Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegańskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegańskie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 marca 2018

Pasta ze słonecznika z suszonymi pomidorami

To bardzo proste i smakowite smarowidło do chleba zrobiłam na podstawie przepisu Olgi Smile. Sprawdza się doskonale w każdych okolicznościach, tak codziennych, jak i wtedy, gdy przychodzą goście, a słoiczek ukryty z tyłu bywa objawieniem w dniu, kiedy w lodówce zostaje tylko światło.
Chuda


Składniki:
  • 150 g pestek słonecznika (łuskanych)
  • 1 słoik suszonych pomidorów w oleju
  • 2 średnie cebule
  • 1 łyżka ksylitolu lub cukru ciemnego
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1 mały ząbek czosnku
  • 1 łyżeczka soli
Sposób przygotowania:

Pestki słonecznika dokładnie płuczę na sitku, opłukane przekładam do słoika, zalewam przegotowaną zimną wodą i odstawiam na 3 godziny, aby napęczniały. Czasem zostawiam je na noc, na pewno im nie zaszkodzi. Odcedzam na sitku.

Cebule obieram, kroję w kostkę i podsmażam na złoto na oliwie.

Do miksera wkładam suszone pomidory, usmażoną cebulę i wlewam połowę oleju ze słoika z pomidorami. Dodaję cukier i obrane ząbki czosnku. UWAGA! Ostrożnie z czosnkiem. Olga podaje w przepisie dwa ząbki, ale dla mnie to za dużo, bo wtedy czuć głównie czosnek. Miksuję na gładką i płynną masę.

Następnie dodaję pestki słonecznika. Miksuję wszystko razem do czasu, aż masa stanie się gładka. Na koniec próbuję i doprawiam, jeśli jest taka konieczność. Pastę można nieco rozcieńczyć wodą, jeśli Twoim zdaniem będzie zbyt gęsta, ale ostroznie, żeby nie spływała z kanapki.

Pastę można przechowywać w lodówce w szczelnie zamkniętym słoiku do dwóch tygodni.

wtorek, 27 lutego 2018

Zupa z pieczonych warzyw w dwóch odsłonach

Od jakiegoś czasu noszę do pracy zupę w termosie. Bardzo dobrze mi robi ciepły posiłek w południe, zamiast dopiero przed 17.00. Gęstą zupę-krem wlewam do kubka i zjadam łyżeczką. Termos mam całkiem przeciętny, kupiony dla dziecka kilka lat temu. Owijam go małym ręcznikiem, wkładam do foliowego worka, z workiem do torby, a w pracy stawiam do razu przy kaloryferze. A w południe cieszę się rozgrzewającą, gorącą zupą. Polecam każdemu!
Chuda



Moje dwie najulubieńsze ostatnio zupy to kremy z pieczonych warzyw. Jeden pochodzi z książki „Smakoterapia” Iwony Zasuwy, drugi z „Zatrzymaj Hashimoto” Marka Zaremby.

Zupa z pieczonych warzyw z rozmarynem („Smakoterapia” Iwony Zasuwy)


Ze względu na dużą zawartość pomidorów ta zupa smakuje jak ubogacona wersja pomidorówki. Z tej porcji wychodzi spory gar. To potrawa na zasadzie „przepis był tak prosty, że ugotowałam od razu na trzy dni”. Iwona Zasuwa jest blogerką, pisze smakowitego bloga Smakoterapia.pl. Jej potrawy doprowadzają kubki smakowe do ekstazy.


Składniki:


  • 3 duże marchewki
  • 2 pietruszki (korzenie)
  • 1 mały seler
  • 1 duża cebula
  • 2 główki czosnku
  • 2 puszki pomidorów lub 1 l passaty pomidorowej
  • oliwa z oliwek
  • gałązka świeżego rozmarynu
  • pęczek bazylii
  • sól, pieprz
Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni. Marchewki, pietruszki i seler szoruję, obieram ze skóry i układam w całości na blasze wyłożonej papierem do pieczeni. Biorę tę największą, żeby wszystko się zmieściło. Cebulę obieram z łupiny, a główki czosnku przekrawam w poprzek na pół bez obierania. Wszystko skrapiam oliwą, delikatnie solę, układam na wierzchu gałązki rozmarynu i piekę na półtwardo.


Uwaga! Każde warzywo piecze się w innym tempie, szczególnie zwróćcie uwagę na czosnek – po 25-30 minutach trzeba go wyjąć, bo inaczej spali się na węgiel. Co mi się przytrafiło za pierwszym razem :-) Resztę można piec jakieś 45 minut, sprawdzając twardość widelcem.

Upieczone warzywa (bez czosnku) kroję w grubą kostkę, wkładam do garnka, zalewam wodą, by tylko je przykryła i gotuję 10 minut. Następnie dodaję passatę lub pomidory (passata to nic innego, jak zmiksowane pomidory, przecier pomidorowy, ale nie z koncentratu), część posiekanej bazylii, wyłuskany z łupin upieczony czosnek, sól i pieprz do smaku.


Iwona Zasuwa, autorka przepisu, radzi przełamać smak odrobiną syropu klonowego i dodać garść orzechów nerkowca. Pominęłam te dwa punkty, ale oczywiście nie odradzam. Miksuję całość na gęsty krem, podaję ze świeżymi liśćmi bazylii i łyżką oliwy, czasami posypuję czarnuszką. To oczywiście w domu, bo w pracy po prostu wlewam do kubka i rozkoszuję się ciepłem rozchodzącym się po ciele :-)

Śniadaniowy krem z pieczonych warzyw („Zatrzymaj Hashimoto” Marek Zaremba)

Marek Zaremba, dietoterapeuta, promotor kaszy jaglanej i specjalista medycyny św. Hildegardy, autor bloga gotujzdrowo.com, propaguje jedzenie ciepłych śniadań, które świetnie rozgrzewają i wzmacniają śledzionę, ważny organ, o który należy szczególnie dbać przy chorobie Hashimoto.

Zaremba proponuje zupę z pieczonych warzyw, która smakuje zupełnie inaczej niż ta powyżej. Jest słodkawa dzięki batatom, pikantna dzięki imbirowi i pachnie kolendrą. Pycha.

Składniki:
  • 1 duża marchewka
  • 1 batat
  • 1 mała cukinia
  • 1 korzeń pietruszki
  • 1 cebula
  • 1 czerwona papryka (niekoniecznie)
  • 6 ząbków czosnku
  • 1 łyżeczka mielonych nasion kolendry
  • 1 łyżeczka nasion kopru
  • 1/3 łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
  • 1 łyżeczka utartego kłącza imbiru
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • sól
Warzywa szoruję, marchewkę, pietruszkę i batata obieram i kroję w kostkę, cukinię kroję w kostkę razem ze skórką, cebulę obieram i przekrawam na pół. Paprykę zostawiam w całości, ząbki czosnku w łupinach.

Wśród moich warzyw znalazł się także seler, bo akurat miałam połówkę w lodówce.
Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni. Blachę wykładam papierem do pieczenia, układam na niej wszystkie warzywa. Lekko solę, skrapiam oliwą, posypuję koprem i kolendrą, piekę 25-30 minut.

Po upieczeniu zdejmuję skórkę z papryki i wyciskam czosnek z łupinek. Warzywa przekładam do garnka, zalewam wodą 1-2 cm ponad ich poziom. Dodaję pozostałe przyprawy, miksuję. Można dodać wody, jeśli Twoim zdaniem zupa jest za gęsta.


W domu można posypuję zupę prażonymi słonecznika i pestkami granatu, jeśli go mam pod ręką, w pracy przelewam z termosu do kubka i rozkoszuję się cieplutką, aromatyczną zupą.

Och, chyba pora na kubek zupy. Co prawda nie ma jeszcze dwunastej, ale to spisywanie przepisów zaostrzyło mój apetyt :-)

czwartek, 30 listopada 2017

Masło migdałowe

Masło migdałowe to pyszne smarowidło do chleba, ale także do podjadania prosto ze słoika. Bogate w witaminy (A, E, B1, B2, B3, B6, kwas foliowy, kwas pantotenowy) i minerały (wapń, żelazo, magnez, fosfor, cynk, potas, sód, mangan, miedź, selen) są sprawdzonym sposobem na mdłości i zgagę w ciąży (hm, ja stosowałam marcepany...), zapobiegają napadom głodu, łagodzą stres i koją nerwy, a także obniżają poziom cholesterolu i cukru we krwi. A do tego są pyszne. Masło migdałowe to smakowita i zdrowa przekąska, której zrobienie jest bardzo proste lub proste, w zależności od wersji, którą wybierzemy. Potrzebny będzie nam robot kuchenny o dużej mocy.
Chuda


Masło migdałowe – wersja prosta

Składniki:
  • migdały
Ile? Biorę 400-450 g, bo robię masło w thermomiksie, a tu ciężko zrobić mniejszą porcję, bo tylko rozsmaruje się po ściankach naczynia. Z tej porcji wychodzą dwa słoiczki po 200 g. Jeśli macie mikser z mniejszym naczyniem, to weźcie mniej migdałów, np. 200 g na jeden słoiczek.

Migdały zalewam wrzątkiem, pozwalam im trochę ostygnąć i obieram ze skórek. To dość żmudne zajęcie, ale szybko idzie, gdy włączę sobie film lub audiobooka. Następnie rozkładam na ręczniku papierowym, żeby wchłonął resztę wilgoci.

Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni. Migdały wsypuję na blaszkę, rozkładam je równiemiernie i wstawiam do nagrzanego piekarnika na 15-20 minut. Mają być ładnie przyrumienione. Kiedy już takie są, wyjmuje blaszkę i pozwalam im ostygnąć.

Zimne! migdały wsypuję do thermomiksa i miksuję stopniowo zwiększając obroty. Kiedy widzę, że urządzenie pokazuje temperaturę 37 stopni, wyłączam i pozwalam mu ostygnąć. W przypadku innych mikserów sami kontrolujcie temperaturę, żeby mikser się nie przegrzał. Po ostygnięciu miksuję dalej, znowu z przerwami, jeśli jest to konieczne. Ostatnio zrobiłam masło na dwa razy.

Obserwuję wygląd masła. Ma być lekko płynne, w miarę gładkie, ale nie można przedobrzyć, bo jeśli w czasie zbyt długiego miksowania na wierzchu wytrąci się tłuszcz, to zamiast masła dostaniemy olej migdałowy + wytłoki. Co też oczywiście można świetnie wykorzystać w kuchni, ale zakładam, że jednak tym razem robimy masło :-)



Masło migdałowe – wersja bardzo prosta

Składniki:

  • migdały
Ile? Biorę 400-450 g, bo robię masło w thermomiksie, a tu ciężko zrobić mniejszą porcję, bo tylko rozsmaruje się po ściankach naczynia. Z tej porcji wychodzą dwa słoiczki po 200 g. Jeśli macie mikser z mniejszym naczyniem, to weźcie mniej migdałów, np. 200 g na jeden słoiczek.

W wersji bardzo prostej, którą zrobiłam tylko raz, migdałów nie obieram ze skórek, nie prażę, tylko wsypuję prosto do miksera i miksuję na gładką masę. Oczywiście drobinki skórek będą w niej widoczne. To ta wersja ze zdjęcia.

Która wersja masła migdałowego jest lepsza? Wolę tę bardziej pracochłonną, bez skórek i z prażonych migdałów. Ma niepowtarzalny smak i jest gładsza na języku.
Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */