Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kakao. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kakao. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 marca 2016

Ciasto czekoladowe z czerwonym winem

Zobaczyłam zdjęcie na Moich Wypiekach i po prostu musiałam zrobić to ciasto! 

Decyzja okazała się jak najbardziej słuszna, chociaż sugeruję by wziąć zwykłe czerwone wino i nie stosować domieszek Porto - dla mnie aromat takiego wypieku okazał się zbyt intensywny. Natomiast cała reszta towarzystwa pytała, o co mi w ogóle chodzi i jadła. Nic dziwnego, to ciasto ma niesamowitą strukturę. Bardzo polecam.


Anka



Składniki:
  • 1 3/4 szklanki mąki pszennej
  • 1,5 szklanki drobnego cukru do wypieków (dałam trochę mniej)
  • 3/4 szklanki kakao
  • 2 łyżeczki sody
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1 szklanka maślanki lub kefiru (miałam maślankę)
  • 1/2 szklanki oleju rzepakowego lub słonecznikowego
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (dałam cukier z prawdziwą wanilią)
  • 1 szklanka wytrawnego lub półsłodkiego czerwonego wina
Sposób przygotowania:

W jednej misce mieszam składniki suche (oprócz cukru): przesianą mąkę i kakao (możliwe, że kakao też miałam odrobinę mniej niż w oryginale), sól, proszek do pieczenia, sodę.

W drugiej misce krótko mieszam rózgą: jajka, cukier, olej, ekstrakt (lub cukier z wanilią), maślankę, czerwone wino. Tylko do połączenia składników.

Wsypuję suche do mokrych, znowu krótko mieszamy.

Wlewam ciasto do okrągłej tortownicy o średnicy 26 cm wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. U mnie pieczenie zajęło dokładnie godzinę - koniecznie sprawdźcie patyczkiem.

Na wierzch wrzuciłam po prostu polewę z gorzkiej czekolady. Ale całkowicie zgadzam się z Dorotą z Moich Wypieków, że ciasto nadaje się, jako podstawa tortu.

Smacznego!

sobota, 23 marca 2013

Ambasador



Coś z klasyki w moim domu. Ambasadora piekłam jeszcze w czasach, gdy nie śniło mi się, że kiedykolwiek  będę własnoręcznie robiła torty i tarty. Potrafiłam również koncertowo go schrzanić.

Ambasador bardzo lubią dzieci, przynajmniej większość mi znanych. Na zdjęciu jest w wersji podstawowej, ale z polewą czekoladową byłby jeszcze lepszy. Najbardziej smakuje jeszcze ciepły, z kubkiem mleka (zresztą mi tak wszystkie ciasta smakują).

Anka

Składniki:
(na formę o średnicy około 26 cm)

  • 250 g masła
  • ½ szklanki mleka
  • ¾-1 szklanki cukru
  • 3 łyżki kakao
  • 4 jajka
  • 300 g mąki (ok. 2 szklanek)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • ewentualnie: skórka pomarańczowa, orzechy włoskie
  • polewa czekoladowa

Sposób przygotowania:

W garnku z grubym dnem podgrzewam masło, mleko, cukier i kakao, aż wszystko połączy się w gładką, lśniącą masę. Studzę.

Przesiewam mąkę, mieszam z proszkiem do pieczenia.

Oddzielam żółtka od białek. Ubijam pianę. Do kakaowej masy dodaję żółtka i mąkę, wszystko dokładnie mieszam. Jeśli akurat mam ochotę, dodaję skórkę pomarańczową i/lub orzechy. Delikatnie dodaję pianę z białek.

Wkładam masę do formy wyłożonej papierem do pieczenia (lub wysmarowanej masłem i wysypanej drobniutką bułką tartą). Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około 50 minut.

Tu uwaga: o ile dobrze pamiętam, raczej nie używałam miksera, gdy dokładałam już żółtka i mąkę, wystarczała drewniana łyżka.

sobota, 5 stycznia 2013

Muffiny czekoladowo-bananowe



Uwielbiam wypieki z bananami, są miękkie i wilgotne, nie trzeba dodawać zbyt dużo cukru i praktycznie zawsze się udają. Nic więc dziwnego, że gdy tylko wypatrzę czerniejące banany, od razu planuję muffiny zkawałkami czekolady lub chlebek bananowy, albo szukam czegoś nowego.


Naturalną konsekwencją pysznych muffinek z kawałkami czekolady były muffiny czekoladowo-bananowe. Wystarczyło wklepać w google chocolate banana muffins i już na pierwszym miejscu wyskoczył przepis Nigelli. Jeśli chodzi o muffiny, mam do niej spore zaufanie.


I słusznie.


Polecam.

Anka

Składniki:

  • 225 g mąki
  • 100 g brązowego cukru (dałam mniej białego)
  • 1 łyżeczka sody
  • 45 g kakao (dałam dwie czubate łyżki, czyli nieco mniej)
  • 3 banany
  • 2 jajka
  • ½ szklanki oleju

Sposób przygotowania:

Przesiewam mąkę i kakao, mieszam z sodą.
W drugiej misce dokładnie rozgniatam banany, dodaję jajka i olej, mieszam.
Łączę suche i mokre składniki.

Nakładam masę do formy na muffinki wyłożonej papilotkami. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na około 20 minut (w moim piekarniku raczej na 25 minut, ale u mnie wszystko piecze się dłużej).

Studzę na kratce.
Pycha!

Jeśli macie ochotę, można oczywiście dodać posiekane kawałki czekolady, dowolnej.

sobota, 17 grudnia 2011

Bożonarodzeniowa kłoda czekoladowa


Nareszcie przyszedł czas, by wykorzystać zdjęcie zrobione rok temu :)

Jako że jestem naprawdę leniwą osobą, to bożonarodzeniową kłodę czekoladową przygotowuję w najprostszy sposób na świecie, nie bawiąc się w żółtkowe i maślane kremy. W tym roku, jeśli zrobię to ciasto, dodam pewnie mascarpone do kremu, żeby nabrał wyrazistości. Jeśli jednak wolicie maślane kremy (bo ja na przykład bardzo lubię) – nic nie stoi na przeszkodzie, by to właśnie nimi posmarować roladę.

Ciasto jest bardzo efektowne i wcale nieskomplikowane. Co nie znaczy, że sami nie możecie twórczo adaptować tego przepisu dodając to i owo. Przede wszystkim nie zaszkodzi skropienie ciasta sokiem z pomarańczy, można też dodać ekstrakt waniliowy do kremu, a sam krem zmieszać z chrupiącymi orzechami lub migdałami. Co jeszcze? Może jakiś dżem do środka (czarne porzeczki, morela, pomarańcza)? Kandyzowane wisienki poukładane obok ciasta? To tylko kilka pomysłów, zapewniam jednak, że nawet w tej najprostszej wersji świąteczna kłoda czekoladowa pysznie smakuje i wspaniale wygląda na świątecznym stole.

Aha, zrobiłam wczoraj miodownik, o który prosiliście. Z kremem na bazie kaszy manny w środku (pyszny!) i warstwą karmelizowanych orzechów na górze. Mam jeszcze nadzieję na jakieś lepsze światło do zrobienia zdjęcia, ale przepis już zanotowany, niedługo wrzucę na blog :)

Anka

Składniki:

ciasto:
  • 5 jajek
  • 160 g drobnego cukru
  • 120 g mąki
  • 40 g kakao
  • 35 g roztopionego i ostudzonego masła

krem:
  • 400 g śmietanki (co najmniej 30%)
  • 300 g gorzkiej czekolady (można wziąć mniej o 100g)
  • 1-2 łyżeczki cukru pudru
  • ewentualnie: sok z jednej pomarańczy

Sposób przygotowania:

Można zrobić jasne biszkoptowe ciasto do rolady, wystarczy podaną w przepisie ilość kakao zamienić na mąkę.

Dużą płaską blachę wykładam papierem do pieczenia.
Włączam piekarnik na 190 stopni (góra-dół).

Mąkę i kakao przesiewam do miski, mieszam.

Jajka z cukrem ubijam mikserem 8-10 minut aż zmienią kolor i zgęstnieją Wsypuję mąkę z kakao i delikatnie, ale dokładnie mieszam masę łopatką. Na koniec dodaję masło, znowu mieszam.

Wykładam masę na blachę, wyrównuję.

Piekę około 12 minut. Jednocześnie rozkładam na blacie lub stole bawełnianą ściereczkę (lub tetrową pieluchę) i dokładnie wysypuję cukrem pudrem. Kiedyś dodatkowo moczyłam ściereczkę, żeby była lekko wilgotna, wtedy ciasto jest wilgotniejsze i lepiej się zwija, ale nie bardzo mi to pasuje. Wolę sama czymś nasączyć.

Wyjmuję ciasto z piekarnika i od razu kładę papierem do góry na wysypanej cukrem pudrem ścierce. Zdejmuję papier do pieczenia z ciasta i zwijam roladę razem ze ścierką. Zostawiam do wystudzenia. Ważne by zwinąć roladę natychmiast po wyjęciu z piekarnika, inaczej ciasto będzie się łamało.

Przygotowuję krem. Ubijam na sztywno śmietankę, pod koniec ubijania dodaję cukier puder.
Ilość cukru jest podana orientacyjnie, spróbujcie, zawsze przecież można dosypać, ja zazwyczaj zaczynam od wsypania jednej łyżeczki cukru pudru.

Czekoladę roztapiam w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce (można wlać odrobinę śmietanki do czekolady, żeby łatwiej było rozmieszać czekoladę).
Przestudzoną czekoladę powolutku wlewam do śmietanki cały czas ubijając. Wstawiam krem do lodówki.

Gdy ciasto ostygnie, delikatnie rozwijam, ewentualnie skrapiam sokiem z pomarańczy i smaruję ciasto mniej więcej połową kremu zostawiając wolne brzegi. Delikatnie zwijam od strony dłuższej krawędzi. Odkrawam jakąś jedną piątą rolady. Układam ciasto na półmisku dokładając pod kątem odciętą część tak, by wyglądała jak konar.
Teraz resztą kremu smaruję górę rolady. Widelcem, ostrym czubkiem noża lub czymkolwiek co wpadnie mi w ręce rysuję wzorki na kremie, żeby wyglądał jak kora drzewa. Posypuję cukrem pudrem, cukrowymi śnieżynkami lub dokładam marcepanowe listki, gdybym przezornie się w nie zaopatrzyła.

Smacznego!

wtorek, 22 listopada 2011

Zebra


Zebra wcale nie jest jednym z moich ulubionych ciast, jednak mam do niej pewien sentyment, bowiem przywodzi mi na myśl popularny niegdyś napój „Ptyś”, sprzedawany w dużych, brązowych butelkach. Dzisiaj oczywiście piekę ciasto bez „Ptysia”, ale lubię moment, gdy wlewam musujący napój do masy (zazwyczaj wybieram coś o smaku pomarańczowym).

Wypieki tego typu zawsze wiążą się z pewnym ryzykiem zakalca. A przynajmniej w mojej ocenie ciasta ucierane, zwłaszcza gdy piecze się je w dużej okrągłej tortownicy, mają tendencje do "siadania".
Dlatego polecam to ciasto jako niezobowiązujący podwieczorek dla rodziny, bo wykonanie „zebry” to dosłownie kilka minut – wszystko trzeba zmiksować i przelać do formy. Żadna filozofia. Warto tylko pamiętać, by składniki były w temperaturze pokojowej.

Dzieciom powinno się spodobać.

Przepis pochodzi ze starego zeszytu mojej mamy.

Anka


Składniki:
  • 5 jajek
  • 1 ½ szklanki cukru (dałam trochę mniej)
  • 2 ½ szklanki mąki + 2 łyżki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 szklanka oleju
  • 1 szklanka gazowanego napoju
  • 2 łyżki kakao

Sposób przygotowania:

Przygotowuję tortownicę o średnicy 26 cm (można mniejszą, ale to ciasto i tak jest dość wysokie). Wykładam formę papierem do pieczenia lub smaruję masłem i wysypuję bułką tartą.

Rozgrzewam piekarnik do 180 stopni (góra dół, jeśli pieczenie z termoobiegiem ustawcie niższą temperaturę o 10 a nawet 20 stopni)

Przesiewam mąkę (2 ½ szklanki), mieszam z proszkiem do pieczenia.

Oddzielam białka od żółtek. Białka ubijam na pianę, cały czas ubijając wsypuję stopniowo cukier. Następnie dodaję kolejno żółtka.

Miksuję na wolnych obrotach i na przemian dodaję olej i napój gazowany oraz mąkę.

Dzielę masę na połowy. Do jednej dodaję dwie łyżki mąki, do drugiej 2 łyżki kakao. Miksuję każdą część.

Na środek blachy wylewam na przemian jasne i ciemne ciasto. Wstawiam do rozgrzanego piekarnika na około godzinę.

Smacznego!

piątek, 11 listopada 2011

Rolada czekoladowa z kremem i dżemem z czarnej porzeczki


Leniwy listopadowy dzień. Nic mi się nie chce, wirusy zbierają swoje żniwo. Dzieci wyrabiają dzisiaj miesięczną normę przed telewizorem, a ja marzę tylko o tym, żeby sobie poleżeć.

Dlatego postawiłam na obiadową prostotę i zrobiłam kopytka. Dorośli zjedli z bułką tartą, a dzieci ze śmietaną oraz cukrem i wszyscy byli zadowoleni.

Humory poprawiły jeszcze bardziej, gdy przyszło do deseru, bo już od dawna miałam ochotę na roladę. Wyraźnie czekoladowe ciasto w połączeniu z moim ulubionym kremem i dżemem z czarnej porzeczki sprawia, że przerwa na kawę staje się prawdziwą przyjemnością.

Może też macie ochotę?

Anka

Składniki:

ciasto:
  • 5 jajek
  • 160 g drobnego cukru
  • 120 g mąki
  • 40 g kakao
  • 35 g roztopionego i ostudzonego masła
krem:
  • 250 g śmietanki 30%
  • 250 g mascarpone
  • 2-4 łyżeczki cukru pudru
  • słoiczek dżemu z czarnej porzeczki 

Sposób przygotowania:

Dużą płaską blachę wykładam papierem do pieczenia. Zazwyczaj, żeby wyszedł mi węższy prostokąt, po wyłożeniu ciasta na blachę, trochę zaginam jeden brzeg papieru i podpieram silikonowymi foremkami.
Włączam piekarnik na 190 stopni (góra-dół).

Mąkę i kakao przesiewam do miski, mieszam.

Jajka z cukrem ubijam mikserem 8-10 minut aż zmienią kolor i zgęstnieją Wsypuję mąkę z kakao i delikatnie, ale dokładnie mieszam masę łopatką. Na koniec dodaję masło, znowu mieszam.

Wykładam masę na blachę, wyrównuję.

Piekę około 12 minut. Jednocześnie rozkładam na blacie lub stole bawełnianą ściereczkę (lub tetrową pieluchę) i dokładnie wysypuję cukrem pudrem. Kiedyś dodatkowo moczyłam ściereczkę, żeby była wilgotna, ale zmieniłam zdanie i uważam, że to nie jest konieczne. Chociaż wilgotna ściereczka pewnie trochę pomaga w tym, żeby ciasto lepiej się zwijało.

Wyjmuję ciasto z piekarnika i od razu kładę papierem do góry na wysypanej cukrem pudrem ścierce. Zdejmuję papier do pieczenia z ciasta i zwijam roladę razem ze ścierką. Zostawiam do wystudzenia. Ważne by zwinąć roladę natychmiast po wyjęciu z piekarnika, inaczej ciasto będzie się łamało.

W tym czasie ubijam na sztywno śmietankę, dodaję cukier puder i na koniec mieszam z mascarpone. Wstawiam krem do lodówki.
Ilość cukru jest podana orientacyjnie, spróbujcie czy według Was jest krem jest dość słodki, zawsze przecież można dosypać.

Gdy ciasto ostygnie, delikatnie rozwijam i smaruję ciasto najpierw dżemem z czarnej porzeczki a potem kremem (zużywam jakieś 2/3 kremu, dżemu też mi trochę zostało). Delikatnie zwijam, odkładam na półmisek i resztą kremu smaruję górę rolady. Można posypać startą czekoladą lub dowolnie ozdobić.
Uwaga techniczna: nigdy nie smaruję całego ciasta kremem, pasek przy końcu zostawiam bez kremu, podczas zwijania i tak wszystko się przesuwa.

Smacznego!

piątek, 14 października 2011

Ciasto czekoladowe z buraczkami


Były na Chochelkach ciasta z cukinią, z marchewkami i z dynią, więc najwyższa już pora na dodanie do deseru buraczków.

Szukałam więc i szukałam odpowiedniego przepisu, i tak przez pół dnia, aż odechciało mi się piec. Tak już mam i jeśli zbyt długo zastanawiam się co zrobić, to w połowie rozmyślań ogarnia mnie taka niechęć do stania przy garach, że najchętniej wysłałabym rodzinę do restauracji, a mi wystarczyłaby kanapka z serem.

Jednak temat nie dawał mi spokoju i wreszcie moja wytrwałość w poszukiwaniach została nagrodzona – zdecydowałam się! Jak się okazało, wybór był ze wszech miar słuszny, bo efekt był dokładnie taki jak przewidywałam: ciasto wyszło przepyszne. Bardzo wilgotne i mocno czekoladowe – super! Smak buraczków był minimalnie wyczuwalny (może dlatego, że wiedziałam, że tam są), ale hojnie dodana czekolada i kakao i tak bezspornie dominowały, więc w niczym to nie przeszkadzało.

Trochę pozmieniałam oryginalny przepis, chociażby dlatego, że uparłam się na brązowy cukier, a ten, kto próbował kiedyś utrzeć masło z brązowym cukrem na gładką masę przy pomocy zwykłego miksera, wie, że jest to przedsięwzięcie skazane na niepowodzenie. Dlatego starałam się rozpuścić go w maśle, a pianę utrwaliłam białym cukrem. Chociaż oczywiście można użyć tylko białego cukru i autor podaje, żeby całość dodać do piany. Na pewno będzie prościej.
Poza tym zapomniałam o kawie (były 4 łyżki), ale odpowiednią konsystencję zapewniły mi nieodciśnięte buraczki i też było dobrze.

Przepis pochodzi z tej strony.

Anka

Składniki:
(na standardową keksówkę)
  • 250 g ugotowanych i ostudzonych buraków (2 średnie)
  • 200 g gorzkiej czekolady
  • 200 g masła
  • 135 g mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 3 łyżki kakao
  • 5 jajek, oddzielnie białka i żółtka
  • 100 g brązowego cukru
  • 75 g drobnego cukru

Sposób przygotowania:

Przesiewam mąkę, mieszam z proszkiem do pieczenia i kakao.

Buraczki ścieram na drobnej tarce, odlewam mniej więcej sok, ale nie przejmuję się odciskaniem.

Rozpuszczam masło i do ciepłego wsypuję brązowy cukier. Mieszam, aż się w miarę rozpuści (nie mam do tego cierpliwości) i dodaję połamaną w kostkę czekoladę. Delikatnie mieszam, aż powstanie gładka masa. To wszystko można zrobić w kąpieli wodnej lub w mikrofali.

Do przestudzonej masy dodaję żółtka. Wsypuję mąkę z kakao i proszkiem, dokładnie mieszam. Wreszcie dokładam buraczki.

Ubijam pianę z białek, stopniowo dodaję biały cukier cały czas miksując. Delikatnie mieszając łopatką dodaję pianę do ciasta.

Prostokątną formę wykładam papierem do pieczenia lub smaruję masłem i wysypuję bułką tartą. Wylewam masę. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 40-50 minut. Ciasto na zdjęciu było pieczone przez 50 minut i z pewnością według autora przepisu jest zbyt zwarte, ale dla mnie jest wtedy idealne. Chociaż znam i rozumiem miłośników nieco bardziej mokrego i zakalcowatego, więc śmiało, pieczcie krócej, jeśli lubicie.

Studzę w formie.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Drożdżowe rożki z nadzieniem i domowe kakao


W Gdańsku znów zachmurzone niebo, więc bez wyrzutów sumienia wstawiam przepis na coś w sam raz na kolację w deszczowy wieczór.

Moim dzieciom co pewien czas przypomina się kakao i składają takie zamówienie. A że miałam wolne popołudnie i kilogram węgierek do zagospodarowania, to postanowiłam coś upiec.

Przejrzałam pobieżnie mój nowy nabytek „Kuchnię polską” pani Ewy Aszkiewicz i spodobały mi się drożdżowe rożki. Wyglądały tak równo i wszystkie miały trójkątny kształt. Spodziewałam się od razu, że moje wypieki bynajmniej nie będą idealne i że z piekarnika wyjadą poskręcane krzywulce, ale na szczęście okazało się, że wygląd jest tu najmniej ważny.

Ciasto jest po prostu przepyszne! Ale od razu mówię, że lepiej nie zagniatać ręcznie. U mnie poradził sobie zwykły mikser ze spiralnymi mieszadłami i ciasto wyszło pięknie wyrobione, napuszone i leciutkie, ale bez maszyny pewnie za bardzo podsypałabym mąką i byłoby cięższe. Poza tym, co ciekawe, w przepisie nie było nic na temat przygotowywania rozczynu, co troszkę skraca czas przygotowywania wypieku. Profilaktycznie jednak zasypałam drożdże cukrem, przysypałam mąką i dopiero wtedy zabrałam się za przygotowywanie reszty składników.

Jeśli chodzi o nadzienie, to możecie wrzucić cokolwiek macie, łącznie z powidłami śliwkowymi. U mnie hitem były oczywiście rożki z kostką gorzkiej czekolady – według moich dzieci wszystko co z czekoladą jest najlepsze.

Zwłaszcza, gdy popija się przy tym kakao, więc przy okazji podaję przepis na domowe kakao. Dla tych, którzy jeszcze nigdy nie gotowali.

Anka

Składniki:
(na 12-16 sztuk)
  • 40 g świeżych drożdży
  • 2 łyżki cukru
  • cukier waniliowy
  • 2 żółtka
  • 2 szklanki + 2 łyżki mąki
  • szczypta soli
  • ¾ szklanki mleka
  • 80 g roztopionego i ostudzonego masła
  • cukier puder
nadzienie:
  • śliwki
  • jabłka,
  • powidła śliwkowe
  • czekolada

Sposób przygotowania:

Jak zwykle przy cieście drożdżowym wszystkie składniki mają temperaturę pokojową, a mleko nawet lekko podgrzewam.

Drożdże rozkruszam do sporej miski, dodaję cukier zwykły i waniliowy, przesianą mąkę wymieszaną z solą i mieszam, wlewam mleko i masło, wyrabiam gładkie ciasto, które będzie odstawało od ścian miski.

Odstawiam do wyrośnięcia aż podwoi objętość (muszę tu przyznać, że moje rosło jak szalone i wcale mu to nie zaszkodziło zarówno jeśli chodzi o wygląd jak i o smak).

Przebijam ciasto pięścią, chwilkę zarabiam i dzielę na dwie części. Rozwałkowuję na wysypanej mąką stolnicy na cienkie prostokąty. Dzielę każdy prostokąt na „zgrabne kwadraty”, a przynajmniej tak podaje książka, kładę na każdy kwadrat nadzienie i zlepiam rożki. Przepis mówił, by zlepiać tylko czubki, ale ja zlepiałam także krawędzie, a czasami robiłam coś w rodzaju bułeczek z połówką śliwki w środku i kładłam na wysmarowanej tłuszczem blasze złączeniem do dołu.

Jeśli w roli nadzienia występują połówki świeżych śliwek lub cząstki jabłka, to posypuję je obficie cukrem pudrem zmieszanym z odrobiną cynamonu.

Odstawiam do napuszenia na 20-30 minut w ciepłe miejsce przykryte ściereczką. Przed wstawieniem do piekarnika smaruję żółtkiem zmieszanym z odrobiną mleka lub białkiem lekko roztrzepanym z łyżeczką wody.

Ponieważ chciałam piec dwie blachy na raz, więc ustawiłam dolną grzałkę z termoobiegiem i piekłam kwadrans w 160 stopniach. Bez termoobiegu należy ustawić 180 stopni. Tu powiem, że to chyba pierwszy raz, gdy jakiś przepis podaje dłuższy czas pieczenia niż ja, bo mowa w nim o 30-35 minutach. Po prostu popatrzcie jak wyglądają i gdy będą pięknie rumiane, czas wyciągać z piekarnika.

Przed podaniem posypuję cukrem pudrem. Można polukrować.

I obiecane kakao:

Składniki:
  • 1 litr mleka
  • 3 czubate łyżeczki kakao
  • 1-2 czubate łyżeczki cukru

Sposób przygotowania:

Odlewam pół szklanki mleka i dokładnie mieszam z kakao oraz cukrem. Jednocześnie podgrzewam resztę mleka.

Gdy mleko się zagotuje, wlewam rozmieszane kakao i ponownie zagotowuję.

Uwaga! Lubi kipieć :)

środa, 13 lipca 2011

Murzynek z wiśniami

Miałam ogromną ochotę na ciemne ciasto z wiśniami, wzięłam zatem klasyczny przepis na murzynka, który zawsze się udaje, dorzuciłam kilkanaście wisienek i upiekłam ciasto tak smaczne, że zniknęło w pół godziny.
- Dlaczego zrobiłaś takie małe? - spytał Mąż, dojadając okruszki – przecież miałaś zaprosić sąsiadkę na kawę...

Obłudnik!

Chuda


Składniki:

  • 150 g masła
  • 1,5 szklanki cukru
  • 1,5 szklanki mąki
  • 3 jajka
  • 10 łyżek wody
  • 2,5 łyżki kakao
  • 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 25 świeżych wiśni
  • rum
Sposób przygotowania:

Wiśnie płuczę na sitku, wyciągam z nich pestki używając wykałaczki i zalewam owoce odrobiną rumu. Może być nieco większa odrobina, bo i tak rum z wiśni wypijam przed wrzuceniem ich do ciasta, a rum wzbogacony aromatem wiśniowego soku smakuje doskonale.

Ale nie uprzedzajmy faktów. Jesteśmy na początku procesu cukierniczego: wiśnie nabierają aromatu rumu, rum nabiera aromatu wiśni, a ja wrzucam do rondelka masło, wsypuję cukier i kakao, wlewam 5 łyżek wody i podgrzewam wszystko do zagotowania.

Odlewam pół szklanki, resztę odstawiam do wystygnięcia i próbuję, czy wiśnie nabrały już mocy. Nabierają, mniam. Ponawiam próbę pięciokrotnie w różnych odstępach czasu, za każdym razem stwierdzając bogatszy aromat wisienek. Do ciasta powinno zostać 20 wiśni, aczkolwiek nikt się przecież nie doliczy, czy 20, czy 18...

Oddzielam żółtka od białek, robot ubija pianę z białek, a w tym czasie przesiewam mąkę z proszkiem. Dodaję do wystudzonej masy, mieszam, dodaję po jednym żółtku, mieszam, wlewam pozostałe 5 łyżek wody, mieszam, a na końcu – tak dla odmiany – mieszam delikatnie z pianą ubitą na sztywno. Wisienki odcedzam z rumu, obtaczam w łyżce mąki i – uwaga! - mieszam z ciastem.


Wlewam ciasto do foremki – moja jest z silikonu, dzięki czemu nie wymaga natłuszczania, a na dodatek ma śliczny kształt. Ciasto wychodzi z niej bez najmniejszych problemów. Ale zanim wyjdzie, musi się upiec – wstawiam je do piekarnika nagrzanego do 180 stopni z termoobiegiem. Ustawiam czas pieczenia na 40 minut i na zakończenie prac wznoszę toast rumem o aromacie wiśni.

Moja foremka jest mała: górą ma ledwie 20 cm średnicy, toteż z tej porcji ciasta wyszła mi jedna babka i 5 muffinek. Zasadniczo powinno się je polać odlaną na początku polewą, ale osobiście wolę na wierzchu cukier puder.

środa, 13 kwietnia 2011

Kakaowe bezy

Opanowało nas nowe szaleństwo. Ponieważ dość często robię kruche ciasta lub drożdżowe bułeczki, potem zostają mi białka. Trochę już mi się znudziło wymyślanie co z nimi zrobić, lecz na szczęście przypomniałam sobie o kakaowych bezach. I właśnie ten deser króluje ostatnio w mojej kuchni.

Niby nic, odrobina kakaowego proszku wsypana na sam koniec przygotowań, ale różnica w smaku kolosalna. Zdecydowanie na plus. Zwykłe bezy, chociaż też lubię, są po prostu słodkie, a w tym przypadku gorzki składnik dodaje im charakteru.

Ale to jeszcze nie koniec. Tak jak w modzie, taki i w kuchni dodatki wieńczą dzieło. Bezy stają się prawdziwymi przysmakami, gdy tylko znajdą się w towarzystwie śmietanowego lub, jeszcze lepiej, śmietanowo-czekoladowego kremu.

Wystarczy ubić odrobinę śmietanki kremówki, a potem zmieszać z roztopioną i ostudzoną białą lub gorzką czekoladą i taki deser znika ze stołu w mgnieniu oka.

Bardzo polecam, na wszystkie okazje.

Anka

Składniki:
  • 4 białka
  • 200 g drobnego cukru (lub pół na pół cukru pudru i drobnego cukru)
  • 1 łyżeczka kakao

Sposób przygotowania:

Przed ubijaniem można do białek wsypać odrobinę soli.

Ubijam białka na niezbyt sztywno. Stopniowo, po łyżce wsypuję cukier, cały czas ubijając, aż masa stanie się gładka i lśniąca. Na koniec dodaję przesiane kakao (można wsypać mniej).

Nakładam masę do szprycy i wyciskam na blachę wyłożoną papierem do pieczenia lub matą silikonową. Z czterech białek wyjdzie ciastek na dwie duże blachy; bardzo często robię z połowy przepisu – akurat na jedną blaszkę.

Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 110 stopni. Piekę przez godzinę. Potem zmniejszam temperaturę do 100 lub nawet 90 stopni i zostawiam jeszcze przynajmniej na 30 minut. Sprawdzam czy są już dostatecznie wysuszone.

Trzeba tylko uważać, żeby podczas tego sprawdzania nie ubyło zbyt dużo ciasteczek ;)

Smacznego!

wtorek, 29 marca 2011

Ciasto czekoladowo-bananowe


Robię te sałatki i sałatki... Owszem ładne są, smaczne, kolorowe, ale wreszcie upiekłam ciasto. To jest silniejsze ode mnie, że zacytuję powieść epistolarną „Niebezpieczne związki”, najbardziej pamiętam oczywiście ekranizację i Malkovicha w roli hrabiego de Valmont, ale któż mógłby o nim zapomnieć? Hmm, z drugiej strony film jest z 1988 roku, więc nie wszyscy mogli go w ogóle poznać...

Ale po cóż wspominać o wieku, lepiej od razu powiem, że dzisiaj zrobiłam sobie przepyszne calzone i już niedługo o tym napiszę.

Wracam jednak do ciasta: wiem, wiem, że stylizacja jest zimowa i ze zbliżającą się Wielkanocą ma tyle wspólnego co piernikowe ludziki, ale po pierwsze wreszcie przypomniałam sobie o tych pięknych gwiazdkach (jadalne), po drugie bardzo mi tu pasowały, a po trzecie, gdy zobaczyła je moja córka, nie było już odwrotu.

Zatem jest ciasto na wiosnę w zimowej szacie.

Ale za to jakie smaczne. Czekolada i banany – mmm...

Bardzo wilgotne, lecz nie zakalcowate, nie za słodkie – w końcu skoro to ciasto czekoladowe, to musi być w nim czuć coś więcej niż cukier (w oryginale było 175 g brązowego cukru pudru, ale ja takiego jeszcze nie widziałam u nas w sklepach, więc zmieszałam dwa rodzaje - możecie wziąć dowolny cukier, najlepiej tylko brązowy).

A żeby oddać cesarzowi co cesarskie, zrobiłam ukłon w stronę wiosennych świąt i upiekłam w formie babki. Możecie zrobić w keksówce, tylko raczej z tych większych.

Ach, i na koniec podaję przepis na polewę czekoladową dla tych, którym się skończyła czekolada.

Przepis z tej strony.

Anka


Składniki:
  • 150 g miękkiego masła
  • 50 g cukru pudru
  • 75 g brązowego cukru
  • 3 jajka
  • 175 mąki
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 25 g kakao
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 2 bardzo dojrzałe banany
polewa:
  • 100 g czekolady
  • 50 g masła

Sposób przygotowania:

Mąkę i kakao przesiewam, mieszam z proszkiem do pieczenia.

Czekoladę rozpuszczam w kąpieli wodnej lub mikrofalówce.

Banany rozgniatam widelcem na papkę.

Masło ucieram z obydwoma rodzajami cukru na gładką masę. Dodaję po jednym jajka cały czas miksując.

Stopniowo wsypuję mąkę, ucieram. Na koniec dodaję banany i przestudzoną czekoladę, mieszam już tylko łopatką.

Nakładam do wysmarowanej masłem i wysypanej bułka tartą formy. Piekę około 45 minut w 180 stopniach.

Po wystudzeniu przychodzi pora na polewę. Rozpuszczam masło, dodaję połamana w kostkę czekoladę i mieszam aż wszystko połączy się na gładką masę.

To znaczy tak robię zazwyczaj, ale tym razem skończyła mi się gorzka czekolada, więc wzięłam jakąś 1/3 kostki masła, rozpuściłam z 2-3 łyżkami śmietanki (akurat miałam otwartą 12%) i dodałam baaardzo czubatą łyżkę kakao oraz łyżkę czy dwie cukru (i tak trzeba spróbować). Wszystko podgrzałam na wolnym ogniu w rondelku (nie gotowałam) i dokładnie wymieszałam. Wyszło pysznie, chociaż prawdę mówiąc wszystko odmierzałam na oko :)

poniedziałek, 21 marca 2011

Fale Dunaju

Staramy się odgadywać życzenia naszych Czytelników, więc ledwie E. wspomniała w komentarzu o Falach Dunaju, już spieszę z przepisem ;)

Fale Dunaju robiłam dawno, dawno temu i wtedy użyłam przepisu na ciasto na oleju. Wyszło bardzo smaczne, ale jeśli już mam łączyć z kremem coś innego niż biszkopt lub kruche ciasto, to chyba jednak wolę maślaną wersję i taką podaję na Chochelkach. Zrezygnowałam za to z kremu budyniowego, wolę zmieszać mascarpone z bitą śmietaną, szybciej i smaczniej, przynajmniej moim zdaniem. Jeśli jednak wolicie tradycyjny krem (możliwe, że nieco bardziej pasuje do tego typu ciasta), to polecam przepis Chudej. Jeszcze jedna uwaga: krem budyniowy będzie raczej nieco ładniej wyglądał, jest gładszy (widać na tym zdjęciu), ale za to zawiera szalone ilości masła :) Chociaż z drugiej strony, nie wiem, czy mascarpone i bita śmietana jakoś szczególnie ustępują w kaloryczności masłu – powiedzmy sobie szczerze: niezależnie od wersji, to nie jest ciasto dla osób na diecie.

(- A jakie jest? – zadumała się smętnie Chochelka Grubsza, bo od wiosny znowu się odchudza.)
Myślę, że to świetny wypiek na wszelkie rodzinne imprezy, smaczny i różnorodny, każdy znajdzie tam coś dla siebie, a moje dzieci starannie wygrzebią wiśnie i poproszą o dokładkę. Zresztą zawartość blachy zniknęła w błyskawicznym tempie i na pewno będziemy je jeszcze piekli.

Żeby wyszły naprawdę ładne fale, wiśnie trzeba zdecydowanie wetknąć w ciasto. Ja miałam zaangażowaną pomocniczkę w wieku prawie trzech lat, więc po prostu starałam się jak najszybciej skończyć układanie owoców. 

W sieci popularny jest przepis na tortownicę o średnicy 28 centymetrów. To dla mnie zdecydowanie za dużo, dlatego zrobiłam mniej więcej z 2/3 porcji, ale na końcu podaję składniki na duża blachę – oczywiście ilość kremu i polewy też przydałoby się wtedy trochę zwiększyć. Przepis z tej strony.

Anka


Składniki:
(na okrągłą blaszkę o średnicy 22-24 cm)

ciasto:
  • 160 g miękkiego masła
  • 160 g drobnego cukru (ok. ¾ szklanki)
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (lub cukier waniliowy)
  • 4 jajka
  • 230 g mąki (ok. 1,5 szklanki)
  • 1 1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 czubata łyżka kakao
  • ok. 2 łyżek mleka
  • paczka mrożonych wiśni (być może trochę zostanie)
krem:
  • 250 ml śmietanki kremówki
  • 3 łyżeczki cukru pudru (mi tyle wystarczy, spróbujcie)
  • 250 g mascarpone
polewa:
  • 150 g gorzkiej czekolady
  • ok. 75 g masła

Sposób przygotowania:

Mąkę przesiewam, mieszam z proszkiem do pieczenia.

Miękkie masło ucieram z cukrem, dodaję ekstrakt. Cały czas ucierając dodaję po jednym jajka. Jeśli mimo wszystko masa zacznie się ważyć – wsypuję łyżkę mąki, ale jeżeli wszystkie składniki będą w temperaturze pokojowej, to nie powinno się nic dziać.

Na koniec stopniowo dodaję mąkę z proszkiem do pieczenia, miksuję.

Masę dzielę na pół, do jednej części dodaję przesiane kakao i mleko – tyle, żeby rozrzedzić ciasto.

Do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia (lub wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą) wylewam jasną masę, na to kładę ciemną i wtykam wiśnie (nie rozmrażałam). Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 190 stopni na około 50 minut (u mnie wszystko piecze się nieco dłużej, być może Wam wystarczy 180 stopni i 45 minut).

Teraz krem.

Ubijam śmietanę, dodaję cukier puder. Łopatką mieszam z mascarpone. Odstawiam do lodówki. Śmietanę można dodatkowo usztywnić fixem do śmietany lub żelatyną.

I wreszcie polewa.

Łączę czekoladę z masłem – najpierw rozpuszczam masło i wrzucam do niego połamaną w kostkę czekoladę, delikatnie mieszam łopatką, aż masa będzie gładka i lśniąca. Jeśli nie będzie się chciała od razu rozpuścić, jeszcze podgrzewam, ale uważam, żeby temperatura nie była zbyt wysoka.

Gdy ciasto ostygnie (wiecie jak trudno się doczekać? mi nie do końca się udało) smaruję wierzch kremem. Jeśli krem jest schłodzony, od razu polewam przestudzoną polewą.

I na koniec, jeśli macie do wyżywienia pułk wojska lub imprezę rodzinną w planach, od razu podaję składniki na dużą blachę:

35 dag mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
25 dag masła
25 dag cukru
1-2 łyżeczki ekstraktu waniliowego lub cukier waniliowy
6 jaj
paczka mrożonych wiśni
2 łyżki kakao
3-4 łyżki mleka

Smacznego!

piątek, 10 grudnia 2010

Panforte

Historia tego deseru zaczęła się w XIII wieku w Sienie, gdy zakochany młodzian podarował pięknej mniszce woreczek cennych przypraw. A trzeba pamiętać, że wtedy pieprzu używano jako pełnoprawnej waluty.
Mniszka upiekła korzenny deser, lecz uznała, że jest on zbyt zmysłowy dla zakonnic i oddała kurii biskupiej. Przepis wędrował z rąk do rąk, aż trafił do znamienitego kucharza Ubaldino. Ten ostatecznie go udoskonalił, a panforte stał się szybko bardzo znany we Włoszech i na świecie.

Przygotowanie panforte jest bardzo proste – nic dziwnego, że wpadł mi w oko ten przepis.
Teoretycznie podobny efekt można osiągnąć mieszając wszystkie bakalie z roztopioną czekoladą, ale to tylko teoria. W praktyce panforte jest wybitnie świąteczne. Słodkie, pachnące, bogate i nieprzyzwoicie kaloryczne.

Przepis pochodzi z książki „Nigella Świątecznie”.
Wprowadziłam nieznaczne zmiany: wszędzie, gdzie było 125 g bakalii, wrzucałam 100 g – waga standardowych paczek. Zmieniłam rodzaj i ilość cukru, w oryginale było 150 g białego – deser i tak jest bardzo słodki. Nie dałam 1 łyżeczki mielonych goździków, bo nie miałam. Nigella proponowała mielony biały pieprz – wzięłam czarny, obawiałam się charakterystycznego zapachu białego. W ogóle jeśli chodzi o przyprawy, to można bez problemu dosypać mieszanki do pierników lub dowolnych jej składników. Panforte to dosłownie „mocny chleb”, więc nie bójcie się przyprawiania.

Anka


Składniki:
  • 100 g migdałów ze skórką
  • 100 g blanszowanych migdałów
  • 100 g orzechów laskowych
  • 75 g suszonych fig, pokrojonych w paski
  • 200 g kandyzowanych skórek z cytrusów
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • świeżo starta gałka muszkatołowa
  • mielony pieprz
  • 1 łyżka kakao
  • 50 g mąki
  • 150 g miodu
  • 30 g masła
  • 100 g brązowego cukru

Sposób przygotowania:
(na okrągłą formę 20-24 cm, po prostu będzie wyższe lub niższe)

Formę wykładam papierem do pieczenia. Włączam piekarnik, ustawiam 170 stopni.

Wszystkie suche składniki mieszam w dużej misce.

Na wolnym ogniu podgrzewam masło, miód i cukier aż wszystko ładnie się połączy.

Wlewam słodką masę do bakalii i bardzo dokładnie mieszam. Dla pewności wzięłam metalową miskę – masa jest faktycznie bardzo gorąca.

Nakładam do formy i wygładzam powierzchnię. Nie jest to takie znowu proste, więc można zmoczyć ręce wodą lub włożyć jednorazowe rękawiczki. Skorzystałam z drugiego sposobu.

Piekę 30-40 minut, na powierzchni mają się pojawić pęcherzyki powietrza.

Studzę i wyjmuję z formy. Posypuję cukrem pudrem i kroję na kawałki. Przechowuję w szczelnej puszce nawet do 3 tygodni.

środa, 8 grudnia 2010

Korzenne ciasto czekoladowe

Przypadkiem znalazłam świetne rozwiązanie dla tych, którzy zapomnieli o pieczeniu pierników, a dzień przed Wigilią postanowili, że chcą poczuć zapach korzennych przypraw. Wiem, że 24 grudnia jest za ponad dwa tygodnie, ale przecież można już dziś zaplanować, że się zapomni ;)

Przepis znalazłam w świątecznej Kuchni z 2007 roku i zwrócił moją uwagę z dwóch powodów. Po pierwsze w składnikach wypatrzyłam dżem z czarnej porzeczki i wyobraziłam sobie bardzo wilgotne, pachnące, ciemne ciasto z obowiązkową polewą czekoladową…
A po drugie, w moim przypadku najważniejsze, sposób przygotowania wydawał się idealny. Cytuję „wszystkie składniki dokładnie mieszamy”. Prawda, że prosto?

Nie bez znaczenia jest też fakt, że wypieki tego rodzaju zawsze powodują niewymuszone komplementy ze strony mojego męża. I znikają z talerzy w szaleńczym tempie.

Trochę pozmieniałam oryginał.


Składniki:
(okrągła blacha o średnicy 24 cm)
  • 2 szklanki mąki
  • 1 płaska łyżeczka sody
  • ½ łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki kakao
  • ¾ szklanki cukru (można całą, gdy ktoś lubi słodsze)
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka przyprawy do piernika
  • 3 jajka
  • ½ szklanki oleju
  • 1 szklanka mleka
  • ½ słoika dżemu z czarnych porzeczek (u mnie ok. 150 g)
  • 2 garści suszonych śliwek i/lub rodzynek

Sposób przygotowania:

Do miski przesiewam mąkę i kakao, dodaję proszek do pieczenia, sodę, cynamon i przyprawę do pierników. Mieszam.

Jajka lekko ubijam z cukrem. Wlewam olej, potem mleko, na koniec dodaję dżem z czarnej porzeczki.

Łączę mokre i suche składniki, mieszam mikserem. Na koniec dodaję dość drobno pokrojone suszone śliwki. Można z nich zrezygnować, można dać więcej – zróbcie jak wolicie.

Tortownicę wykładam papierem do pieczenia (ciasto jest dość rzadkie), wlewam masę i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 190 stopni. Oryginalny przepis mówił o godzinie w 200 stopniach, ale ja po jakimś czasie jeszcze obniżyłam temperaturę do 180 stopni i piekłam raczej 50 minut.
Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */