Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boczek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boczek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 marca 2012

Tarta z porami i boczkiem

Jeśli planujecie przyjmowanie przyjaciół lub rodziny w ten weekend, to wreszcie zdradzę Wam przepis na tartę, którą jak dotąd robiłam najczęściej. Większość odwiedzających mnie znajomych, jeśli jeszcze nie próbowała, natknie się na nią prędzej czy później, bo z upodobaniem karmię nią gości.

Właściwie zawsze wychodzi, trzeba tylko bardzo uważać z solą, sam boczek i parmezan są już dość słone. Jedyny minus jest taki, że zdecydowanie nie jest to danie dla osób na diecie, ale też w odwiedzinach rzadko jemy więcej niż jeden kawałek.

Moja ulubiona, niezawodna, najlepsza :)
Polecam.

Anka

Składniki:

ciasto:
  • 220 g mąki pszennej (zazwyczaj mieszam luksusową lub tortową z krupczatką)
  • duża szczypta soli
  • 140 g zimnego masła
  • 1 żółtko
  • 1-2 łyżki zimnej wody

nadzienie:
  • 3 pory (tylko białe części)
  • ok. 150 g wędzonego boczku lub wędzonej szynki Speck
  • 50 g parmezanu
  • 1 jajko + 2 żółtka
  • 1 (niepełna) szklanka śmietanki 30%
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa
  • masło z łyżką oleju do smażenia

Sposób przygotowania:

Najpierw przygotowuję kruche ciasto. Można to zrobić nawet do 3 dni wcześniej i przechowywać w lodówce.

Przesiewam mąkę, mieszam z solą. Dodaję pokrojone w kostkę zimne masło i siekam lub rozcieram opuszkami palców na drobne kawałeczki. Dodaję żółtko oraz odrobinę wody i krótko zagniatam ciasto. Formuję placek (nie kulę, bo łatwiej potem rozwałkować), owijam folią spożywczą i odkładam do lodówki na co najmniej godzinę.

Schłodzone ciasto cienko rozwałkowuję (polecam wałkowanie przez warstwę folii spożywczej – bardzo ułatwia sprawę). Wykładam ciastem formę do tarty (moja ma ok. 24 cm średnicy) i obcinam brzegi. Znowu wstawiam do lodówki na 20-30 minut.

Nakłuwam ciasto widelcem, wykładam w formie papierem do pieczenia, wysypuję ryż lub fasolę, żeby obciążyć ciasto. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na około 10 minut. Wyjmuję, zdejmuję papier z obciążeniem (ryż wsypuję do pudełka, bo można go wykorzystać w ten sposób wiele razy) i znowu wstawiam ciasto do piekarnika na 5-7 minut.

Wyjmuję i odstawiam.

W czasie, gdy ciasto się chłodziło przygotowuję farsz.

Jeśli chodzi o wybór mięsa, to zazwyczaj biorę chudy wędzony boczek – jest najtańszy i najłatwiej dostępny. Ale gdy ładnego boczku akurat nie ma, ratuję się na przykład wędzoną szynką (stąd Speck wymieniony wśród składników). Obydwie wersje są smaczne, sami zdecydujcie.

Boczek kroję w drobną kostkę lub słupki. Podsmażam na patelni, przekładam do miski.
Pory myję, kroję w półtalarki, lekko posypuję solą i podsmażam przez kilka minut na maśle z dodatkiem łyżki oleju. Nie przysmażam, tylko czekam, aż zmiękną.  Dodaję do boczku.
Parmezan ścieram na drobnej tarce.
Mieszam śmietankę z jajkiem i żółtkami, dodaję parmezan, wlewam mieszaninę do przestudzonego boczku i porów. Doprawiam pieprzem, świeżo startą gałką muszkatołową i, ewentualnie, odrobiną soli.

Wykładam nadzienie na podpieczony spód tarty, wyrównuję. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 30-40 minut.

Podaję na ciepło.

Jeśli chodzi o dodatki, to świetnie sprawdzają się mieszane sałaty z winegretem, można na przykład dodać pomidory, jeśli pora roku sprzyja. Ale ostatnio upiekłam sobie paprykę, zdjęłam skórkę, pokroiłam w paseczki i polałam miodowym winegretem. Rewelacja!

poniedziałek, 10 października 2011

Roladki z piersi kurczaka z cheddarem i musztardą


Obiad marzenie! Oczywiście dla mięsożerców – przecież nigdy nie ukrywałam, że w mojej diecie nie brakuje mięsa. Co prawda najchętniej z warzywami, ale tym razem wystąpią jedynie w roli dodatków.

Od razu przyznaję, że ta wersja smakuje mi nawet bardziej niż poprzednie roladki. Cheddar z musztardą to idealne połączenie! Potrawę, wbrew pozorom, robi się szybko i nieskomplikowanie. A w domowym zaciszu naprawdę nie ma znaczenia ilu wykałaczek potrzebujesz, żeby spiąć mięso, więc pieczcie bez żadnych obaw.

Ilość sera zależy od wielkości płatów mięsa i własnych upodobań, dlatego lepiej mieć w zanadrzu trochę cheddara lub mozzarelli. Dodatek mozzarelli złagodzi smak nadzienia, osobiście wolę wersję wyłącznie z cheddarem.

Przepis pochodzi z tej strony.

Bardzo, bardzo polecam.

Anka

PS Aparat już naprawiony!


Składniki:
  • 1 duża pierś z kurczaka
  • ok. 75 g cheddara
  • 1 czubata łyżka musztardy z ziarnami
  • ewentualnie: ok. 30-50 g mozzarelli lub parmezanu
  • sól, pieprz
  • ok. 20 g boczku pokrojonego w cienkie plastry
  • 1-2 łyżki oleju

Sposób przygotowania:

Pierś kurczaka dzielę na połowy. Delikatnie rozbijam starając się uformować w miarę prostokątne placki. Na desce układam na zakładkę plastry boczku tworząc spory prostokąt.

 
Na boczku kładę plastry mięsa. Posypuję wewnętrzną stronę piersi solą i pieprzem.


Cheddar ścieram na grubej tarce, mieszam z musztardą i, ewentualnie, z innym gatunkiem sera. Rozkładam nadzienie na płatach mięsa, zwijam roladki razem z plastrami boczku. Jeśli trzeba, spinam wykałaczkami (na zdjęciu jest zupełnie inne nadzienie: z żurawiną).


Inna szkoła mówi, żeby najpierw zwinąć samo mięso, a potem owijać boczkiem, ale sposób opisany powyżej jest prostszy. Za to w tym drugim boczek lepiej się opieka, bo nie jest zawinięty do środka roladki, więc może warto się czasem pomęczyć.

Płaskie naczynie żaroodporne skrapiam olejem, kładę w nim roladki i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około pół godziny.

Przed rozkrojeniem należy odczekać co najmniej kilka minut, jak przy każdej pieczeni.

wtorek, 3 maja 2011

Roladki z piersi kurczaka

Zimno.

Co prawda w Gdańsku przynajmniej nie pada śnieg, ale wieje. Zapewniam, że to wystarczy, żeby nie chciało się wychodzić z domu.

Organizm nadal domaga się czegoś konkretnego, najlepiej pieczonego mięsa.

Niemniej pora roku też ma swoje prawa, więc nie robiłam zimowych ciężkich mięsiw, lecz zachciało mi się czegoś lżejszego, przynajmniej z wyglądu.

Swoim zwyczajem nie bawiłam się w żadne małe roladki, ale zrobiłam dwie konkretne rolady, każda z połowy sporej piersi z kurczaka.

Przyznam się nieskromnie, że byłam zachwycona efektem :)
Bardzo polecam ten sposób przyrządzania mięsa. A gdyby Wam czegoś zabrakło w lodówce, to zmodyfikujcie nadzienie według potrzeb.

Anka


Składniki:
  • 1 duża pierś z kurczaka
  • ok. 15 dag boczku pokrojonego w cienkie plastry
  • 100 g pomidorków koktajlowych
  • 2 garści czarnych oliwek
  • ½ papryczki chili
  • 100 g mozzarelli
  • 50 g parmezanu
  • 1-2 ząbki czosnku
  • duża garść liści bazylii
  • sól, pieprz
  • oliwa

Sposób przygotowania:

Mięso oczyszczam z błon, wycinam kości. Każdą połowę piersi rozcinam i rozpłaszczam ręką by powstał jak największy płat. Stronę, na której niegdyś była skóra, obsypuję solą i pieprzem.

W moździerzu rozcieram czosnek z solą i pieprzem, dodaję bazylię i jakieś 2 łyżki oliwy, ucieram na papkę. Smaruję wewnętrzną stronę każdego płata mięsa. Na tym układam pokrojone na połówki pomidorki, pokrojone oliwki, drobno posiekaną chili (oczyściłam z błon i pestek, żeby rodzina łatwiej to przełknęła) i obydwa rodzaje serów utarte na tarce (mozzarella porwana na kawałeczki).
Zwijam roladki i spinam wykałaczkami.

Plastrami boczku owijam roladki. Boczek rozłożyłam uprzednio na płaskiej powierzchni tak, by jeden plaster trochę nachodził na drugi. Roladki wkładam do natłuszczonego naczynia żaroodpornego i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około pół godziny.

środa, 16 lutego 2011

Tarta z ziemniakami i boczkiem

W Krakowie prószy śnieg, jest mroźno i wietrznie – dusza by chciała do rajskich pomidorów i prawdziwych rzodkiewek, ale ciało domaga się pożywienia ciepłego i wysokoenergetycznego. Doskonale sprawdza się wtedy tarta, która pragnę Państwu przedstawić – kruche ciasto (można zrobić z mąki razowej), podsmażone ziemniaki, boczek, cebula i pieczarki (w oryginale nie było, ale były w mojej lodówce). A wszystko zalane śmietaną z jajkami i posypane żółtym serem.
Dla mnie – bomba!
Przepis pochodzi z belgijskiej książki „Quiches et tourtes”z serii „Le Cordon Bleu”.

Porcja na formę o średnicy 26 cm.


Składniki:

ciasto:
  • 200 g mąki
  • 100 g masła
  • 2 jajka
  • szczypta soli
  • zimna woda
nadzienie:
  • 2 duże ziemniaki pokrojone na cienkie plasterki
  • 100 g boczku wędzonego pokrojonego na cienkie paski
  • 250 g pieczarek pokrojonych na plasterki
  • 2 jajka
  • 120 ml śmietany
  • 100 ml mleka
  • 50 g tartego sera żółtego
  • 1 łyżeczka siekanej zielonej pietruszki

Sposób przygotowania:

Do miski przesiewam mąkę, plastikową łopatką siekam ją z miękkim masłem, jajkami i solą, dodaję wody, ile ciasto zabierze. Szybko zarabiam gładkie ciasto, formuję kulę.

Formę smaruję masłem, rozwałkowuję ciasto i przekładam do formy. Oblepiam spód i boki, nakłuwam widelcem. Wkładam do lodówki na czas przygotowania nadzienia.

Ziemniaki podsmażam na oliwie, aż będą rumiane. Boczek podsmażam osobno. Pieczarki duszę na maśle przez kilka minut.

Mleko, śmietanę i jajka mieszam razem na jednolitą masę, solę, pieprzę.

Na cieście układam plasterki ziemniaków, na to boczek i pieczarki, zalewam masą śmietanowo-jajeczną, posypuję żółtym serem i pietruszką.

Piekę w 180 stopniach 50-60 minut.

poniedziałek, 1 listopada 2010

"Sprzątanie lodówki", czyli smażone warzywa z boczkiem i ziołami

To danie nosi roboczą nazwę „sprzątanie lodówki”, bo u mnie zawsze w końcu zostają jakieś pojedyncze marchewki, pietruszki i cebula, więc jeśli chcę wyczyścić lodówkę, to na pewno muszę je uwzględnić w menu. Najprościej byłoby wrzucić wszystko do piekarnika, co robię bardzo często, ale czasem piekarnik mam już zajęty, co zmusza mnie do poszukiwania innych sposobów przygotowania obiadu. Na przykład na patelni. Możliwie dużej, należy od razu dodać.

Danie jest bardzo proste i raczej nie nadaje się na dla gości, na których chcemy zrobić wrażenie wysublimowanych smakoszy. Przyznam jednak, że ja je uwielbiam. Sekretem tej potrawy są świeże zioła. Mnóstwo tymianku, dwie gałązki rozmarynu i ewentualnie natka pietruszki. Rozmarynu nie może być zbyt dużo, żeby nie zdominował dania i najlepiej wyjąć gałązki zanim podamy do stołu.

Proporcje jak zwykle orientacyjne, biorę co mam i ile mam :)


Składniki:

  • ok. 80 dag ziemniaków
  • 15 dag wędzonego boczku
  • 1-2 cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 marchewki
  • 3 pietruszki
  • sól, pieprz
  • świeży tymianek, rozmaryn i natka pietruszki
  • ok. 1/3 szklanki białego wina
  • olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Ziemniaki bardzo dokładnie myję, czy też raczej szoruję szczoteczką. Gotuję w lekko osolonej wodzie około 10 minut. Odcedzam. Obieram lub nie, w zależności od tego czy są jeszcze młode i kroję na talarki.

Chodzi o to, że nie cierpię surowych ziemniaków, ale lubię lekko chrupką marchewkę, dlatego wcześniej musiałam je obgotować.

Boczek kroję w słupki.

Cebulę, marchewkę i pietruszkę obieram, kroję w plastry.

Obrywam listki tymianku, siekam natkę.

A teraz, gdy wszystko jest wreszcie przygotowane przystępuję do części zasadniczej.

Podsmażam boczek. Wybrałam chudy kawałek, więc dolewam trochę oleju (lub oliwy). Wrzucam cebulę, smażę jeszcze kilka minut aż się zeszkli, dodaję czosnek, marchewkę, pietruszkę i ziemniaki. Dorzucam zioła, doprawiam solą i pieprzem. Wszystko smażę delikatnie mieszając tak, żeby warzywa się nie rozpadły.

Wlewam na patelnię białe wino, smażę aż większość wina odparuje i sprawdzam czy ziemniaki są już miękkie. Jeśli jeszcze nie są gotowe, a potrawa będzie chciała się przypalać, dolewam jeszcze wina lub bulionu.

poniedziałek, 13 września 2010

Leczo Chochelki Grubszej i zabawa w "co lubię"

Jakiś czas temu (tu Chochelki biją się w piersi, bo sporo tego czasu już minęło) Dagmara, autorka wspaniałego blogu Z piekarnika, zaprosiła nas do zabawy w „co lubię”.

Wreszcie udało nam się ustalić wspólną wersję, więc niniejszym ją przedstawiamy.

Chochelki, jako osoby z gruntu pogodne, lubią mnóstwo rzeczy. Wymienienie ich, nawet pobieżne, uśpiłoby zdecydowaną większość przemiłych Czytelników, więc Chochelki postarają się o zwięzłość wypowiedzi i skrócą listę do pięciu rzeczy. Nie podejmujemy się natomiast wyznaczenia kolejnych osób do zabawy, to już nas przerasta :)

Chochelki lubią:

1.Czytać – akurat czytanie trudno zaliczyć do działalności kulinarnej, ale przecież Chochelki od zawsze czytają przy jedzeniu i w ogóle nie wyobrażają sobie życia bez książek, więc czytanie musi być na pierwszym miejscu i basta!

2. Jeść – co prawda patrząc na Chudą trudno w to uwierzyć, ale za to Chochelka Grubsza wyrabia normę za obie autorki bloga :)

3. Czytelników Chochelkowego bloga – patrzymy na rosnące statystyki odwiedzin bloga i nieodmiennie wzrusza nas fakt, że naprawdę nas czytacie i jeszcze gotujecie z naszych przepisów. W dodatku chce się Wam odezwać w komentarzach! Chwała Wam za to drodzy Czytelnicy i oby ciasta zawsze się Wam udawały! :)

4. Jeść poza domem – to osobna kategoria, bo nie ma nic przyjemniejszego niż podsunięte pod nos jedzenie przygotowane przez kogoś innego oraz świadomość, że ktoś jeszcze inny potem posprząta.

5. Rozdawać prezenty – dostawać też lubimy, nie będziemy przeczyć, ale ponieważ (jak wspominałyśmy w punkcie trzecim), mamy ogromną słabość do naszych Czytelników, to gdy już rozdamy gofrownice, zorganizujemy następny konkurs.


A teraz wracamy do naszej standardowej działalności. Oto leczo według Chochelki Grubszej. Bowiem ilu kucharzy, tyle wersji leczo. Przy czym wiele osób uznaje swoją wersję za jedynie słuszną i z zapałem zwalcza inne możliwości.
Bynajmniej nie zamierzam tego robić, bo mieszanki warzywne to jedne z moich ulubionych dań. Zresztą kuchnia to nie apteka, a raczej wymarzone miejsce do eksperymentów.

Jednak kiedy biorę się za prawdziwe (według mnie) leczo, lista składników nie jest zbyt długa. I wychodzi absolutnie perfekcyjny obiad.

A gdy już znudzi się Wam taka wersja, zacznijcie eksperymentować :)

Mam nadzieję, że nic nie pokręcę przy tym wpisie, bo Jagoda siedzi mi na kolanach i aktywnie uczestniczy we wstawianiu przepisu :)




Składniki:

1 kg pomidorów
1-1,5 kg czerwonej papryki
1 papryczka chili
½ kg cebuli
20 dag wędzonego boczku
1-2 łyżeczki mielonej papryki
sól, pieprz
smalec lub olej do smażenia
ewentualnie: łyżka koncentratu pomidorowego

Sposób przygotowania:

Najpierw przygotowuję wszystkie niezbędne składniki. Tak jak na poniższym zdjęciu. Co prawda nie ma na nim tłuszczu do smażenia ani papryki w proszku, ale za to cebula jest już pokrojona. Kilogram pomidorów to mniej więcej dwa wielkie pomidory malinowe. Papryk będzie trzeba przynajmniej 4-5 sztuk i tyle samo średnich cebul.



Cebulę najpierw kroję na pół. Odcinam końce i obieram.
Kroję w półplasterki.
Jeśli ktoś jest wyjątkowo wrażliwy i zawsze płacze przed krojeniem cebuli, proponuję włożenie jej na kilka minut do zamrażalnika przed tą operacją.



Paprykę myję, przekrawam na pół, wybieram gniazda nasienne i pestki. Kroję na ćwiartki, a potem w paski. Nie powinny być zbyt drobne – wszak papryka to serce tego dania.



Papryczkę chili myję i drobno kroję. Decyzję o tym czy wyjąć ze środka pestki podejmujemy w zależności od tego jaka jest nasza odporność ostre potrawy. Jeśli lubimy pikantny smak, wrzucamy wszystko, natomiast jeśli ktoś obawia się pieczenia, powinien dokładnie oczyścić wnętrze papryczki, a najlepiej wrzucić tylko połowę chili.



Wybór pomidorów to istotna sprawa. Moje ulubione to pomidory malinowe. Są bardzo mięsiste i słodkie. Idealnie nadają się do potraw tego typu.
Pomidory myję, zalewam wrzącą wodą i odstawiam na kilka minut. Literatura fachowa podaje, by naciąć je u góry na krzyż, ale jeśli pomidory są dojrzałe, to wcale nie jest to konieczne. Skórka i tak pięknie schodzi, wystarczy zaczepić paznokciem (czy też nożem) w dowolnym miejscu. Sami popatrzcie.



Po zdjęciu skóry wycinam szypułkę (tak by nie zostawić twardych części), przekrawam pomidory na pół i wyjmuję pestki. Najwygodniej kroić w poprzek, tak jak widać na zdjęciu. Wtedy wystarczy wziąć połówkę warzywa do ręki, lekko ścisnąć i pestki same wypadają do miski.



Miąższ pomidorów kroję w kostkę.
Jeśli macie lenia, albo pomidory nie smakują już pomidorami, weźcie dwie puszki pomidorów bez skóry. Tylko wtedy bardzo możliwe, że przyda się mała łyżeczka cukru dla przełamania kwaskowego smaku. Malinówki są o niebo smaczniejsze.

Boczek kroję w słupki lub kostkę.

Na dużej patelni podsmażam boczek. Lekko go przyrumieniam. Jeśli jest bardzo chudy, dodaję łyżkę oleju lub smalcu. Łyżką cedzakową przekładam boczek do dużego garnka.
Naturalnie można wszystko od razu smażyć w dużym garnku z grubym dnem.
Jeśli chodzi o wybór tłuszczu, to prawdziwe leczo przyrządza się na smalcu, ale sama niespecjalnie stosuję się do tej zasady, bo prawie nigdy nie mam smalcu w lodówce.

Na pozostały tłuszcz wrzucam cebulę. Jeśli trzeba, dodaję jeszcze odrobinę tłuszczu. Posypuję cebulę solą i świeżo zmielonym czarnym pieprzem, smażę kilka minut aż zmięknie. Dodaję paprykę w proszku.



Tu warto się jednak zatrzymać na chwilę. Papryki nie wsypuję na gorący tłuszcz, tylko zestawiam na chwilę patelnię z ognia i czekam aż zawartość lekko przestygnie. Jeśli się spieszę, a wszystkie warzywa mam już pokrojone i groziłby mi przestój w kuchni, dolewam łyżkę zimnej wody i dopiero wtedy wsypuję paprykę. Mieszam.
Prawda jaki piękny kolor?



Cebulę dorzucam do boczku.
Stawiam garnek na ogniu, dodaję paprykę i pomidory. Chwilę gotuję na dużym ogniu, po czym zmniejszam ogień, przykrywam i duszę około 20 minut. Ważne by papryka się nie rozgotowała.
Tutaj odbiegam trochę od oryginału, który należałoby bardziej odparować, ale moje dzieci uwielbiają wszystko co przypomina zupę, a powstały sos jest naprawdę przepyszny.

Doprawiam do smaku solą i pieprzem. Czasami dodaję łyżkę koncentratu pomidorowego, ale to zdecydowanie nie jest składnik dla ortodoksów.

Podaję ze świeżym pieczywem.

Leczo z powodzeniem można mrozić.

Smacznego!

środa, 30 czerwca 2010

Spaghetti alla carbonara

Ufff… Jak gorąco!
Wpadamy na chwilę do domu, żeby coś przekąsić i znowu czym prędzej wychodzimy wygrzać się po ciężkiej zimie i wiośnie.

Na gotowanie nie ma wtedy czasu. I co wtedy? Oczywiście makaron! Tym razem spaghetti alla carbonara czyli spaghetti według przepisu węglarza.

Przepis zaczerpnięty z książki Kulinaria Italia.
Smacznego!




Składniki:

100 g boczku
2 ząbki czosnku
400 g makaronu spaghetti
sól i pieprz
2 rozbite i rozmącone jajka
80 g startego parmezanu
oliwa

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Najpierw przygotowuję wszystkie składniki. Samo gotowanie i smażenie zajmie tak mało czasu, że lepiej mieć wszystko pod ręką.

Wstawiam wodę na makaron. Boczek kroję w słupki lub kostkę, czosnek lekko miażdżę płaską stroną noża i obieram. Jajka myję, rozbijam do miseczki i lekko rozmącam widelcem. Parmezan ścieram na tarce.

Gotuję makaron w osolonej wodzie. W tym czasie zaczynam podsmażać na oliwie boczek razem z ząbkami czosnku. Gdy czosnek zacznie się przyrumieniać wyjmuję go i wyrzucam, miał tylko lekko dodać zapachu i smaku. Powinnam tak wyliczyć czas smażenia boczku, by był chrupki w momencie, gdy makaron będzie ugotowany.

Odcedzam makaron, ale nie przelewam go zimną wodą. Zachowuję odrobinę wody z gotowania makaronu.

Zdejmuję patelnię z boczkiem z ognia, wrzucam na nią makaron i mieszam. Dodaję jakieś 2-3 łyżki zachowanej wody, połowę startego sera i rozmącone jajka. Znowu dokładnie mieszam. Istotna jest tu temperatura. Jajka bowiem nie mają się zamienić w jajecznicę, ale leciutko się ściąć, tak by razem z serem oblepiały makaron.

Posypuję spaghetti resztą startego sera, na to świeżo zmielony czarny pieprz i natychmiast podaję.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Zapiekanka ziemniaczana z boczkiem, pieczarkami i jajkami

Jak co roku na wiosnę Mąż oznajmia, że przechodzi na dietę. Będąc żoną wspierającą, entuzjastycznie odnoszę się do jego zamiarów i podaję mu jedzenie dietetyczne. Oto Mąż wraca z pracy i nim wejdzie do kuchni, by spenetrować lodówkę, wyjadając z niej rzeczy kaloryczne i niezdrowe, prędziutko stawiam przed nim talerz zielonej sałaty z mnóstwem pysznych dodatków: słodkie pomidorki koktajlowe, plasterki soczystego ogórka, krążki chrupiącej cebulki i orzechowa w smaku rukola polane winegretem. Mąż dziękuje, konsumuje i chwali. Następnie grzecznie spożywa porcję błonnika i przez resztę wieczoru pogryza chrupiące marchewki, które mu usłużnie podsuwam. I tak do 23.45, kiedy wstaje z kanapy, przeciąga się i stwierdza, że no dobrze, dieta – dietą, powygłupialiśmy się, pożartowaliśmy, a teraz to on wreszcie zjadłby kolację. I kroi sobie półcentymetrowy plaster boczku, nakłada na niego górkę chrzanu (ułatwia trawienie), czynność powtarza, po czym idzie spać.

I tak mija wieczór diety dzień pierwszy. I tak samo wygląda drugi i trzeci. Zatem czwartego dnia kończę wygłupy z pomidorkami i witam Męża porządną zapiekanką ziemniaczaną z boczkiem, z jajkiem, ze śmietaną.

Mąż się objada nieprzytomnie o 20.30 i do rana nawet nie patrzy w stronę lodówki. A dieta? A tam, dieta!

Przepis wzięłam z kuchni Ireny i Andrzeja, autorów zainspirowała książka Hanny Szymanderskiej "Jaja w roli głównej" .

Składniki:

4 jaja
200 g sera żółtego startego
200 g boczku wędzonego
300 g pieczarek
5 średnich ziemniaków
200 ml słodkiej śmietanki 18%
1 spora cebula
gałka muszkatołowa
sól
pieprz

Sposób przygotowania:

Wyszorowane ziemniaki gotuję w mundurkach ok. 20 minut, żeby się nie rozpadły. Odcedzam z wody i studzę. Można je ugotować dużo wcześniej, np. rano.

Na gorącej patelni rumienię boczek pokrojony w cienkie plasterki, wyjmuję go łyżką cedzakową, a na wytopionym tłuszczu podsmażam pokrojone w plasterki ziemniaki. Z mojego boczku wytopiła się minimalna ilość tłuszczu, zatem dodałam oleju rzepakowego (bo ponoć najzdrowiej smażyć albo na smalcu, albo na rzepakowym właśnie). Pokrojone w plasterki pieczarki razem z krążkami cebuli smażę na maśle.

Do zapiekania najlepiej byłoby mieć tyle naczyń ilu biesiadników – wówczas każdy dostaje swoją porcję i nie trzeba się martwić, że danie będzie się rozlatywać przy nakładaniu na talerze. Teraz je mam, ale jeszcze kilka dni temu, gdy robiłam tę zapiekankę, dysponowałam tylko formą na tartę.

Technika przygotowania naczynia do zapiekania jest taka sama: smaruję je masłem, układam warstwę ziemniaków, pieczarek i boczku, posypuję połową żółtego sera, zalewam śmietanką ubitą z gałką muszkatołową i solą. Na wierzch wbijam po jednym jajku i posypuję resztą sera, solą i pieprzem.

Wstawiam naczynie do piekarnika nagrzanego do 170 stopni i zapiekam ok. 20 minut, aż białka się zetną. Wówczas danie jest gotowe.

wtorek, 23 lutego 2010

Zupa fasolowa

Zupa fasolowa jest smaczna i zdrowa! Urodziwa szczególnie nie jest, ale wiadomo, że najważniejsze jest wnętrze. A wnętrze ta zupa ma wręcz arystokratyczne. Im więcej strączkowych dodacie, tym bogatsza będzie w smaku, aromacie i kolorze. Sypnęłam hojnie czerwonej fasoli, bo przecież taka czerwona i wprowadzi ładny, kolorowy akcencik. Umknęło mi, że czerwona fasola rozgotowuje się na brunatną, excuse le mot, breję... Ale poza tym - zupa wyśmienita i pożywna.

Składniki:

2 szklanki czerwonej, białej, czarnej, nakrapianej fasoli oraz soczewicy zielonej i czerwonej
1,5 l wody
laska kiełbasy
150 g boczku wędzonego
1 duża cebula
2 łyżki masła
sól, kminek, ostra papryka

Sposób przygotowania:

Fasolę płuczę na durszlaku, kilkakrotnie przelewając wodą. Zalewam ją czystą wodą i zostawiam na noc. Następnego dnia gotuję w tej samej wodzie, w której się moczyła, dorzucając opłukaną soczewicę i kminek oraz pokrojony w kostkę i podsmażony na patelni boczek. Gotuję w szybkowarze 30 minut.

Cebulę kroję drobno i smażę na maśle na złoty kolor, dodaję pokrojoną w kostkę kiełbasę. Dodaję do zupy tuż przed podaniem. Doprawiam solą i papryką.

poniedziałek, 1 lutego 2010

Banany zapiekane w boczku

Na zrobienie tej potrawy złożyły się dwa czynniki.

Po pierwsze napotkałam w sklepie marynowany zielony pieprz. Zawsze mi się wydawało, że pewnie będzie kosztował fortunę, tymczasem miniaturowy słoiczek równie miniaturowych ziarenek wyceniono bodajże na trzy i pół złotego.
- Biorę! – pomyślałam – A potem zobaczę co się z tego da zrobić.

I właśnie potem trafiłam na bardzo sympatyczne książki z przepisami różnych krajów za całe 6,99 złotych polskich.
Grzechem byłoby zmarnować taką okazję. Najpierw, powstrzymując ze wszystkich sił swoją pazerność, kupiłam zaledwie cztery.
Następnego dnia szybko pobiegłam dokupić jeszcze sześć.

Wśród potraw kuchni amerykańskiej znalazłam przepięknie wyglądającą przekąskę, którą Wam dzisiaj pokażę.

W sekrecie wyznam, że jeśli tak się akurat przypadkiem składa, że nie macie w szafce marynowanego pieprzu, to przekąska i tak będzie pyszna. Zawsze można posypać po wierzchu świeżo zmielonym czarnym.

Ten przepis bierze udział w akcji "Karnawałowe przekąski".


Anka




Składniki:

3 średnie banany
12 plastrów boczku wędzonego

1,5-2 łyżeczki marynowanego zielonego pieprzu
2 łyżki płynnego miodu
3 łyżki keczupu
1 łyżeczka curry

Sposób przygotowania:

Banany myję, obieram, każdy dzielę na trzy części.

Pieprz staram się trochę posiekać i dość szybko rezygnuję. Mieszam miód, keczup, curry i pieprz i w tej marynacie dokładnie obtaczam banany.
Marynaty wychodzi sporo i spokojnie starczy na cztery, a może nawet pięć bananów.

Każdy kawałek banana zawijam w plaster boczku.

Blachę lub kratkę wykładam papierem do pieczenia. Układam banany i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 190 stopni na 10-15 minut (grill i termoobieg). Przewracam w trakcie, żeby się równomiernie opiekły.

piątek, 29 stycznia 2010

Nadziewane ziemniaki

Wdzięczny i nieskomplikowany dodatek do obiadu, tak smaczny, że można się nim zajadać nawet bez obiadu.


Składniki:
(dla 4 osób)

5 średnich ziemniaków
2 cebule
250 g boczku
5 g masła
50 ml słodkiej śmietany
pęczek szczypiorku
sol, pieprz

Sposób przygotowania:

Ziemniaki szoruję dokładnie i gotuję w posolonej wodzie ok. 15 min. Odcedzam i studzę.

Obieram cebulę i i kroję w kostkę, boczek kroję w kostkę lub słupki. Cebulę podsmażam na złoto, boczek na lekko chrupiąco (jeśli boczek jest chudy, dodaję nieco oleju).

Rozgrzewam piekarnik do 180 stopni.

Ostudzone ziemniaki kroję na pół. Łyżeczką wydrążam środki, zostawiając ok. 0,5 cm dokoła i układam w wysmarowanym masłem naczyniu do zapiekania.

To, co wydrążyłam z ziemniaków, rozgniatam widelcem i mieszam z cebulą i boczkiem. Dodaję śmietankę, pokrojony szczypiorek, doprawiam. Nakładam do ziemniaczanych skorupek i zapiekam ok. 15 min.

niedziela, 24 stycznia 2010

Zupa ziemniaczana z grzybami

Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że lubię prostą kuchnię. Lubię, gdy danie nie wymaga ode mnie zbyt dużo pracy, lubię gdy lista składników nie jest długa, a nade wszystko lubię by było smacznie.
Ta zupa spełnia wszystkie moje wymagania.
A jak pachnie!
Smacznego.




Składniki:

spora garść suszonych grzybów
25 dag wędzonego boczku
2 cebule
2 ząbki czosnku
1 średnia lub nieduża pietruszka
1 średnia marchewka
4-5 ziemniaków
pęczek natki pietruszki
sól, pieprz, majeranek
1-2 łyżeczki mąki i łyżka śmietany do zabielenia

Sposób przygotowania:

Grzyby namaczam kilka godzin wcześniej w niewielkiej ilości wody, obgotowuję i odstawiam.

Boczek kroję w słupki, cebulę w sporą kostkę, czosnek kroję na cienkie plasterki.
Podsmażam boczek na patelni, po kilku minutach dodaję cebulę, posypuję odrobiną soli i pieprzem, smażę często mieszając aż zmięknie, na koniec dodaję czosnek i jeszcze chwilę trzymam wszystko na patelni.

Przekładam boczek, cebulę i czosnek do garnka, dodaję grzyby wraz z wywarem, dolewam około półtora litra wody, dodaję obrane i pokrojone w słupki lub plastry marchewkę oraz pietruszkę i gotuję wszystko około dwudziestu minut.

Dodaję obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki, gotuję aż będą miękkie. Gdzieś w tak zwanym międzyczasie dosypuję majeranek. Sporo, nie żałujcie majeranku.

Drobno siekam natkę pietruszki, dodaję do zupy.

Mieszam w kubku mąkę ze śmietaną i odrobiną zimnej wody (można z samą śmietaną, albo samą wodą), dolewam do kubka odrobinę gorącej zupy i dokładnie mieszam, a potem powoli wlewam zawartość kubka do garnka cały czas mieszając. Doprawiam jeśli trzeba.

Podaję z chlebem.

czwartek, 14 stycznia 2010

Figi i śliwki w boczku

Jak my się pięknie różnimy! – nachodzi mnie często taka refleksja, gdy patrzę na otaczających mnie ludzi.

To samo rzecz jasna dotyczy autorek tego bloga.

Tym razem przygotowałyśmy niemal to samo danie: suszone owoce zapiekane w boczku (miało być w szynce parmeńskiej, ale wybrałyśmy tańszą wersję). To samo, a jednak zupełnie inaczej.

Chuda wybrała wersję z procentami, a ja postawiłam na egzotyczne owoce. Efekt w obydwu przypadkach był niezwykle smakowity.
Sami zobaczcie.

Ten przepis bierze udział w akcji Karnawałowe przekąski.




Figi w boczku

Składniki:

opakowanie suszonych fig
cienkie plastry chudego boczku wędzonego – tyle sztuk ile jest fig
wykałaczki

Sposób przygotowania:

Figi zalewam wrzącą wodą i moczę kilka minut. Dokładnie odcedzam i osuszam.

Wykałaczki też wrzucam do wody, nie spalą mi się potem w piekarniku.

Dość ciasno, na tyle na ile mi się uda, owijam figi boczkiem, spinam wykałaczką.

Blachę wykładam papierem do pieczenia, układam figi w boczku i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około dwadzieścia minut.

Mniej więcej w połowie pieczenia przewracam figi na drugą stronę (można swobodnie złapać za wykałaczkę), żeby się równomiernie przypiekły.


Śliwki w boczku

Składniki:

śliwki kalifornijskie bez pestek – 1 opakowanie 100 g zawiera ok. 20 śliwek
cienkie plasterki boczku wędzonego – tyle sztuk, ile śliwek
rum

Sposób przygotowania:

Rano zalewam śliwki rumem i beztrosko wychodzę do fryzjera.

Bliżej wieczora odcedzam je na sitku, rum zlewam do słoika i zakręcam dokładnie, żeby wykorzystać później.

Każdą śliwkę owijam plasterkiem boczku, spinam wykałaczką i układam na płaskiej blasze wyłożonej folią aluminiową. Ustawiam piekarnik na 180 stopni bez termoobiegu i zapiekam ok. 20 minut, tak by przyrumieniły się. W połowie pieczenia przewracam ruloniki na drugą stronę, by przypiekły się równomiernie.

W sylwestrowy wieczór chyba za wcześnie wykorzystałam rum odlany ze śliwek, bo doprowadziłam przekąskę do cienkiej granicy między „bardzo chrupkie i apetycznie przyrumienione” a „przypalone”.

sobota, 2 stycznia 2010

Tortilla (i bardzo długi wstęp)

Rozdział czterdziesty siódmy, w którym Sanczo Pansa nadal rządzi na wyspie Baratarii, lecz wydaje mu się to coraz uciążliwsze

"Wyglądało na to, że życzenie pana gubernatora zostanie zaraz spełnione, z sali przyjęć bowiem zaprowadzono go do sali jadalnej, gdzie czekał już stół obficie zastawiony, czekała też służba do mycia rąk, do usługiwania przy stole i do innych, na razie niewiadomych czynności. Fotel przy stole był tylko jeden i nakrycie na stole jedno, z czego łatwo było zrozumieć, że to dla Sancza i że on jeden będzie się posilał, a pozostali będą mu pomagali swą obecnością. Kiedy wkroczył na salę, rozległa się muzyka, która trwała, póki mył ręce i wycierał, a kiedy usiadł – zamilkła. W tej samej chwili pojawiła się obok gubernatora jakaś nieznajoma postać o dosyć ponurej twarzy i z fiszbinową pałeczką w dłoni. Nie zwracając uwagi na tę asystę, Sanczo Pansa rozejrzał się po stole, na. którym pełno było naczyń z rozmaitymi daniami, mokrymi i suchymi. Skinął z zadowoleniem głową i podczas gdy zawiązywano mu serwetkę pod brodą, zastanawiał się, od którego by zacząć. Sięgnął po najbliżej stojący półmisek z ostrygami, ale zanim zdążył której skosztować, jegomość u jego boku machnął pałeczką i pośpiesznie zabrano mu półmisek sprzed nosa. Chcąc nie chcąc zdecydował się na drugi, z pasztetem z królika, ledwie jednak wyciągnął doń rękę, gdy dotknięty pałeczką i ten półmisek uciekł przed Sanczem. To samo powtórzyło się i z trzecim półmiskiem, na którym leżały świeże jarzyny.
– Czy to obiad, czy sztuczki z królikiem i kapeluszem? – zapytał zdenerwowany
gubernator.
– Wasza niespożytość – powiedział z szacunkiem ów osobnik, na którego znak znikały potrawy – spełniam tylko swój obowiązek; jestem mianowicie lekarzem waszej niespożytości i mam pilnować, byście nie spożyli, uchowaj Boże, nic takiego, co zaszkodzi wam na żołądek; ostrygi były stanowczo za ciężkie, ten pasztet za ostry, te jarzyny zbyt wzdymające; z góry powiem, że nie radzę wam też jeść tej zupy, bo zawiera zbyt wiele płynu, ani tego mięsa, bo jest za suche – co powiedziawszy, wskazał pałeczką, a służba natychmiast sprzątnęła wazę z zupą i półmisek z pieczenia.
– Zostały więc – rzekł Sanczo – jeśli mnie wzrok nie myli, te apetycznie przyrządzone
przepiórki.
– Raczej umrę, niż pozwolę je tknąć waszej nietykalności – oznajmił lekarz.
– A to dlaczego? – zdziwił się Sanczo.
– Ponieważ, jak uczy Hipokrates, ze wszystkich niestrawności najniebezpieczniejsza jest ta, którą powodują przepiórki.
– Zacznijmy więc od innego końca – powiedział Sanczo. – Pan doktor zrobi przegląd
całego stołu i usunie wszystko, co może mi zaszkodzić, a tym, co zostanie, zajmę się już spokojnie, bez obawy, że mi ucieknie.
Lekarz skinął głową na znak zgody, następnie wbił jastrzębie spojrzenie w nakryty stół i pałeczka zaczęła wykonywać konwulsyjny taniec nad całą jego przestrzenią, w miarę zaś, jak się poruszała, służba ogołacała stół z naczyń, aż zamieniła go w białą pustynię, na której i mysz by się nie pożywiła, nie tylko człowiek, zwłaszcza zaś człowiek o tak dobrym apetycie jak Sanczo Pansa.
Głodnemu i złemu gubernatorowi na widok znikającego jedzenia oczy coraz bardziej wyłaziły z orbit, aż doprowadzony do szału trzasnął pięścią w stół, z ostatniego uciekającego półmiska złapał ręką kawałek mokrego placka, zwanego po hiszpańsku tortilla, i wpakowawszy go sobie do ust, przełknął prawie bez żucia, po czym wrzasnął:
– Wynoś mi się stąd, przeklęty łapiduchu, bo ci łeb utnę za próbę zamorzenia głodem władzy państwowej! Mnie zaś niech natychmiast dadzą jeść albo zrezygnuję ze stanowiska, bo ziarnka bobu nie jest warta posada, na której się nie można najeść do syta! "

Miguel de Cervantes „Don Kichot”.

Zanim przejdziecie na noworoczną dietę: tortilla. Spróbujcie koniecznie.




Składniki:
(3 porcje)

60-80 dag ziemniaków
15 dag boczku
1 duża cebula
sól, pieprz
pęczek natki pietruszki
6 jajek
olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Ziemniaki obieram, myję i kroję w kostkę. Nie powiem jakiej wielkości, bo wtedy wyjdzie na jaw, że każdy kawałek jest inny. Przyjmijmy, że bok długości jednego lub półtora centymetra czasami też się zdarza.
Boczek kroję w słupki, cebulę w kostkę.

Myślę, że można się pokusić o smażenie wszystkich składników oddzielnie, ale kto ma na to czas i ochotę? Dlatego na dużą patelnię wrzucam ziemniaki i smażę około 10 minut na średnim ogniu. Potem dokładam cebulę i lekko solę. Po około pięciu minutach dodaję boczek i wszystko smażę jeszcze około pięciu minut, aż ziemniaki będą prawie miękkie. Często mieszam, ale delikatnie, żeby nie porozwalać ziemniaków.

Przekładam wszystko do miski, posypuję drobno posiekaną natką pietruszki, solą i pieprzem, wlewam jajka i wszystko mieszam.

Patelnię, jeśli trzeba, wycieram papierowym ręcznikiem, żeby nie zostały na niej na przykład kawałki cebuli i wlewam odrobinę oleju. Na rozgrzaną patelnię kładę masę ziemniaczaną, formuję okrągły, płaski placek i smażę na średnim ogniu, aż przypiecze się spód.

Biorę głęboki oddech, bo przede mną najtrudniejsza część zadania.
Na wszelki wypadek wdziewam rękawice kuchenne, które może i zmniejszają zdolności manualne, ale przynajmniej nie trwale tak jak oparzenia. Znajduję duży płaski talerz, którym przykrywam patelnię i szybkim ruchem przekręcam patelnię do góry nogami tak, że tortilla ląduje na talerzu upieczoną stroną do góry. Potem bardzo, ale to bardzo ostrożnie zsuwam placek z talerza na patelnię i znowu smażę, aż ładnie się przyrumieni.

Przyznam się, że lubię z keczupem.

środa, 9 grudnia 2009

Moja minestrone

- Całkiem jak zupa warzywna mojej babci – wykrzyknęła z zachwytem Ulubiona Sąsiadka próbując dania. Nie wiem co prawda jak gotowała babcia Sąsiadki, ale mogę Was zapewnić, że ta zupa to prawdziwe arcydzieło.

Wiem, że oryginalna minestrone jest inna. Zależy mi jednak nie na dokładnym trzymaniu się przepisu stworzonego podobno przez włoskich mnichów, ale na tym, żebyście tak jak ja, pokochali zupy jarzynowe. Zasada jest prosta: weź tyle rodzajów warzyw ile tylko macie, każdego mniej więcej po tyle samo i je połączcie. Ważne, by żaden składnik zupy nie dominował, ale nie bójcie się zmian. Do listy składników bowiem, jeśli tylko akurat macie, można dodać fasolkę szparagową, bakłażana, groszek, fasolę, seler naciowy…

U mnie wersja z boczkiem i bez parmezanu, ale tę zupę można też zrobić w wersji wegetariańskiej.


 


Składniki:

250 g wędzonego boczku
1 duża cebula
1 duży por
2-3 ząbki czosnku
2 marchewki
1 czerwona papryka
¼ niewielkiej białej kapusty
1 niewielka cukinia
3-4 ziemniaki
1 puszka pomidorów bez skórki
sól, pieprz, ewentualnie cukier
chili w płatkach (dla chętnych)
świeże zioła (natka, koperek, bazylia – według uznania, u mnie tym razem tylko koperek)

Sposób przygotowania:

Boczek kroję w kostkę lub słupki i podsmażam na odrobinie oleju. Cebulę kroję w półplasterki, por w plastry, dorzucam do boczku i smażę kilka minut. Posypuję odrobiną soli. Dodaję pokrojony w plasterki czosnek, potem marchewkę w dość cienkich plastrach, kapustę poszatkowaną na małe kawałki i paprykę pokrojoną w słupki. Dodaję pomidory z puszki i dolewam około 1-1,5 litra wody (lub bulionu). Gotuję wszystko około pół godziny, po czym dorzucam cukinię i ziemniaki pokrojone w kostkę (cukinii nie obieram). Gotuję jakieś 20 minut, doprawiam solą, pieprzem, chili i cukrem, dodaję posiekaną natkę i koperek. Sprawdzam czy ziemniaki są już miękkie, jeśli tak, zupa jest gotowa.

Prawdziwą minestrone podaje się z makaronem. Powinnam więc była jeszcze na końcu wrzucić makaron i ugotować go w zupie, ale na co dzień, z powodu wagi, staram się unikać mącznych dodatków tam, gdzie nie jest to konieczne. To samo tyczy się parmezanu, chociaż gdybym akurat miała go w lodówce to na pewno nie odmówiłabym sobie tego smakowitego dodatku na sam koniec.

niedziela, 29 listopada 2009

Bigos

Adam Mickiewicz „Pan Tadeusz”
Księga IV Dyplomatyka i łowy.

„W kociołkach bigos grzano; w słowach wydać trudno
Bigosu smak przedziwny, kolor i woń cudną;
Słów tylko brzęk usłyszy i rymów porządek,
Ale treści ich miejski nie pojmie żołądek.
Aby cenić litewskie pieśni i potrawy,
Trzeba mieć zdrowie, na wsi żyć, wracać z obławy.

Przecież i bez tych przypraw potrawą nie lada
Jest bigos, bo się z jarzyn dobrych sztucznie składa.
Bierze się doń siekana, kwaszona kapusta,
Która, wedle przysłowia, sama idzie w usta;
Zamknięta w kotle, łonem wilgotnym okrywa
Wyszukanego cząstki najlepsze mięsiwa;
I praży się, aż ogień wszystkie z niej wyciśnie
Soki żywne, aż z brzegów naczynia war pryśnie
I powietrze dokoła zionie aromatem.

Bigos już gotów. Strzelcy z trzykrotnym wiwatem,
Zbrojni łyżkami, biegną i bodą naczynie,
Miedź grzmi, dym bucha, bigos jak kamfora ginie,
Zniknął, uleciał; tylko w czeluściach saganów
Wre para, jak w kraterze zagasłych wulkanów.”

Mickiewicz co prawda pisze o bigosie litewskim, czyli takim z dodatkiem kwaśnych jabłek, ale ja polecam Wam mój przepis, bardzo zbliżony do klasycznego polskiego bigosu, którego nie może zabraknąć na żadnym świątecznym stole jak Polska długa i szeroka.
Zresztą bigos jest dobry na każdą okazję. Szkoda tylko, że podczas jego gotowania faktycznie „powietrze dokoła zionie aromatem”.


Anka

 


Składniki:

1,5 kg kiszonej kapusty
1 kg słodkiej kapusty
1-1,5 kg mieszanego, dość chudego mięsa (np. wołowiny, cielęciny, wieprzowiny, indyka)
20 dag kiełbasy
30 dag wędzonego boczku
ok. 1 litra bulionu lub wody
ok.10 suszonych śliwek
kilka suszonych grzybów
4 duże cebule
¾ szklanki czerwonego wytrawnego wina
1 duża łyżka koncentratu pomidorowego
4 liście laurowe
6-8 ziaren jałowca
pieprz i sól
smalec, ewentualnie olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Przygotowywanie bigosu zaczynam wieczorem dnia poprzedniego od namoczenia grzybów w niewielkiej ilości wody. Potem tylko lekko je obgotuję i dodam do garnka razem z wodą, w której się gotowały.

Teraz kapusta. Pewnie, że najlepiej, jeśli ta kiszona nie jest zbyt kwaśna, ale nie zawsze można spróbować przed zakupem. Dlatego w skrajnych przypadkach płucze się ją wodą. Tym razem jednak jest idealna, ani zbyt kwaśna, ani zbyt słona. Kroję ją na mniejsze kawałki, zalewam bulionem lub wodą (w moim przypadku prawie zawsze wodą), dodaję liście laurowe i jałowiec, przykrywam i gotuję na małym ogniu. Biorę do tego największy gar jaki mam w domu, a i tak zazwyczaj okazuje się, że ledwie daję radę w nim mieszać.

W drugim garnku (rozsądniejszych rozmiarów) zalewam wodą poszatkowaną słodką kapustę i również gotuję.
Mieszam od czasu do czasu, żeby się nie przypaliło.

Gdy kapusta się gotuje przesmażam partiami na dużym ogniu pokrojone na małe kawałki mięsa, boczek i kiełbasę, a następnie kroję cebulę w półplasterki i rumienię na patelni.
Pewnie spora część z Was wzdraga się ze wstrętem na widok samego słowa „smalec” podanego w przepisie. Niesłusznie! Prawdziwy bigos to nie delikatne polędwiczki smażone na maśle, ani też warzywa podsmażane na oliwie. Prawdziwy bigos wymaga odpowiedniego tłuszczu i jest to właśnie smalec i basta!

Niektórzy twierdzą też, że boczek i kiełbasę należy dodać zdecydowanie później niż surowe mięsa, ale nie zawracam sobie tym głowy.

Wreszcie przechodzę do meritum. Przekładam wszystko do tego największego gara jaki mam w domu, dodaję śliwki, koncentrat, grzyby wraz z wodą, w której się gotowały (można je pokroić w paseczki, ale moim zdaniem nie ma takiej potrzeby), wlewam wino oraz wsypuję bardzo oszczędnie sól, za to bardzo hojnie pieprz.

Przykrywam i wszystko gotuję na małym ogniu kilka godzin, pamiętam wszakże o regularnym mieszaniu, bo przypalona kapusta smakuje naprawdę okropnie. Gdyby bigos w którymkolwiek momencie wykazywał inklinacje do przywierania, dolewam trochę wody lub bulionu.

Wreszcie zestawiam gar z kuchenki i próbuję. Jest bardzo dobrze, ale jeszcze nie idealnie. Schładzam lub nawet przemrażam bigos (jeśli mam taką możliwość, bo na balkonie akurat jest mróz) i gotuję jakąś godzinę następnego dnia.

Jest prawie idealnie.

Stan idealny bowiem bigos osiągnie po kilku seansach chłodzenia i podgrzewania, ale rzadko kiedy udaje mu się tak długo wytrwać, bo u mnie w domu też „jak kamfora ginie”, jak pisał wieszcz.

poniedziałek, 23 listopada 2009

Prosta zupa warzywna

Łosoś, awokado, pomidorki koktajlowe, rukola – wszystko pyszne, ale czasami tęskno do czegoś bardziej swojskiego. Do dania, które kojarzy się z kuchnią w domu na wsi, z ciepłym zapieckiem i szeroką pajdą chleba na zagryzkę. I gdy dopadnie mnie taka nostalgia, robię sobie właśnie prostą warzywną zupę.

 


Składniki:

ok. 2 litry wody
2 marchewki
1 pietruszka
¼ główki kapusty
3-4 ziemniaki
1 duża cebula
20 dkg boczku wędzonego
koperek
sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie
łyżka śmietany lub jogurtu naturalnego

Sposób przygotowania:

Wlewam wodę do garnka, stawiam na kuchenkę i zabieram się za niewdzięczną pracę przygotowania warzyw. Przynajmniej dla mnie jest niewdzięczna, bo mimo zdecydowanie wiejskiej proweniencji, skóra na moich rękach buntuje się przy wszelkich pracach domowych, a do rękawiczek nienawykłam. Ale cóż robić. Taki los kucharza bez pomocnika.

Obieram marchewkę, pietruszkę, ziemniaki, myję i kroję w kostkę. Ziemniaki odstawiam zalane zimną wodą, żeby nie ściemniały. Kapustę szatkuję na niewielkie kawałki, koperek dokładnie siekam.
Boczek kroję w słupki lub kostkę, a cebulę dość drobno ciacham.
W tym czasie zaczyna się już gotować woda.

To czy wrzucam warzywa do zimnej wody czy na wrzątek zależy od tego, co chcę osiągnąć. Jeśli chcę, by wyszedł mi jak najbardziej esencjonalny wywar – wrzucam do zimnej, tak jak na przykład mięso na rosół. Ale jeśli chcę, by moje warzywa zatrzymały jak najwięcej smaku – wkładam je do wrzątku.
Wrzucam więc kapustę, marchewkę i pietruszkę, dorzucam listek laurowy i dwa ziarenka ziela angielskiego. Gotuję kilka minut i dodaję ziemniaki.

Gdzieś w tak zwanym międzyczasie podsmażam boczek i cebulę (robię to rzecz jasna razem, jestem zbyt leniwa by rozdzielać smażenie na dwie tury) tak, by cebula ładnie się zeszkliła, a boczek przyrumienił. Dorzucam razem z wytopionym tłuszczem do gotującej się zupy i zostaje mi tylko czekać, aż ziemniaki będą miękkie.

Jeszcze tylko pod koniec gotowania dodaję posiekany koperek, pieprz i sól. Chociaż z tą ostatnią radzę uważać, bo zazwyczaj boczek jest już wystarczająco słony.

Zdejmuję zupę z kuchenki i zabielam tym, co akurat mam w lodówce. Nie wiem co prawda czy zupa ze smażonym boczkiem stanie się wyraźnie lżejsza jeśli zastosuję jogurt zamiast śmietany, ale przynajmniej mam wrażenie, że jem zdrowiej.
Smacznego!

niedziela, 22 listopada 2009

Modro kapusta

Jak już z pewnością wspominałam, miłość do kapusty przekazano mi w genach, więc w mojej kuchni nie może zabraknąć potraw z tego warzywa.
Śląska modro kapusta znaczy po prostu tyle co czerwona kapusta i ten sposób przygotowania zdecydowanie należy do moich ulubionych. Prosta i przepyszna, pasuje do mnóstwa mięs oraz oczywiście kopytek lub klusek śląskich.




Składniki:
(4 porcje)

1 nieduża czerwona kapusta
20 dkg wędzonego boczku
1 cebula
1 liść laurowy
2-3 ziarna ziela angielskiego
sól, pieprz, ocet winny, cukier

Sposób przygotowania:

Kapustę obieram z zewnętrznych liści i kroję na niewielkie kawałki. Wrzucam do garnka, zalewam wrzątkiem tak by kapusta była ledwie przykryta, dodaję liść laurowy i ziele angielskie, gotuję do miękkości (ale nie rozgotowuję!).

W tym czasie kroję cebulę w drobną kostkę, boczek w słupki lub kostkę i podsmażam na patelni. Cebula powinna się tylko zeszklić.

Niezbyt dokładnie odcedzam kapustę, dodaję cebulę i boczek, doprawiam solą, pieprzem, octem i cukrem, mieszam i jeszcze chwilę trzymam na średnim ogniu.

Z octem lepiej postępować ostrożnie, na około 1,5 kilogramową kapustę powinny wystarczyć dwie, najwyżej trzy łyżki.
Piękny kolor, prawda?

poniedziałek, 16 listopada 2009

Ziemniaki po cabańsku

Ziemniaki po cabańsku (czyli po prostu po pastersku, bo caban czy też czaban to po prostu pasterz) to regionalna potrawa pochodząca z ziemi chrzanowskiej. Oryginalnie przyrządza się ją w żeliwnym kociołku i piecze pod przykryciem z darni. Zielonym do dołu, rzecz jasna, żeby nie nasypać sobie ziemi do jedzenia.

Te zapiekane ziemniaki z marchewką, cebulą, boczkiem i kapustą, posypane obficie pietruszką są doskonały dowodem, że czasami najprostsze rozwiązania są najlepsze.
Osobiście uwielbiam wyjadać słodziutką, miękką kapustę nasiąkniętą pachnącym tłuszczem (wybaczcie mi dietetycy!) wytopionym z boczku. Ale miłość do kapusty przekazano mi pewnie w genach.


Anka



Składniki:
(na 4 osoby)

kilkanaście liści dużej kapusty
¾ kg ziemniaków
½ kg marchewki
3 cebule
20-30 dkg wędzonego boczku, tłustego
natka pietruszki
ewentualnie tłuszcz do posmarowania naczynia

Sposób przygotowania:

Obieram ziemniaki i marchew, kroję na plastry. Cebulę siekam w talarki, boczek w słupki lub kostkę. Przygotowuję kilka dużych liści kapusty.

Moje ziemniaki po cabańsku różnią się od oryginału, choćby sposobem pieczenia. Nie wykładam naczynia do pieczenia plastrami boczku, tylko smaruję olejem lub smalcem i od razu układam liście kapusty tak, żeby boki naczynia też były przykryte. No i nie ustawiam kociołka na ognisku, a wstawiam brytfankę do piekarnika.
Przyznam się też, że przy wszelkich zapiekankach lubię wcześniej podsmażyć cebulę i boczek, ale oczywiście nie jest to konieczne.

A potem już tylko układam warstwami:
ziemniaki (i trochę natki pietruszki na wierzch)
boczek (natka)
cebula (dużo natki)
marchewka (jeszcze trochę natki)
ziemniaki (czy została mi jeszcze natka?)
Z natką tylko żartowałam, bo szczególnie na przednówku, gdy skończą mi się zapasy w zamrażarce, pietruszki wystarcza mi tylko na posypanie jednej warstwy, zazwyczaj wybieram wówczas moment po ułożeniu cebuli.
Na koniec przykrywam wszystko szczelnie liśćmi kapusty.

Wstawiam do piekarnika i piekę w temperaturze około 180 stopni aż ziemniaki będą miękkie. Zazwyczaj zajmuje mi to około dwóch godzin.
A potem w mieszkaniu rozchodzi się cudowny aromat.
Wcale się nie dziwię, że chrzanowianie chcą zarejestrować tę potrawę jako oficjalne danie!

niedziela, 15 listopada 2009

Cocido madrileño

Przepis dostałam od Kuki, która ma męża Hiszpana. To danie przyrządza Jej hiszpańska Teściowa. Bardzo sycący posiłek i całkowcie zgadzam się z opinią Kuki, która napisała: "po spożyciu absolutnie zaleca się sjestę". Praktyczna potrawa. Kuka podpowiedziała mi: "na sobotni obiad po długim spacerze pierwsza klasa. Może sobie stać ugotowane w zamkniętym szybkowarze od rana. Potem tylko lekko podgrzewasz."


Składniki:
(porcja na 4 dorosłe osoby)

1 szklanka ciecierzycy
1 duży ziemniak
1 marchewka
garść fasolki szparagowej
2 duże cebule
mięso:
300 g pieczeni wołowej
udko kurczaka
kawałek boczku (dobrze otłuszczonego, najlepiej z kostką) - 10x5x2 cm
kawałek kości wieprzowej - mniej więcej wielkości jajka

Sposób przygotowania:

Ciecierzycę namaczam na noc w osolonej wodzie. Rano wkładam do szybkowara odcedzoną ciecierzycę, ziemniaka, marchewkę, fasolkę i mięso.

Zalewam wodą, więcej niż tylko do przykrycia. Porządnie solę, jak na rosół. Gotuję w szybkowarze 50 minut.

Na pierwsze danie podaję sam wywar z makaronem. W oryginalnej hiszpańskiej wersji, szczególnie, gdy jednym ze stołowników byłby rodowity Hiszpan, należałoby odlać wywar i ugotować w nim makaron, co spowoduje, że zupa stanie się zawiesista i mętna od mąki.

Na drugie danie serwuję ciecierzycę i warzywa z mięsem. Kuka opowiedziała mi, że puryści kulinarni jedzą samo mięso osobno na trzecie danie, ale w rodzinie Jej męża ciecierzyca, warzywa i mięso podawane są razem. Mięso wyjmuję z rosołu i opiekam w piekarniku na grillu, aż z wierzchu będzie rumiane i chrupiące. Dwie duże cebule siekam drobno, rumienię na maśle i mieszam z ciecierzycą w dużej misce, na to kładę pokrojone warzywa i na wierzch mięso.
Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */