Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 grudnia 2013

Sałatka jarzynowa z majonezem

Jeśli chodzi o ten nieśmiertelny klasyk, to ile domów, tyle wersji.
I oczywiście każdy jest przekonany, że jego przepis jest jedynie słusznym na świecie.
Ja też :)


W mojej sałatce, nigdy nie pojawia się kukurydza. Kukurydza jest zakazana. Nie lubię też dodatku selera, chociaż przeciwko samemu selerowi zupełnie nic nie mam.
Poza tym: dużo ogórków kiszonych, do tego dodatek jabłka i czasami, ale tylko czasami, kawałek pora. Jajek jest dużo, bo ogórków jest dużo, wahałam się, czy napisać 5 czy 6 jajek.

Przede wszystkim jednak sałatkę warzywną zawsze robię "na oko". Gotuję trochę więcej warzyw i podjadam gotowaną marchewkę, albo jeszcze ciepły ziemniak z masłem i solą. Trzeba znaleźć idealne dla siebie proporcje.

Uwaga: jeżeli otwieracie tylko jedną puszkę groszku, to pod żadnym pozorem nie wolno podjadać! (
warunek bardzo trudny do spełnienia)

Anka


Składniki:
  • 6-8 ziemniaków
  • 4 marchewki
  • 3 pietruszki
  • 6 jajek
  • 6-8 szt ogórków kiszonych
  • 1 puszka groszku konserwowego
  • 1 duże, twarde, kwaskowate jabłko
  • ewentualnie: pół cebuli lub kawałeczek pora
  • sól, pieprz
  • majonez

Sposób przygotowania:


Najpierw trzeba ugotować warzywa. W dużym garnku na dnie układam dokładnie wyszorowane marchewkę i pietruszkę (bez obierania), na to podobnie umyte ziemniaki, zalewam zimna wodą i stawiam na kuchni. Gotuję, sprawdzam widelcem, czy warzywa są już miękkie. Odlewam, studzę, obieram.

Gotuję jajka na twardo. Obieram.

Teraz ogórki kiszone, bo powinny być dobrze odsączone. Ogórki zazwyczaj obieram ze skórki, kroję i wrzucam na sitko.

Odcedzam groszek.

Kroję ziemniaki, marchewkę, pietruszkę i jajka. Drobniutko kroję cebulę lub pora, chociaż tak jak wspominałam, ten ostatni składnik dodaję rzadko.

Obieram i kroję jabłko.

Wszystkie składniki doprawiam solą i pieprzem i mieszam w dużej misce. Dodaję majonez, mieszam.

Sałatka najlepsza jest na drugi dzień, gdy się już przegryzie.




niedziela, 1 grudnia 2013

Rolada bezowa


Uwielbiam rolady. Biszkoptowe z kremem robię dość często i, chociaż czasami nie zwiną się idealnie, to zawsze doskonale smakują. Ale że bezy robię chyba jeszcze częściej, więc wreszcie przyszła pora na roladę bezową.

Jeśli, tak jak w tym przepisie, zrobicie ją z nadzieniem żurawinowym, to będzie idealna na święta. Dżem oczywiście można przygotować dużo wcześniej, a sama rolada zajmuje naprawdę niewiele czasu, więc można ją robić w ostatniej chwili. 



Przepis z BBC Good Food.


Anka



Składniki:

  • 4 białka
  • 200 g cukru
  • ewentualnie: łyżeczka soku z cytryny
  • 300 g świeżej żurawiny
  • sok z dwóch pomarańczy
  • ok. 100 g cukru (lub więcej, trzeba próbować)
  • kawałek cynamonu
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej zmieszana z odrobiną zimnej wody
  • ok. 300 ml śmietanki 30%
  • 1 łyżeczka cukru pudru

Sposób przygotowania:

Białka ubijam, gdy już będą lekko sztywne, dodaję stopniowo cukier, cały czas miksując. Ważne, by nie wsypywać całego cukru na raz, żeby piana wyszła sztywna i lśniąca. Na koniec dodaję sok z cytryny (jeśli dodaję, bo nie zawsze to robię).

Na dużej, płaskiej blasze rozkładam papier do pieczenie, na to wykładam cienką warstwę piany tworząc prostokąt, wyrównuję. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około 20 minut. Wyjmuję i studzę.

Teraz żurawina. Wkładam wszystkie składniki oprócz mąki ziemniaczanej do garnka, gotuję około 15-20 minut. Na koniec dodaję mąkę ziemniaczaną zmieszaną z wodą, żeby zagęścić, zagotowuję. Studzę, nie zapominam o wyjęciu cynamonu. Przygotowanej w tej sposób żurawiny z pewnością trochę zostanie - jest super do placków, naleśników, czy po prostu kanapek.

Ubijam śmietankę na sztywno, na koniec dodaję cukier puder.

I wreszcie ostatnie zadanie, czyli zwinięcie rolady. Rozkładam na przykład duży kawałek papieru do pieczenia, wysypuję cukrem pudrem (nie uważam, żeby to było konieczne) i ostrożnie przekładam bezowe ciasto. Rozsmarowuję bitą śmietanę zostawiając wolne brzegi, na to nakładam dżem żurawinowy i delikatnie zwijam roladę.

środa, 19 grudnia 2012

Bliny ze śledziami


W pewnych kręgach siedzenie u fryzjera  jest synonimem straty czasu. Nic bardziej błędnego! Siedziałam, przeglądałam prasę kobiecą i znalazłam przepis Magdy Gessler. Już w czasie lektury ślinka zaczęła mi lecieć.

W oryginalnym przepisie było napisane „śledzie”. Ponieważ jako dodatek występował sok z cytryny, można się domyślać, że chodziło o surowe. Takich pod ręką nie miałam, więc podałam z marynowanymi i śmietaną. Pyyyszna kolacja!

Bliny mają tę zaletę, że dobrze smakują także na słodko – polane miodem, syropem klonowym lub konfiturą. 

Chuda

Składniki (dla dwóch osób):
  • 100 g mąki gryczanej
  • 50 g mąki pszennej
  • 250 ml mleka
  • 15 g drożdży
  • 50 g masła
  • 0,5 łyżeczki cukru
  • szczypta soli
  • 1 białko
  • 1 żółtko
  • 3 płaty śledziowe marynowane
  • śmietana
Sposób przygotowania:

Masło rozpuszczam w rondelku i odstawiam do ostygnięcia.

Drożdże zasypuję cukrem i odstawiam, aż się rozpuszczą, wtedy dodaję kilka łyżek mleka i mąkę, mieszam razem i odstawiam. Zaczyn ma mieć konsystencję kwaśnej śmietany. Po 10 minutach, gdy urośnie, dodaję do miski z przesianą mąką, następnie wlewam mleko, dosypuję sól, wrzucam żółtko i wlewam rozpuszczone masło. Mieszam łopatką, by skłądniki dobrze się połączyły i odstawiam na 60 minut. Ciasto ma płynną konsystencję.

Ubijam pianę z białek, delikatnie mieszam ją z wyrośniętym ciastem. Magda Gessler zaleca smażenie blinów na oleju, choć muszę powiedzieć, że z powodzeniem smażyłam je także na suchej patelni. Łyżką kładę porcje ciasta na rozgrzanej patelni. 1 placek=1 łyżka ciasta.

Układam bliny na talerzu, na każdym kawałek śledzia, śmietanę podaję osobno w miseczce.

niedziela, 16 grudnia 2012

Panettone



Wreszcie zrobiłam! Musiałam tylko zaczekać na sobotę bez żadnych planów na popołudnie, co nie jest takie proste.

Panettone (dosłownie "duży chleb"), włoska świąteczna babka, kusiła mnie od dawna. Przepis pochodzi z opasłego tomiszcza „Culinaria. Kuchnie Europy”, chociaż zdecydowałam się na pewne zmiany.

Podstawowa różnica, to oczywiście zamiana rodzynek na suszoną żurawinę. Nie do końca rozumiem, ale moje dzieci nie jadają rodzynek, natomiast żurawinę wcinają niczym cukierki. Na zdrowie, owszem, ale osobiście lubię drożdżówki z rodzynkami, a prawie ich nie robię.

Poza tym nie miałam przekonania co do pięciu całych jajek dodanych do ciasta, więc podmieniłam co nieco na żółtka. Zresztą, od razu zrobiłam bezy, bo i tak miałam taki zamiar.

Mam wrażenie (bo dopiero to sprawdzę), że panettone spokojnie można jeść nawet na trzeci dzień – co w przypadku ciasta drożdżowego wcale nie jest częste – najlepsze przecież  jest świeżo wyjęte z piekarnika, jeszcze ciepłe. Tymczasem przepis wyraźnie mówi: podawać po upłynięciu co najmniej 12 godzin.

Anka

Składniki:
(w nawiasie moje zmiany)

zaczyn:

  • 50 g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 4 łyżki wody (wzięłam mleko)
  • odrobina mąki

ciasto:

  • zaczyn
  • 600 g mąki pszennej (użyłam mąki włoskiej „00”)
  • 150 g cukru (najlepiej waniliowego)
  • szczypta soli
  • 5 jajek (wzięłam 3 jajka + 3 żółtka)
  • 200 g masła
  • skórka otarta z jednej cytryny
  • 250 g kandyzowanych owoców (wzięłam skórkę pomarańczową)
  • 150 g rodzynek (lub żurawiny)


Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki ciasta drożdżowego powinny być w temperaturze pokojowej.

Drożdże rozcieram z cukrem, dodaję lekko ciepłe mleko oraz mąkę, dokładnie mieszam. Przykrywam i odstawiam w ciepłe miejsce na około kwadrans, aż rozczyn ruszy.

Mąkę przesiewam, mieszam z cukrem i solą. Dodaję gotowy rozczyn, jajka oraz żółtka, skórkę cytrynową i wyrabiam.

Następnie w przepisie było podane, by dodać masło w płatkach, ale nie zawracałam sobie tym głowy, tylko roztopiłam w mikrofalówce i dodałam reszty składników, ale wyrabiał za mnie mikser. Jeśli porwiecie się na to ciasto zamierzając wyrobić je ręcznie, to polecam dodawanie masła stopniowo i może faktycznie nie w formie płynnej, a w płatkach.

Pod koniec wyrabiania dodaję skórkę pomarańczową i żurawinę.

Formuję kulę. Odstawiam na, uwaga!, 8 godzin. Tak naprawdę, ale aż tyle czasu nie miałam, ciasto wyrastało trochę ponad 6 godzin, a i tak skończyłam piec w sobotę o północy.

Po pierwszym wyrastaniu przebijam ciasto pięścią i wkładam do papierowych form na panettone – miałam dwie o średnicach 12 i 15 cm. Kupiłam je sobie kilka miesięcy temu, specjalnie na tę okazję, ale spokojnie można użyć formy na babę z kominkiem, chociaż ciasta będzie raczej zbyt dużo. Dlatego część można włożyć do małych foremek, tylko czas pieczenia trzeba wtedy odpowiednio skrócić.
Zostawiam do wyrośnięcia na kolejne 2 godziny.

Piekłam około 40 minut w 200 stopniach, w połowie pieczenia zmniejszyłam temperaturę do 180, bo nawet w moim piekarniku zaczęło się lekko przypalać, ale u mnie ciasto zostało podzielone na dwie części. Oryginalny przepis każe piec 50 minut w 220 stopniach.

Natychmiast po wyjęciu z piekarnika usuwam papier, studzę na kratce.

Mówię Wam – dobre jest :)

środa, 18 stycznia 2012

Cranberry Noël

Autorki blogów kulinarnych, m.in. Majana, piekły te ciastka przed Bożym Narodzeniem. Ja się nie wyrobiłam, ale teraz jest na nie równie dobra pora: choinka jeszcze stoi i tylko trochę sypie igliwiem, a za oknem wyczekana, śnieżna zima – idealny czas, by z kubkiem parującej herbaty usiąść przy oknie, włączyć płytę ze świątecznymi piosenkami, np. Billa Crosby'ego i Franka Sinatry, albo choćby i ograne do bólu „Last Christmas” i z łagodnym uśmiechem zapatrzyć się w wirujące płatki, pogryzając pyszne, maślane, chrupiące, żurawinowo-orzechowe ciasteczka.
 

Urok zimy mija bezpowrotnie, gdy wyjdziemy z naszego ciepłego gniazdka, poślizgniemy się na przyprószonej śnieżkiem zamarzniętej kałuży, odśnieżymy i odskrobiemy samochód, gdy mrozik uszczypie nas w nosek, nadając nam wygląd kogoś, kto lubi rozgrzewać się nie tyle herbatą z prądem, co samym prądem... A urok ciasteczek zwanych Cranberry Noël nie przemija do ostatniego okruszka :-)

Chuda


Składniki na około 60 ciasteczek:

  • 220 g miękkiego masła
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 2 łyżki mleka
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 2,5 szklanki mąki pszennej
  • 3/4 szklanki suszonej żurawiny
  • 1/2 szklanki grubo posiekanych orzechów włoskich
  • ok. 50 g wiórków kokosowych do obtoczenia
Sposób przygotowania:

Masło wrzucam do miski mojego nieocenionego malaksera i miksuję z cukrem. Następnie wlewam mleko, wsypuję cukier waniliowy i sól. Powoli dosypuję mąkę i patrzę z przyjemnością, jak bez mojego najmniejszego wysiłku wyrabia się fantastyczne ciasto. Na końcu wsypuję orzechy i żurawinę i pozwalam hakom pomieszać jeszcze przez chwilę.

Z ciasta toczę dwa wałki o długości ok. 30 cm, każdy obtaczam w wiórkach kokosowych, a następnie szczelnie zawijam (każdy osobno) w folię spożywczą i wkładam do lodówki. Ciasto powinno tam odleżeć minimum 2 godz.

Piekarnik nagrzewam do 180 stopni (dolna grzałka + termoobieg), blachy wykładam papierem do pieczenia (będą potrzebne dwie duże). Ostrym ząbkowanym nożem kroję ciasto na plasterki o grubości ok. 4 mm, kładę je na papierze do pieczenia i piekę 12-15 minut, aż brzegi zaczną się rumienić.

Opracowałam patent na świeże ciastko do porannej kawy (oczywiście w weekend, bo w tygodniu... dajcie spokój!): wieczorem zagniatam ciasto i wkładam je do lodówki na noc, rano włączam piekarnik i po kwadransie ciastka są gotowe. I ten oszałamiający zapach świeżego ciasta!... Jestem od niego uzależniona.

wtorek, 20 grudnia 2011

Świąteczna tarta z bakaliami


Dzisiaj odpowiedź na kolejną prośbę dotyczącą potraw na Boże Narodzenie. Otóż miało być chrupiące ciasto z dużą ilością bakalii i proszę! Z tym, że u mnie trochę chrupie, a trochę się ciągnie ze względu na przewagę fig i daktyli w nadzieniu. Nie szkodzi, można zmienić proporcje i dodać więcej migdałów i orzechów (np. laskowych).

Powiem szczerze i bez ogródek: moim zdaniem jest przepyszna! Idealna na czas świątecznego rozpasania.

Polecam.

Anka

Składniki:

ciasto:
  • 220 g mąki (około 1 i 1/3 szklanki)
  • 30 g cukru pudru (1-2 łyżki)
  • szczypta soli
  • 140 g zimnego masła (masła może być też 125 g, a nawet 150g)
  • 1 żółtko
  • ewentualnie: odrobina zimnej wody lub soku z pomarańczy

nadzienie:
  • 100 g orzechów włoskich
  • 100 g migdałów bez skórki + garść mielonych do posypania spodu
  • 200 g suszonych fig
  • 200 g suszonych daktyli
  • 75 g masła
  • 3 łyżki miodu
  • 1-2 łyżki cukru pudru
  • 3 łyżki kwaśnej śmietany

Sposób przygotowania:

Ciasto kruche jak zwykle możecie zrobić z dowolnego przepisu.

Przesiewam mąkę (zazwyczaj dodaję też krupczatkę), dodaję cukier puder i sól, mieszam. Wrzucam pokojone w kostkę zimne masło, rozcieram czubkami palców na małe kawałeczki. Dodaję żółtko i, jeśli trzeba wlewam płyn. Krótko zagniatam ciasto, formuję gruby placek, owijam folią i wkładam do lodówki na co najmniej godzinę (lub na dwa dni).

Rozwałkowuję, wykładam formę do tarty, obcinam brzegi i nakłuwam spód widelcem. Znowu wstawiam do lodówki na pół godziny. Z resztek ciasta wykrawam gwiazdki, układam na desce wyłożonej papierem do pieczenia lub folią aluminiową i też wstawiam do lodówki.

Wykładam ciasto papierem do pieczenia, wysypuję na papier fasolę lub ryż, żeby obciążyły ciasto i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 10-15 minut.

Zdejmuję papier i jeszcze podpiekam spód przez jakieś 5 minut.

Przygotowuję nadzienie, zazwyczaj robię to, gdy ciasto schładza się drugi raz w lodówce.

Orzechy i migdały grubo siekam. Figi i daktyle kroję w paski (można w kostkę, jeśli ktoś woli drobniejsze kawałki).

Na dużej patelni rozpuszczam masło, dodaję miód i mieszam. Wsypuję orzechy i migdały, smażę kilka minut. Posypuję cukrem pudrem, jeszcze smażę, wreszcie dodaję kwaśną śmietanę i zagotowuję. Dodaję figi i daktyle, mieszam i od razu zestawiam z ognia.

Podpieczony spód tarty posypuję warstwą startych migdałów, wykładam nadzienie i wyrównuję. Na wierzchu układam gwiazdki. Wstawiam do piekarnika, obniżam temperaturę do 180 stopni i piekę 20-30 minut.

Te gwiazdki na wierzchu dobrze byłoby posmarować żółtkiem, ale zapomniałam. Tartę można posypać cukrem pudrem.


poniedziałek, 19 grudnia 2011

Domek z piernika


Domek, wbrew pozorom jest do zrobienia prosty jak budowa cepa. Przyda się tylko drukarka, żeby przygotować szablony do wycięcia – wszak przygotowanie to podstawa. Więc uwaga: szablon ściągamy stąd (to domek ze zdjęcia) - wyjdzie sympatyczny, nieduży domek, albo stąd – jeśli chcecie się bardziej wykazać i zrobić imponującą budowlę.

Cała zabawa polega na odpowiednim wycięciu kształtów i dopasowaniu ich ZANIM zaczniecie sklejać lukrem. Zapewniam, że budowanie piernikowego domku jest dużo prostsze, jeśli ściany przytnie się odpowiednio, bo ja nigdy nie wałkuję idealnie, a przy przekładaniu na blachę ciasto może się wykrzywić lub rozciągnąć i potem z piekarnika wyjeżdżają elementy w sam raz na krzywy domek.

Pierniczki akurat z tego przepisu wcale nie stwardniały jakoś strasznie i wyjątkowo szybko się skończyły, bo były bardzo smaczne, ale możecie skorzystać z dowolnego sprawdzonego przepisu na pierniczki. Z podanej tu ilości wyjdzie mały domek i jeszcze sporo drobnych ciastek.

Landrynkowe okienka robi się bardzo prosto – wystarczy do wyciętych otworów wsypać pokruszone cukierki. Zaopatrzcie się więc w nie wcześniej, a do tego kupcie jakieś ozdoby i duuuużo cukru pudru (lub gotowy lukier, w szczególności lukrowe pisaki). Dachówki można ułożyć na przykład z połówek lub płatków migdałów – zresztą jestem pewna, że fantazja Wam podpowie co zrobić. Tu od razu się przyznaję, że nigdy nie byłam mistrzynią ozdabiania wypieków, a jedyną czwórkę z podstawówce miałam z plastyki (co nadal uważam za jawną niesprawiedliwość, przecież się starałam!), więc mój domek stanowi wersję minimalistyczną.

A oto i domek oraz jego urocza mieszkanka ;)

I głosujcie na nas w konkursie! Dzięki :)

Anka

Składniki:

ciasto: 
  • 550-600 g mąki
  • 2 paczki przyprawy do pierników
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 30 dag miodu (około szklanki)
  • 12,5 dag masła
  • 20 dag brązowego cukru (ok. 2/3 szklanki)
  • 1 jajko

lukier królewski:
  • 1 białko
  • ok. 200 g cukru pudru
  • kilka landrynek
  • dodatkowo: zwykły lukier, barwniki, migdały, cukrowe ozdoby, itp.

Sposób przygotowania:

Miód, masło, cukier i przyprawę do pierników podgrzewam na wolnym ogniu często mieszając, aż cukier całkiem się rozpuści i w garnku powstanie aromatyczna ciemna masa. Odstawiam do ostygnięcia.

Przesiewam mąkę, mieszam z sodą (u mnie ta łyżeczka sody jest bardziej płaska niż czubata). Do mąki dodaję przestudzoną masę miodową i jajko, wszystko dokładnie zagniatam aż przestanie się kleić. Ciasto owijam folią spożywczą i odkładam do lodówki na co najmniej godzinę (jak najbardziej można zrobić wieczorem i piec następnego dnia).

Landrynki wrzucam do mocnego foliowego worka i rozbijam wałkiem na małe kawałeczki, uwaga, bo w woreczku i tak robią się dziury.

Dzielę ciasto na dwie części, każdą rozwałkowuję na grubość około 3-5 mm i wycinam ściany i dach domku według wydrukowanych i wyciętych szablonów, do których linki podałam we wstępie. Dodatkowo wycinam otwory okienne. Możecie oczywiście sami wyciąć elementy domku, ja się tego nie podjęłam.

Przekładam ciasto na blachę wysmarowaną tłuszczem lub wyłożoną papierem do pieczenia i piekę w 180 stopniach około 12 minut. W połowie pieczenia wysuwam lekko blachy z piekarnika i wsypuję landrynki do wyciętych otworów na okna.

Z tej ilości ciasta wyjdzie domek i jeszcze sporo małych pierniczków do lukrowania.

Ucieram lukier królewski: leciutko roztrzepuję białko i mieszam z cukrem pudrem (cukru potrzeba około szklanki). Taki lukier gdy zastygnie jest bardzo sztywny i ma piękny, śnieżnobiały kolor. Lukrem sklejam ściany domku. Nakładałam go szprycą i trochę zwykłym nożem z okrągłym czubkiem.

Domek ozdabiam tak, jak umiem :)



niedziela, 18 grudnia 2011

Miodownik


To dość pracochłonne ciasto, biorąc pod uwagę moje usposobienie. Trzeba upiec dwa blaty ciasta, w tym jeden ze specjalnie przygotowanymi orzechami, zrobić krem, a potem wszystko porządnie poskładać.
Po czym ciasto należy odstawić nie odkrawając ani kawałka.

Dla mnie, zadeklarowanej miłośniczki gorących ciast (wiem, że niezdrowe, ale przecież zjadam tylko jeden kawałek taki gorący, przy drugim ciasto jest już wyraźnie chłodniejsze ;)) to naprawdę ciężka sprawa. Z drugiej jednak strony, gdy sobie pomyślę o tym, jak smakuje za dwa dni, wiem, że warto poczekać.

Długo zastanawiałam się nad tym miodownikiem. Wyobraźcie sobie, że w żadnej z przewertowanych książek nie znalazłam niczego, co by mi idealnie pasowało. Wiedziałam, że na wierzchu muszą być chrupiące orzechy w miodowym karmelu, a ciasto musi być duże ;)
Najdłużej zastanawiałam się nad kremem i wreszcie postawiłam na krem z kaszy manny. To był strzał w dziesiątkę! Co prawda roztarcie kaszy zajęło mi trochę czasu i posiłkowałam się blenderem z nakładką do miksowania zup, ale warto było. Ma konsystencję i smak idealnie pasujący do miodowego ciasta.

Natomiast same blaty oparłam na bardzo jajecznym przepisie Marka Łebkowskiego, ale nie chciało mi się robić karmelu (i byłoby wtedy za słodkie), ujęłam miodu, za to dodałam masła. Wyszły bardzo smaczne, ale przy tej ilości miodu dość twarde. Dlatego najlepiej byłoby upiec ciasto, dokładnie zawinąć w pergamin lub ściereczkę i odstawić na dwa dni w suche, chłodne miejsce, a dopiero potem zrobić krem, przełożyć i odstawić na jeden lub dwa dni. A jeśli macie mało czasu, to zmniejszcie ilość miodu, na przykład do 100 g.

Anka

Składniki:

ciasto:
  • 500 g mąki (ok. 3 szklanki)
  • 1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki przyprawy do pierników
  • 6 jajek
  • 2/3 szklanki cukru
  • 100 g masła
  • 150 g miodu (ok. ½ szklanki)
  • 3-4 łyżki rumu
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
orzechy:
  • 200 g orzechów
  • 30 g masła
  • 3 łyżki miodu
  • 1-2 łyżki cukru pudru
krem:
  • ½ szklanki kaszy manny
  • 2 szklanki mleka + odrobina do rozmieszania kaszki
  • ½ szklanki cukru
  • 1-2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 2 żółtka
  • 200 g miękkiego masła
Sposób przygotowania:

ciasto:

Roztapiam masło, mieszam razem z miodem, odstawiam do wystudzenia.

Mąkę przesiewam, mieszam z proszkiem do pieczenia i przyprawą do pierników.

Oddzielam białka od żółtek.

W dużej misce miksuję żółtka z cukrem na białą masę. Cały czas ucierając wlewam stopniowo miód z masłem, dodaję rum i ekstrakt waniliowy.
Ubijam pianę z białek.
Do żółtkowej masy dodaję stopniowo mąkę i miksuję. Na koniec dodaję jedną trzecią piany z białek i ucieram mikserem, a resztę piany staram się już wmieszać tylko łopatką. Problem z tym ciastem polega na tym, że po dodaniu całej mąki masa robi się naprawdę gęsta, mój mikser ledwie sobie radził. Można dolać 1-2 łyżki mleka.

Do ciasta można też wmieszać kandyzowaną skórkę pomarańczową lub cytrynową.

Ciasto dzielę na połowy. Wykładam dwie prostokątne blachy o wymiarach ok. 32x23 cm papierem do pieczenia i nakładam do każdej cienką warstwę ciasta starannie wyrównując powierzchnię.

Wstawiam pierwszą blachę do piekarnika nagrzanego do 170-180 stopni na 20 minut. Wyjmuję, studzę.

orzechy:

W czasie, gdy piecze się pierwszy blat przygotowuję orzechy. Na dużej patelni rozpuszczam masło, dodaję miód i cukier, dokładnie mieszam, aż składniki się połączą. Wsypuję orzechy i gotuję kilka minut. Tak przygotowane orzechy rozkładam równomiernie na drugim blacie i od razu wstawiam do piekarnika na 20 minut.

krem:

Wlewam mleko do garnka z grubym dnem, dodaję cukier (dodałam mój cukier waniliowy) i stawiam na ogniu. Kaszkę (raczej odrobinę mniej niż pół szklanki niż więcej) mieszam z odrobina mleka, od razu dodaję do mleka i mieszam. Gotuję na wolnym ogniu cały czas mieszając, aż kaszka zgęstnieje. I kiedy piszę „cały czas mieszając” literalnie mam na myśli to, że stoję nad garnkiem i macham non stop łyżką. Na początku użyłam nawet rózgi, żeby się mi nie porobiły kluchy.

Zdejmuję kaszkę z ognia, dodaję żółtka oraz ekstrakt waniliowy (nie dodawałam już ekstraktu) i ucieram, mikserem było mi najwygodniej. Oczywiście, jeśli w garnku był już cukier waniliowy, to nie trzeba ekstraktu i na odwrót.

Wycinam kółko z folii aluminiowej i kładę na powierzchni kaszki, żeby się nie zrobił kożuch. Można też wziąć papier do pieczenia, co komu wygodniej. Odstawiam do całkowitego wystygnięcia.

Ucieram masło na puch. Dodaję po łyżce kaszkę do masła i dokładnie miksuję na gładką masę. Można wcześniej utrzeć kaszkę, żeby była gładsza.

Przekładam blaty ciasta kremem. Odstawiam co najmniej na jeden dzień, żeby zmiękło.

I teraz uwaga: najlepiej byłoby mieć suchą, chłodną spiżarnię do przechowywania miodownika. Niestety, nijak nie znajdę podobnego miejsca w moim mieszkaniu w bloku, dlatego trzymam w lodówce. Zdecydowanie lepiej przechowują się same blaty, więc, jak już pisałam, można je upiec kilka dni wcześniej, a dzień przed podaniem zrobić tylko krem. Chociaż cały myk polega na tym, żeby ciasto porządnie nasiąkło kremem...

sobota, 17 grudnia 2011

Bożonarodzeniowa kłoda czekoladowa


Nareszcie przyszedł czas, by wykorzystać zdjęcie zrobione rok temu :)

Jako że jestem naprawdę leniwą osobą, to bożonarodzeniową kłodę czekoladową przygotowuję w najprostszy sposób na świecie, nie bawiąc się w żółtkowe i maślane kremy. W tym roku, jeśli zrobię to ciasto, dodam pewnie mascarpone do kremu, żeby nabrał wyrazistości. Jeśli jednak wolicie maślane kremy (bo ja na przykład bardzo lubię) – nic nie stoi na przeszkodzie, by to właśnie nimi posmarować roladę.

Ciasto jest bardzo efektowne i wcale nieskomplikowane. Co nie znaczy, że sami nie możecie twórczo adaptować tego przepisu dodając to i owo. Przede wszystkim nie zaszkodzi skropienie ciasta sokiem z pomarańczy, można też dodać ekstrakt waniliowy do kremu, a sam krem zmieszać z chrupiącymi orzechami lub migdałami. Co jeszcze? Może jakiś dżem do środka (czarne porzeczki, morela, pomarańcza)? Kandyzowane wisienki poukładane obok ciasta? To tylko kilka pomysłów, zapewniam jednak, że nawet w tej najprostszej wersji świąteczna kłoda czekoladowa pysznie smakuje i wspaniale wygląda na świątecznym stole.

Aha, zrobiłam wczoraj miodownik, o który prosiliście. Z kremem na bazie kaszy manny w środku (pyszny!) i warstwą karmelizowanych orzechów na górze. Mam jeszcze nadzieję na jakieś lepsze światło do zrobienia zdjęcia, ale przepis już zanotowany, niedługo wrzucę na blog :)

Anka

Składniki:

ciasto:
  • 5 jajek
  • 160 g drobnego cukru
  • 120 g mąki
  • 40 g kakao
  • 35 g roztopionego i ostudzonego masła

krem:
  • 400 g śmietanki (co najmniej 30%)
  • 300 g gorzkiej czekolady (można wziąć mniej o 100g)
  • 1-2 łyżeczki cukru pudru
  • ewentualnie: sok z jednej pomarańczy

Sposób przygotowania:

Można zrobić jasne biszkoptowe ciasto do rolady, wystarczy podaną w przepisie ilość kakao zamienić na mąkę.

Dużą płaską blachę wykładam papierem do pieczenia.
Włączam piekarnik na 190 stopni (góra-dół).

Mąkę i kakao przesiewam do miski, mieszam.

Jajka z cukrem ubijam mikserem 8-10 minut aż zmienią kolor i zgęstnieją Wsypuję mąkę z kakao i delikatnie, ale dokładnie mieszam masę łopatką. Na koniec dodaję masło, znowu mieszam.

Wykładam masę na blachę, wyrównuję.

Piekę około 12 minut. Jednocześnie rozkładam na blacie lub stole bawełnianą ściereczkę (lub tetrową pieluchę) i dokładnie wysypuję cukrem pudrem. Kiedyś dodatkowo moczyłam ściereczkę, żeby była lekko wilgotna, wtedy ciasto jest wilgotniejsze i lepiej się zwija, ale nie bardzo mi to pasuje. Wolę sama czymś nasączyć.

Wyjmuję ciasto z piekarnika i od razu kładę papierem do góry na wysypanej cukrem pudrem ścierce. Zdejmuję papier do pieczenia z ciasta i zwijam roladę razem ze ścierką. Zostawiam do wystudzenia. Ważne by zwinąć roladę natychmiast po wyjęciu z piekarnika, inaczej ciasto będzie się łamało.

Przygotowuję krem. Ubijam na sztywno śmietankę, pod koniec ubijania dodaję cukier puder.
Ilość cukru jest podana orientacyjnie, spróbujcie, zawsze przecież można dosypać, ja zazwyczaj zaczynam od wsypania jednej łyżeczki cukru pudru.

Czekoladę roztapiam w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce (można wlać odrobinę śmietanki do czekolady, żeby łatwiej było rozmieszać czekoladę).
Przestudzoną czekoladę powolutku wlewam do śmietanki cały czas ubijając. Wstawiam krem do lodówki.

Gdy ciasto ostygnie, delikatnie rozwijam, ewentualnie skrapiam sokiem z pomarańczy i smaruję ciasto mniej więcej połową kremu zostawiając wolne brzegi. Delikatnie zwijam od strony dłuższej krawędzi. Odkrawam jakąś jedną piątą rolady. Układam ciasto na półmisku dokładając pod kątem odciętą część tak, by wyglądała jak konar.
Teraz resztą kremu smaruję górę rolady. Widelcem, ostrym czubkiem noża lub czymkolwiek co wpadnie mi w ręce rysuję wzorki na kremie, żeby wyglądał jak kora drzewa. Posypuję cukrem pudrem, cukrowymi śnieżynkami lub dokładam marcepanowe listki, gdybym przezornie się w nie zaopatrzyła.

Smacznego!

piątek, 16 grudnia 2011

Choinki z kremem maślanym


Tym razem to dzieci wykazały inicjatywę.
Szymon przytachał wielką księgę ozdób świątecznych, wskazał na choinki, a potem dopisał do leżącej akurat na wierzchu listy zakupów niezbędne składniki.
Cóż było robić, potulnie zabrałam się do pracy.

Na problemy natknęliśmy się w momencie, gdy absolutnie nie zamierzałam śledzić podanego w książce przepisu i postanowiłam zrobić wszystko po swojemu. Na szczęście obietnica zielonego kremu i cukrowych ozdób pocieszyła moje dziecko i mogłam kontynuować mieszanie.

Ozdabianie było już czystą przyjemnością, nawet jeśli tak jak ja się ma dwie lewe ręce.

Teraz wskazówki techniczne: ciasto upiekłam bardzo cienko, wydaje mi się, że wtedy lepiej wygląda. Zielony barwnik spożywczy nie jest tu niezbędny, równie dobrze można zrobić choinki w kolorze masła i udekorować, też będzie w porządku. Natomiast dobrze jest się zaopatrzyć w czekoladowe gwiazdki, są idealne na czubek choinki.

Ten rodzaj ciasta świetnie nadaje się do wycinania z niego dowolnych kształtów, więc jeśli czujecie się na siłach, żeby własnoręcznie zrobić sanie z reniferami i Mikołaja, to po prostu podwójcie ilość składników i wyłóżcie ciasto na dużą blachę. A potem puśćcie wodze fantazji!

Anka

Składniki:
(wyszło mi 8 sporych choinek i dużo małych prezencików)

ciasto:
  • 135 g mąki
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 110 g miękkiego masła
  • 100 g drobnego cukru
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (niekoniecznie)
  • 2 jajka
  • 2 łyżki mleka

krem maślany:
  • 75 g miękkiego masła
  • 75 g cukru pudru
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • barwnik spożywczy
  • kolorowe cukierki do dekoracji
  • czekoladowe batoniki 

Sposób przygotowania:

Przesiewam mąkę i mieszam z solą i proszkiem do pieczenia.
Masło ucieram z cukrem na puszystą masę, oddaję ekstrakt waniliowy a potem dodaję po jednym jajka cały czas miksując. Wsypuję stopniowo mąkę i miksuję, w trakcie wsypywania mąki dolewam mleko.

Wykładam prostokątną blaszkę (ok. 32 na 23 cm) papierem do pieczenia i nakładam ciasto. Wyrównuję powierzchnię. Wstawiam ciasto do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 15-20 minut.

Studzę i kroję na trójkąty. To co pozostało daję od razu dzieciom, albo robię małe kwadratowe prezenciki.

Ucieram masło z cukrem pudrem na puszystą masę. Dodaję sok z cytryny i barwnik spożywczy. Nakładam maślaną masę na ciastka i ozdabiam kolorowymi cukierkami. Pnie robię z czekoladowych batoników pokrojonych na kawałki.

wtorek, 13 grudnia 2011

Piernik czekoladowy


Nie wiem dokładnie po ilu dniach ten piernik jest najlepszy, bo niestety u nas wytrzymał dni trzy. Co prawda właśnie najbardziej smakowały mi resztki piernika, które dotrwały do owego trzeciego dnia, więc należałoby jednak wstrzymać się chwilę z konsumpcją, co polecam.

Zdjęcia są tylko z polewą, bo dopiero po spróbowaniu zdecydowałam się przełożyć ciasto powidłami śliwkowymi. Wy zróbcie to oczywiście w odwrotnej kolejności, bo w przypadku tego piernika owocowe nadzienie jest po prostu niezbędne.

Największym problemem było starcie całej tabliczki czekolady na drobnej tarce. Paskudne zajęcie! Dobrze jednak, że tym razem wykazałam się dużym samozaparciem, bo efekt był tego wart.

Przepis z książki pani Ewy Aszkiewicz „Domowe wypieki. Ciasta i ciasteczka”, zmodyfikowany.

Anka

Składniki:
(na prostokątna blaszkę 23x32cm)

ciasto:
  • 1 szklanka płynnego miodu
  • 50 g masła
  • 3 jajka
  • 1 paczka przyprawy do piernika (20g, można dać mniej)
  • 1 szklanka cukru
  • 2 czubate szklanki mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 10 dag migdałów lub orzechów, obranych i posiekanych (niekoniecznie)
  • 100 g gorzkiej czekolady
polewa:
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 50 g masła
  • powidła śliwkowe lub dżem morelowy do przełożenia

Sposób przygotowania:

Mąkę przesiewam, mieszam z proszkiem do pieczenia.

Czekoladę ścieram na drobnej tarce.

Miód lekko podgrzewam z masłem, mieszam z przyprawą do pierników i cukrem. Powstałą masę studzę,  dodaję roztrzepane jajka i wszystko dokładnie mieszam (użyłam miksera). Potem wsypuję stopniowo mąkę z proszkiem i ucieram, a następnie dodaję startą czekoladę. Na koniec ewentualnie dodaję migdały i mieszam tylko łyżką (nie dodałam, bo mam dziecko z alergią).

Prostokątną blachę wykładam papierem do pieczenia, wylewam masę i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około godzinę. Mój piekarnik grzeje dość słabo, więc być może u Was wystarczy nawet 170 stopni.

Po wystudzeniu bardzo dokładnie owijam piernik w ściereczkę i odstawiam przynajmniej na 2-3 dni.

Przed podaniem przekładam powidłami śliwkowymi i robię polewę. Roztapiam masło, wrzucam do niego połamaną w kostkę czekoladę i delikatnie mieszam łopatką, aż powstanie gładka, lśniąca masa. Polewam ciasto. Piernik można też polukrować i można to zrobić od razu po wystudzeniu.


piątek, 9 grudnia 2011

Kulebiak z rybą


Wśród Waszych próśb na świąteczne potrawy pojawił się kulebiak, a że uwielbiam krucho-drożdżowe ciasto i robię je całkiem często, więc skorzystałam z przepisu Macieja Kuronia na kulebiak z rybą (kulebiak z kapustą i grzybami możecie zrobić z przepisu Chudej). Tym razem jednak wprowadziłam jedną bardzo znaczącą zmianę – zamiast ryżu użyłam kaszy jaglanej (i nawet, jakimś cudem, nie dołożyłam boczku, chociaż natrętnie pchał się pod nóż). Rewelacja! Kaszę jaglaną lubię przeciętnie, zdecydowanie moją faworytką jest jęczmienna, ale w tym przepisie sprawdza się świetnie.
Oczywiście nie przejmujcie się, jeśli nie macie akurat kaszy jaglanej w szafce, weźcie ryż, na pewno wyjdzie pysznie.

I ponownie polecam Wam poniższy przepis na ciasto-krucho drożdżowe – do pierożków, rogalików, kulebiaka przyda się jak znalazł. Jest po prostu idealne i zawsze wychodzi!

Anka

Składniki:

ciasto:
  • 350 g mąki
  • 1 jajko + 2 żółtka 
  • 125 ml kwaśnej śmietany
  • 20 g drożdży
  • 100 g masła
  • sól, cukier

nadzienie:
  • ok. ½ kg filetów z białej ryby morskiej
  • mąka do panierowania
  • 1 szklanka ugotowanej kaszy jaglanej (lub ryżu)
  • 20 dag pieczarek
  • 2 cebule
  • 2 jajka ugotowane na twardo
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki
  • sól, pieprz
  • olej i masło do smażenia

Sposób przygotowania:

ciasto:

Drożdże kruszę, zasypuję płaską łyżeczką cukru i ucieram. Po wierzchu oprószam odrobiną mąki i odstawiam na kwadrans w ciepłe miejsce.

Mąkę przesiewam, dodaję dużą szczyptę soli i siekam z masłem. Dodaję jajko i żółtka, śmietanę, drożdże i zagniatam gładkie ciasto. Przykryte ściereczką odstawiam do wyrośnięcia na około półtorej godziny.

nadzienie:

Rybę opłukuję w zimnej wodzie, dokładnie osuszam, solę. Na płaski talerzyk wysypuję mąkę i panieruję rybę strząsając nadmiar. Smażę na oleju z obydwu stron. Odkładam do wystudzenia. Rozrywam palcami na małe kawałeczki.

Obieram jajka i kroję w kostkę.

Cebulę bardzo drobno kroję, obieram i kroję pieczarki. Na maśle podsmażam cebulę, gdy się zeszkli dodaję pieczarki i smażę kilka minut.

Zestawiam z ognia, dodaję rybę, kaszę, jajka i natkę pietruszki. Doprawiam solą i pieprzem.
Wszystko dokładnie, ale delikatnie mieszam.

kulebiak:

I teraz clou programu. Wyrośnięte ciasto dzielę na dwie części. Każdą rozwałkowuję na prostokąt o długości mniej więcej odpowiadającej długości formy (użyłam długiej i wąskiej keksówki). Na dolną warstwę nakładam nadzienie zostawiając wolne brzegi, które zawijam do góry. Przykrywam górę drugim płatem ciasta. Ważne, żeby nie robić zbyt dużych zakładek, by warstwa ciasta nie była zbyt gruba.
Z resztek ciasta wycinam dekoracje (ciasta zostało mi naprawdę sporo, więc dodatkowo zrobiłam kilka rogalików z dżemem).

Do wysmarowanej masłem keksówki wkładam kulebiak. Układam wycięte dekoracje i smaruję górę żółtkiem lub żółtkiem zmieszanym z mlekiem (przed wyrobieniem ciasta zazwyczaj wybijam jajka na miseczkę. leciutko mieszam widelcem i zostawiam na dnie łyżeczkę jajecznej masy – do smarowania wystarczy w zupełności). Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 190 stopni na około pół godziny.

Foremkę wyłożyłam też szerokim pasem papieru do pieczenia, dzięki temu łatwiej było wyjąć kulebiak.

Smacznego!


środa, 7 grudnia 2011

Kruche ciasteczka z okienkiem


Dziś znowu zamierzam Wam przypomnieć o głosowaniu na Chochelki w konkursie na Kulinarny Blog Roku. Pamiętajcie, że autorzy najciekawszych komentarzy mogą wygrać piękną, czerwoną formę do ciasta. Baner do głosowania jest cały czas na pasku z prawej strony. Bardzo mnie cieszy, że przynajmniej kilka osób ma w planach moje muffiny piernikowe, które również biorą udział w konkursie. Głosujcie!

Konkurs ciasteczkowy już zakończony, ale może zainteresują Was te ciastka z witrażykami. Można je zrobić z dowolnego przepisu na kruche ciastka, a jeszcze wygodniejsze do tej zabawy są pierniczki. Cały sekret polega na tym, by kupić najzwyklejsze w świecie landrynki, drobno je pokruszyć i wsypać w odpowiednio wycięte otwory. Dobrze jest się zaopatrzyć w specjalne foremki do wycinania, ale  przed świętami takie zestawy powinny być dostępne bez problemu. W razie czego przejrzyjcie zawartość szafek dzieci, może znajdzie się jakaś gwiazdka służąca do zabawy ciastoliną? Albo postawcie na prostotę, bo okrągłe ciasteczka na pewno da się przy czymś wyciąć – szklanką i kieliszkiem na przykład.

Przy podanej ilości składników zostało mi trochę landrynek, ale część wykorzystałam później do okienek w piernikowym domku, a część została pożarta ze smakiem przez dzieci (nie ma takiej ilości słodyczy, której nie daliby rady).

Tu od razu ważna uwaga techniczna: jeśli landrynki pieką się zbyt długo, szybka robi się mętna i pojawiają się w niej bąbelki. Mi to nie przeszkadza, ale gdy robiłam domek i do wysypania miałam tylko dwa okienka, to najpierw piekłam pięć minut sam piernik, a landrynki wsypałam mniej więcej w połowie pieczenia. Niestety, przy dużej ilości kruchych ciasteczek takie rozwiązanie nie jest zbyt wygodne, bo nasypywanie landrynek wymaga jednak pewnej precyzji.
Przed pieczeniem wycięte już ciasteczka należy schłodzić w lodówce.

Anka

Składniki:
  • 200 g mąki
  • 30-50 g cukru pudru
  • szczypta soli
  • 125 g zimnego masła
  • 1 żółtko
  • odrobina zimnej wody (lub soku z cytryny)
  • 2 małe paczki landrynek (po 90 g)

Sposób przygotowania:

Kruche ciasto przygotowuję jak zwykle: mąkę przesiewam, mieszam z solą i cukrem. Dodaję pokrojone w kostkę masło i rozcieram czubkami palców na małe kawałeczki. Dodaję żółtko i wodę, krótko zagniatam ciasto. Formuje placek (kulę) i wstawiam do lodówki na co najmniej godzinę.

Rozwałkowuję ciasto na cienki placek, wycinam foremkami kształty i układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia lub matą silikonową. Z tej ilości ciasta, jeśli wycinane otwory będą dość duże, wyjdą nawet trzy blachy. A jeśli się już zmęczycie tą zabawą w okienka, to z resztek wytnijcie ciasteczka bez udziwnień (zrobiłam kilka dla siebie, bo nie lubię landrynek ani lizaków).

Landrynki dzielę według kolorów, wkładam do mocnych woreczków foliowych (uwaga! i tak się rozrywają), kładę na desce i wałkiem rozbijam na małe kawałeczki.
Wsypuję pokruszone landrynki do środka ciastek. Odstawiam do lodówki (o czym pisze się bardzo prosto, a dużo trudniej zmieścić w zapchanej jak zwykle lodówce całą blachę ciastek).

Smaruję brzegi ciastek żółtkiem lub żółtkiem zmieszanym z mlekiem. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180-200 stopni i piekę 8-10 minut (zależy od grubości ciastek i piekarnika).

Czekam aż ostygną i zdejmuję z blachy.


poniedziałek, 5 grudnia 2011

Ciastka kruche laseczki


Przed chwilą ponownie przejrzałam Wasze propozycje potraw pod konkursową notką i mam nadzieję, że uda mi się co nieco zrobić. Co prawda trochę spowalnia mnie dwójka chorych na ospę dzieci, ale to jeszcze nie powód, żeby przestać gotować. Powiem Wam czego z całą pewnością możecie się spodziewać, bo dzisiaj zrobiłam sobie pysznego kulebiaka z rybą i pieczarkami – wyszedł fantastyczny, więc niedługo z całą pewnością pojawi się na blogu. Na swoją kolej czeka też już od dawna piernik czekoladowy - smakował tak dobrze, że poważnie zastanawiam się, czy nie zrobić go na święta zamiast standardowego niezawodnego piernika (z drugiej strony, gdybym znowu upiekła ten niezawodny, może udałoby mi się zrobić jakieś lepsze zdjęcie).
No i na pewno postaram się przypomnieć sobie jak robiłam kutię, bo ostatnio zdarzyło się to ładnych parę lat temu.

Co jeszcze? Niech to będzie niespodzianka. Zaglądajcie. 
Testowałam na przykład moje umiejętności kuchennego architekta i muszę jeszcze nad tym popracować :)

A dzisiaj dekoracyjne ciasteczka. Przed świętami jest czas na to by poszaleć ze wszelkiego rodzaju ozdobami. Kupiłam więc komplet barwników spożywczych i, jak widać, nie waham się ich używać. Odpowiadając od razu na pytanie pod notką z choinkami: używam barwników w żelu i jestem z nich bardzo zadowolona.

O problemach z nazewnictwem pisałam z całą pewnością nie raz i oto znowu stanęłam przed wyzwaniem. „Kruche cukierki” niekoniecznie opisują te ciastka, a „słodkie laseczki”, które natrętnie pchały mi się na klawiaturę są, sami przyznacie, absolutnie nie do przyjęcia.
„Kruche laseczki” uznałam za kompromis.

Pomysł podpatrzyłam u Marthy Stewart.

Anka


Składniki:
  • 170 g mąki (szklanka)
  • szczypta soli
  • 30 g cukru pudru (a w praktyce: 1-2 łyżki)
  • 100 g masła
  • 1 żółtko
  • odrobina zimnej wody
  • czerwony barwnik spożywczy

Sposób przygotowania:

Mąkę i cukier puder przesiewam, mieszam z solą. Dodaję pokrojone w kostkę masło i siekam nożem lub rozcieram palcami na małe kawałeczki (jeszcze lepiej zrobić to robotem kuchennym). Dodaję żółtko, wlewam łyżkę (lub dwie) zimnej wody i krótko zagniatam ciasto.

Jeśli nie macie wagi kuchennej i robicie te ciasteczka, to nie żałujcie masła. Teoretycznie kostka masła ma 200 g, ale według mojej wagi to nie zawsze prawda, a poza tym w kruchym cieście im więcej masła, tym lepiej. Więc gdy przekroicie kostkę niezbyt dokładnie na pół, to zdecydowanie wrzućcie do ciasta tę większą część.

Dzielę ciasto na połowy. Do jednej dodaję czerwony barwnik spożywczy, zagniatam. Owijam kawałki ciasta folią spożywczą, formując przy tym grube wałki i wkładam do lodówki na co najmniej godzinę (ciasto można spokojnie przygotować dwa dni wcześniej i przechowywać w lodówce lub zamrozić).

Dzielę każdy kawałek ciasta na 6 części, każdą roluję na cienki wałeczek (mi wyszły około trzydziestocentymetrowe). Splatam czerwony i żółty, dzielę na połowy i zaginam koniec.
Do tej pracy przydają się zimne ręce i otwarte okno.

Ciastka układam na blasze (przy kruchym cieście nie trzeba natłuszczać) i znowu wstawiam do lodówki na co najmniej pół godziny. Kruche ciasto zawsze wstawiam schłodzone do piekarnika, wtedy lepiej zachowa kształt.

Piekę w 180-200 stopniach (w moim piekarniku 200) około 15 minut.



środa, 5 stycznia 2011

Babeczki z białą czekoladą i żurawiną


Dzisiaj jeszcze klimaty świąteczne, czyli biała czekolada i żurawina.

Powoli, powoli, ale przekonuję się do białej czekolady w wypiekach. Zwłaszcza, gdy połączy się ją z kwaskowatą żurawiną.
Zresztą nieważne dodatki, bo bardzo mi posmakowało ciasto tych babeczek.

Przepis z The Good Mood Food Blog. W oryginale było 200 g czekolady i aż 250 świeżej żurawiny – nie miałam ani świeżej ani tak dużo, ale przecież suszona też się nadaje. Z podobnych powodów zrezygnowałam ze skórki otartej z jednej pomarańczy, bo mi się owoce nagle i niespodziewanie zdematerializowały. Zapisuję jednak wszystko skrzętnie, żebyście mogli zrobić dokładnie tak jak autor przykazał. Większa ilość dodatków na pewno nie zaszkodzi. A mnie przecież drobne braki w zaopatrzeniu nigdy nie powstrzymywały przed pieczeniem lub gotowaniem.


Składniki:
(na ok. 14 sztuk)
  • 250 g mąki
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 100 g rozpuszczonego masła
  • 200 ml maślanki
  • skórka otarta z jednej pomarańczy
  • 2 jajka
  • 150 g cukru pudru (dałam mniej)
  • 100 g suszonych żurawin
  • 100 g białej czekolady

Sposób przygotowania:

Przesiewam mąkę, mieszam z proszkiem do pieczenia. Białą czekoladę siekam na małe kawałki.

W misce mieszam masło, maślankę i ewentualnie skórkę z pomarańczy.

Przez kilka minut ubijam jajka z cukrem. Dodaję masło i maślankę, mieszam łyżką lub łopatką. Potem wsypuję mąkę i znowu mieszam.
Na końcu dodaję czekoladę i żurawinę.

Formę do muffinek wykładam papilotkami i nakładam masę. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około 20-25 minut.

czwartek, 23 grudnia 2010

Orzechowiec zawijany krucho-drożdżowy

Choćbym nie wiem jak planowała przedświąteczne przygotowania, to i tak na dzień przed Wigilią zrywam się rano z uczuciem, że jestem w głębokim lesie, a lista zadań nie ma końca.

Tak jest i w tym roku, a że łudzę się, że Wy też tak macie, to nie będę zabawiać Was przedświątecznymi dykteryjkami, tylko podam przepis na pyszne ciasto, które można upiec jeszcze dziś. Krucho-drożdżowa otoczka, a w środku miękkie, puszyste nadzienie z orzechów. Wielkie Mniam ;) Porcja dla gromady amatorów: na dwie blaszki o wymiarach dna 36x6cm.



Ciasto:
  • 500 g mąki
  • 250 g margaryny
  • 6 żółtek
  • 60 g drożdży
  • 5 łyżek ciepłego mleka
  • 2 łyżeczki cukru
Nadzienie orzechowe:
  • 6 białek
  • 250 g cukru
  • 300-400 g orzechów mielonych
  • cukier waniliowy
  • 2 łyżki bułki tartej
Sposób przygotowania:

Mąkę przesiewam do miski, siekam łopatką z margaryną i żółtkami. Drożdże ucieram z cukrem i mlekiem, dodaję do mąki, szybko zagniatam ciasto.

W tym samym czasie robot kuchenny ubija białka na sztywną pianę. Dodaję do nich po łyżce cukier i cukier waniliowy. Na końcu delikatnie mieszam z orzechami i bułką tartą.

Ciasto i nadzienie dzielę na dwie równe części. Ciasto rozwałkowuję na prostokąt, rozsmarowuję na nim nadzienie, zawijam. Po wierzchu smaruję rozmąconym jajkiem. Gotowe ciasto owijam papierem do pieczenia, zostawiając luzu na dwa palce – orzechowiec urośnie, a papier będzie go powstrzymywał przed pęknięciem. Przynajmniej powinien go powstrzymać, bo jak widać na zdjęciu – nie zawsze mu się to udaje. Owinięte papierem orzechowce wkładam do blaszek.

Odstawiam do wyrośnięcia 20-30 minut w cieple. Piekarnik ustawiam na 150 stopni. Wyrośnięte wkładam do piekarnika i piekę 10 minut, a następnie podnoszę temperaturę do 190 stopni i piekę ok. 40 minut. Ma być dobrze przyrumieniony.

Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */