Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolendra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolendra. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 sierpnia 2011

Sałatka makaronowa z pomidorami, awokado i kolendrą


Kiedy jest bardzo gorąco i nie chce się stać nad kuchnią, człowiek od razu robi się bardziej kreatywny. Nie żeby zbyt wysoka temperatura była problemem dnia dzisiejszego, wręcz przeciwnie, ale tego lata zdarzyło się kilka ciepłych dni i właśnie wtedy zrobiłam sobie poniższą sałatkę.

Takie zestawienie po prostu musiało dobrze smakować.

O miłości do kolendry pisałam już niejednokrotnie, dodanie soku z limonki tylko poprawia smak, a że miałam ochotę na nutę azjatycką, więc wlałam jeszcze sos sojowy.

I miałam bardzo smaczny i nieskomplikowany obiad na zimno.

Anka


Składniki:
(na jedną osobę)
  • 3-4 garści ugotowanego makaronu (np. świderki)
  • 2-3 pomidory
  • 1 awokado
  • ½ ostrej papryczki (miałam jalapeno w zalewie)
  • pęczek świeżych liści kolendry
sos:
  • 1 łyżka soku z limonki
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 2-3 łyżki oliwy
  • 1 ząbek czosnku
  • sól, pieprz

Sposób przygotowania:

Na początek uwagi techniczne:

Sałatka byłaby jeszcze lepsza z makaronem sojowym lub ryżowym, ale tego akurat nie miałam.

Sosu wyszło trochę za dużo jak na tę ilość składników, jeśli chcecie wykorzystać później czosnkowo-limonkową oliwę, to po prostu nie dodawajcie sosu sojowego mieszając dressing, tylko polejcie nim na końcu całą sałatkę.

Przygotowuję sos: w moździerzu rozcieram ząbek czosnku z solą i pieprzem, dodaję sok z limonki i sos sojowy, a na końcu oliwę i dokładnie mieszam. Czosnek można też na przykład zetrzeć na tarce.

Pomidory obieram ze skórki (przelewam wrzątkiem lub po prostu obieram ostrym nożem), wykrawam fragment zdrewniałej łodygi, wybieram pestki i kroję w kostkę.

Awokado przekrawam na pół, wyjmuję pestkę, a potem łyżką wyjmuję owoc ze skórki i kroję w kostkę.

Ostrą papryczkę bardzo drobno siekam, można dać więcej jeśli ktoś lubi. Kolendrę kroję niezbyt dokładnie.

Mieszam w misce wszystkie składniki, polewam sosem, skrapiam jeszcze dodatkowo sokiem z limonki (niekoniecznie) i wszystko mieszam. Na końcu posypuję posiekanymi liśćmi kolendry.

piątek, 17 czerwca 2011

Smażone krewetki II


Po pierwszym eksperymencie z krewetkami, natychmiast nabrałam ochoty na następny.

W dodatku wyznam Wam radośnie w tajemnicy, że w domu jestem jedyną osobą, która ma ochotę na smażone skorupiaki. Zupełnie nie rozumiem reszty domowników, zwłaszcza że krewetki to fantastyczna okazja do jedzenia palcami. Nagle człowiek dochodzi do wniosku, że, dajmy na to, tacy mieszkańcy Sri Lanki, są od nas o wiele mądrzejsi jedząc wszystko bez użycia sztućców.

Wracając jednak do potrawy: za nic nie mogę się zdecydować, którą wersję wolę, czy tę prostszą: tylko chili, czosnek, pietruszka, czy też może poniższą, gdzie dochodzi imbir (ależ pięknie pachnie świeżo starty imbir!) i sos sojowy, a pietruszkę zamieniam na kolendrę.

Krewetki można wcześniej zamarynować w sosie sojowym, imbirze i czosnku, ale kto by o tym pamiętał...

Robię się straszliwie głodna notując ten przepis.

Anka

Składniki:
  • 250 g krewetek
  • ½-1 papryczka chili
  • 2 ząbki czosnku
  • kawałek imbiru (mniej więcej tyle, co czosnku)
  • 1-2 łyżki sosu sojowego
  • ewentualnie: sól, pieprz
  • oliwa
  • sok z połowy limonki
  • pęczek świeżej kolendry

Sposób przygotowania:

Krewetki rozmrażam, dokładnie płuczę pod zimną wodą i osuszam.

Czosnek, papryczkę i imbir bardzo drobno siekam (imbir zazwyczaj ścieram na tarce).

Na dużej patelni rozgrzewam oliwę, wrzucam papryczkę, potem czosnek i imbir, smażę około minuty. Potem dodaję krewetki, posypuję solą i pieprzem (soli bardzo mało) i po jakiejś minucie wlewam sos sojowy. Smażę jeszcze najwyżej dwie minuty na dużym ogniu często mieszając.

Skrapiam sokiem z limonki, posypuję świeżo posiekaną kolendrą i natychmiast zjadam.


wtorek, 26 kwietnia 2011

Pikantna zupa krem z marchewki

Marchewkową zupę można zrobić na wiele sposobów. Od razu przychodzi mi na myśl wersja z pomarańczą – na pewno byłaby pyszna. Tym razem jednak miałam ochotę na coś naprawdę ostrego, co jednocześnie oznacza, że taką potrawę zazwyczaj jem sama. Dlatego zrobiłam niewiele, zaledwie z dwóch szklanek bulionu.

Wzięłam wszystko co najlepsze: imbir, czosnek i chili, a do tego słodką marchewkę – zestaw idealny. I kiedy już w garnku zaczęło bulgotać, a kuchnia napełniła się pięknym aromatem, zamyśliłam się głęboko.

Przypomniałam sobie wielkość papryczki chili oraz moją niefrasobliwość w oczyszczaniu jej z pestek i błon. A raczej lenistwo, bo w ogóle nie zawracałam sobie tym głowy.

Zatrzymałam się niezdecydowana.

Łyżka zawisła tuż nad garnkiem.

Spróbować, czy lepiej nie?

Wreszcie skapitulowałam i sięgnęłam do lodówki po mleko. Nie jest to niezbędny dodatek, ale sprawdza się doskonale łagodząc pikantne składniki.

A gdybym miała w domu mleczko kokosowe! Ha! Myślę, że byłoby jeszcze ciekawiej.

Oczywiście można też na koniec dodać po prostu śmietankę, zależy jak lubicie.

Tak czy inaczej – zupa wyszła przepyszna.

Anka

Składniki:
  • 2-3 marchewki (raczej z tych większych)
  • 1 mała cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • kawałek imbiru (wielkości kciuka)
  • 1 czerwona papryczka chili
  • 1 łyżeczka kolendry
  • 1 łyżeczka kuminu
  • sól, pieprz
  • ½ litra bulionu
  • ½ szklanki mleka
  • oliwa do smażenia
  • świeża kolendra (do podania)

Sposób przygotowania:

Cebulę drobno kroję, czosnek i papryczkę (oczyszczoną z pestek lub nie, w zależności od upodobań) drobno siekam, imbir ścieram na tarce. Marchewkę obieram i kroję na plasterki.

Na oliwie podsmażam cebulę aż zmięknie, odrobinę doprawiam solą i pieprzem oraz dodaję kumin i kolendrę. Dodaję czosnek, chili i imbir, smażę jeszcze jakieś dwie minuty.

Dodaję marchewkę, zalewam bulionem i mlekiem, gotuję aż marchewka będzie miękka – wydaje mi się, że zajęło to około 20 minut lub więcej.

Miksuję zupę. 

Podaję na przykład z grzankami posypaną świeżą kolendrą - kolendra jest tu po prostu niezastąpiona!

czwartek, 17 marca 2011

Kurczak z mango


To cud, że udało mi się w ogóle zrobić tę potrawę tak, jak zamierzałam, bo córka stała obok i metodycznie wyżerała mango. Dzisiaj odkryła wielką miłość do tego owocu.

Nie, żebym się jej dziwiła, bo uwielbiam mango, ale obiad też ma swoje prawa.

Wyszło przepysznie. Bardzo lubię łączyć mięso z owocami, najlepiej jeszcze, jeśli doda się do tego ostrą nutę – sprawę załatwiła niewielka ilość sosu chili. Niewielka, bo dzieci też miały jeść (z naciskiem na "miały"), gdy robię dla siebie, jestem znacznie hojniejsza z ostrymi dodatkami.

Od razu się przyznaję, że tak naprawdę nie mam pojęcia ile było sosu sojowego czy soku z cytryny, bo przecież nie będę się bawiła w odmierzanie łyżkami. Wlewam, próbuję i jeśli trzeba, to doprawiam. Ale naprawdę starałam się oszacować ilości!

I właśnie postanowiłam, że w tym roku zamierzam hodować kolendrę na każdym parapecie. Jutro jadę po nasiona. Bo bazylia już zaczyna wschodzić.

Ciekawe, czy w tym roku też zaliczę spektakularną klęskę, jeśli chodzi o domową uprawę ziół? Trzymajcie kciuki :)

Anka


Składniki:
  • 1 pierś z kurczaka
  • 2 czerwone cebule
  • 2-3 ząbki czosnku
  • kawałek imbiru wielkości kciuka
  • 2 mango
  • sól, pieprz
  • 1 łyżeczka czerwonej pasty chili (lub papryczka chili, drobno posiekana)
  • 1 łyżeczka miodu
  • 3-4 łyżki sosu sojowego
  • 1-2 łyżki soku z cytryny
  • pęczek świeżej kolendry
  • olej do smażenia (użyłam arachidowego)

Sposób przygotowania:

Mięso myję, osuszam, kroję na małe kawałki (najładniej wyglądają paseczki, ale nie zawsze mi wychodzą).

Cebulę kroję w półplasterki, mango obieram, kroję na zapałkę (dość grubą).

Na dużej patelni rozgrzewam olej. Wrzucam kurczaka, obsmażam krótko z obydwu stron, posypuję solą i pieprzem. Dodaję cebulę, smażę aż cebula zmięknie. Ścieram wprost na patelnię imbir i czosnek – oczywiście można je drobniutko posiekać.

Smażę wszystko jeszcze minutę lub dwie często mieszając. Dodaję sos sojowy, pastę chili, miód i sok z cytryny. Potem wrzucam na kilka minut pokrojone mango – nie na długo, mango nie może się rozpadać.

Posypuję obficie kolendrą i podaję z ryżem.

niedziela, 13 marca 2011

Salatka z granatów i oliwek z kolendrą


Ostatnio wstawiam głównie przepisy na klasyczne dania: pierogi, pizza, ciasta. Wszystko pyszne, ale przecież lubię eksperymenty w kuchni i bawią mnie wszelkie nowości, o których na co dzień nawet bym nie pomyślała.

Ta sałatka skusiła mnie głównie z powodu świeżej kolendry: coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wśród zielonych dodatków lubię ją najbardziej. I muszę przyznać, że bardzo mi smakowała.

Poza tym nie mogłam się oprzeć tytułowi książki pani Hanny Szymanderskiej: „Jak błysnąć talentem kulinarnym” ;)

Zgodnie z przepisem dodałam do sosu trochę pieprzu cayenne. Szczerze mówiąc wolałabym dodać pokrojoną świeżą chili do sałatki, ale akurat nie miałam.

Anka

Składniki:

2 owoce granatu
125 g zielonych oliwek, drylowanych
kilka cebulek dymek (u mnie malutkie ale za to wraz z grubszymi częściami szczypiorku)
3-4 łyżki świeżej kolendry, grubo posiekanej
50 g orzechów włoskich, grubo posiekanych

sos:

1 łyżka soku z cytryny
1 płaska łyżeczka miodu
3 łyżki oliwy
sól, pieprz cayenne

Sposób przygotowania:

Składniki sosu dokładnie mieszam, odstawiam do schłodzenia (jeśli zdążę).

Granat przekrawam na pół, wyjmuję pestki. Oliwki odcedzam, kroję w plasterki, dymkę drobno siekam.

Wszystkie składniki sałatki mieszam, polewam sosem. Posypuję posiekaną kolendrą i orzechami, znowu delikatnie mieszam.

wtorek, 22 lutego 2011

Zupa pomidorowa z ciecierzycą i kuskusem


Właśnie zorientowałam się ze zgrozą, że ostatni przepis na zupę był wstawiony całe wieki temu! A przecież bardzo często pojawiają się na moim stole. Króluje rzecz jasna pomidorowa. Czy też raczej różne wariacje zupy warzywnej z dodatkiem pomidorów.

O tej porze roku używam tylko pomidorów z puszki, za to nabieram ochoty na zagęszczające wkładki i pachnące przyprawy. Nic więc dziwnego, że w ten mroźny dzień  (rano było minus dwadzieścia – a nad morzem teoretycznie jest cieplej!) powędrowałam w stronę kuchni arabskiej – dodałam ciecierzycę oraz kuskus i wszystko hojnie przyprawiłam kuminem oraz kolendrą. Wisienką na torcie była tym razem świeża kolendra, w ostateczności można wziąć natkę pietruszki, ale ja uwielbiam kontrast odświeżającego chłodu kolendry i ciepłej, lekko ostrej zupy.

Zrobiłam więc przepyszny obiad dla chorego syna, a ten oświadczył „nie lubię tego” patrząc z niechęcią na ciecierzycę. Córce nawet nie śmiem podawać niczego, co zawiera zielsko – nie przejdzie.

Profani!

Uwielbiam tę zupę.

Anka


Składniki:
  • ok. 150 g ciecierzycy (ważyłam suszone ziarna)
  • 1 spora cebula
  • 3-4 ząbki czosnku
  • 1 puszka pomidorów bez skóry
  • ¾ litra bulionu
  • sól, pieprz, chili w płatkach
  • po 1 łyżeczce kuminu i kolendry (dałam płaskie)
  • ¼ łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżeczka cukru
  • oliwa do smażenia
  • ½-1 szklanki kuskusu

Sposób przygotowania:

Jeśli ciecierzyca jest z puszki, to wystarczy ją odcedzić, ale ja zaopatrzyłam się w suszoną, więc namoczyłam poprzedniego wieczora. Potem dokładnie wypłukałam w zimnej wodzie i gotowałam przez około godzinę (bez soli i podobno nie należy dolewać zimnej wody w trakcie gotowania – nie wiem, nie sprawdzałam). Miękką ciecierzycę odcedzam.

Kuskus wrzucam do miski, dodaję szczyptę soli, zalewam wrzącą wodą i szczelnie przykrywam. Będzie gotowy mniej więcej po kwadransie.

Cebulę kroję w kostkę, czosnek drobniutko siekam.

Przez kilka minut podsmażam cebulę na oliwie aż zmięknie. Doprawiam solą, pieprzem, chili, kuminem, kolendrą i cynamonem. Dodaję czosnek, smażę jeszcze 1-2 minuty uważając by nie przypalić czosnku. Dodaję pomidory, cukier i wlewam bulion, gotuję wszystko około 20 minut. Miksuję. Próbuję i ewentualnie doprawiam.

Wrzucam ugotowaną ciecierzycę, zagotowuję.

Podaję z kuskusem, posypaną posiekanymi liśćmi kolendry. Można doprawić śmietanką, mleczko kokosowe też by dobrze pasowało.

piątek, 11 lutego 2011

Sajgonki z awokado i suszonymi pomidorami


Mam przyjemność przetrzymywać nie swoją książkę „More Fast Food My Way”  Jacques’a Pepina, więc nie waham się tego wykorzystywać.

Po niedawnych sajgonkach zostało mi kilka płatów papieru ryżowego, wczoraj kupiłam awokado i kolendrę, więc dzisiaj zrobiłam sobie na śniadanie przepyszne sajgonki. Chociaż nie wiem czy nadal można je nazywać sajgonkami z takim nadzieniem i zupełnie bez smażenia ani gotowania na parze.

Oczywiście, jeśli pominie się papier ryżowy, to i tak można wszystko zmieszać i powstanie smaczna sałatka, do której przyda się jeszcze wędzony łosoś i/lub szczypiorek.

Przepis trochę zmieniłam. Dodałam oliwki, odjęłam szalotki i nie miałam Tabasco. Nie żebym uważała, że coś w nim trzeba poprawiać. Myślę, że po prostu kuchnia jest miejscem, w którym nie muszę się niewolniczo trzymać receptur, tylko dostosowywać do własnych upodobań i, co u mnie nagminne, zawartości lodówki.

Anka


Składniki:
  • 16 płatów papieru ryżowego
  • 2 awokado
  • 16 połówek suszonych pomidorów w oliwie
  • 16 czarnych oliwek
  • pęczek świeżej kolendry
  • sól, pieprz,
  • Tabasco (nie miałam)
  • sok z cytryny (niekoniecznie)

Sposób przygotowania:

Awokado myje, przekrawam na pół wyjmując pestkę. Łyżką wyjmuję połówki awokado ze skórki. Kroję teoretycznie na szesnaście kawałków, w praktyce wychodzi mi więcej, więc układam potem po dwa. Skrapiam sokiem z cytryny (nie jest to konieczne).

Suszone pomidory osączam. Kroję na paski. Oliwki osączam, kroję na talarki.

Kolendrę grubo siekam.

Płaty papieru ryżowego namaczam w ciepłej wodzie aż zmiękną. Pojedynczo, żeby się nie sklejały.

Na każdym płacie układam kawałki awokado, na to suszone pomidory i oliwki, posypuję pieprzem i ewentualnie odrobiną soli, dodaję kolendrę i zwijam sajgonki. Sposób zwijania pokazany jest tutaj.

Pyszne i gotowe. Uwielbiam takie rzeczy! :)

wtorek, 26 października 2010

Tagine z dyni

Czy Wy też tak macie (tu zwracam się do osób z dziećmi na stanie), że gdy już wreszcie najmłodsi członkowie rodziny zasną, a Wy właśnie macie realizować te mnóstwo ambitnych planów jakie poczyniliście na wieczór, to okazuje się, że oczy same się zamykają, nie bardzo pamiętacie jak macie na imię, a o napisaniu dwóch sensownych zdań w ogóle możecie zapomnieć. Więc tylko wleczecie się niemrawo pod prysznic, robicie to co absolutnie niezbędne, a potem z trudem przedzieracie się przez kilka stron książki i zasypiacie martwym bykiem.

Nie wiem czemu pisałam to w drugiej osobie liczby mnogiej, skoro jest to mój własny scenariusz wieczoru :)

Dzisiaj jednak podtrzymuję powieki zapałkami i z prawdziwą przyjemnością przedstawiam kolejny przepis na dynię. Robiłam już coś podobnego, ale była to wersją mięsna. Tym razem przygotowałam przepyszne zestawienie dyni i pomidorów przyprawione na sposób arabski z dodatkiem żurawiny i miodu. A te dodatki! Kolendrę uwielbiam już od dawna, a tu pasuje doskonale, ale posypanie wszystkiego prażonymi płatkami migdałów to prawdziwa rewelacja!

Bulion nie jest tu konieczny, można dać więcej pomidorów, ale ponieważ chciałam zalać kuskus nie wodą, a bulionem, to miałam go sporo na stanie. I proszę Was: nie używajcie do tej potrawy rosołków z kostki. Jeśli nie zaplanowaliście tego wcześniej tak jak ja i nie gotowaliście specjalnie rosołku (wywaru warzywnego – dla osób, które nie jedzą mięsa), to po prostu użyjcie do kuskusu wody. Tylko pamiętajcie wtedy o soli.

W oryginalnym przepisie była też w składzie harissa, ale nie miałam. Zaostrzyłam smak suszonymi płatkami chili.

Bardzo, bardzo polecam.

Przepis bierze udział w akcji "Festiwal dyni". 

Anka


Składniki:
  • ½ kg dyni
  • ½ kg pomidorów
  • 2 czerwone cebule
  • 50 g suszonej żurawiny
  • kawałeczek imbiru
  • 1 łyżka miodu
  • po 1 łyżeczce kuminu, kolendry i cynamonu
  • suszone płatki chili
  • 1 puszka ciecierzycy
  • 1 szklanka bulionu (niekoniecznie)
  • oliwa do smażenia
do podania:
  • kuskus
  • świeże liście kolendry
  • prażone płatki migdałów

Sposób przygotowania:

Cebulę obieram i kroję w półplasterki. Dynię obieram i pozbawiam miąższu, kroję na kawałki. Pomidory obieram ze skórki, pozbawiam pestek i kroję w kostkę (lub używam pomidorów z puszki – dużo wygodniejsze).

Na dużej patelni podsmażam na oliwie cebulę aż zmięknie. Dodaję starty na tarce imbir, dynię i przyprawy. Chwilę smażę, potem dodaję pomidory, miód i żurawinę. Dolewam bulion i gotuję na małym ogniu pod przykryciem około 20 minut aż zmięknie dynia. W połowie gotowania dodaję osączoną z zalewy soczewicę.

Na suchej patelni prażę płatki migdałów. Kolendrę siekam na dość duże kawałki.

Zagotowuję bulion i zalewam nim kuskus (bulion ma być na wysokości około pół centymetra nad powierzchnią kuskusu). Przykrywam i odstawiam mniej więcej na kwadrans. Do kuskusu można dodać odrobinę startej skórki z cytryny.

Dynię posypuję prażonymi migdałami i kolendrą. Podaję z kuskusem.

wtorek, 12 października 2010

Nadziewane papryki

Jesienią nie może zabraknąć nadziewanych warzyw. Nadają się cukinie, kabaczki, pomidory i, oczywiście, papryki. Jeśli chodzi o to, co włożyć do środka, to możliwości są jak zwykle nieograniczone. Tym razem zdecydowałam się na bardzo prostą, mięsną wersją, która należy do moich ulubionych. Przyrządzone w ten sposób nadzienie wcale nie musi powędrować do papryk, zazwyczaj kończy jako obiad w towarzystwie ryżu i wszyscy w domu są zadowoleni :)


Składniki:
  • 3 czerwone lub żółte papryki
  • 1 szklanka ugotowanego ryżu
  • 40 dag mięsa mielonego (wieprzowina, wołowina lub mieszane)
  • 2 średnie cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 puszka pomidorów bez skóry (lub oczywiście świeże pomidory)
  • 1 pęczek natki pietruszki
  • ½ łyżeczki chili w płatkach
  • mielony kumin, kolendra i cynamon
  • sól, pieprz
  • oliwa lub olej do smażenia
  • 6 łyżek startego parmezanu lub innego sera

Sposób przygotowania:

Cebulę obieram i drobno kroję.
Czosnek miażdżę płaską stroną noża, obieram i drobniutko siekam.

W garnku z grubym dnem rozgrzewam olej lub oliwę i podsmażam na nim cebulę aż zmięknie. Doprawiam solą, pieprzem, chili, kuminem, kolendrą i cynamonem. Jeśli chodzi o przyprawy, to raczej uważam z ilością, zawsze można jeszcze potem dodać. Głównie dotyczy to cynamonu.
Dodaję czosnek, smażę jeszcze około minuty, a potem wrzucam mięso. Przesmażam aż zbieleje.

Dodaję pomidory, wszystko dokładnie mieszam i gotuję przez około pół godziny bez przykrycia, żeby odparować płyn. Na koniec wrzucam drobno posiekaną natkę pietruszki i doprawiam jeśli trzeba.
Mieszam z ryżem.

Papryki myję, przekrawam na pół i oczyszczam z pestek. Można przekroić wzdłuż albo w poprzek, to zależy czy są na tyle proste, żeby stać. Moje nie były :)
Papryki można od wewnątrz posypać odrobiną soli, ja staram się przynajmniej czasem ograniczać jej spożycie.

Układam połówki papryk w żaroodpornym naczyniu, nakładam farsz, skrapiam oliwą i podlewam kilkoma łyżkami bulionu lub wody. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 30-40 minut. Jakieś dziesięć minut przed końcem pieczenia posypuję każdą paprykę startym parmezanem lub innym serem. Cheddar byłby pewnie nawet lepszy, ale akurat nie miałam.

Smacznego!

poniedziałek, 4 października 2010

Pierś kurczaka z dynią i pomidorami

Koncepcja takiego dania powstała w mojej głowie jeszcze na długo przed rozpoczęciem sezonu dyniowego. Co prawda oryginalnie miała to być potrawa rybna, ale niestety zaopatrzenie znowu mi nawaliło (miało być z dorszem albo wcale!) i jest wersja mięsna.

I powiem Wam, że to jak na razie mój ulubiony sposób na dynię. W zestawieniu z pomidorami, przyprawami, mleczkiem kokosowym i koniecznie z dodatkiem świeżej kolendry jest absolutnie przepyszna. Przedstawiam moje danie miesiąca :)

Mleczko kokosowe można zastąpić śmietanką, ale warto poszukać go specjalnie do tego dania.

Bardzo polecam.

Anka


Składniki:

1 pierś z kurczaka
1 cebula
2 ząbki czosnku
kawałeczek imbiru
400 g dyni, obranej, wypestkowanej i pokrojonej na kawałki
2 pomidory malinowe
po płaskiej łyżeczce mielonej kolendry i kuminu
ok. 8 ziarenek ziela angielskiego
¼ łyżeczki cynamonu
pieprz, sól
½ szklanki mleczka kokosowego
oliwa lub olej do smażenia
świeże liście kolendry

Sposób przygotowania:

Kurczaka myję, usuwam kość i błony, kroję na kawałki. Obsypuję solą i pieprzem.

Cebulę obieram i kroję w piórka. Czosnek lekko miażdżę płaską stroną noża, drobno siekam. Imbir ścieram na drobnej tarce.

Pomidory sparzam, obieram ze skórki i wypestkowuję, kroję na kawałki.

Ziele angielskie rozcieram w moździerzu, dodaję kumin, kolendrę i cynamon, mieszam. Naturalnie jeśli ktoś woli użyć więcej lub mniej którejkolwiek przyprawy, to nie widzę przeszkód.

Na dużej patelni rozgrzewam olej, krótko obsmażam kawałki kurczaka z obydwu stron. Dodaję cebulę oraz mieszankę przypraw i smażę jeszcze jakieś pięć minut, a potem dodaję na minutkę czosnek i imbir.

Wrzucam kawałki dyni, znowu smażę kilka minut, wreszcie dodaję pomidory. Przykrywam i duszę jakiś kwadrans. Doprawiam solą i pieprzem, wlewam mleczko kokosowe i zagotowuję.

Przed poddaniem posypuję grubo posiekanymi liśćmi kolendry.
W sam raz do ryżu.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Kalafior w curry

Lubię gotować.

Tak, dzisiaj zaczynam od sensacji na miarę stwierdzenia „po niedzieli będzie poniedziałek”;)

Przygotujcie się, teraz będzie jeszcze bardziej zaskakująco.

Lubię jeść.

I bardzo lubię, gdy ktoś gotuje dla mnie. Ale z jedzeniem właśnie tak jest, że kanapka przygotowana przez kogoś zawsze lepiej smakuje.
No dobra, z kanapkami to akurat bywa różnie, bo mam bardzo dokładnie określone wymagania dotyczące kanapki idealnej, ale przecież chodzi o zasadę.

Ale zaraz, zaraz…, jak zwykle odbiegam od tematu, a miało być o czym innym.

Gdybyście mnie zapytali o kucharza, który jest najlepszy i marzę, by zjeść przygotowany przez niego posiłek, to nie wahałabym się nawet przez moment: Gary Rhodes.

Ten człowiek to prawdziwy geniusz kulinarny. Z najprostszych składników wyczarowuje prawdziwe cuda na talerzu. A jak je podaje! To mistrz detalu, szczegółów, które sprawiają, że ze zwykłej ryby czy warzyw powstaje arcydzieło. Nie ukrywam, że jego zamiłowanie do masła też odgrywa tu jakąś rolę...

Przede wszystkim jednak podoba mi się jego podejście do jedzenia. Na okładce książki kucharskiej „Keeping it simple” widnieje następujące zdanie "In my opinion, the most delicious food is created when you get the very best ingredients you can find and do as little to them as possible". W skrócie znaczy to tyle, że najlepsze jedzenie powstaje wtedy, gdy weźmie się najwyższej jakości składniki i zrobi się z nimi jak najmniej.

Tym razem, korzystając z przepisu z tej właśnie książki (rozdział „keeping vegetables simple”), zrobiłam z kalafiorem trochę więcej niż zwykle i podałam go z curry. Polecam!




Składniki:

1 średni kalafior
1 duża cebula
1 ząbek czosnku
1 łyżeczka curry
¾ szklanki jogurtu
sok z połowy limonki
sól, pieprz
2-3 łyżki świeżej natki pietruszki lub kolendry, posiekanej
oliwa i masło do smażenia

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Kalafior dzielę na różyczki i gotuję w lekko osolonej wodzie przez kilka minut. Ma być lekko twardawy. Odcedzam.

Cebulę kroję w talarki, czosnek lekko miażdżę płaską stroną noża i dość drobno siekam.

Na dużej patelni rozgrzewam oliwę. Wrzucam cebulę, dodaję sól, pieprz i curry, smażę pięć minut, dodaję czosnek i smażę jeszcze minutę lub dwie.

Dodaję około łyżeczki masła (czubatej) i wreszcie na patelnię wędruje kalafior. Smażę jeszcze kilka minut delikatnie mieszając, aż kalafior przejdzie aromatem curry i nabierze pięknego żółtego koloru.

Mieszam jogurt z sokiem z limonki, solą i pieprzem (można dodać szczyptę cukru dla przełamania kwaśnego smaku).

Gotowego kalafiora wykładam na talerz, polewam jogurtem i posypuję posiekaną natką lub kolendrą. Kolendra byłaby tu zdecydowanie lepsza i tę wersję polecam, ale nie chciało mi się specjalnie jeździć do sklepu w poszukiwaniu świeżych ziół, więc wzięłam co było pod ręką.

piątek, 2 lipca 2010

Kefta Mkaouara

Przepisy na potrawy z kuchni afrykańskiej które przeglądałam ostatnio jakoś do mnie nie przemawiały. Jedne wydawały mi się zbyt pracochłonne, na inne nie miałam akurat ochoty albo brakowało mi składników (nigdzie nie mogę znaleźć pasty tahini!).


Jednak pewnego wieczoru, gdy dziatki wreszcie padły i nastał mój czas siedzenia przy komputerze, natknęłam się na przepis Ricka Steina.
Po prostu musiałam zrobić tę keftę!
Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że od lat odrzucam zalecenia niektórych dietetyków co do maksymalnej liczby spożywanych w tygodniu jaj i u mnie jest ona wielokrotnie wyższa. A jeszcze jeśli przygotowuję z nich dania, w których rozpływające się ciepłe żółtko nadaje smaku reszcie składników, to jestem w kulinarnym niebie.
Takiego sposobu jeszcze nie próbowałam. Przyznam, że troszkę to żółtko ginie w pomidorowym sosie, ale za to pieczone w nim jajko jest o wiele delikatniejsze niż na przykład sadzone. Dla miłośniczki jajek w koszulkach jaką jestem, poniższa forma przyrządzania jest idealna.
No i mięso z płynnym żółtkiem jest naprawdę świetne.


Potrawa jest bardzo prosta i typowa. Jej liczne odmiany różną się sposobem doprawiania i rodzajem użytego mięsa. Wystarczyłoby chociażby zamienić kumin na oregano i otrzymamy danie kuchni włoskiej ;)


Tym razem jednak prawie niczego nie zmieniałam. Jest dobre takie jakie jest. I te jajka!


Przepis bierze udział w akcji Smaki Afryki

Anka



Składniki:

pulpeciki:
500 g mielonej wołowiny
mały pęczek natki pietruszki drobno posiekanej
1 płaska łyżeczka mielonego kuminu
½ łyżeczki mielonej ostrej papryki
sól, pieprz

sos:
1 spora cebula
2 ząbki czosnku
2 puszki pomidorów lub ok. 1kg świeżych pomidorów, obranych ze skórki, wypestkowanych i pokrojonych
½-1 łyżeczki kuminu
½ łyżeczki mielonej papryki
½ łyżeczki suszonych płatków chili
sól, pieprz

dodatkowo:
4 jajka
świeża kolendra, posiekana
oliwa do smażenia

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Najpierw pulpeciki. Sprawa jest banalna, mieszam wszystkie składniki, formuję niewielkie kulki (wyjdzie ich trochę ponad dwadzieścia) i obsmażam z każdej strony.
Zdejmuję z patelni na talerz i odstawiam.

Na tę samą patelnię wrzucam drobno posiekaną cebulę i smażę kilka minut. Przyprawy lubię wsypywać na etapie smażenia, więc od razu dodaję kumin, paprykę i chili oraz trochę soli i pieprz.
Kiedy cebula już porządnie zmięknie (powiedzmy, że zajmuje to około 10 minut) dodaję drobno posiekany czosnek, smażę około minuty i wreszcie dokładam pomidory. Gotuję pod przykryciem na małym ogniu około kwadransa.
Jeśli pomidory są zbyt kwaśne dodaję odrobinę cukru, ale bardzo uważam z ilością. Potrawa nie ma być słodka, cukier ma tylko przełamać kwaśny smak pomidorów (jeśli jest taka potrzeba).

Do sosu dodaję obsmażone pulpeciki i dalej duszę pod przykryciem. Tu nieco rozmijam się z autorką przepisu, bo ja obsmażam mięsne kulki bardzo krótko i potem wolę je dogotować w sosie, więc zajmie mi to jeszcze jakiś kwadrans do dwudziestu minut. Sprawdzam czy nie trzeba jeszcze doprawić solą lub pieprzem.

Przekładam danie z patelni do płaskiego naczynia żaroodpornego. Przesuwam pulpeciki tak, żeby powstały cztery wolne miejsca i wybijam w zagłębienia jajka.

Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na około 10 minut. Białko ma być ścięte, a żółtko płynne.

Posypuję posiekaną kolendrą i podaję na przykład z pieczywem lub z ryżem.

Pyszne!

wtorek, 15 czerwca 2010

Marokańska sałatka z marchewki

Wiadomość o tym, że lubię połączenie marchewki z kminem rzymskim nie jest niczym nowym. Kolendra też coraz częściej pojawia się w mojej kuchni.
Tym razem po zmieszaniu powyższych powstaje bardzo prosta sałatka. Fantastyczne połączenie smaków! Słodka marchewka, intensywny kumin i chłodząca świeża kolendra. A gotowany czosnek zupełnie zgubił swoją ostrość i stanowi kolejny słodki akcent.

Akcje związane z kuchniami świata zawsze wzbudzają moje zainteresowanie więc z przyjemnością wygrzebałam przepis autorstwa marokańskiego szefa kuchni Lahoucine Belmoufida (nie pytajcie jak to się czyta, ale jeśli ktoś wie, to z przyjemnością się dowiem) z książki Culina Mundi i dołączam do akcji „Smaki Afryki”.




Składniki:
(2 porcje)

ok. ½ kg marchewki
3-4 ząbki czosnku
pęczek kolendry
sól, pieprz
kmin rzymski
kilka łyżek oliwy

Sposób przygotowania:

Marchewki obieram i kroję na plasterki. Ząbki czosnku leciutko miażdżę i obieram z łusek. Marchewkę i czosnek wrzucam do wrzącej wody i gotuję około 10 minut. Odcedzam. Odkładam czosnek. Studzę.

Czosnek siekam (lub rozcieram) z solą, pieprzem, kminem i oliwą. Siekam kolendrę.

Mieszam marchewkę z czosnkiem, przyprawami, oliwą i kolendrą.

[Listonic]

czwartek, 3 czerwca 2010

Pyszny kurczak w curry

Tak jak wspominałam ostatnio planowałam do tego obiadu sałatkę z mango, ale niestety zaopatrzenie warzywniaków zawiodło i posiłkowałam się wersją pomidorową. Też pasuje.

Oczywiście dobrze byłoby mieć patelnię grillową, ale skoro takiej nie posiadam, to bez problemu robię kurczaka na zwykłej patelni teflonowej.

Ten sposób przyrządzania jest szybki i uniwersalny. Myślę, że latem będę robiła obiad tego typu dość często, zmieniając tylko przyprawy i zioła.




Składniki:
(na 3 osoby)

1 pierś z kurczaka
curry
ziarna kolendry
sól, pieprz
około pół szklanki jogurtu naturalnego (lub kwaśnej śmietany)
olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Pierś z kurczaka myję i oczyszczam. Kroję na kawałki i delikatnie rozbijam na kotlety. Obsypuję curry, solą i pieprzem.
Rozgrzewam olej na patelni i wrzucam ziarna kolendry, chwilę prażę. Zamiast tego można oczywiście rozgnieść kolendrę w moździerzu i obsypać nią mięso razem z resztą przypraw. Można też w ogóle zrezygnować z kolendry.

Podsmażam kurczaka z obydwu stron. Wlewam odrobinę wody i duszę pod przykrywką jeszcze około kwadransa. Wlewam jogurt i odparowuję powstały sos.

środa, 2 czerwca 2010

Sałatka z mango

Odkąd zrobiłam czerwoną salsę i zakochałam się w połączeniu limonki ze świeżą kolendrą, nabrałam ochoty na dalsze eksperymenty. Na pierwszy ogień poszły mango i po prostu zastąpiłam nimi pomidory.
To był naprawdę dobry pomysł!

Jak zwykle jednak czegoś nie miałam (czy Wy też tak macie, że gdy już zdecydujecie się na jakaś potrawę i chcecie ją zrobić to zawsze okazuje się, że czego nie ma? zazwyczaj kluczowego składnika). Tym razem chciałam użyć czerwonej papryczki chili, która świetnie pasowałaby kolorystycznie.

Westchnęłam więc tylko i wzięłam do ręki pojemnik z suszonymi płatkami chili.
Zresztą i tak muszę je odmierzać oszczędnie, bo reszta rodziny zdecydowanie gorzej znosi ostro przyprawione dania.

A następnym razem pokażę Wam bajecznie prosty i szybki sposób przyrządzenia piersi z kurczaka, do której taka sałatka będzie świetnie pasowała. Inna sprawa, że gdy ostatnio zrobiłam rzeczone mięso, to zabrakło mi mango…
No to wzięłam pomidory.




Składniki:

2 dojrzałe mango
1 nieduża czerwona cebula
sok z połowy limonki
chili (użyłam suszonych płatków, ale lepiej weźcie świeżą)
bardzo duża garść posiekanej świeżej kolendry
sól, pieprz
3-4 łyżki oliwy

Sposób przygotowania:

Cebulę kroję w cieniutkie piórka, wkładam do miski, posypuję lekko solą i skrapiam sokiem z limonki.

Obieram i kroję mango w kostkę.
Gdybym miała to wypestkowałabym i pokroiła chili, a skoro nie mam to jest mniej do krojenia.

Mieszam w misce cebulę, mango i kolendrę. Wszystko posypuję solą, pieprzem i chili. Polewam oliwą.

I koniec.

niedziela, 16 maja 2010

Czerwona salsa

Ta salsa weszła przebojem do mojego kuchennego repertuaru. Jedyny problem to jej sfotografowanie, bo jakoś nigdy nie udaje mi się zrobić odpowiedniej ilości by przetrwała dłużej. A szkoda, bo można ją nawet kilka dni trzymać w lodówce, więc nie ma potrzeby by siekać wszystkie składniki codziennie. Przyznam jednak, że nie lubię żadnych sałatek z poprzedniego dnia i jednak wolę robić mniejsze ilości. Dlatego, gdy tylko udało mi się strzelić fotkę, od razu spieszę Wam o niej opowiedzieć.

Połączenie limonki i kolendry uważam za absolutny strzał w dziesiątkę. Dzięki nim salsa jest odświeżająca i chłodząca, w sam raz na upalne dni (których co prawda jeszcze nie doświadczyliśmy w tym roku, ale wciąż żyjemy nadzieją na możliwość narzekania na wysokie temperatury). Do tego ostra papryka i słodkie pomidory oraz odrobina czosnku – prawdziwe niebo w gębie.
Ostrość salsy wyregulujcie sami, ale niech ten pikantny smak będzie wyraźnie wyczuwalny.

Salsę będę podawała jako dodatek do mięs, serów, jajek i warzyw. Albo zjem bez niczego. Salsa oznacza sos, ale ja kroję pomidory dość grubo i ten sposób przygotowania przypomina mi raczej sałatkę, więc umieściłam ją w obydwu kategoriach.

Pomysł na salsę zaczerpnęłam z przepisu Jacquesa Pepina.

Tym przepisem biorę udział w akcji "Z widelcem przez kuchnię obu Ameryk".




Składniki:

1 nieduża czerwona cebula
ok. 300 g dobrych pomidorów
papryczka jalapeno (użyłam takiej z zalewy, można użyć dowolnej ostrej papryki)
1 ząbek czosnku
sok z połowy limonki
duża garść posiekanych liści kolendry
sól, pieprz
2-3 łyżki oliwy

Sposób przygotowania:

Cebulę kroję w piórka, przelewam na sicie zimną wodą, żeby trochę złagodniała.
Dokładnie osączam, ewentualnie osuszam na ręczniku papierowym.
Wkładam do miski i zalewam sokiem z limonki. Jeśli dłużej potrzymam cebulę w soku z limonki, to często pomijam etap z przelewaniem cebuli wodą, sok zadziała podobnie.

Pomidory kroję w kostkę 1-1,5 cm (razem ze skórką i pestkami), papryczkę drobno siekam. Czosnek miażdżę płaską stroną noża, bardzo drobno siekam. Siekam kolendrę.

Do miski z cebulą dokładam, pomidory, paprykę, czosnek, kolendrę, doprawiam solą i pieprzem, polewam oliwą. Delikatnie mieszam.

środa, 12 maja 2010

Plow z Kaukazu

To danie zaplanowałam dla tłumu gości, którzy, ku mojemu rozczarowaniu, nie mogli przyjechać. Teraz poważnie zastanawiam się, czy go nie powtórzyć, gdy wreszcie uda nam się spotkać.

Przyznam się tu od razu, że robiłam ów plow w momencie, gdy jakiekolwiek zakupy leżały poza moim zasięgiem i oczywiście okazało się, że jedyny gatunek ryżu jaki mam w domu to arborio. Pilaw nie powinien w składzie mieć ryżu do risotto, bo ryż powinien pozostać sypki. Ale cóż było robić, po prostu wyszło trochę inaczej, za to na szczęście smakowicie.

Przepis pochodzi z książki „Kuchnia rosyjska” wydawnictwa Rzeczpospolita i w oryginale nazywa się „Plow z Kaukazu” (czyli po prostu pilaw czy też pilaf), ale ta potrawa znana jest szeroko na terenach Azji i równie chętnie przyznają się do niej na przykład w Uzbekistanie. Wśród tradycyjnych składników wymienia się zazwyczaj marchewkę, którą pewnie dodam następnym razem.

Pewne jest natomiast, że pilaw obłędnie pachnie i jest pyszny. Co prawda w składzie nie było kminu rzymskiego, ale dodanie go było bardzo dobrym pomysłem. Za to bardzo podoba mi się pomysł obsypania mięsa makiem. A zapach podsmażanej roztartej kolendry po prostu zwala z nóg! :)




Składniki:

250 g ryżu (basmati)
ok. 400 ml wody lub bulionu (możliwe, że będzie potrzeba więcej)
szczypta szafranu

1-1,5 kg mięsa z kurczaka (wzięłam pierś i udka)
1,5 łyżeczki ziaren kolendry
1,5 łyżeczki maku
1 cebula
6 ząbków czosnku
1 płaska łyżeczka imbiru
1 płaska łyżeczka kminu rzymskiego
2 goździki
sól, pieprz
olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Ryż krótko podsmażam na niewielkiej ilości oleju. Wlewam wodę, dodaję szafran i gotuję pod przykryciem na małym ogniu około 20 minut (najlepiej spróbować czy już jest dobry). Pod koniec gotowania solę ryż.

Kurczaka dzielę na niewielkie kawałki. Usuwam też skórę i kości przynajmniej z podudzi (więcej mi się nie chciało).

W moździerzu rozcieram ziarna kolendry i mak, dodaję sól i mieszam. W przyprawach dokładnie obtaczam kurczaka.

Kroję cebulę w niewielką kostkę, miażdżę i obieram ząbki czosnku.

W dużym garnku podsmażam na oleju kawałki kurczaka. Dodaję cebulę, czosnek, imbir, kmin, goździki, trochę soli i pieprzu. Zalewam niewielką ilością wody i duszę przez jakieś 30-40 minut.

Dodaję ryż do mięsa, w miarę potrzeb doprawiam sola i pieprzem.
Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */