Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzynki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzynki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 listopada 2013

Figowe spiralki



A dokładniej figowo-rodzynkowe, ale jeden przymiotnik brzmiał lepiej w tytule.



Przepis znalazłam u Marthy Stewart. Naturalnie nadzienie może być zrobione z dowolnych suszonych owoców: żurawiny, daktyli czy moreli. Sok pomarańczowy dodał nieco kwaskowatego posmaku, ale jeśli nie macie ochoty na pomarańcze, można zalać owoce sokiem jabłkowym i na przykład lekko dokwasić cytryną.



Na pewno będą też pyszne w wersji jeszcze bardziej świątecznej, czyli z nadzieniem takim jak w  tych kruchych babeczkach. A tak przy okazji, pamiętacie, że wspomniane babeczki można zrobić wcześniej i zamrozić?



Naturalnie na pewno zwiniecie ciaśniej i dokładniej niż ja i będą Wam wychodziły piękne spiralki, bo u mnie wiele ciastek miało raczej trójkątny kształt. Ale niestety prezentacja nigdy nie była moją mocną stroną. Za to smak polecam z pewnością.


Anka



Składniki:
(na dwie blachy)

ciasto:

  • 350 g mąki
  • 30-50 g cukru pudru
  • szczypta soli
  • 180 g zimnego masła
  • 1 jajko
  • ewentualnie: odrobina zimnej wody

nadzienie:

  • 200 g suszonych fig
  • 200 g rodzynek
  • sok z dwóch pomarańczy


Sposób przygotowania:

Najpierw przygotowuję ciasto. Mąkę przesiewam, mieszam z cukrem pudrem i solą. Dodaję pokrojone w kostkę masło. Rozcieram masło czubkami palców na malutkie kawałeczki. Dodaję jajko i ewentualnie łyżkę zimnej wody, krótko zagniatam ciasto. Formuję placek (lub kulę, jeśli wolicie, ale placek się lepiej rozwałkowuje), owijam folią spożywczą i wkładam do lodówki na co najmniej pół godziny.

Teraz nadzienie: figi i rodzynki wkładam do garnka, zalewam sokiem z pomarańczy i gotuję na wolnym ogniu przez około 20 minut często mieszając. Jeśli soku jest za mało, dolewam w trakcie soku jabłkowego lub nawet wody. Gdy owoce zmiękną i zostanie niewielka ilość płynu, zestawiam z ognia i miksuję. Studzę.

Rozwałkowuję ciasto na dwa prostokąty. Rozsmarowuję nadzienie zostawiając wolne brzegi i zwijam wzdłuż dłuższego brzegu (gdy przygotowuję pierwszą połowę ciasta, druga oczywiście czeka w lodówce). Teraz, jeśli mam czas, rolki znowu owijam folią i chłodzę w lodówce, ale jeśli nie chcę czekać, to po prostu kroję ostrym nożem na plastry i układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

W moim piekarniku pieczenie zajęło co najmniej 15 minut (bliżej 20) w temperaturze 190 stopni Celsjusza, ale jeśli Wasz sprzęt ma tendencje do przypiekania, to ustawcie 180 stopni.

Smacznego!

piątek, 16 listopada 2012

Jabłka pieczone z cynamonem, miodem, rodzynkami i rumem

Bardzo prosty i smakowity deser. Minimum wysiłku, maksimum przyjemności. Można go przygotować, gdy goście dzwonią do drzwi.

Chuda


Składniki (dla 4 osób):
  • 4 jabłka (wzięłam szarą renetę)
  • 4 łyżeczki rodzynek
  • łyżka miodu
  • 0,5 łyżeczki cynamonu
  • kieliszek rumu
Sposób przygotowania:

Rodzynki wsypuję do niedużego słoiczka, zalewam rumem, zakręcam słoik i zostawiam na dłuższy czas – im dłużej tym lepiej. Z doświadczenia wiem, że lepiej dosypać jeszcze jedną łyżeczkę rodzynek, bo trzeba wszak kontrolować stan nasączenia, co wymaga częstego próbowania.

Jabłka myję, odcinam górną część z ogonkiem. Łyżeczką wydrążam gniazda nasienne uważając, by nie zrobić dziury na wylot.

Do słoiczka z rodzynkami dodaję miód i cynamon, dokładnie mieszam i napełniam wydrążone jabłka. Nakładam czapeczki.

Wstawiam jabłka do piekarnika nagrzanego do 175 stopni C na 20 minut. W czasie pieczenia dobrze jest zaglądać, czy jabłka się nie rozpadają.

Można je oczywiście podawać z lodami, bitą śmietaną lub polane czekoladą. Mnie najbardziej smakuje wersja podstawowa.

środa, 9 listopada 2011

Surówka z selera z rodzynkami


Nie mogę się przekonać do selera naciowego. Jeszcze w daniach na gorąco jestem w stanie go znieść i nawet mi zbytnio nie przeszkadza, ale w surówkach unikam go jak ognia.
Co innego seler zwyczajny. Może i zapach nie każdemu odpowiada, ale kiedy się go pokroi na kawałki i upiecze (na przykład razem z ziemniakami i marchewką) jest po prostu pyszny.

Chociaż seler jako półprodukt do tej sałatki, czyli starty i doprawiony cytrynowym sokiem oraz solą, nie zachwyca smakiem.

Natomiast kiedy już dodam porządną garść słodkich rodzynek i zaleję wszystko hojnie śmietaną – wtedy sprawa wygląda zupełnie inaczej. W misce pojawia się bowiem bardzo przyjemna surówka.

Anka


Składniki:
  • 1 średni seler
  • duża garść rodzynek
  • sól, cukier, sok z cytryny
  • opakowanie kwaśnej śmietany 18% lub śmietany zmieszanej z majonezem
  • ewentualnie: orzechy włoskie

Sposób przygotowania:

Rodzynki zalewam wrzątkiem i odstawiam na kilka minut. Odcedzam.

Seler myję, dokładnie obieram i ścieram na średniej tarce. Posypuję solą i skrapiam sokiem z cytryny. Z chęcią podałabym Wam ilości, ale po pierwsze sama robię zawsze na oko, a po drugie i tak nie mam pojęcia ile waży Wasz seler.
Starty seler odstawiam na co najmniej kwadrans.

Dodaję cukier, odsączone rodzynki oraz śmietanę i dokładnie mieszam. Jeśli w domu brak alergików, posypuję prażonymi na patelni orzechami włoskimi. Orzechy można też domieszać do sałatki.

Na zdrowie!

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Sernik krakowski

A teraz klasyka według mistrza, czyli znowu polski wypiek z przepisu Pierre’a Herme.
Taki sernik doskonale nadaje się na wszelkie rodzinne spotkania, bo można, czy też raczej: należy, zrobić go dzień wcześniej, nie wysycha po jednym dniu, tak jak to z niektórymi wypiekami bywa, ale przede wszystkim dlatego, że obłędnie smakuje.
Jak dotąd, o czym już chyba wspominałam, wszystkie przepisy z książki „Desery” okazywały się prawdziwymi hitami. Ale ten sernik to po prostu mistrzostwo świata!

Niestety, w te święta go nie zrobię, bo nie wydaje mi się, żebym miała kawałek zbędnego miejsca w lodówce. I tak moim największym problemem będzie upchnięcie tego wszystkiego, co w lodówce znaleźć się powinno :)

Moja zmiana dotyczy wyłącznie kruchego spodu. Oczywiście możecie zrobić według ulubionego przepisu – nie ma najmniejszego problemu.
Resztę zrobiłam dokładnie według wskazówek Pierre’a Herme i tak też podaję ten przepis.
Sernik bez lukru, bo robiłam go dla nas, więc kwestia wyglądu nie była aż tak istotna, a ja nie przepadam za lukrem. Chociaż gdybym go podawała gościom, to na pewno zmieszałabym trochę cukru pudru z wodą lub sokiem z cytryny, wykończenie deseru jest często ważniejsze od jakichkolwiek innych przygotowań.

A rozwiązanie konkursu na FB już jutro :) 

Anka


Składniki:
(na prostokątną formę ok. 32x24cm)

spód:
  • 35 dag mąki pszennej
  • 50 g cukru pudru
  • 20 dag masła
  • 1 łyżka gęstej kwaśnej śmietany
  • 2 żółtka

masa serowa:
  • 1 kg zmielonego twarogu
  • 8 jajek, oddzielnie żółtka i białka
  • 100 g miękkiego masła
  • 250 g drobnego cukru
  • 3 łyżki cukru waniliowego (dodałam ekstrakt)
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 100 g rodzynek
  • 1 żółtko do smarowania ciasta

Sposób przygotowania:

Kruche ciasto robię jak zwykle. Przesiewam mąkę i cukier puder. Dodaję pokrojone w kostkę zimne masło i siekam nożem lub rozcieram czubkami palców na małe kawałeczki.
Dodaję żółtka oraz śmietanę i szybko zagniatam ciasto. Owijam w folię, wkładam do lodówki przynajmniej na godzinę.

Schłodzone ciasto wyjmuję i od razu odkładam mniej więcej jedną czwartą z powrotem do lodówki – przyda się do zrobienia ozdobnej kratki.
Resztę rozwałkowuję, wykładam na blachę, nakłuwam widelcem i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około 15 minut.

Teraz nadzienie. Do sporej miski wkładam masło, dosypuję 200 g cukru i cukier waniliowy,  ucieram na gładki krem.

Ucierając dodaję po jednym żółtku, potem porcjami dokładam twaróg i miksuję wszystko aż składniki się połączą – sernika nie należy miksować zbyt długo.

Białka przelewam do szklanej miski, ubijam na pianę. Pod koniec dodaję pozostały cukier.

Do twarogowej masy dodaję połowę piany, rodzynki i mąkę ziemniaczaną, delikatnie mieszam. Potem dokładam pozostałą pianę. Mieszam.

Na podpieczony spód wykładam masę twarogową.

Resztę kruchego ciasta wałkuję, tnę na wąskie paseczki i układam z nich kratkę na serze. Smaruję ciasto żółtkiem (albo i nie, jeśli zapomnę).

Wstawiam ciasto z powrotem do piekarnika (nadal 180 stopni) i piekę 50-60 minut.

Odstawiam do ostudzenia. Gdy sernik będzie już zupełnie zimny można polukrować.

sobota, 18 grudnia 2010

Czerwona kapusta z rodzynkami

Dzisiaj będzie historyjka niezwiązana z tematem.

Upływ czasu przejawia się u mnie na różne sposoby. Po pierwsze: nienawidzę zimy. I kiedy już godzinę jestem w trasie, która normalnie zajmuje mi 10 minut, a pani w radio mówi, że trzeba uzbroić się w cierpliwość, ale za to świat wygląda cudownie, to na usta cisną mi się wyłącznie nieparlamentarne wyrażenia.

Są jednak i dobre strony. Doszło już bowiem do tego, że lubię święta. Powiem więcej: co prawda przedświąteczne przygotowania są dla mnie źródłem stresu, ale nie stanowią szczególnego powodu do narzekań. Może tylko fakt, że czas nie jest z gumy, jest pewną przeszkodą.

Niemniej zdarzają się momenty, które tę moją pozytywną filozofię wystawiają na próbę. Na przykład rodzinne ubieranie choinki.

Dzieci w wieku przedszkolnym są jak tornado. Nic nie jest w stanie ich zatrzymać. A jeśli mają przed sobą tak atrakcyjny cel jak rozwlekanie po domu lampek, tłuczenie bombek i obrywanie aniołkom skrzydełek, to możecie sobie wyobrazić ich entuzjazm.

Cierpliwości i tak starcza mi na długo. Tama pęka dopiero, gdy nasze ukochane maleństwa zaczynają wydzierać sobie z rąk najładniejsze bombki, wskutek czego kolejna ląduje na podłodze, wskutek czego Jagoda łazi boso po ostrych okruchach, a Szymon próbuje je sobie wbijać w ręce, wskutek czego krzyczę na nich, bo się boję, że się pokaleczą, Szymon krzyczy, bo się przestraszył, a Jagoda krzyczy z przyzwyczajenia, wskutek czego dzieci zostają definitywnie odsunięte od bombek.

Niech wieszają pierniczki.

I wtedy wreszcie następuje chwila spokoju, bowiem obydwoje zaczynają objadać cukrową posypkę, która magicznie odpada z ciastek. Posypka odpada zupełnie sama i bez żadnej pomocy.
U nas cuda dzieją się już na tydzień przed świętami.

A przepis z kapustą w roli głównej, bo ostatnio tylko ciasta i ciasta. Osobiście wolę modrą kapustę, ale ta też jest niezła.


Składniki:
  • ½ główki czerwonej kapusty
  • 1 nieduża cebula
  • 1 jabłko
  • 50 g rodzynek
  • sól, pieprz, cukier, ocet
  • olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Czerwoną kapustę kroję na niewielkie kawałki, zalewam gorącą wodą i gotuję na małym ogniu aż zmięknie. Odcedzam.

Rodzynki zalewam na kilka minut gorącą wodą, odcedzam.

Cebulę drobno kroję, podsmażam na patelni, pod koniec dodaję pokrojone w małą kostkę jabłka.

Do kapusty dodaję cebulę, jabłka i rodzynki. Wszystko doprawiam solą, pieprzem, cukrem i octem.

Jeśli kapusta nie jest wystarczająco miękka, można jeszcze wszystko razem poddusić chwilę na patelni, zresztą zazwyczaj tak robię, żeby smaki dobrze się połączyły. Ale doprawiam na samym końcu.                                        

niedziela, 5 grudnia 2010

Czekoladowy keks Nigelli

Jest ciężki, wilgotny i lepki. Już prawie miałam pisać, że wcale nie przepadam za takimi wypiekami, że nawet do brownie muszę się jeszcze przekonać, i że keks polski według Pierre’a Herme jest o niebo lepszy (bo jest, chociaż te ciasta trudno porównywać), ale skusiłam się i ugryzłam kęs.
I jeszcze jeden.
I następny.
I ani się obejrzałam, a talerzyk był pusty.

To ciasto wciąga. Ma interesującą konsystencje, bo w dużej mierze składa się z bakalii: śliwek i rodzynek. Pachnące, chociaż zrezygnowałam z przyprawy do pierników (do keksu?!). Zastąpiłam też likier kawowy rumem. Głównie dlatego, że rum miałam w szafce, a likieru kawowego nie (jak to dobrze, że alkohole mają taki długi termin przydatności do spożycia).
Nie twierdzę też, że miałam dokładnie tyle bakalii co podano, a koryntek też brakowało, więc zastąpiłam je zwykłymi rodzynkami. Składniki podaję tak jak w oryginalnym przepisie, zmiany w nawiasach.

Anka



Składniki:
  • 350 g suszonych śliwek
  • 250 g rodzynek
  • 175 g koryntek (wzięłam zwykłe rodzynki)
  • 175 g masła
  • 225 g (175 ml) miodu
  • 125 ml likieru Tia Maria lub innego likieru kawowego (wzięłam rum)
  • 2 pomarańcze
  • 2 łyżki kakao w proszku
  • 1 łyżeczka mieszanki przypraw (zrezygnowałam)
  • 3 jajka
  • 150 g mąki
  • 75 g mielonych migdałów
  • ½ łyżeczki sody oczyszczonej
  • ½ łyżeczki proszku do pieczenia

Sposób przygotowania:

Najpierw sprawa formy. Nigella sugeruje tortownicę o średnicy 20 cm i wysokości 9 cm. Ta wysokość to absolutne minimum. Ciasta wychodzi sporo, więc jeśli nie macie wysokiej formy, to lepiej weźcie przynajmniej 22 cm. Chociaż mi się podoba taki wysoki keks.
Wykładam formę papierem do pieczenia, dokładnie, żeby nic nie wyciekło.

Teraz przyda się spory garnek z grubym dnem. Wkładam do niego miód, masło, rum, rodzynki i posiekane śliwki, kakao i, jeśli ktoś się zdecydował, przyprawy.

Pomarańcze dokładnie szoruję i sparzam. Ścieram skórkę i wyciskam sok, dodaję do garnka.

Wszystko podgrzewam na niewielkim ogniu, często mieszam. Gotuję 10 minut i odstawiam do ostudzenia.

W misce mieszam mąkę, migdały, proszek i sodę. Razem z roztrzepanymi jajkami dodaję do garnka i dokładnie mieszam łopatką.

Przelewam do formy i wkładam do piekarnika nagrzanego do 150 stopni. Piekę 1 godzinę i 45 minut do 2 godzin. Patyczek wbity w ciasto powinien być po wyjęciu oklejony ciastem.

Studzę na kratce.

Keks można nawet mrozić, a jeśli dobrze się go opakuje i przechowuje w chłodnym miejscu, to można go upiec ładnych kilka dni wcześniej (Nigella pisze nawet o 2 tygodniach).

sobota, 4 grudnia 2010

Zupa migdałowa

Nie wiem, czy podacie ją podczas wigilijnej kolacji. U mnie barszcz dystansuje konkurencję i nie ma mowy o innym dodatku do pierogów.
Ale jeśli nawet macie inne plany kulinarne na 24 grudnia, polecam tę zupę Waszej uwadze. Szczególnie jeśli w domu są nieletni.

Moja córka, wielbicielka migdałów i mleka, była zachwycona.

Nie raz zdarzało mi się słyszeć narzekania na traumatyczne przejścia z dzieciństwa dotyczące zupy mlecznej. W ogóle nie wiem o co chodzi, bo bardzo lubiłam wszystko z mlekiem. Niemniej nawet zajadli wrogowie takich dań powinni spróbować zupy migdałowej. Może zmienią zdanie.

Przepis Macieja Kuronia.


Składniki:
  • 750 ml mleka
  • kawałek kory cynamonu
  • 2-3 łyżeczki cukru
  • 100 g migdałów
  • 1-2 łyżki rodzynek

Sposób przygotowania:

Mleko gotuję razem z korą cynamonu i cukrem (można użyć mielonego cynamonu). Ostawiam.

Migdały zalewam gorącą wodą, odstawiam na kilka minut, obieram ze skórki i drobno mielę blenderem (praca pulsacyjna).
Albo kupuję blanszowane i pomijam przynajmniej jeden etap :)

Wrzucam migdały do mleka (wcześniej wyjmuję cynamon), dokładnie mieszam. Dodaję rodzynki, ponownie zagotowuję.

Podaję z ryżem.

środa, 11 sierpnia 2010

Sałatka z selera z orzechami

W czasie pobytu w rodzinnych stronach odwiedziłam rodziców mojej licealnej przyjaciółki.

- Słyszałam o twoim blogu – powiedziała pani M. – pamiętasz może przepis na jakąś dobrą sałatkę? Tylko taką bez trawy. Kiedyś na weselu podali taką, niby z kurczakiem była, ale kurczaka to ja tam nie znalazłam, za to trawy, tej rukoli, pełno.

Obiecałam, że wydrukuję kilka przepisów i wyślę jej. Myślę, że ten spełnia kryteria: sałatka jest smaczna, lekka i nie ma w niej ani jednego zielonego listeczka :)

Robiliśmy ją w niedzielę po obiedzie całą rodziną: Tata rozgniatał orzechy, ja wyciągałam kawałki ze skorupki, Szwagier wydłubywał nożem te, które nie chciały wyjść, a Piotruś wyjadał z miseczki.

Przepis pochodzi ze zbioru Siostry Anastazji i został poddany lekkiej modyfikacji (można wrzucić dwa słoiki selera i nie dodawać kukurydzy).


Składniki:
(na 8 osób)

  • 1 słoik selera w zalewie
  • 1 puszka kukurydzy
  • 1 puszka ananasów
  • 3 jabłka
  • 50 g rodzynek
  • 100 g orzechów włoskich
  • sok z 1 cytryny
  • 2 łyżki majonezu
  • 3 łyżki jogurtu naturalnego
  • sól i pieprz

Sposób przygotowania:

Seler, kukurydzę i ananasa odcedzam na durszlaku. Rodzynki zalewam na kilka minut wrzątkiem i odcedzam na sitku. Orzechy siekam na dość duże kawałki. Jabłka obieram i kroję w zgrabną kostkę, ananasa w drobne paski.

Do miski wrzucam wszystkie składniki, mieszam, wlewam sok z cytryny i majonez z jogurtem, doprawiam do smaku.

Przed podaniem wstawiam do lodówki, by się schłodziła.

sobota, 27 lutego 2010

Zawijańce cynamonowe

Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek to zrobię, a jednak zrobiłam. Co więcej, spodobało mi się i zamierzam robić to częściej: korzystać z gotowego ciasta francuskiego. Już od dłuższego czasu miałam ochotę na zawijańce cynamonowe, smaka narobiła mi Sistermoon, ale powstrzymywała mnie myśl o konieczności samodzielnej produkcji ciasta. Umiem, owszem, ale nie przepadam.

Aż tu pewnego razu, szukając w markecie kiełków, natrafiłam na półkę z chłodzonym ciastem francuskim. Brać?... Nie brać?... Ale jak to tak: gotowe? Czy to nie jest sprzeniewierzenie się idei domowych wypieków?... Po kilku pełnych napięcia minutach perturbacji moralnych wzięłam, ale ukradkiem, prawicą, żeby lewica nie zauważyła.


I ach!... Jaki to był dobry pomysł!... Przy minimalnym wysiłku i po dziesięciu minutach przygotowań miałam dziś ciepłe, pachnące ciastka do porannej kawy. Były tak pyszne, że do zdjęcia ocalały tylko dwa :)

Składniki:

opakowanie gotowego ciasta francuskiego (325 g)
80 g cukru
1 małe jajko
1 białko
3 łyżeczki cynamonu
dwie łyżki rodzynek
posypka orzechowa lub drobno posiekane orzechy

Sposób przygotowania:

Rodzynki zalewam wrzącą wodą, po kilku minutach odcedzam i odciskam z wody. Można też namoczyć je np. w rumie. Cukier mieszam z cynamonem, dodaję rozbite jajko, mieszam dokładnie. Masa musi być gęsta, zbyt rzadka wypłynie.

Ciasto wyjmuję z lodówki i rozwijam delikatnie. Smaruję masą cynamonowo-cukrową, posypuję rodzynkami i orzechami. Zwijam jak roladę, kroję na równe części (wyszło mi siedem). Po wierzchu smaruję rozbitym białkiem i posypuję posypką lub orzechami.

Układam na natłuszczonej blasze, wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni, piekę góra-dół 15-20 minut na złoty kolor.

niedziela, 3 stycznia 2010

Musli

Wzięłam do rąk paczkę musli znanego producenta i popatrzyłam na zdjęcie. Mój wzrok przyciągnęły ogromne orzechy oraz piękne winogrona sugerujące niezliczone ilości rodzynek w środku. Zadowolona otworzyłam opakowanie i wsypałam zawartość do miseczki.
Tego dnia na śniadanie jadłam przeraźliwie słodkie płatki, w których udało mi się upolować dwie mikroskopijne rodzynki.

Coś trzeba było z tym zrobić.

Zaręczam: kto raz upiekł sobie musli, ten będzie to robił do końca życia (albo do czasu, gdy znudzi mu się takie śniadanie).




Składniki:

musli tradycyjne

400 g płatków owsianych
100 g orzechów laskowych
50 g pestek słonecznika
50 g migdałów
2 duże łyżki miodu
2 łyżki oleju z pestek winogron
szczypta soli
1 łyżka brązowego cukru
100 g rodzynek lub suszonej żurawiny

Sposób przygotowania:

Biorę duże płaskie naczynie nadające się do piekarnika i mieszam w nim wszystkie składniki oprócz rodzynek. Piekę w 150 stopniach około 40-50 minut mieszając dwa-trzy razy w trakcie pieczenia.

Studzę, mieszam z rodzynkami, a potem przechowuję w szczelnie zamkniętym pudełku z dala od rąk męża, bo wyjada na sucho.

Jeśli już złapaliście bakcyla, to może zainteresuje Was musli z syropem klonowym?

Składniki:

300 g płatków owsianych
100 g orzechów włoskich
pół szklanki syropu klonowego
2 łyżki oleju
szczypta soli
1 łyżka brązowego cukru

Sposób wykonania:

Przepis dokładnie taki jak w przypadku musli tradycyjnego. Można dorzucić rodzynki, jeśli ktoś ma ochotę. W ogóle można dorzucić wszystko na co tylko ma się ochotę.

Jeśli ktoś woli słodsze musli niż ja, to można zwiększyć ilość miodu i/lub cukru. Osobiście wolę czuć inne rzeczy niż cukier.

Smacznego i powodzenia w ustalaniu składników swojego ulubionego musli!

wtorek, 29 grudnia 2009

Mus makowy

Zbliżała się Wigilia. Chochelka Grubsza nawet lubi eksperymenty w kuchni, ale zawsze 24 grudnia okazuje się, że na stole pojawiają się bardzo tradycyjne potrawy.
Co jednak zrobić z makiem?
Chochelka zasępiła się. Maszynki do mielenia nadal brak, a gotowe masy makowe jakoś nie przypadły jej do gustu.
W dodatku Dwie Chochelki wzięły udział w swojej pierwszej akcji kulinarnej, w której bohaterem jest właśnie mak.

Nagle Chochelkę olśniło: a gdyby tak użyć blendera?
Chochelka postanowiła spróbować i oto narodziła się nowa tradycja wigilijna: mus makowy z kruchymi ciasteczkami.

I w dodatku można dodać przepis do akcji Festiwal (s)maku!




Składniki:

100 g maku
400 ml słodkiej śmietanki
75 g cukru pudru
fix do śmietany (lub żelatyna rozpuszczona w odrobinie gorącej wody)
20 g skórki pomarańczowej
50 g rodzynek

Sposób przygotowania:

Mak zalewam wrzątkiem, gotuję około 20-30 minut. Odstawiam na co najmniej dwie godziny. Potem dokładnie odcedzam i rozcieram blenderem. Wy zapewne zmielicie go maszynką do mielenia.

Rodzynki zalewam gorącą wodą, dokładnie odcedzam i osuszam.

Ubijam śmietankę, pod koniec wsypuję cukier puder zmieszany z fixem do śmietany (ewentualnie zamiast fixu wlewam żelatynę). Dodaję mak, rodzynki i skórkę pomarańczową, wszystko dokładnie mieszam.

Podaję z kruchymi lub półkruchymi ciasteczkami.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Kluski z makiem

To tradycyjne danie wigilijne w moim domu rodzinnym jadło się głównie w Boże Narodzenie, bo przy uroczystej kolacji 24 grudnia podawano je na końcu i każdy wciskał w siebie tylko odrobinę. A w pierwszy dzień świąt, podgrzane i pachnące obłędnie bakaliami i miodem, wchodziło gładko i bezkolizyjnie.

W kluskach z makiem najważniejsze są kluski – forma w zasadzie dowolna, mogą być nawet świderki czy muszelki, ale mnie wizualnie najlepiej pasują krótkie kawałki szerokich wstążek. Równie ważny w tej potrawie jest mak – musi być słodki, nawet za słodki, bo po dodaniu makaronu zmaleje stężenie słodyczy.


Zaproponowany przeze mnie zestaw bakalii potraktujcie orientacyjnie. Możecie dodać migdały, daktyle, figi – cokolwiek Wam smak podpowie.


Tym przepisem Dwie Chochelki włączają się do akcji "Festiwal (s)maku".


Składniki:

100 g maku
4 łyżki płynnego miodu
3 łyżki masła
1/2 szklanki rodzynek
1/3 szklanki kandyzowanej skórki pomarańczowej pokrojonej w kostkę
1/3 szklanki orzechów
2 krople olejku migdałowego
5 gniazd makaronu tagliatelle

Sposób przygotowania:

Mak zalewam wrzącą wodą i trzymam na małym ogniu ok. 30 minut, aż będzie rozcierał się w palcach. Dobrze odcedzam, studzę, dwukrotnie mielę w maszynce.

Orzechy siekam grubo (każdą połówkę na cztery części). Rodzynki zalewam wrzątkiem na kilka minut, aż zmiękną. Wówczas odcedzam na sitku, wysypuję je na czystą ściereczkę, odciskam z nadmiaru wody i wrzucam do maku.

Masło roztapiam w garnuszku. Miód, jeśli nie jest idealnie płynny, podgrzewam razem z masłem i wlewam do maku.

Na końcu dodaję olejek migdałowy. Zalecam umiar i ostrożność, bo mi ręka drgnęła i chlusnęło się sporo więcej. Mąż później jadł i wzdychał, że dobre, tylko perfumami się mu odbija.

Tagliatelle łamię na kawałki i gotuję według przepisu na opakowaniu. Odcedzony makaron dokładnie mieszam z makiem. Podaję na ciepło.

czwartek, 10 grudnia 2009

Kruche babeczki z gwiazdką

Wiedziałam, że muszę je mieć. Odkąd tylko spojrzałam na zdjęcie w książce. Kruche ciasto, mieniące się odcieniami rubinu nadzienie, gwiazdka wieńcząca dzieło, a wszystko oprószone białym puchem cukru pudru.
Kilka sztuk spokojnie przebywa w zamrażalniku. Czekają na swoją wielką chwilę, gdy ozdobią wigilijny stół.
Reszta dawno zniknęła.
Pozostało jedynie wspomnienie i unoszący się w powietrzu zapach świąt.

Pomysł na babeczki pochodzi z książki „Nigella świątecznie”, podaję wersję zmodyfikowaną.


 


Składniki:
(na około 25 babeczek)

ciasto:
250 g mąki
100 g cukru pudru
100 g masła
szczypta soli
2 jajka

nadzienie:
(przy założeniu, że nie żałujemy babeczkom nadzienia; można trochę ograniczyć suszone owoce, ale ja się zawsze boję, że mi zabraknie)
50 ml wody
60 g brązowego cukru
1 jabłko (szara reneta) obrane i starte na tarce
150 g rodzynek
150 g suszonej żurawiny
½ łyżeczki mielonego cynamonu, imbiru i goździków
sok z jednej pomarańczy lub cytryny
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (niekoniecznie)
2 łyżki likieru pomarańczowego (niekoniecznie)
2 łyżeczki miodu

Sposób wykonania:

To ciasto kruche jest dość wymagające. Masło schłodziłam więc w zamrażarce. Posiekałam na drobne kawałeczki, roztarłam z przesianą mąką zmieszaną z solą i cukrem pudrem. Dodałam jajka i szybko zagniotłam ciasto. Ciasto natychmiast zaczęło przylepiać mi się do rąk, więc czym prędzej uformowałam płaski placek (jeszcze lepiej zróbcie 2 placki), zawinęłam w folię i włożyłam do lodówki. Godzina może tu nie wystarczyć na schłodzenie, jeśli macie mało czasu, proponuję zamrażalnik.

Nadzienie do tych babeczek to niezwykle przyjemna rzecz do wykonania, bo wymaga tak naprawdę jedynie wrzucenia wszystkich składników do garnka i gotowania pod przykryciem na małym ogniu mieszając od czasu do czasu. Trzymam się tu jednak jakiejś kolejności, czyli najpierw wlewam wodę, wsypuję cukier i podgrzewam, potem dorzucam suszone owoce i jabłko oraz przyprawy, sok z pomarańczy, ekstrakt i likier.

Po pewnym czasie (i tu wszyscy chcą mnie powiesić na przydrożnym drzewie, powiedzmy, że minęło nie mniej niż 20 minut, ale nie więcej niż pół godziny, nie wiem, bo bawiłam się z dziećmi w piratów), gdy owoce już nasiąkną, cała masa będzie przyjemnie sprężysta, a dom napełni się pięknym aromatem, próbuję i w miarę potrzeby dodaję miód.

Tym razem zaproponowałam słodzone ciasto kruche, więc nie przesadzałabym z tym miodem. Można jednak sięgnąć do naszych przepisów na tarty i zrobić zwykłe kruche ciasto (które zresztą jest prostsze w obsłudze) dodając na przykład sok pomarańczowy lub mleko zamiast wody i wtedy rzeczywiście istnieją przesłanki, by nadzienie dosładzać miodem.

Studzę masę.

Przygotowuję foremki. Odkrywam, że gwiazdka, którą posiadam jest zdecydowanie za duża i cała koncepcja pada.

Dzwonię do Ulubionej Sąsiadki (nasze sąsiedztwo dotyczy osiedla, a nie bloku) i biegnę nie zważając na deszcz i zawieruchę, by pożyczyć foremkę odpowiednich rozmiarów.

Wykrawam krążki foremkami do ciastek. Część wkładam do blachy na muffinki, część do foremek na babeczeki. Napełniam nadzieniem, na wierzch kładę wycięte foremką gwiazdki.

Piekę najwyżej 15 minut w temperaturze 200-220 stopni (piekłam w 200 przy dolnej grzałce z termoobiegiem, ale to wyjątek, bo zazwyczaj piekę kruche w 200 stopniach góra-dół).

Gdy tylko blachy przestaną tak strasznie parzyć, wyjmuję babeczki. Posypuję cukrem pudrem, chociaż to raczej po wystygnięciu.

Najpiękniejsze w tych babeczkach jest to, że można je zamrozić. Wystarczy delikatnie włożyć do szczelnego i sztywnego pojemnika, a warstwy poprzedzielać pergaminem.
Rozmrażanie wygląda tak: po nocy spędzonej w lodówce należy je przez kilka minut odgrzewać w piekarniku i obsypać pudrem dopiero przed podaniem.

niedziela, 22 listopada 2009

Sałatka z kuskusu z rodzynkami i pestkami granatu

Jestem świąteczną tradycjonalistką i na deser 25 grudnia wybiorę raczej sernik lub makowiec niż pudding, ale właściwie dlaczego nie zaskoczyć rodziny i gości podając sałatkę, która smakowo nie ma nic wspólnego z polską kuchnią? Zwłaszcza, że czerwień to kolor Bożego Narodzenia, a mieniące się rubinowo pestki granatu z pewnością będą ozdobą każdego stołu.

Inspiracja do zrobienia tej sałatki pochodzi z książki "Nigella świątecznie".

 


Składniki:
(3 porcje)

200 g kuskusu
50 g rodzynek
100 g ugotowanej piersi z kurczaka
1 owoc granatu
pół pęczka natki pietruszki
cynamon, kmin rzymski, papryka
sól
3 łyżki oliwy
1 łyżka soku z cytryny

Sposób przygotowania:

Kuskus posypuję niewielką ilością soli, zalewam wrzątkiem jakieś pół centymetra wyżej niż warstwa kaszy, dokładnie przykrywam (na przykład folią aluminiową) i zostawiam na około piętnaście minut. Rodzynki również zalewam wodą i po kilku minutach odcedzam.

W czasie gdy kuskus dochodzi kroję pierś z kurczaka w kostkę, a owoc granatu wypestkowuję zachowując sok. Natkę drobno siekam. (Przyznam się, że pewnie bardziej pasowałaby tu świeża kolendra, ale ponieważ prawie nigdy nie mam jej w domu, w przeciwieństwie do natki, którą mam prawie zawsze, to nie będę udawała, że dodaję coś czego nie mam.)

Rozbijam ziarna kuskusu widelcem, dodaję mięso, rodzynki, natkę i połowę pestek granatu. Doprawiam solą i resztą przypraw. Cynamonu wsypuję dosłownie odrobinę, tyle co na końcu łyżeczki, kminu i papryki około ¼ łyżeczki. Wszystko lekko mieszam.

Sok z granatu mieszam z sokiem z cytryny, oliwą i solą, polewam sałatkę i znowu delikatnie mieszam. Posypuję pozostałymi pestkami granatu.

czwartek, 12 listopada 2009

Pyszne ciasteczka z musli

Oto ciastka, które zawierają same pyszne i zdrowe składniki: musli, otręby, czekoladę, rodzynki, nasiona słonecznika, jabłko... Świetne usprawiedliwienie dla nieposkromionego apetytu :)


Składniki:

2,5 szklanki musli z owocami
1,5 szklanki kleiku ryżowego (suchego)
1 szklanka wiórek kokosowych
0,5 tabliczki gorzkiej czekolady
0,5 szklanki otrąb pszennych lub zarodków pszennych
0,5 szklanki rodzynek
0,5 szklanki nasion słonecznika
0,5 szklanki cukru
1 jabłko
125 g masła
3 łyżeczki miodu
3 łyżki mleka
0,5 łyżeczki sody albo proszku do pieczenia
2 jajka

Sposób przygotowania:

Czekoladę i jabłko kroję w kostkę. Suche składniki mieszam w misce.

Masło topię z miodem i mlekiem, wlewam do miski lekko przestudzone, mieszam łopatką.

Dodaję jajka i lekko zagniatając mieszam ręką. Toczę w rękach kulki wielkości orzecha włoskiego, lekko rozpłaszczam je i układam na natłuszczonej blasze.

Piekę 15-20 minut w temperaturze 160 stopni do ładnego zrumienienia.
Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */