Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 czerwca 2013

Smoothie z truskawek i arbuza

Najlepsze pomysły przychodzą niespodziewanie. Oto stałam w kuchni nad truskawkami, z których miałam zrobić koktajl na kefirze i nad arbuzem, którego wyjęłam z lodówki, żeby zaserwować rodzinie. A gdyby tak zmiksować arbuza z truskawkami, bez kefiru?... Po chwili delektowałam się orzeźwiającym, naturalnie słodkim napojem. Serdecznie polecam!

Chuda

Oczywiście proporcje są absolutnie dowolne, ale u mnie było jakoś tak:

Składniki:
  • 1 szklanka dojrzałych truskawek
  • 1 szklanka kawałków arbuza


Sposób przygotowania:

Truskawki myję i obieram z szypułek, z arbuza wyjmuję pestki.

Miksuję na wysokich obrotach, popijam na świeżo.



poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Sałatka z gruszką i rokforem

Gorące lato tego roku, więc można żywić się głównie sałatkami. Kiedy zaprosicie gości i postawicie na stole trzy półmiski, każdy z inną kolorową sałatką, z piersi zgromadzonych wyrwie się jęk zachwytu, a zawartość półmisków zniknie w mgnieniu oka. Wiem co piszę! Z okazji siódmych urodzin Piotrusia przygotowałam kilka sałatek, których jeszcze nie robiłam i efekty były bardzo smakowite.

Dziś przedstawiam Wam pierwszą sałatkę z urodzinowego menu: z gruszką i serem z niebieską pleśnią. Tylko kilka składników, dziesięć minut i gotowa. Przepis znalazłam w gazecie, na okładce której dziewczyna o wyglądzie Catheriny Zeta-Jones deklarowała: „Kocham gotować latem!”. Jeśli gotowanie w tych temperaturach oznacza wymieszanie kilku chłodnych składników, to owszem, w pełni się z nią zgadzam.


Chuda


Składniki:
  • mieszanka sałat: rukola, roszponka, lodowa, masłowa
  • 2 gruszki
  • 100 g sera typu rokfor
  • 2 garści orzechów włoskich
  • 2 łyżeczki soku z cytryny
  • 3 łyżki oliwy
  • sól i czerwony pieprz

Sposób przygotowania:

Orzechy wrzucam na rozgrzaną patelnię i prażę kilka minut, często mieszając. Sałatę myję i dokładnie osuszam. Gruszki kroję w kostkę i ser także, rozkładam na lekko posolonej sałacie. Skrapiam gruszki sokiem z cytryny, całość polewam oliwą. Na wierzchu układam uprażone orzechy.

sobota, 14 lipca 2012

Śmietanowe ciasto z truskawkami


Mam nadzieję, że jesteście tak zajęci letnimi rozrywkami, że w ogóle nie zauważyliście mojej nieobecności na blogu. Nie obiecuję, że się od dzisiaj poprawię, ale prawie po trzech latach codziennego myślenia o tym, co wrzucę na blog, ta przerwa na pewno mi się przydała.
A poza tym, po co gotować, skoro na obiad kupuję kilogram czereśni i zagryzam sałatką z pomidorów :)

Owoce jemy codziennie, przy czym córka i ja najbardziej kochamy czereśnie, a syn preferuje truskawki. Te ostatnie już się kończą, ale rzutem na taśmę upiekłam ostatnio ciasto z ich dodatkiem. Pamiętajcie jednak, że absolutnie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby na wierzch położyć na przykład śliwki lub inne owoce (ciasta ze śliwkami są najlepsze!).

Ciasto jest wilgotne i dość długo zachowuje świeżość. Dla mnie dodatek budyniu zawsze jest minusem, bo nie lubię, ale cała reszta otoczenia wydaje się mieć odmienne zdanie.

Na wierzch wrzuciłam kruszonkę, która czekała na swoją kolej w zamrażarce, ale truskawki można po upieczeniu posypać grubym cukrem tak jak w oryginale na Moich Wypiekach lub oprószyć cukrem pudrem.

Anka

Składniki:
(tortownica o średnicy ok. 22cm)
  • 100 g masła
  • ½ szklanki drobnego cukru (lub trochę więcej)
  • 1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią lub ekstrakt waniliowy
  • 1 duże jajko
  • 1/2 szklanki kwaśnej śmietany
  • 1 1/3 szklanki mąki
  • 1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 opakowanie budyniu waniliowego lub śmietankowego (ok. 40g)
  • ½ kg truskawek, odszypułkowanych
  • kruszonka lub gruby cukier lub cukier puder do posypania

Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej, masło – bardzo miękkie.

Przesiewam mąkę, mieszam z proszkiem do pieczenia i budyniem.

Ucieram masło z cukrem na puch, dodaję cukier waniliowy i wrzucam jajko. Partiami dodaję na przemian mąkę i śmietanę, krótko miksuję.

Wykładam ciasto do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Na górze układam truskawki (przekrojone na pół, jeśli duże, przecięciem do góry). Posypuje kruszonką (spokojnie wystarczy połowa tej porcji czyli po ¼ szklanki cukru i mąki i 50 g masła) lub cukrem. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni na około 50 minut (u mnie piekło się pięć minut dłużej).

Tak jak pisałam, można niczym nie robić kruszonki i dopiero po wyjęciu z piekarnika oprószyć grubym cukrem lub cukrem pudrem.

Smacznego!

niedziela, 18 marca 2012

Tarta z malinami i czekoladą


Kruche ciasto, maliny i czekolada.

Nie wydaje mi się, żeby potrzebna była dodatkowa zachęta. Połączenie idealne.

Pomysł wzięłam częściowo od Michela Roux z książki „Ciasta”, szczególnie spodobało mi się ubijanie mikserem czekoladowej masy. Zapewniam, że warto.

Anka


Składniki:

ciasto:
  • 220 g mąki pszennej
  • 30 g cukru pudru
  • szczypta soli
  • 140 g masła
  • 1 żółtko
  • 1-2 łyżki zimnej wody
maliny:

wersja sezonowa (wg Roux):
  • 300 g świeżych malin
  • kilka drobno porwanych liści mięty
wersja całoroczna:
  • 300 g mrożonych malin (lub nawet 400, kupiłam opakowanie jakie akurat było w sklepie)
  • ok. 3 łyżek cukru (według uznania)
  • ewentualnie: skórka starta z połowy cytryny
czekolada:
  • 250 ml śmietanki 30%
  • 200 g gorzkiej czekolady
  • 2 czubate łyżki cukru pudru
  • 1 łyżka miękkiego masła

Sposób przygotowania:

Przesiewam mąkę, mieszam z cukrem pudrem i solą. Dodaję pokrojone w kostkę masło i siekam na drobne kawałki. Dodaję żółtko oraz wodę i krótko zagniatam ciasto. Formuje placek, owijam w folię, wkładam do lodówki na co najmniej godzinę.

Rozwałkowuję, wykładam formę do tarty, obcinam brzegi i znowu schładzam przynajmniej pół godziny. Wykładam ciasto papierem do pieczenia i wsypuję ryż lub fasolę, żeby obciążyć ciasto. Przed wyłożeniem papierem nakłuwam spód ciasta widelcem.

Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na około 15 minut. Zdejmuję papier i wstawiam do piekarnika na następny kwadrans do dwudziestu minut. Wyjmuję i studzę.

Jeśli akurat mamy szczęcie i w sklepach są pyszne, świeże maliny, to nie wymagają one żadnej pracy. Wystarczy je delikatnie wymieszać z porwanymi listkami mięty (a nawet można zrezygnować z mięty) i rozłożyć na upieczonym spodzie tarty. Latem na pewno tak zrobię.

Natomiast wersja całoroczna zakłada wykorzystanie mrożonych malin. Wkładam maliny do garnka lub rondla z grubym dnem, wsypuję cukier, dodaję skórkę z cytryny (niekoniecznie) i chwilę gotuję na małym ogniu. Odcedzam maliny (na sok natychmiast rzuca się reszta rodziny, więc nie ma szans, żeby się zmarnował) i studzę. Rozsmarowuje na podpieczonym spodzie tarty.
Istnieje jeszcze możliwość zagęszczenia ugotowanych malin mąką ziemniaczaną (1 raczej płaska łyżeczka rozmieszana w odrobinie zimnej wody), powstanie wówczas kisiel malinowy, ale osobiście wolę wersję z odcedzonym sokiem.

Została już tylko czekolada. Cały myk polega na użyciu miksera, masa jest wtedy leciutka i puszysta, mimo że mocno czekoladowa. Roux co prawda każe użyć płynnej glukozy, ale oczywiście nie mam takich ingrediencji w domu, więc zadowoliłam się cukrem pudrem.
Śmietankę wlewam do dość wysokiego garnka lub rondelka z grubym dnem. Zagotowuję i zestawiam z ognia. Wsypuję cukier puder, mieszam mikserem. Dodaję połamaną w kostkę czekoladę i najpierw mieszam łopatką, a potem wszystko dokładnie miksuję. Na koniec, cały czas ucierając, dodaję po kawałeczku miękkie masło.

Przestudzoną masę wylewam na malinową warstwę aż do brzegów kruchego ciasta. Schładzam w lodówce przynajmniej przez dwie godziny.

Na koniec uwaga odnośnie ilości użytego cukru. Jak zwykle polecam stopniowe wsypywanie cukru, próbowanie i ewentualne dosładzanie. W przypadku tej tarty warto, żeby warstwa malinowa była wyraźnie kwaskowata, wtedy można sobie pozwolić na słodszą czekoladę.

Bardzo, bardzo polecam. Smacznego! 



środa, 17 sierpnia 2011

Caponata


Kuchnia włoska, mimo że pyszna, nie zawsze jest fotogeniczna, co doskonale widać na przykładnie poprzedniego przepisu. Czasami jednak wygląd potrawy w ogóle nie ma znaczenia, bo caponata jest po prostu przepyszna! Danie pochodzi z Sycylii i jest to coś w rodzaju gulaszu z bakłażanów. Prosta potrawa w sam raz na koniec lata i początek jesieni, nie wymaga długiego przygotowania, trzeba tylko zaopatrzyć się naprawdę w sporą ilość dobrej oliwy – bakłażany piją straszne ilości podczas smażenia.

Zróbcie koniecznie.

Przepis pochodzi z książki „Włoska wyprawa Jamiego”, ale trochę go przerobiłam, najważniejsza zmiana to jeden bakłażan zamiast dwóch (musiałabym smażyć partiami, zresztą na dwie osoby wystarczył jeden), dlatego na samym końcu podaję oryginalną listę składników.

Anka


Składniki:
  • oliwa
  • 1 bakłażany
  • 1 płaska łyżeczka oregano
  • sól, pieprz
  • 1 średnia cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • duża garść czarnych oliwek bez pestek
  • garść natki pietruszki
  • 1 łyżka solonych kaparów, odsączonych
  • 2 łyżki octu z czerwonego wina
  • 4 średnie pomidory

Sposób przygotowania:

Bakłażany kroję na pół lub na plastry, posypuję obficie solą i odstawiam na kwadrans. Potem spłukuję i dokładnie osuszam papierowym ręcznikiem. Niektórzy pomijają ten etap, czasami i ja tak robię.

Kroję bakłażany na spore kawałki.

Cebulę drobno kroję, czosnek tnę na cienkie plasterki. Pomidory obieram ze skórki, wyrzucam pestki i gniazda nasienne, kroję w kostkę. Siekam natkę.

Na dużej patelni rozgrzewam oliwę, smażę bakłażany z obydwu stron przez kilka minut. Posypuję solą, pieprzem i oregano.

Dodaję cebulę, czosnek i natkę, jeśli trzeba podlewam oliwą. Znowu smażę kilka minut.

Teraz pora na kapary oraz oliwki, dolewam ocet i smażę aż ocet wyparuje. Wreszcie dodaję pomidory i smażę do miękkości. Jamie Oliver pisał, żeby dusić 15 minut na małym ogniu, ale ja smażyłam bez przykrycia, chociaż faktycznie znacznie zmniejszyłam temperaturę.

Na koniec doprawiam jeśli trzeba solą, pieprzem i cukrem.

Podaję z grzankami.

A na koniec obiecana lista składników dokładnie taka, jak podaje Jamie Oliver.

oliwa
2 bakłażany
1 czubata łyżeczka oregano
sól, pieprz
1 mała czerwona cebula
2 ząbki czosnku pokrojone w plasterki
garść zielonych oliwek bez pestek
garść natki pietruszki
2 łyżki solonych kaparów, odsączonych
2-3 łyżki dobrej jakości ziołowego octu
5 dużych pomidorów
uprażone migdały do posypania

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Pappa pomodoro


Pappa pomodoro kusiła mnie od bardzo dawna, ale nie mogłam się zdecydować, którą wersję wybrać. O dziwo, gdy już zabrałam się do dzieła, odrzuciłam grzanki i zdecydowałam się na papkę w dosłownym tego słowa znaczeniu. 

Muszę przyznać, że byłam mile zaskoczona. Zupa wyszła naprawdę pyszna i miała w sobie coś kojącego, pewnie przez ten rozgotowany chleb. Ważne, by nie żałować bazylii i pomidorów, a oliwa, którą polewa się potrawę po wierzchu jest tu wręcz niezbędna. No i jakość chleba jest  bardzo ważna, jeśli nie macie akurat naprawdę dobrego pieczywa, raczej nie ma sensu zabierać się do gotowania.

Wzorowałam się na przepisie z książki Tessy Capponi-Borawskiej "Moja kuchnia pachnąca bazylią", ale wprowadziłam kilka drobnych zmian. W mojej zupie jest więcej pomidorów, a nieco mniej chleba. Niektóre przepisy podają też, by skropiony wodą chleb dodawać na samym końcu.

Anka


Składniki:
  • 1 kg pomidorów
  • 1/3 szklanki oliwy z oliwek
  • 2 ząbki czosnku
  • 1/2 l bulionu
  • duża garść świeżych liści bazylii
  • 200 g czerstwego chleba na zakwasie lub ciabatty (bez skórki)
  • sól, pieprz

Sposób przygotowania:

Pomidory zalewam gorącą wodą, odcedzam i obieram ze skórki. Usuwam pestki, kroję na kawałki.

W garnku z grubym dnem rozgrzewam oliwę i smażę ząbki czosnku pokrojone w drobne plasterki. Uważam, żeby się nie przypaliły i po około minucie dodaję porwaną na kawałeczki bazylię i pomidory. Wlewam gorący bulion, wrzucam połamany na drobne kawałeczki chleb, doprawiam solą i pieprzem i gotuję wszystko na małym ogniu, aż chleb się rozgotuje (około pół godziny).

Podaję ciepłe lub letnie, dodatkowo polane oliwą.

środa, 3 sierpnia 2011

Zupa pomidorowo-cukiniowa


Mówiłam, że będzie pomidorowo, więc dotrzymuję słowa. Otóż są już na blogu dwie zupy pomidorowe, co zupełnie mi nie przeszkadza we wstawieniu jeszcze jednej. Kolejna zupa też ma piękny czerwony kolor, ale jest cukiniowo-pomidorowa, bo obydwa smaki są mocno wyczuwalne. Na pewno jeszcze nie raz ją powtórzę, bo to pyszny obiad na lato. Bardzo polecam.

Przy podanej ilości bulionu, zupa wychodzi taka, jaką lubię – lekka, ale gęsta od warzyw. Przyznam, że bulionu mogło być nawet mniej niż dwie szklanki, bo wlałam po prostu resztkę rosołu drobiowego z poprzedniego dnia.

Anka


Składniki:
  • 1 cebula
  • 2 cukinie
  • 4 duże pomidory
  • kilka suszonych pomidorów (niekoniecznie)
  • ½ litra bulionu (lub więcej)
  • sól, pieprz, cukier
  • pęczek natki pietruszki
  • kilka gałązek tymianku
  • oliwa lub olej do smażenia
do podania:
  • grzanki, groszek ptysiowy, makaron
  • ewentualnie: śmietanka

Sposób przygotowania:

Cebulę kroję w drobną kostkę. Cukinię obieram, wydrążam łyżeczką pestki i kroję w kostkę. Pomidory obieram ze skórki, usuwam gniazda nasienne i pestki, kroję na kawałki.

Na oliwie podsmażam cebulkę aż zmięknie, lekko solę i pieprzę. Dodaję suszone pomidory i cukinię, chwilę smażę i wrzucam świeże pomidory. Zalewam wszystko bulionem, dodaję natkę i tymianek (wcześniej dobrze obwiązuję zioła nitką, żebym mogła potem łatwo wyjąć). Gotuję warzywa do miękkości (mi zajęło to przynajmniej 20 minut, ale jak zwykle nie patrzyłam na zegarek).

Wyjmuję natkę i tymianek, dokładnie miksuję zupę blenderem. Doprawiam solą, pieprzem i odrobiną cukru (najlepiej zacząć od pół łyżeczki i sprawdzić, czy na pewno jeszcze trzeba – wszystko zależy od kwaśności pomidorów).

Najsmaczniejsza jest oczywiście z grzankami, można namalować fantazyjne wzorki polewając zupę słodką śmietanką.

Smacznego!

niedziela, 31 lipca 2011

Klasyczne muffinki z jagodami


Dzisiaj proste i pyszne muffiny z jagodami, świetnie nadają się na szybki podwieczorek do herbaty czy kawy, albo do mleka. Są puszyste, lekko wilgotne i, przy tej ilości jagód, mocno owocowe.
Zmniejszyłam tylko ilość cukru w stosunku do oryginału, co odnotowałam w liście składników.

Wypiek w sam raz na leniwe dni lata.

Przepis pochodzi z książki „101 Cupcakes & small bakes”.

Anka


Składniki:
(12-14 sztuk)
  • 250 g mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 płaska łyżeczka sody
  • 100 g cukru pudru (było 140 g)
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego lub cukier waniliowy
  • 85 g roztopionego i ostudzonego masła
  • 2 duże jajka
  • 200 ml mleka
  • 200 g jagód

Sposób przygotowania:

Rozgrzewam piekarnik do 200 stopni (góra-dół)

Mąkę i cukier puder przesiewam, mieszam z proszkiem do pieczenia i sodą, dodaję cukier z wanilią.

W drugiej misce mieszam masło, roztrzepane jajka i mleko (ewentualnie ekstrakt waniliowy).

Szybko i byle jak mieszam składniki suche i mokre, dodaję umyte i osuszone jagody.

Wykładam masę na blachę do muffinek wyłożoną papilotkami i wstawiam do piekarnika na około 20 minut.

czwartek, 28 lipca 2011

Torcik na zimno (śmietankowo-galaretkowy)

Tak jak nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki, tak samo nie udała mi się sztuka dokładnego powtórzenia tego deseru. Galaretki mają różne kolory, wodę i śmietankę wlewam według uznania, a i owoce się zmieniają.
Reasumując: ten torcik można zrobić na mnóstwo sposobów, ale tym razem oprę się pokusie i nie będę wymieniała wszelkich możliwych wariantów, tylko napiszę dokładnie  jak było. A wy nie trzymajcie się niewolniczo receptury.

Choć przyznam, przychodzi mi to z trudem. Bo jak tu nie napisać, że do nektarynek świetnie pasowałyby borówki, a pomarańczowe galaretki przydałyby się dwie? ;)

Torcik robiłam z okazji przyjazdu bardzo nieletniego gościa. Sądząc po umytej już dawno formie stojącej na ociekaczu, deser spotkał się z uznaniem dzieci. A to wcale nie takie częste.

Anka


Składniki:
(na tortownicę ok. 24 cm)
  • paczka okrągłych biszkoptów
  • 4 galaretki (2 czerwone, 1 pomarańczowa i 1 żółta)
  • 500 ml śmietanki 30%
  • 3-4 nektarynki

Sposób przygotowania:

Przygotowuję galaretki, każdy kolor w oddzielnej miseczce używając połowy ilości wody podanej na opakowaniu. Studzę.

Tortownicę wykładam folią aluminiową lub spożywczą (przynajmniej dół). Na dnie układam warstwę biszkoptów.

Miskę z czerwoną galaretką wstawiam do naczynia z zimną wodą.

Kremówkę ubijam na sztywno. Gdy czerwona galaretka zacznie tężeć, mieszam delikatnie trzepaczką balonową z połową ubitej śmietanki, wykładam na biszkopty i wstawiam do lodówki.

Gdy dolna warstwa stężeje, mieszam żółtą galaretkę z resztą śmietanki i przelewam do formy.

Nektarynki kroję na półplasterki i układam na gotowych śmietanowo-galaretkowych warstwach, zalewam pomarańczową galaretką i odstawiam do schłodzenia.

Kroję ciepłym nożem.

wtorek, 26 lipca 2011

Bruschetta z pomidorami (i bakłażanem)

Wróciłam!

Zakończyłam (krótkie i nieodległe) wojaże urlopowe i już nikt nie podaje mi jedzenia pod nos. Inna sprawa, że dość chętnie wróciłam do własnej kuchni, bo przecież sezon pomidorowy w pełni. I cukiniowy, nektarynkowy, malinowy, borówkowy... Od razu się rozmarzyłam :)

(A tak przy okazji: nie cierpię, gdy w środku lata jedyne owoce jakie można znaleźć na stole to grejpfruty i pomarańcze.)

Uwielbiam pomidory i mam nadzieję, że tego lata uda mi się wrzucić kilka przepisów z pomidorami w roli głównej. Na początek coś prostego. Tylko najpierw dygresja (uwielbiam dygresje).

Otóż kiedyś patrzyłam na bruschetty z pomidorami w pięknych książkach kucharskich i zastanawiałam się o co właściwie chodzi. Chleb z dodatkiem pomidorów jadam przez pół roku z okładem prawie codziennie, więc dlaczego akurat ten przepis zasługuje na specjalne wyróżnienie? Wystarczyło jednak zrobić i sprawa stała się oczywista – odsączony pomidor pokrojony w kosteczkę ze świeżą bazylią oraz odrobiną przypraw smakuje po prostu obłędnie. Do tego dobry chleb i uczta gotowa.

Ale nie byłabym sobą, gdybym nie wprowadziła różnych modyfikacji: będzie więc ocet balsamiczny, bakłażan oraz wersja sałatkowa.

Do wyboru, do koloru – każdą wersję polecam jako idealną potrawę na lato. Może być w ramach obiadu.

Aha, wybaczcie brak dokładnych proporcji, ale trzy duże pomidory wystarczą na pokaźną miskę sałatki i wiele grzanek (myślę, że nawet 6-8 kromek chleba). Wszystko zależy od rozmiaru pomidorów i Waszych apetytów.

Anka


Składniki:
  • chleb na zakwasie lub ciabatta
  • 3 duże mięsiste pomidory
  • sól, pieprz
  • 1-2 łyżeczki octu balsamicznego (niekoniecznie)
  • szczodra garść świeżych liści bazylii
  • oliwa z oliwek
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 bakłażan

Sposób przygotowania:

wersja podstawowa:

Pomidory obieram ze skórki (sparzam gorącą wodą, odcedzam i zdejmuję skórkę lub po prostu obieram nożem). Kroję na ćwiartki lub ósemki, wyjmuję pestki. Kroję w kostkę i przekładam do miski. Dodaję sól, pieprz, posiekaną lub porwaną na kawałki bazylię i ocet balsamiczny (octu nie trzeba, ale ja lubię i to sporo).

Kromki chleba lub ciabaty opiekam w piekarniku (lub nawet w tosterze, jeśli robię wersję dla jednej osoby z jednym pomidorem). Nacieram przekrojonym ząbkiem czosnku, wykładam pomidory na chleb i polewam oliwą.

Chleb można posmarować oliwą przed opiekaniem lub polać oliwą zanim nałożycie pomidory, ale zazwyczaj mi się nie chce i polewam wszystko obficie na samym końcu.


wersja z bakłażanem:

Bakłażan kroję na plastry o grubości około 1 cm (u mnie zazwyczaj trochę mniej), posypuję z obydwu stron solą i odstawiam na kwadrans.

Krótko płuczę zimną wodą i dokładnie osuszam papierowym ręcznikiem (czasami nawet pomijam płukanie i tylko wycieram ręcznikiem, wtedy nie nasiąkają wodą). Smaruję oliwą i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 220 stopni pod górny grill, opiekam z dwóch stron, aż będą miękkie i lekko zbrązowieją.
Czasami smażę bakłażany na patelni, ale potwornie „piją” tłuszcz, więc wolę jednak opiekać, chociaż smażone są też pyszne.

Z pomidorami i chlebem postępuję tak, jak w wersji podstawowej.

Wykładam na grzanki bakłażan, na to pomidory, a na końcu polewam wszystko oliwą.

Dla zabawy można wyciąć z grzanek kółka wielkości plastrów bakłażana.


wersja sałatkowa (już bez zdjęcia):

Okrawam chleb ze skórki, kroję w kostkę. Wrzucam na blachę do pieczenia, lekko skrapiam oliwą i mieszam rękami, żeby obtczyć chleb w oliwie. Wstawiam do piekarnika (ostatnio włączam tylko górny grill na 200 stopni) i opiekam na złoty kolor. Warto przemieszać w trakcie pieczenia.

Przygotowuję pomidory i bakłażan jak opisane powyżej.

W misce mieszam pomidory, pokrojony w kostkę bakłażan i grzanki. Wszystko polewam oliwą i mieszam.

Smacznego!

piątek, 15 lipca 2011

Sałatka arbuzowa z fetą i oliwkami


Ponieważ lubię testować nowe smaki, więc już w zeszłym roku robiłam tę sałatkę, z tym, że nie zdążyłam zrobić zdjęcia. Nie jest to nic aż tak rewolucyjnego jak na przykład ten chłodnik z truskawek (po prostu musiałam sprawdzić jak on smakuje!), ale też w niczym nie przypomina zwykłej sałatki owocowej.

Wyszło bardzo smacznie, zresztą arbuzy, podobnie jak melony, często stosuje się do dań innych niż słodkie desery i to z powodzeniem.

Jeśli chodzi o podane ilości, to są bardzo orientacyjne i zależą od upodobań. Arbuza przecież nikt nie będzie ważył, lepiej kupić więcej i po prostu zjeść resztę. Mięty wzięłam najwyżej 2 łyżki, bo nie lubię, gdy jest jej zbyt dużo, a natki było jakieś pół pęczka.

Przepis pochodzi z książki Nigelli „Lato w kuchni przez okrągły rok”. A tak przy okazji: widziałam identyczny w jednej z książeczek Poradnika Domowego – autorstwo przepisów w wielu przypadkach jest bardzo niejasne.

Anka



Składniki:
  • ok. ¼ dużego arbuza lub ½ małego
  • 2 limonki
  • 1 mała czerwona cebula
  • 200 g sera feta
  • 100 g czarnych oliwek
  • natka pietruszki
  • świeże liście mięty
  • 2 łyżki oliwy
  • czarny pieprz (świeżo zmielony)
Sposób przygotowania:

Cebulę kroję na bardzo cieniutkie półplasterki, wkładam do miseczki i zalewam sokiem z limonki. Odstawiam na kilka minut.

Arbuz kroję w kostkę i wyjmuję pestki. Kostka naturalnie jest tu pojęciem umownym, kroję tak jak mi się uda, tylko staram się, żeby kawałki były tej samej wielkości. Wkładam do dużej miski.

Fetę kroję w kostkę, Nigella pisze, żeby była tej samej wielkości co arbuz, ale ja wolę zdecydowanie mniejszą, nawet taką o boku długości 1 cm.

Natkę i miętę siekam – miętę drobno, natkę mniej dokładnie.

Dodaję do arbuza fetę, miętę, natkę, czarne oliwki i czerwoną cebulę. Leciutko mieszam, polewam oliwą i posypuję czarnym pieprzem.

Smacznego!

środa, 13 lipca 2011

Murzynek z wiśniami

Miałam ogromną ochotę na ciemne ciasto z wiśniami, wzięłam zatem klasyczny przepis na murzynka, który zawsze się udaje, dorzuciłam kilkanaście wisienek i upiekłam ciasto tak smaczne, że zniknęło w pół godziny.
- Dlaczego zrobiłaś takie małe? - spytał Mąż, dojadając okruszki – przecież miałaś zaprosić sąsiadkę na kawę...

Obłudnik!

Chuda


Składniki:

  • 150 g masła
  • 1,5 szklanki cukru
  • 1,5 szklanki mąki
  • 3 jajka
  • 10 łyżek wody
  • 2,5 łyżki kakao
  • 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 25 świeżych wiśni
  • rum
Sposób przygotowania:

Wiśnie płuczę na sitku, wyciągam z nich pestki używając wykałaczki i zalewam owoce odrobiną rumu. Może być nieco większa odrobina, bo i tak rum z wiśni wypijam przed wrzuceniem ich do ciasta, a rum wzbogacony aromatem wiśniowego soku smakuje doskonale.

Ale nie uprzedzajmy faktów. Jesteśmy na początku procesu cukierniczego: wiśnie nabierają aromatu rumu, rum nabiera aromatu wiśni, a ja wrzucam do rondelka masło, wsypuję cukier i kakao, wlewam 5 łyżek wody i podgrzewam wszystko do zagotowania.

Odlewam pół szklanki, resztę odstawiam do wystygnięcia i próbuję, czy wiśnie nabrały już mocy. Nabierają, mniam. Ponawiam próbę pięciokrotnie w różnych odstępach czasu, za każdym razem stwierdzając bogatszy aromat wisienek. Do ciasta powinno zostać 20 wiśni, aczkolwiek nikt się przecież nie doliczy, czy 20, czy 18...

Oddzielam żółtka od białek, robot ubija pianę z białek, a w tym czasie przesiewam mąkę z proszkiem. Dodaję do wystudzonej masy, mieszam, dodaję po jednym żółtku, mieszam, wlewam pozostałe 5 łyżek wody, mieszam, a na końcu – tak dla odmiany – mieszam delikatnie z pianą ubitą na sztywno. Wisienki odcedzam z rumu, obtaczam w łyżce mąki i – uwaga! - mieszam z ciastem.


Wlewam ciasto do foremki – moja jest z silikonu, dzięki czemu nie wymaga natłuszczania, a na dodatek ma śliczny kształt. Ciasto wychodzi z niej bez najmniejszych problemów. Ale zanim wyjdzie, musi się upiec – wstawiam je do piekarnika nagrzanego do 180 stopni z termoobiegiem. Ustawiam czas pieczenia na 40 minut i na zakończenie prac wznoszę toast rumem o aromacie wiśni.

Moja foremka jest mała: górą ma ledwie 20 cm średnicy, toteż z tej porcji ciasta wyszła mi jedna babka i 5 muffinek. Zasadniczo powinno się je polać odlaną na początku polewą, ale osobiście wolę na wierzchu cukier puder.

niedziela, 10 lipca 2011

Tarta z nektarynkami i borówkami oraz przepis na najlepsze kruche ciasto


Przedstawiam Królową Lata: oto tarta z nektarynkami!

Jest idealna, uwielbiam połączenie kruchego ciasta z owocami, a nektarynki i borówki zawsze były na liście moich ulubionych owoców. Ciasto jest proste w wykonaniu, spód nie wymaga wcześniejszego podpiekania i pięknie się prezentuje – nie ma co się zastanawiać, tylko robić.

Jeśli chodzi o kruche ciasto, to próbowałam przeróżnych proporcji i moim zdaniem podany poniżej przepis jest po prostu najlepszy. Naturalnie do słonych wypieków pomijam cukier puder, często dodaję odrobinę więcej masła (nie zawsze chce mi się ważyć i wrzucam całą kostkę) i dodaję na przykład skórkę otartą z cytryny lub pomarańczy, gałkę muszkatołową czy inne przyprawy, ale ta lista składników gwarantuje mi idealne kruche ciasto. Jeszcze lepszy efekt otrzymuję, gdy zamiast jednego surowego żółtka, dodaję ugotowane na twardo i przetarte przez sito, ale jeszcze mi się nie zdarzyło specjalnie gotować jajek do tego celu.

Proporcje wystarczają na sporą blachę, więc gdy robię tartę w formie o średnicy ok. 24 cm, zostaje mi jeszcze ciasta na kilka małych babeczek lub ozdobną kratkę na wierzchu. Albo po prostu wsypuję 250 g mąki i zmniejszam ilość masła.

Pomysł na nadzienie ściągnęłam tej strony.

Anka


Składniki:
(u mnie starczyło na blaszkę o średnicy ok. 23 cm i 5 małych babeczek)

ciasto:
  • 300 g mąki
  • 50 g cukru pudru
  • szczypta soli
  • 2 żółtka
  • 180 g masła
nadzienie:
  • 4 duże nektarynki
  • ok. ¾ szklanki borówek
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 1 łyżka mąki
  • 1-2 łyżki cukru
  • 1-2 łyżki tartej bułki lub mielonych migdałów

Sposób przygotowania:

Najpierw kruche ciasto (bez problemu można zrobić i 2 dni wcześniej).

Przesiewam mąkę i cukier puder, mieszam z solą. Jeśli chodzi o mąkę, to dodaję sporo krupczatki.

Dodaję pokrojone w kostkę bardzo zimne masło, rozcieram palcami na malutkie kawałeczki, dodaję żółtka i szybko zagniatam gładkie ciasto.

Formuję placek, owijam folią spożywczą i chowam do lodówki na co najmniej godzinę.

Nektarynki myję, wyjmuję pestki i kroję owoce na cienkie plasterki. Wrzucam do miski razem z borówkami (owoce dobrze jest jak najdokładniej osuszyć po myciu), dodaję mąkę, cukier i sok z cytryny, dokładnie mieszam rękami.

Wyjmuję ciasto z lodówki, rozwałkowuję i wykładam nim formę na tartę. Jeśli jest tak ciepło jak ostatnio, często wałkuję przez folię spożywczą, bo nie lubię podsypywać kruchego ciasta mąką. Znowu wstawiam do lodówki na co najmniej kwadrans – ciasto i forma mają być naprawdę zimne zanim wstawię do piekarnika.

Nagrzewam piekarnik do 200 stopni (góra-dół).

Ciasto posypuję przesianą bułką tartą (dzięki temu mniej nasiąknie sokiem z owoców), wykładam owoce i wstawiam do piekarnika na około 40 minut.

Smacznego!

wtorek, 14 czerwca 2011

Semifreddo truskawkowe


Semifreddo czy nie semifreddo – dręczy mnie pytanie, bo o moich problemach z nazewnictwem już kiedyś wspominałam. Widziałam jednak gdzieś podobnie przygotowywane malinowe słodycze, więc nie będzie.

Niezależnie jednak od tego jak się ten deser nazywa, moje dzieci uwielbiają wszystko co choć trochę przypomina lody, a syn dodatkowo mógłby jeść ciągle truskawki, więc efekt widać poniżej.

Anka


Składniki:
  • ok. ½ kg truskawek
  • ok. 5 łyżek cukru
  • 1-2 łyżki soku z cytryny
  • 250 ml śmietanki kremówki
  • 1 łyżka cukru pudru

Sposób przygotowania:

Truskawki myję, odszypułkowuję i razem z cukrem i sokiem z cytryny wrzucam do rondelka o grubym dnie. Gotuję na małym ogniu przez około pół godziny. Miksuję i przecieram przez sito, żeby pozbyć się pestek.
Powstały mus studzę i schładzam w lodówce.

Swoją drogą można po prostu skończyć przygotowanie na tym etapie i używać tak przygotowanych truskawek do polewania dowolnego deseru albo do przyrządzenia delikatnego koktajlu.

Ale nie, uparłam się, że coś zamrożę, więc ubijam śmietankę, na koniec dodaję cukier puder.

Delikatnie mieszam bitą śmietanę z musem. Można to zrobić dokładnie, albo nie, wtedy powstaną ładne smugi.

Wypełniam foremki do lodów i wstawiam do zamrażalnika.

wtorek, 7 czerwca 2011

Francuskie ciastka z kremem z truskawkami


Co prawda jestem zadeklarowaną miłośniczką bitej śmietany z mascarpone, ale przecież nie mogę zawsze tak samo przygotowywać deserów z kremem. Tym razem wymyśliłam sobie, że mascarpone podmienię na kremowy serek (na przykład Philadelphia, Bieluch). Takie połączenie ma w sobie więcej charakteru i świetnie pasuje do świeżych truskawek.

Do tego gotowe ciasto francuskie, bo nie miałam czasu ani ochoty na zagniatanie i pieczenie kruchego (chociaż osobiście zdecydowanie wolę własne kruche od kupowanego francuskiego).

Żeby ciastka nie wyszły zbyt wysokie (bo i tak są spore), nie nakładałam jednego na drugie, ale każde rozdzielałam delikatnie na dwie warstwy. W przypadku ciasta francuskiego nie stanowi to problemu, bo się pięknie listkuje.

Dodałam dwie łyżki cukru i mi to w zupełności wystarczyło, a nie były to zbyt czubate łyżki, ale jak zawsze po prostu sprawdźcie i skorygujcie według swoich upodobań.

Anka


Składniki:
  • 4 prostokąty gotowego ciasta francuskiego (wzięłam mrożone Frosty, wymiary ok. 10x20 cm)
  • 100 g kremowego serka
  • 200 ml śmietany kremówki
  • 400 g truskawek
  • 2 łyżki cukru pudru (lub więcej)

Sposób przygotowania:

Ciasto francuskie kroję na niewielkie kwadraty, lekko rozmrażam, układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia lub matą silikonową i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 210 stopni na około 15 minut (aż się zezłoci).

Truskawki odszypułkowuję, myję, dokładnie osuszam i kroję na kawałki. Odkładam kilka całych sztuk do ozdoby.

Ubijam śmietankę. W misce ucieram serek z cukrem pudrem, dodaję śmietankę i sprawdzam, czy jest wystarczająco słodkie. Wszystko mieszam z pokrojonymi truskawkami.

Upieczone ciastka delikatnie rozdzielam. Nakładam łyżkę masy śmietanowej na dolną cześć ciastka i przykrywam górną.

Posypuję cukrem pudrem i dekoruję połową truskawki.

Niestety, taki deser nie postoi zbył długo, lepiej zjeść go od razu, ale też nie ma obawy, by musiał czekać na amatorów.

wtorek, 31 sierpnia 2010

Sałatka z pieczonych warzyw z makaronem

Uwaga! Premiera!
Dzisiaj przedstawiam zupełnie nowy rodzaj wpisu. Co prawda przygotowanie dania, gdy fotografuję wszystko krok po kroku zajmuje przynajmniej dwa razy więcej czasu niż zwykle (więc nie będę tego robiła zbyt często), ale mam nadzieję, że mój wysiłek nie poszedł na marne i przypadnie Wam do gustu.

Na początek bajecznie prosta i pyszna sałatka idealna na tę porę roku. Wbrew pozorom nie ma z nią zbyt dużo roboty, pieczenie nie trwa długo, a efekt po prostu uzależnia. Sałatkę serwuję jako samodzielne danie obiadowe.

Jeśli chodzi o dobór ziół, to polecam dowolną mieszankę trzech: tymianku, bazylii i oregano. Moim zdaniem z tych trzech tak naprawdę niezbędny jest tymianek, ale jak zwykle o gustach nie będziemy przecież dyskutować :) Podaję Wam moje ulubione zestawienie czyli tymianek plus bazylia.

Nie wiem tylko dlaczego moja córka odmawia spożywania kolorowych warzyw. Pocieszające jest to, że przynajmniej zjada makaron obficie przyprawiony czosnkiem i ziołami. Od czegoś trzeba zacząć.


Anka

Składniki:

2 czerwone papryki
1 żółta papryka
½ kg pomidorków koktajlowych
1-2 cukinie

ok. ½ szklanki oliwy
2-3 ząbki czosnku
½ łyżeczki soli morskiej
½ łyżeczki czarnego pieprzu
garść tymianku
garść bazylii

ewentualnie kawałek parmezanu, mozzarelli lub fety

Sposób przygotowania:

Muszę przyznać, że samo gromadzenie składników tego dania jest czystą przyjemnością. Uwielbiam patrzeć na te żywe kolory i od razu nabieram ochoty na jedzenie. Pewnie dlatego podczas mycia podjadam pomidorki.



Zaczynam od przygotowania oliwy. W moździerzu rozcieram czosnek z solą. Soli i pieprzu lepiej sypać ostrożnie, sałatkę zawsze można doprawić już na półmisku, a przesolone warzywa są naprawdę niesmaczne.

 


Dodaję pieprz, rozgniatam, potem wkładam do moździerza zioła. Wlewam część oliwy i wszystko ucieram. Powstaje coś w rodzaju pasty z wyraźnymi grudkami, bo w przypadku tego dania gładkość pasty nie ma szczególnego znaczenia (czy też raczej: nie chce mi się tego dokładnie robić). Dodaję resztę oliwy.
Moim zdaniem tę pastę najłatwiej przygotować w moździerzu, ale jeśli drobno posiekacie czosnek i zioła i zmieszacie z oliwą, to też będzie dobrze. Pamiętajcie tylko, żeby czosnek porządnie zmiażdżyć płaską stroną noża zanim zaczniecie siekać.
Po namyśle stwierdzam, że leniwi mogą przecież sięgnąć po blender.



Teraz warzywa. Najprościej przygotować pomidory. Po prostu je osuszam i kładę na dużą blachę wyłożoną papierem do pieczenia.



Z papryką jest nieco więcej zachodu. Przekrawam na pół i usuwam gniazda nasienne. Potem kroję na ćwiartki i każdą ćwiartkę kroję w paski.



Odcinam końce i przekrawam cukinie na pół. Jeśli nie są to młodziutkie, małe sztuki, łyżką usuwam z nich gniazda nasienne. Kroję cukinie na niewielkie kawałki.
Na zdjęciu widać kawałek żółtej cukinii, która została mi z wczorajszej zapiekanki.



Wszystkie warzywa wykładam na blachę i polewam przygotowaną pastą z oliwy. Delikatnie mieszam.



Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 240 stopni na 20 minut. Tyle wystarczy. Maksymalnie 25 minut. W tak wysokiej temperaturze nie trzeba wiele czasu, by warzywa zmiękły i nabrały cudownego smaku. A ten zapach! Niebiański!



Teraz makaron. Ugotowałam kokardki, bo aktualnie znajdują się na pierwszym miejscu wśród ulubionych kształtów makaronu mojej córki. Równie dobrze nadadzą się na przykład świderki. Po prostu podoba mi się koncepcja, że wielkość makaronu jest zbliżona do wielkości kawałków warzyw.



Do makaronu dodaję upieczone warzywa, wszystko polewam oliwą pozostałą z pieczenia, delikatnie mieszam. Serwuję ciepłe lub zimne, smaczne w obu wersjach (byle nie prosto z lodówki). Świeża, posiekana bazylia posypana po wierzchu też nie zaszkodzi.



W zasadzie można na tym zakończyć, ale makaron i warzywa bardzo lubią towarzystwo sera. Najlepszy byłby moim zdaniem parmezan, chociaż miłośnicy fety lub mozzarelli też mogą użyć swoich ulubionych składników.



Smacznego!

środa, 25 sierpnia 2010

Tarta z pomidorami

Dzisiejszy przepis pochodzi ze wspaniałej książki Georgeanne Brennan „Świnia w Prowansji”. Autorka opisuje swoje doświadczenia po tym, jak porzuciła słoneczną Kalifornię, by wraz z mężem i malutką córką przenieść się do Francji. Osiadła w Prowansji, kupiła tam dom z kawałkiem ziemi i zajęła się wyrobem koziego sera.

Podtytuł książki brzmi „Dobre jedzenie i proste przyjemności w południowej Francji”, bowiem jest to opowieść o życiu w zgodzie z naturą i szacunku do przyrody, o tym skąd bierze się nasze jedzenie i ile może nam dawać przyjemności.

Polecam oczywiście przeczytanie, ale przecież Chochelki to nie blog z recenzjami, tylko kulinarny, więc już przechodzę do rzeczy. W książce przepisów nie ma zbyt wiele, ale za to te które są od razu zmuszają człowieka do wstania z fotela i ruszenia w stronę do kuchni. Poniższa tarta z pomidorami jest tego doskonałym przykładem. Pomysł, by posmarować ciasto cienką warstwą musztardy jest fantastyczny i zachęcam byście koniecznie to wypróbowali. Wszystkie smaki cudownie ze sobą współgrają, a pomidory o tej porze roku są najlepsze. Można naturalnie użyć połówek przekrojonych pomidorków koktajlowych ułożonych skórką do dołu, myślę, że tarta może być jeszcze smaczniejsza. 


Anka 



Składniki:

ciasto:
220 g mąki
szczypta soli
120 g masła
1 jajko

farsz:
3-4 średnie pomidory
1 łyżka musztardy Dijon
garść świeżo oberwanych listków tymianku
około 3 łyżek oliwy
sól, pieprz
10 dag startego cheddara

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Kruchy spód jak zwykle możecie przyrządzić na swój sposób. Tym razem wzięłam całe jajko, ale oczywiście jeśli używa się samych żółtek, ciasto będzie bardziej kruche. W razie problemów z zagnieceniem można dodać odrobinę zimnej wody.

Przesiewam mąkę, dodaję sól. Zimne masło kroję w kostkę i siekam razem z mąką, a potem rozcieram czubkami palców na małe kawałki. Dodaję jajko, krótko zagniatam ciasto.
Zgodnie ze standardową procedurą należałoby je teraz owinąć folią i schować przynajmniej na godzinę do lodówki, a następnie rozwałkować i wyłożyć nim formę. Ja jednak od razu wykleiłam formę ciastem, przykryłam folią i schowałam do lodówki. Fakt, że wtedy nieco trudniej osiągnąć idealnie równy brzeg ciasta, ale przecież nie robię tej tarty na wystawę.

Nagrzewam piekarnik do 200 stopni. Schłodzone ciasto wykładam papierem do pieczenia i wysypuję ryż, który obciąży ciasto i zapobiegnie puchnięciu. Zamiast ryżu można użyć na przykład fasoli lub specjalnych ceramicznych kulek (które wątpię bym kiedykolwiek sobie kupiła).
Wstawiam ciasto do piekarnika na około 10 minut. Zdejmuję papier z obciążeniem i podpiekam jeszcze 5 minut.

Podpieczone ciasto smaruję cienką warstwą musztardy Dijon, najlepiej zrobić to pędzelkiem. Na to układam pokrojone w plastry pomidory, jeden przy drugim. Posypuję pomidory solą i pieprzem, skrapiam oliwą i posypuję listkami tymianku. Na wierzch kładę warstwę startego sera. W oryginale użyto sera gruyere, ale cheddar też świetnie się nadaje.

Wstawiam tartę z powrotem do piekarnika i piekę około 25 minut.
Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */