćmić mięso.

sobota, 18 grudnia 2010

Czerwona kapusta z rodzynkami

Dzisiaj będzie historyjka niezwiązana z tematem.

Upływ czasu przejawia się u mnie na różne sposoby. Po pierwsze: nienawidzę zimy. I kiedy już godzinę jestem w trasie, która normalnie zajmuje mi 10 minut, a pani w radio mówi, że trzeba uzbroić się w cierpliwość, ale za to świat wygląda cudownie, to na usta cisną mi się wyłącznie nieparlamentarne wyrażenia.

Są jednak i dobre strony. Doszło już bowiem do tego, że lubię święta. Powiem więcej: co prawda przedświąteczne przygotowania są dla mnie źródłem stresu, ale nie stanowią szczególnego powodu do narzekań. Może tylko fakt, że czas nie jest z gumy, jest pewną przeszkodą.

Niemniej zdarzają się momenty, które tę moją pozytywną filozofię wystawiają na próbę. Na przykład rodzinne ubieranie choinki.

Dzieci w wieku przedszkolnym są jak tornado. Nic nie jest w stanie ich zatrzymać. A jeśli mają przed sobą tak atrakcyjny cel jak rozwlekanie po domu lampek, tłuczenie bombek i obrywanie aniołkom skrzydełek, to możecie sobie wyobrazić ich entuzjazm.

Cierpliwości i tak starcza mi na długo. Tama pęka dopiero, gdy nasze ukochane maleństwa zaczynają wydzierać sobie z rąk najładniejsze bombki, wskutek czego kolejna ląduje na podłodze, wskutek czego Jagoda łazi boso po ostrych okruchach, a Szymon próbuje je sobie wbijać w ręce, wskutek czego krzyczę na nich, bo się boję, że się pokaleczą, Szymon krzyczy, bo się przestraszył, a Jagoda krzyczy z przyzwyczajenia, wskutek czego dzieci zostają definitywnie odsunięte od bombek.

Niech wieszają pierniczki.

I wtedy wreszcie następuje chwila spokoju, bowiem obydwoje zaczynają objadać cukrową posypkę, która magicznie odpada z ciastek. Posypka odpada zupełnie sama i bez żadnej pomocy.
U nas cuda dzieją się już na tydzień przed świętami.

A przepis z kapustą w roli głównej, bo ostatnio tylko ciasta i ciasta. Osobiście wolę modrą kapustę, ale ta też jest niezła.


Składniki:
  • ½ główki czerwonej kapusty
  • 1 nieduża cebula
  • 1 jabłko
  • 50 g rodzynek
  • sól, pieprz, cukier, ocet
  • olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Czerwoną kapustę kroję na niewielkie kawałki, zalewam gorącą wodą i gotuję na małym ogniu aż zmięknie. Odcedzam.

Rodzynki zalewam na kilka minut gorącą wodą, odcedzam.

Cebulę drobno kroję, podsmażam na patelni, pod koniec dodaję pokrojone w małą kostkę jabłka.

Do kapusty dodaję cebulę, jabłka i rodzynki. Wszystko doprawiam solą, pieprzem, cukrem i octem.

Jeśli kapusta nie jest wystarczająco miękka, można jeszcze wszystko razem poddusić chwilę na patelni, zresztą zazwyczaj tak robię, żeby smaki dobrze się połączyły. Ale doprawiam na samym końcu.                                        

wtorek, 5 stycznia 2010

Belgijska zupa z czerwonej kapusty

Nie spodziewałam się, że wśród etykiet na chochelkowym blogu pojawi się kuchnia belgijska. Pewnie dlatego, że nigdy nie miałam z nią do czynienia.
Wystarczyło jednak wziąć do rąk książkę „Potrawy z różnych stron świata” (nomen omen, starą jak świat) i już skusiłam się na potage belge czyli zupę belgijską.
W sam raz na zimę. Prosta i, co ważne, przygotowana ze składników dostępnych wszędzie o tej porze roku.

Zresztą nie tylko ja pomyślałam, że warto ugotować tę zupę, bo przepis jest niemal dosłownie powtórzony w książce państwa Adamczewskich „Wędrówka po stołach Europy”.
Polecam.




Składniki:

½ główki czerwonej kapusty
2 cebule
25 dag wołowiny bez kości
2 ząbki czosnku
1 jabłko
2 duże ziemniaki
1 łyżeczka cukru
1 mały listek laurowy
sól, pieprz
masło do smażenia

Sposób przygotowania:

Cebulę kroję w plastry, podsmażam na maśle.
Mięso myję, osuszam, kroję w kostkę i dorzucam do cebuli. Chwilę smażę.

Szatkuję kapustę, drobno siekam czosnek, dodaję do cebuli i mięsa razem z solą, pieprzem, cukrem i liściem laurowym. Zalewam pięcioma szklankami wrzącej wody i gotuję około półtorej godziny.

Dodaję obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki oraz jabłka, gotuję jeszcze pół godziny.

środa, 9 grudnia 2009

Moja minestrone

- Całkiem jak zupa warzywna mojej babci – wykrzyknęła z zachwytem Ulubiona Sąsiadka próbując dania. Nie wiem co prawda jak gotowała babcia Sąsiadki, ale mogę Was zapewnić, że ta zupa to prawdziwe arcydzieło.

Wiem, że oryginalna minestrone jest inna. Zależy mi jednak nie na dokładnym trzymaniu się przepisu stworzonego podobno przez włoskich mnichów, ale na tym, żebyście tak jak ja, pokochali zupy jarzynowe. Zasada jest prosta: weź tyle rodzajów warzyw ile tylko macie, każdego mniej więcej po tyle samo i je połączcie. Ważne, by żaden składnik zupy nie dominował, ale nie bójcie się zmian. Do listy składników bowiem, jeśli tylko akurat macie, można dodać fasolkę szparagową, bakłażana, groszek, fasolę, seler naciowy…

U mnie wersja z boczkiem i bez parmezanu, ale tę zupę można też zrobić w wersji wegetariańskiej.


 


Składniki:

250 g wędzonego boczku
1 duża cebula
1 duży por
2-3 ząbki czosnku
2 marchewki
1 czerwona papryka
¼ niewielkiej białej kapusty
1 niewielka cukinia
3-4 ziemniaki
1 puszka pomidorów bez skórki
sól, pieprz, ewentualnie cukier
chili w płatkach (dla chętnych)
świeże zioła (natka, koperek, bazylia – według uznania, u mnie tym razem tylko koperek)

Sposób przygotowania:

Boczek kroję w kostkę lub słupki i podsmażam na odrobinie oleju. Cebulę kroję w półplasterki, por w plastry, dorzucam do boczku i smażę kilka minut. Posypuję odrobiną soli. Dodaję pokrojony w plasterki czosnek, potem marchewkę w dość cienkich plastrach, kapustę poszatkowaną na małe kawałki i paprykę pokrojoną w słupki. Dodaję pomidory z puszki i dolewam około 1-1,5 litra wody (lub bulionu). Gotuję wszystko około pół godziny, po czym dorzucam cukinię i ziemniaki pokrojone w kostkę (cukinii nie obieram). Gotuję jakieś 20 minut, doprawiam solą, pieprzem, chili i cukrem, dodaję posiekaną natkę i koperek. Sprawdzam czy ziemniaki są już miękkie, jeśli tak, zupa jest gotowa.

Prawdziwą minestrone podaje się z makaronem. Powinnam więc była jeszcze na końcu wrzucić makaron i ugotować go w zupie, ale na co dzień, z powodu wagi, staram się unikać mącznych dodatków tam, gdzie nie jest to konieczne. To samo tyczy się parmezanu, chociaż gdybym akurat miała go w lodówce to na pewno nie odmówiłabym sobie tego smakowitego dodatku na sam koniec.

sobota, 5 grudnia 2009

Kapuśniaczki

Czasami mój kompletny brak zdolności manualnych jest tak widoczny, że zastanawiam się jak mam komukolwiek pokazać efekty moich działań w kuchni. Ale czy można się nie podzielić, skoro TAK smakuje? Jest to bowiem przepis na wyjątkowo pyszne ciasto drożdżowe.

Poza tym możecie przecież zrobić te kapuśniaczki o wiele ładniej niż ja. Zaręczam tylko, że receptura jest doskonała, a pochodzi z książki „183 nowe przepisy siostry Anastazji” z nieznacznymi modyfikacjami.


 


Składniki:
(na około 40 sztuk)

ciasto:
500 g mąki
150 g masła
50 g drożdży
2 jajka + 1 żółtko
½ szklanki kwaśnej śmietany
2 łyżki mleka
1 łyżeczka cukru
pół łyżeczki soli
1 jajko do posmarowania kapuśniaczków

farsz:
1 kg białej kapusty
1 duża cebula
20 dkg pieczarek
sól, pieprz
olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Kruszę drożdże, mieszam z letnim mlekiem, dodaję cukier i łyżkę mąki. Odstawiam rozczyn na kwadrans w ciepłe miejsce.

Przesiewam mąkę, mieszam z solą. Siekam z masłem i dodaję jajka, śmietanę oraz rozczyn. Zagniatam ciasto.

Zagniatam.

Zagniatam.

Wciąż zagniatam.

Nie mogę ruszać rękami.

Odstawiam przykryte ścierką ciasto na godzinę, półtorej w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

Farsz też wymaga nieco pracy. Nawet, a zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że nie zmieliłam kapusty, bo nie mam maszynki.
Siekam drobno kapustę, zalewam wrzątkiem i gotuję około 10 minut. Dokładnie odcedzam.

Cebulę i pieczarki drobno kroję. Cebulę szklę na patelni z odrobiną soli, dodaję pieczarki, smażę kilka minut. Posypuję solą i pieprzem, mieszam z kapustą i duszę na wolnym ogniu do miękkości. Ponieważ nie mam rzeczonej maszynki do mielenia, to przed dodaniem kapusty znowu siekam ją jak najdrobniej.

Wyrośnięte ciasto przebijam pięścią. Rozwałkowuję i dzielę na prostokąty o szerokości około 8-10 centymetrów. Nakładam farsz w odległości około 2 centymetrów od brzegu i usiłuję ciasno zwinąć kapuśniaczki, co naturalnie mi nie wychodzi. Jakoś jednak je w końcu zlepiam, układam łączeniem do dołu i kroję na pięciocentymetrowe kawałki.

Rozkładam na natłuszczonych blachach, przykrywam ściereczką i zostawiam do napuszenia na 20-30 minut.
Tuż przed włożeniem do piekarnika smaruję rozkłóconym białkiem. Wyznam w sekrecie, że całe jajko lepiej by się tu sprawdziło, ale ja wykorzystałam pozostałe z przygotowywania ciasta białko. Nie chciało mi się go zamrażać.

Piekę w temperaturze 180 -200 stopni 20 minut.

niedziela, 29 listopada 2009

Bigos

Adam Mickiewicz „Pan Tadeusz”
Księga IV Dyplomatyka i łowy.

„W kociołkach bigos grzano; w słowach wydać trudno
Bigosu smak przedziwny, kolor i woń cudną;
Słów tylko brzęk usłyszy i rymów porządek,
Ale treści ich miejski nie pojmie żołądek.
Aby cenić litewskie pieśni i potrawy,
Trzeba mieć zdrowie, na wsi żyć, wracać z obławy.

Przecież i bez tych przypraw potrawą nie lada
Jest bigos, bo się z jarzyn dobrych sztucznie składa.
Bierze się doń siekana, kwaszona kapusta,
Która, wedle przysłowia, sama idzie w usta;
Zamknięta w kotle, łonem wilgotnym okrywa
Wyszukanego cząstki najlepsze mięsiwa;
I praży się, aż ogień wszystkie z niej wyciśnie
Soki żywne, aż z brzegów naczynia war pryśnie
I powietrze dokoła zionie aromatem.

Bigos już gotów. Strzelcy z trzykrotnym wiwatem,
Zbrojni łyżkami, biegną i bodą naczynie,
Miedź grzmi, dym bucha, bigos jak kamfora ginie,
Zniknął, uleciał; tylko w czeluściach saganów
Wre para, jak w kraterze zagasłych wulkanów.”

Mickiewicz co prawda pisze o bigosie litewskim, czyli takim z dodatkiem kwaśnych jabłek, ale ja polecam Wam mój przepis, bardzo zbliżony do klasycznego polskiego bigosu, którego nie może zabraknąć na żadnym świątecznym stole jak Polska długa i szeroka.
Zresztą bigos jest dobry na każdą okazję. Szkoda tylko, że podczas jego gotowania faktycznie „powietrze dokoła zionie aromatem”.


Anka

 


Składniki:

1,5 kg kiszonej kapusty
1 kg słodkiej kapusty
1-1,5 kg mieszanego, dość chudego mięsa (np. wołowiny, cielęciny, wieprzowiny, indyka)
20 dag kiełbasy
30 dag wędzonego boczku
ok. 1 litra bulionu lub wody
ok.10 suszonych śliwek
kilka suszonych grzybów
4 duże cebule
¾ szklanki czerwonego wytrawnego wina
1 duża łyżka koncentratu pomidorowego
4 liście laurowe
6-8 ziaren jałowca
pieprz i sól
smalec, ewentualnie olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Przygotowywanie bigosu zaczynam wieczorem dnia poprzedniego od namoczenia grzybów w niewielkiej ilości wody. Potem tylko lekko je obgotuję i dodam do garnka razem z wodą, w której się gotowały.

Teraz kapusta. Pewnie, że najlepiej, jeśli ta kiszona nie jest zbyt kwaśna, ale nie zawsze można spróbować przed zakupem. Dlatego w skrajnych przypadkach płucze się ją wodą. Tym razem jednak jest idealna, ani zbyt kwaśna, ani zbyt słona. Kroję ją na mniejsze kawałki, zalewam bulionem lub wodą (w moim przypadku prawie zawsze wodą), dodaję liście laurowe i jałowiec, przykrywam i gotuję na małym ogniu. Biorę do tego największy gar jaki mam w domu, a i tak zazwyczaj okazuje się, że ledwie daję radę w nim mieszać.

W drugim garnku (rozsądniejszych rozmiarów) zalewam wodą poszatkowaną słodką kapustę i również gotuję.
Mieszam od czasu do czasu, żeby się nie przypaliło.

Gdy kapusta się gotuje przesmażam partiami na dużym ogniu pokrojone na małe kawałki mięsa, boczek i kiełbasę, a następnie kroję cebulę w półplasterki i rumienię na patelni.
Pewnie spora część z Was wzdraga się ze wstrętem na widok samego słowa „smalec” podanego w przepisie. Niesłusznie! Prawdziwy bigos to nie delikatne polędwiczki smażone na maśle, ani też warzywa podsmażane na oliwie. Prawdziwy bigos wymaga odpowiedniego tłuszczu i jest to właśnie smalec i basta!

Niektórzy twierdzą też, że boczek i kiełbasę należy dodać zdecydowanie później niż surowe mięsa, ale nie zawracam sobie tym głowy.

Wreszcie przechodzę do meritum. Przekładam wszystko do tego największego gara jaki mam w domu, dodaję śliwki, koncentrat, grzyby wraz z wodą, w której się gotowały (można je pokroić w paseczki, ale moim zdaniem nie ma takiej potrzeby), wlewam wino oraz wsypuję bardzo oszczędnie sól, za to bardzo hojnie pieprz.

Przykrywam i wszystko gotuję na małym ogniu kilka godzin, pamiętam wszakże o regularnym mieszaniu, bo przypalona kapusta smakuje naprawdę okropnie. Gdyby bigos w którymkolwiek momencie wykazywał inklinacje do przywierania, dolewam trochę wody lub bulionu.

Wreszcie zestawiam gar z kuchenki i próbuję. Jest bardzo dobrze, ale jeszcze nie idealnie. Schładzam lub nawet przemrażam bigos (jeśli mam taką możliwość, bo na balkonie akurat jest mróz) i gotuję jakąś godzinę następnego dnia.

Jest prawie idealnie.

Stan idealny bowiem bigos osiągnie po kilku seansach chłodzenia i podgrzewania, ale rzadko kiedy udaje mu się tak długo wytrwać, bo u mnie w domu też „jak kamfora ginie”, jak pisał wieszcz.

poniedziałek, 23 listopada 2009

Prosta zupa warzywna

Łosoś, awokado, pomidorki koktajlowe, rukola – wszystko pyszne, ale czasami tęskno do czegoś bardziej swojskiego. Do dania, które kojarzy się z kuchnią w domu na wsi, z ciepłym zapieckiem i szeroką pajdą chleba na zagryzkę. I gdy dopadnie mnie taka nostalgia, robię sobie właśnie prostą warzywną zupę.

 


Składniki:

ok. 2 litry wody
2 marchewki
1 pietruszka
¼ główki kapusty
3-4 ziemniaki
1 duża cebula
20 dkg boczku wędzonego
koperek
sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie
łyżka śmietany lub jogurtu naturalnego

Sposób przygotowania:

Wlewam wodę do garnka, stawiam na kuchenkę i zabieram się za niewdzięczną pracę przygotowania warzyw. Przynajmniej dla mnie jest niewdzięczna, bo mimo zdecydowanie wiejskiej proweniencji, skóra na moich rękach buntuje się przy wszelkich pracach domowych, a do rękawiczek nienawykłam. Ale cóż robić. Taki los kucharza bez pomocnika.

Obieram marchewkę, pietruszkę, ziemniaki, myję i kroję w kostkę. Ziemniaki odstawiam zalane zimną wodą, żeby nie ściemniały. Kapustę szatkuję na niewielkie kawałki, koperek dokładnie siekam.
Boczek kroję w słupki lub kostkę, a cebulę dość drobno ciacham.
W tym czasie zaczyna się już gotować woda.

To czy wrzucam warzywa do zimnej wody czy na wrzątek zależy od tego, co chcę osiągnąć. Jeśli chcę, by wyszedł mi jak najbardziej esencjonalny wywar – wrzucam do zimnej, tak jak na przykład mięso na rosół. Ale jeśli chcę, by moje warzywa zatrzymały jak najwięcej smaku – wkładam je do wrzątku.
Wrzucam więc kapustę, marchewkę i pietruszkę, dorzucam listek laurowy i dwa ziarenka ziela angielskiego. Gotuję kilka minut i dodaję ziemniaki.

Gdzieś w tak zwanym międzyczasie podsmażam boczek i cebulę (robię to rzecz jasna razem, jestem zbyt leniwa by rozdzielać smażenie na dwie tury) tak, by cebula ładnie się zeszkliła, a boczek przyrumienił. Dorzucam razem z wytopionym tłuszczem do gotującej się zupy i zostaje mi tylko czekać, aż ziemniaki będą miękkie.

Jeszcze tylko pod koniec gotowania dodaję posiekany koperek, pieprz i sól. Chociaż z tą ostatnią radzę uważać, bo zazwyczaj boczek jest już wystarczająco słony.

Zdejmuję zupę z kuchenki i zabielam tym, co akurat mam w lodówce. Nie wiem co prawda czy zupa ze smażonym boczkiem stanie się wyraźnie lżejsza jeśli zastosuję jogurt zamiast śmietany, ale przynajmniej mam wrażenie, że jem zdrowiej.
Smacznego!

niedziela, 22 listopada 2009

Modro kapusta

Jak już z pewnością wspominałam, miłość do kapusty przekazano mi w genach, więc w mojej kuchni nie może zabraknąć potraw z tego warzywa.
Śląska modro kapusta znaczy po prostu tyle co czerwona kapusta i ten sposób przygotowania zdecydowanie należy do moich ulubionych. Prosta i przepyszna, pasuje do mnóstwa mięs oraz oczywiście kopytek lub klusek śląskich.




Składniki:
(4 porcje)

1 nieduża czerwona kapusta
20 dkg wędzonego boczku
1 cebula
1 liść laurowy
2-3 ziarna ziela angielskiego
sól, pieprz, ocet winny, cukier

Sposób przygotowania:

Kapustę obieram z zewnętrznych liści i kroję na niewielkie kawałki. Wrzucam do garnka, zalewam wrzątkiem tak by kapusta była ledwie przykryta, dodaję liść laurowy i ziele angielskie, gotuję do miękkości (ale nie rozgotowuję!).

W tym czasie kroję cebulę w drobną kostkę, boczek w słupki lub kostkę i podsmażam na patelni. Cebula powinna się tylko zeszklić.

Niezbyt dokładnie odcedzam kapustę, dodaję cebulę i boczek, doprawiam solą, pieprzem, octem i cukrem, mieszam i jeszcze chwilę trzymam na średnim ogniu.

Z octem lepiej postępować ostrożnie, na około 1,5 kilogramową kapustę powinny wystarczyć dwie, najwyżej trzy łyżki.
Piękny kolor, prawda?

poniedziałek, 16 listopada 2009

Ziemniaki po cabańsku

Ziemniaki po cabańsku (czyli po prostu po pastersku, bo caban czy też czaban to po prostu pasterz) to regionalna potrawa pochodząca z ziemi chrzanowskiej. Oryginalnie przyrządza się ją w żeliwnym kociołku i piecze pod przykryciem z darni. Zielonym do dołu, rzecz jasna, żeby nie nasypać sobie ziemi do jedzenia.

Te zapiekane ziemniaki z marchewką, cebulą, boczkiem i kapustą, posypane obficie pietruszką są doskonały dowodem, że czasami najprostsze rozwiązania są najlepsze.
Osobiście uwielbiam wyjadać słodziutką, miękką kapustę nasiąkniętą pachnącym tłuszczem (wybaczcie mi dietetycy!) wytopionym z boczku. Ale miłość do kapusty przekazano mi pewnie w genach.


Anka



Składniki:
(na 4 osoby)

kilkanaście liści dużej kapusty
¾ kg ziemniaków
½ kg marchewki
3 cebule
20-30 dkg wędzonego boczku, tłustego
natka pietruszki
ewentualnie tłuszcz do posmarowania naczynia

Sposób przygotowania:

Obieram ziemniaki i marchew, kroję na plastry. Cebulę siekam w talarki, boczek w słupki lub kostkę. Przygotowuję kilka dużych liści kapusty.

Moje ziemniaki po cabańsku różnią się od oryginału, choćby sposobem pieczenia. Nie wykładam naczynia do pieczenia plastrami boczku, tylko smaruję olejem lub smalcem i od razu układam liście kapusty tak, żeby boki naczynia też były przykryte. No i nie ustawiam kociołka na ognisku, a wstawiam brytfankę do piekarnika.
Przyznam się też, że przy wszelkich zapiekankach lubię wcześniej podsmażyć cebulę i boczek, ale oczywiście nie jest to konieczne.

A potem już tylko układam warstwami:
ziemniaki (i trochę natki pietruszki na wierzch)
boczek (natka)
cebula (dużo natki)
marchewka (jeszcze trochę natki)
ziemniaki (czy została mi jeszcze natka?)
Z natką tylko żartowałam, bo szczególnie na przednówku, gdy skończą mi się zapasy w zamrażarce, pietruszki wystarcza mi tylko na posypanie jednej warstwy, zazwyczaj wybieram wówczas moment po ułożeniu cebuli.
Na koniec przykrywam wszystko szczelnie liśćmi kapusty.

Wstawiam do piekarnika i piekę w temperaturze około 180 stopni aż ziemniaki będą miękkie. Zazwyczaj zajmuje mi to około dwóch godzin.
A potem w mieszkaniu rozchodzi się cudowny aromat.
Wcale się nie dziwię, że chrzanowianie chcą zarejestrować tę potrawę jako oficjalne danie!

piątek, 13 listopada 2009

Zupa jarzynowa z soczewicą

Smaczna, treściwa zupa na jesień i zimę. 



Składniki:

  • 2 l wody
  • 3 kostki rosołowe (najlepiej bulion warzywny, choć optymalnie byłoby wziąć 2 l prawdziwego rosołu)
  • 2/3 szklanki zielonej soczewicy
  • 2 średnie marchewki
  • 1 średnia pietruszka
  • ćwiartka dużego selera
  • kawałek pora
  • 1/8 średniej główki kapusty włoskiej
  • 2 średnie cebule
  • 150 g boczku wędzonego

Sposób przygotowania:

Wodę doprowadzam do wrzenia, rozpuszczam w niej kostki rosołowe.

Soczewicę przelewam na durszlaku gorącą wodą.

Marchewkę i pietruszkę kroję w cienkie plasterki, podobnie pora. Kapustę siekam niezbyt drobno. Selera kroję w grubą kostkę.

Wrzucam warzywa do bulionu, gotuję 40 minut, doprawiam do smaku.

Boczek kroję w kostkę, przysmażam na patelni, wrzucam do zupy. Niech się chwilę pogotuje razem z warzywami.

Cebule kroję w cienkie półplasterki, smażę na maśle na rumiano. Wrzucam do zupy tuż przed końcem gotowania.
Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */