W Gdańsku znów zachmurzone niebo, więc bez wyrzutów sumienia wstawiam przepis na coś w sam raz na kolację w deszczowy wieczór.
Moim dzieciom co pewien czas przypomina się kakao i składają takie zamówienie. A że miałam wolne popołudnie i kilogram węgierek do zagospodarowania, to postanowiłam coś upiec.
Przejrzałam pobieżnie mój nowy nabytek „Kuchnię polską” pani Ewy Aszkiewicz i spodobały mi się drożdżowe rożki. Wyglądały tak równo i wszystkie miały trójkątny kształt. Spodziewałam się od razu, że moje wypieki bynajmniej nie będą idealne i że z piekarnika wyjadą poskręcane krzywulce, ale na szczęście okazało się, że wygląd jest tu najmniej ważny.
Ciasto jest po prostu przepyszne! Ale od razu mówię, że lepiej nie zagniatać ręcznie. U mnie poradził sobie zwykły mikser ze spiralnymi mieszadłami i ciasto wyszło pięknie wyrobione, napuszone i leciutkie, ale bez maszyny pewnie za bardzo podsypałabym mąką i byłoby cięższe. Poza tym, co ciekawe, w przepisie nie było nic na temat przygotowywania rozczynu, co troszkę skraca czas przygotowywania wypieku. Profilaktycznie jednak zasypałam drożdże cukrem, przysypałam mąką i dopiero wtedy zabrałam się za przygotowywanie reszty składników.
Jeśli chodzi o nadzienie, to możecie wrzucić cokolwiek macie, łącznie z powidłami śliwkowymi. U mnie hitem były oczywiście rożki z kostką gorzkiej czekolady – według moich dzieci wszystko co z czekoladą jest najlepsze.
Zwłaszcza, gdy popija się przy tym kakao, więc przy okazji podaję przepis na domowe kakao. Dla tych, którzy jeszcze nigdy nie gotowali.
Anka
Składniki:
(na 12-16 sztuk)
- 40 g świeżych drożdży
- 2 łyżki cukru
- cukier waniliowy
- 2 żółtka
- 2 szklanki + 2 łyżki mąki
- szczypta soli
- ¾ szklanki mleka
- 80 g roztopionego i ostudzonego masła
- cukier puder
nadzienie:
- śliwki
- jabłka,
- powidła śliwkowe
- czekolada
Sposób przygotowania:
Jak zwykle przy cieście drożdżowym wszystkie składniki mają temperaturę pokojową, a mleko nawet lekko podgrzewam.
Drożdże rozkruszam do sporej miski, dodaję cukier zwykły i waniliowy, przesianą mąkę wymieszaną z solą i mieszam, wlewam mleko i masło, wyrabiam gładkie ciasto, które będzie odstawało od ścian miski.
Odstawiam do wyrośnięcia aż podwoi objętość (muszę tu przyznać, że moje rosło jak szalone i wcale mu to nie zaszkodziło zarówno jeśli chodzi o wygląd jak i o smak).
Przebijam ciasto pięścią, chwilkę zarabiam i dzielę na dwie części. Rozwałkowuję na wysypanej mąką stolnicy na cienkie prostokąty. Dzielę każdy prostokąt na „zgrabne kwadraty”, a przynajmniej tak podaje książka, kładę na każdy kwadrat nadzienie i zlepiam rożki. Przepis mówił, by zlepiać tylko czubki, ale ja zlepiałam także krawędzie, a czasami robiłam coś w rodzaju bułeczek z połówką śliwki w środku i kładłam na wysmarowanej tłuszczem blasze złączeniem do dołu.
Jeśli w roli nadzienia występują połówki świeżych śliwek lub cząstki jabłka, to posypuję je obficie cukrem pudrem zmieszanym z odrobiną cynamonu.
Odstawiam do napuszenia na 20-30 minut w ciepłe miejsce przykryte ściereczką. Przed wstawieniem do piekarnika smaruję żółtkiem zmieszanym z odrobiną mleka lub białkiem lekko roztrzepanym z łyżeczką wody.
Ponieważ chciałam piec dwie blachy na raz, więc ustawiłam dolną grzałkę z termoobiegiem i piekłam kwadrans w 160 stopniach. Bez termoobiegu należy ustawić 180 stopni. Tu powiem, że to chyba pierwszy raz, gdy jakiś przepis podaje dłuższy czas pieczenia niż ja, bo mowa w nim o 30-35 minutach. Po prostu popatrzcie jak wyglądają i gdy będą pięknie rumiane, czas wyciągać z piekarnika.
Przed podaniem posypuję cukrem pudrem. Można polukrować.
I obiecane kakao:
Składniki:
- 1 litr mleka
- 3 czubate łyżeczki kakao
- 1-2 czubate łyżeczki cukru
Sposób przygotowania:
Odlewam pół szklanki mleka i dokładnie mieszam z kakao oraz cukrem. Jednocześnie podgrzewam resztę mleka.
Gdy mleko się zagotuje, wlewam rozmieszane kakao i ponownie zagotowuję.
Uwaga! Lubi kipieć :)