Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wołowina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wołowina. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 kwietnia 2014

Zupa gulaszowa

Polecam Wam ugotowanie tej zupy na majowy weekend, który - wedle prognoz - nie będzie oszałamiająco upalny. Z tej porcji wychodzi duży gar, ok. 4 litry pożywnej, konkretnej zupy, którą wystarczy odgrzać między kolejnymi wycieczkami po okolicy czy wizytami znajomych. Przepis (a także garnek tej pysznej zupy) dostałam od mojej nieocenionej sąsiadki Marysi, kiedy w listopadzie leżałam plackiem w ostatnim trymestrze ciąży.

Chuda



Składniki:
  • 0,5 kg wołowiny bez kości
  • 3 czerwone papryki
  • 0,5 kg pieczarek
  • 0,5 kg ziemniaków
  • 2 marchewki
  • 2 pietruszki
  • mały seler
  • 2 cebule
  • koncentrat pomidorowy
  • 2 łyżeczki słodkiej papryki
  • 1 łyżeczka ostrej papryki
  • majeranek
  • pieprz
  • sól
  • olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Mięso kroję w kostkę o boku około 1cm (Marysia pisze, że najlepiej kroi się lekko zamrożone mięso, więc przed krojeniem dobrze jest je włożyć do zamrażalnika na około 3 godziny).

Na patelni rozgrzewam olej, wrzucam mięso i smażę do zrumienienia, a następnie przekładam do dużego garnka. Na tej samej patelni podsmażam pokrojone w drobną kostkę cebule i duszę pokrojone na plasterki pieczarki.

Cebulę i pieczarki dodaję do garnka z mięsem, następnie dokładam doń obrane pietruszki, marchewki i selera (w całości), zalewam trzema litrami wody, doprawiam solą i pieprzę.

Gotuję do miękkości mięsa, nawet 2-3 godziny.

Kiedy zupa bulgocze w garnku, kroję w kostkę czerwoną paprykę i ziemniaki. Gdy mięso zmięknie, wyjmuję z zupy włoszczyznę, czekam, aż ostygnie i kroję w kostkę. Do garnka wkładam pokrojoną paprykę, dodaję mieloną paprykę słodką i ostrą, majeranek i gotuję około 15 minut.

W tym czasie w osobnym garnku gotuję w minimalnej ilości wody ziemniaki pokrojone w kostkę. Dodaję do zupy włoszczyznę i ziemniaki razem z wodą, w której się gotowały. Doprowadzam zupę do wrzenia i dodaję 3 łyżki koncentratu pomidorowego. Doprawiam do smaku solą i pieprzem.

sobota, 12 października 2013

Pieczona wołowina z warzywami





Nazwy potraw nigdy nie były moją mocną stroną, ale to mało istotne, bo dzisiaj zrobiłam sobie obiad, po czym natychmiast popadłam w samouwielbienie. Kojąca, aromatyczna i intensywna w smaku potrawa (to przez ten liść laurowy i razowiec) idealnie podpasowała mi na weekend po tygodniu, który spędziłam z dwójką chorych dzieci. Potrzebowałam pocieszenia, może być kulinarne.



Danie nie jest skomplikowane, ale długo się piecze – na niedzielny obiad w sam raz. Myślę, że najlepszym dodatkiem będą ziemniaki lub kasza jęczmienna. Można też podsmażyć pieczarki, podać gotowane warzywa lub zjeść bez dodatków, tak jak zrobiłam ja.


Danie wzorowane na przepisie z książki „Culina Mundi”.

Bardzo polecam!


Anka

Składniki:

  • ok. 600-800 g wołowiny
  • ok. 150 g boczku w plastrach
  • 2-3 cebule
  • 2-3 marchewki
  • 2 pietruszki
  • 3 ząbki czosnku
  • 5-6 kromek chleba razowego (mały bochenek)
  • ½ - 1 szklanki czerwonego wina
  • olej do smażenia
  • sól, pieprz
  • 5 liści laurowych
  • mąka
  • ½ litra bulionu lub wody

Sposób przygotowania:

Nagrzewam piekarnik do 180 stopni (dolna i górna grzałka).

Przygotowuję wszystkie składniki: siekam dość drobno cebulę, marchewkę i pietruszkę kroję w paseczki (napisałabym julienne, ale w moim wykonaniu raczej trudno mówić o przepisowych rozmiarach), razowy chleb okrawam ze skórki i również przetwarzam na paseczki. Wszystkie składniki mieszam w misce. Obieram ząbki czosnku z łuski, dorzucam do miski.

Dno brytfanki wykładam paseczkami boczku (na zakładkę).

Wołowinę kroję na plastry lub spore kawałki, lekko obsypuję mąką i krótko obsmażam na oleju (zrobiłam to w dwóch partiach). Układam mięso w brytfance na warstwie boczku. Patelnię zostawiam na ogniu i wlewam na nią wino, krótko gotuję, a następnie przelewam do mięsa zdrapując wszystko, co ewentualnie przykleiło się do naczynia.

Posypuję mięso warstwą soli i pieprzu. Na to nakładam mieszankę pokrojonych warzyw i chleba razowego (użyłam razowca wileńskiego), doprawiam solą i pieprzem oraz dokładam liście laurowe. Wlewam około pół litra bulionu (to w optymistycznym przypadku, że akurat mam, a w normalnej sytuacji wlewam po prostu wodę).

Przykrywam, wstawiam do piekarnika i zapominam o potrawie na około dwie godziny. Po tym czasie zmniejszam temperaturę do 160 stopni i zostawiam jeszcze na godzinę. Gdybym wstawiła obiad wcześniej, być może ustawiłabym od razu jakieś 160 stopni i zostawiła brytfankę w piekarniku jeszcze dłużej.

Jeśli chodzi o warzywa i przyprawy, to oczywiście nie trzymajcie się niewolniczo przepisu – można na przykład zamienić pietruszkę na seler,  dać więcej lub mniej czosnku, a jeśli ktoś nie lubi – zrezygnować z liści laurowych. Wino też nie jest niezbędne. Muszę jednak przyznać, że gdy będę robiła to danie następnym razem, raczej nie zmienię zbyt wiele.


niedziela, 6 listopada 2011

Bitki wołowe


Dzisiaj coś z elementarza gotowania, więc zapraszam wszystkich początkujących. Danie jest proste i robi się właściwie samo, tylko zajmuje sporo czasu (chyba, że się ma szybkowar, na który od dawna namawia mnie moja siostra i na pewno kiedyś wreszcie go sobie kupię). Więc, kiedy mamy do dyspozycji ładny kawałek wołowiny, wolny dzień, ale brak chęci do pracy, to poniższe danie nadaje się w sam raz.

Anka


Składniki:
  • ok. ½ kg wołowiny pokrojonej w plastry
  • 2 średnie cebule
  • sól, pieprz
  • słodka papryka (niekoniecznie)
  • mąka
  • smalec lub olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Wołowina ma być pokrojona w plastry w poprzek włókien (i tak zazwyczaj proszę, żeby mi pokroili w sklepie). Kładę na desce, przykrywam folią spożywczą i rozbijam tłuczkiem na dość cienkie plastry.

Cebulę obieram, kroję w kostkę lub w półtalarki.

Na dużej patelni rozgrzewam smalec lub olej, krótko podsmażam mięso z obydwu stron. Przekładam do garnka.

Na tym samym tłuszczu podsmażam cebulę aż zmięknie. Przekładam cebulę do mięsa.

Ponownie stawiam patelnię na ogniu, podlewam wodą i starannie mieszam, żeby wszystko co ewentualnie przywarło do dna patelni przelać po chwili do garnka z mięsem i cebulą.

Garnek stawiam na ogniu. Zalewam niewielką ilością zimnej wody tak, żeby przykryła mięso (lub prawie przykryła), doprawiam solą, pieprzem oraz papryką i duszę pod przykryciem na wolnym ogniu. Ile? Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, żeby wystarczyła godzina, raczej dwie. Czas zależy głównie od rodzaju wołowiny, a poza tym ja lubię mięciutkie mięso. Trzeba po prostu wziąć widelec i sprawdzić czy już jest miękka. Więc próbuję i, jeśli trzeba, doprawiam.

Sos można zagęścić mąką, znam i stosuję dwie szkoły. Pierwsza zakłada rozmieszanie 1-2 łyżeczek mąki w odrobinie zimnej wody i stopniowe wlewanie do sosu. Trzeba przy tym cały czas mieszać, żeby nie zrobiły się kluchy. Dobrze jest też do wody z mąką dodać najpierw trochę gorącego płynu z garnka. Druga metoda polega na delikatnym oprószaniu mąką zawartości garnka lub patelni, bez wcześniejszego mieszania z wodą. Ale też często w ogóle nie zagęszczam.

A teraz jeszcze jedna uwaga: powyższa wersja zakłada brudzenie patelni i garnka, ale ja zazwyczaj z lenistwa robię wszystko tylko na patelni. Dwie minuty po tym, jak przewrócę mięso na drugą stronę, dorzucam cebulę i smażę wszystko jeszcze chwilę razem, a potem zalewam zimną wodą, doprawiam solą, pieprzem i papryką, przykrywam i duszę.

Podaję klasycznie: z kaszą lub ziemniakami i buraczkami albo kiszonymi ogórkami. A resztki obowiązkowo wyjadam z chlebem.

piątek, 2 lipca 2010

Kefta Mkaouara

Przepisy na potrawy z kuchni afrykańskiej które przeglądałam ostatnio jakoś do mnie nie przemawiały. Jedne wydawały mi się zbyt pracochłonne, na inne nie miałam akurat ochoty albo brakowało mi składników (nigdzie nie mogę znaleźć pasty tahini!).


Jednak pewnego wieczoru, gdy dziatki wreszcie padły i nastał mój czas siedzenia przy komputerze, natknęłam się na przepis Ricka Steina.
Po prostu musiałam zrobić tę keftę!
Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że od lat odrzucam zalecenia niektórych dietetyków co do maksymalnej liczby spożywanych w tygodniu jaj i u mnie jest ona wielokrotnie wyższa. A jeszcze jeśli przygotowuję z nich dania, w których rozpływające się ciepłe żółtko nadaje smaku reszcie składników, to jestem w kulinarnym niebie.
Takiego sposobu jeszcze nie próbowałam. Przyznam, że troszkę to żółtko ginie w pomidorowym sosie, ale za to pieczone w nim jajko jest o wiele delikatniejsze niż na przykład sadzone. Dla miłośniczki jajek w koszulkach jaką jestem, poniższa forma przyrządzania jest idealna.
No i mięso z płynnym żółtkiem jest naprawdę świetne.


Potrawa jest bardzo prosta i typowa. Jej liczne odmiany różną się sposobem doprawiania i rodzajem użytego mięsa. Wystarczyłoby chociażby zamienić kumin na oregano i otrzymamy danie kuchni włoskiej ;)


Tym razem jednak prawie niczego nie zmieniałam. Jest dobre takie jakie jest. I te jajka!


Przepis bierze udział w akcji Smaki Afryki. 

Anka



Składniki:

pulpeciki:
500 g mielonej wołowiny
mały pęczek natki pietruszki drobno posiekanej
1 płaska łyżeczka mielonego kuminu
½ łyżeczki mielonej ostrej papryki
sól, pieprz

sos:
1 spora cebula
2 ząbki czosnku
2 puszki pomidorów lub ok. 1kg świeżych pomidorów, obranych ze skórki, wypestkowanych i pokrojonych
½-1 łyżeczki kuminu
½ łyżeczki mielonej papryki
½ łyżeczki suszonych płatków chili
sól, pieprz

dodatkowo:
4 jajka
świeża kolendra, posiekana
oliwa do smażenia

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Najpierw pulpeciki. Sprawa jest banalna, mieszam wszystkie składniki, formuję niewielkie kulki (wyjdzie ich trochę ponad dwadzieścia) i obsmażam z każdej strony.
Zdejmuję z patelni na talerz i odstawiam.

Na tę samą patelnię wrzucam drobno posiekaną cebulę i smażę kilka minut. Przyprawy lubię wsypywać na etapie smażenia, więc od razu dodaję kumin, paprykę i chili oraz trochę soli i pieprz.
Kiedy cebula już porządnie zmięknie (powiedzmy, że zajmuje to około 10 minut) dodaję drobno posiekany czosnek, smażę około minuty i wreszcie dokładam pomidory. Gotuję pod przykryciem na małym ogniu około kwadransa.
Jeśli pomidory są zbyt kwaśne dodaję odrobinę cukru, ale bardzo uważam z ilością. Potrawa nie ma być słodka, cukier ma tylko przełamać kwaśny smak pomidorów (jeśli jest taka potrzeba).

Do sosu dodaję obsmażone pulpeciki i dalej duszę pod przykryciem. Tu nieco rozmijam się z autorką przepisu, bo ja obsmażam mięsne kulki bardzo krótko i potem wolę je dogotować w sosie, więc zajmie mi to jeszcze jakiś kwadrans do dwudziestu minut. Sprawdzam czy nie trzeba jeszcze doprawić solą lub pieprzem.

Przekładam danie z patelni do płaskiego naczynia żaroodpornego. Przesuwam pulpeciki tak, żeby powstały cztery wolne miejsca i wybijam w zagłębienia jajka.

Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na około 10 minut. Białko ma być ścięte, a żółtko płynne.

Posypuję posiekaną kolendrą i podaję na przykład z pieczywem lub z ryżem.

Pyszne!

wtorek, 5 stycznia 2010

Belgijska zupa z czerwonej kapusty

Nie spodziewałam się, że wśród etykiet na chochelkowym blogu pojawi się kuchnia belgijska. Pewnie dlatego, że nigdy nie miałam z nią do czynienia.
Wystarczyło jednak wziąć do rąk książkę „Potrawy z różnych stron świata” (nomen omen, starą jak świat) i już skusiłam się na potage belge czyli zupę belgijską.
W sam raz na zimę. Prosta i, co ważne, przygotowana ze składników dostępnych wszędzie o tej porze roku.

Zresztą nie tylko ja pomyślałam, że warto ugotować tę zupę, bo przepis jest niemal dosłownie powtórzony w książce państwa Adamczewskich „Wędrówka po stołach Europy”.
Polecam.




Składniki:

½ główki czerwonej kapusty
2 cebule
25 dag wołowiny bez kości
2 ząbki czosnku
1 jabłko
2 duże ziemniaki
1 łyżeczka cukru
1 mały listek laurowy
sól, pieprz
masło do smażenia

Sposób przygotowania:

Cebulę kroję w plastry, podsmażam na maśle.
Mięso myję, osuszam, kroję w kostkę i dorzucam do cebuli. Chwilę smażę.

Szatkuję kapustę, drobno siekam czosnek, dodaję do cebuli i mięsa razem z solą, pieprzem, cukrem i liściem laurowym. Zalewam pięcioma szklankami wrzącej wody i gotuję około półtorej godziny.

Dodaję obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki oraz jabłka, gotuję jeszcze pół godziny.

niedziela, 15 listopada 2009

Wołowina z porami i cebulą

Podobno najlepsza na świecie wołowina jest w Urugwaju. Tamtejsze steki nie mają sobie równych, a Carpaccio to niemal dzieło sztuki.
Co prawda mamy niewielkie szanse na kawałek świeżego mięsa pochodzący z tamtych stron świata, ale zapewniam, że jeśli przygotujecie wołowinę w sposób podany poniżej, nikt nie pozostanie jej obojętny. Trzeba tylko pamiętać, by przynajmniej 12 godzin wcześniej zamarynować mięso, a następnego dnia całość przygotowań zajmie nam nie więcej niż pół godziny.




Składniki:
(na 3 porcje)

500 g wołowiny bardzo dobrej jakości
2 duże cebule
4 pory
olej do smażenia

marynata:
4 ząbki czosnku
1 papryczka chili
6 łyżek sosu sojowego
2 łyżki octu ryżowego (lub innego octu, jeśli przypadkiem nie mamy ryżowego w domu)
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka świeżo zmielonego czarnego pieprzu

Sposób przygotowania:

Mięso kroję w wąskie paski. Chili myję, oczyszczam z pestek i drobno siekam, czosnek obieram, kroję na małe kawałeczki. Chili i czosnek mieszam z sosem sojowym, octem, cukrem, solą i pieprzem (przypraw można użyć mniej, w zależności od upodobań). Zanurzam mięso w marynacie dokładnie mieszam. Przykrywam i wstawiam do lodówki na przynajmniej 12 godzin. Co pewien czas mieszam, co nie stanowi problemu, gdyż ząbkujące dziecko budzi mnie wielokrotnie w ciągu nocy.

Przygotowanie obiadu zaczynam od warzyw. Cebule kroję w piórka, a pory w grube krążki.

Dokładnie odsączam mięso z marynaty, wrzucam na rozgrzany olej i mocno obsmażam na dużym ogniu. Dodaję cebulę i pory i stale mieszając krótko smażę.

Podaję z ryżem i surówką, na przykład z białej kapusty.
No dobrze, przyznam się. Surówkę kupiłam gotową.

Cocido madrileño

Przepis dostałam od Kuki, która ma męża Hiszpana. To danie przyrządza Jej hiszpańska Teściowa. Bardzo sycący posiłek i całkowcie zgadzam się z opinią Kuki, która napisała: "po spożyciu absolutnie zaleca się sjestę". Praktyczna potrawa. Kuka podpowiedziała mi: "na sobotni obiad po długim spacerze pierwsza klasa. Może sobie stać ugotowane w zamkniętym szybkowarze od rana. Potem tylko lekko podgrzewasz."


Składniki:
(porcja na 4 dorosłe osoby)

1 szklanka ciecierzycy
1 duży ziemniak
1 marchewka
garść fasolki szparagowej
2 duże cebule
mięso:
300 g pieczeni wołowej
udko kurczaka
kawałek boczku (dobrze otłuszczonego, najlepiej z kostką) - 10x5x2 cm
kawałek kości wieprzowej - mniej więcej wielkości jajka

Sposób przygotowania:

Ciecierzycę namaczam na noc w osolonej wodzie. Rano wkładam do szybkowara odcedzoną ciecierzycę, ziemniaka, marchewkę, fasolkę i mięso.

Zalewam wodą, więcej niż tylko do przykrycia. Porządnie solę, jak na rosół. Gotuję w szybkowarze 50 minut.

Na pierwsze danie podaję sam wywar z makaronem. W oryginalnej hiszpańskiej wersji, szczególnie, gdy jednym ze stołowników byłby rodowity Hiszpan, należałoby odlać wywar i ugotować w nim makaron, co spowoduje, że zupa stanie się zawiesista i mętna od mąki.

Na drugie danie serwuję ciecierzycę i warzywa z mięsem. Kuka opowiedziała mi, że puryści kulinarni jedzą samo mięso osobno na trzecie danie, ale w rodzinie Jej męża ciecierzyca, warzywa i mięso podawane są razem. Mięso wyjmuję z rosołu i opiekam w piekarniku na grillu, aż z wierzchu będzie rumiane i chrupiące. Dwie duże cebule siekam drobno, rumienię na maśle i mieszam z ciecierzycą w dużej misce, na to kładę pokrojone warzywa i na wierzch mięso.

piątek, 13 listopada 2009

Stroganow

Klasyczne danie restauracyjne w domowej wersji.


Składniki:

(dla 8 osób)

1 kg wołowiny
1 papryka czerwona
1 papryka zielona
1 papryka żółta
3 średnie cebule
300 g pieczarek
10-12 korniszonów
oliwa
olej
masło
mąka
sól, pieprz, paryka mielona



Sposób przygotowania:

Wołowinę kroję w kostkę, dobrze solę, obtaczam w mące i partiami przyrumieniam na patelni na rozgrzanym oleju. Przekładam do rondla, dodaję pokrojoną w krążki cebulę, zalewam wodą i duszę ok. godziny (w szybkowarze 30 minut)

Pieczarki obieram i kroję na cienkie plasterki, duszę na maśle.

Paprykę myję, wykrawam gniazda nasienne i kroję na cienkie paski, duszę na oliwie.

Korniszony kroję w cienkie słupki.

Kiedy mięso będzie już miękkie, dodaję wszystkie warzywa i duszę razem ok. 15 minut. Najsmaczniejsze jest następnego dnia.

niedziela, 8 listopada 2009

Chili con carne

Ilu kucharzy, tyle przepisów na chili con carne (czyli po naszemu paprykę z mięsem). Chili jest wspaniałą potrawą jednogarnkową, która doskonale sprawdza się podczas przyjmowania gości. Można ją bowiem, a nawet trzeba, przyrządzić dzień wcześniej, bo tak jak bigos zyskuje przy podgrzewaniu. W dodatku wcale nie jest pracochłonna, co trudno przecenić, jeśli do zrobienia jest jeszcze ciasto, sałatka, a i sprzątanie by się przydało…



Mój ulubiony przepis pochodzi z książki Jamiego Oliviera „Lubię gotować”. Składniki obliczone są na cztery osoby, ale ja zawsze robię z półtorej, albo nawet podwójnej porcji. Mniejsza ilość nie ma sensu, jeszcze nigdy się nie zmarnowało.

Składniki:

½ kg mielonej wołowiny
1 spora cebula
2 ząbki czosnku
1 czerwona papryczka chili
20 dkg suszonych pomidorów
2 puszki pomidorów bez skórki
2 puszki czerwonej fasoli
sól, pieprz, kumin, cynamon, chili w proszku

Sposób przygotowania:

W dużym garnku z grubym dnem rozgrzewam olej (zazwyczaj używam oleju z pestek winogron) i wrzucam pokrojoną cebulę. Smażę aż się zeszkli, ale nie zbrązowieje i dodaję umytą, oczyszczoną z pestek i drobniutko posiekaną papryczkę chili i pokrojony czosnek. Smażę kilka minut, po czym wrzucam część przypraw: kumin, chili w proszku, pieprz i jeszcze chwilę smażę. Dodaję mięso i przesmażam aż zbieleje.

Suszone pomidory miksuję razem z oliwą i dodaję do mięsa, dolewam mniej więcej szklankę wody, przyprawiam cynamonem, solą i, jeśli jest taka potrzeba, resztą przypraw. Dodaję pomidory z puszki, przykrywam garnek i wszystko gotuję przez godzinę.

Potem dorzucam odsączoną fasolę i gotuję jeszcze około 30 minut.

Najlepiej smakuje ze świeżą bagietką, ale jeśli ktoś się uprze można podać z ryżem. Mój syn najchętniej je z makaronem, więc i taka wersja może smakować.
Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */