Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parmezan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parmezan. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 czerwca 2014

Babeczki z kaszy jaglanej ze szpinakiem

Od mojej nieocenionej sąsiadki Marianny dostałam przepis na placki z kaszy jaglanej ze szpinakiem, do smażenia. Rzadko jadamy smażone, a ostatnio unikam szczególnie z uwagi na dziecko przy piersi. Ale pomyślałam, że można przyrządzić je bez smażenia. Najpierw myślałam o pulpecikach na parze, ale ostatecznie masa jaglano-szpinakowa, przyrządzona nieco inaczej, niż proponuje Marianna, wylądowała w silikonowych foremkach na babeczki. Tydzień później zrobiłam drugą wersję, mianowicie upiekłam jako tartę. Za każdym razem był to sukces, okrzyki euforii i wiwaty na moją cześć niosły się daleko ;-)

Chuda



Składniki:
  • 1 szklanka kaszy jaglanej 
  • 1 duży pęczek świeżego szpinaku
  • pół główki czosnku
  • nieduża cebula
  • 2 jajka,
  • sól, pieprz
  • parmezam do posypania
Sposób przygotowania:

Szpinak przyrządzam według przepisu Ani. Nie znam lepszej receptury.

Kaszę jaglaną prażę na suchej patelni przez kilka minut, potrząsając ją, aż ziarna kaszy zmatowieją i leciutko się zarumienią. Bardzo leciutko, trzeba pilnować. Następnie płuczę kaszę na sitku, przelewając dużą ilością wody. Opłukaną kaszę wsypuję do garnka z wodą (2 szklanki wody na szklankę kaszy) i gotuję mieszając, aż kasza wchłonie całą wodę. Wtedy wyłączam gaz i zostawiam ją pod przykryciem na kilka minut.

Kiedy kasza przestygnie, dodaję do niej szpinak, sól i pieprz oraz roztrzepane jajka. Dokładnie mieszam masę drewnianą łyżką, nakładam do silikonowych foremek (ok. 12) albo wykładam całą masę do formy na tartę wysmarowanej masłem.

Piekę 25 minut w temp. 180 stopni, ciepłe posypuję parmezanem i z powrotem wkładam do pieca, żeby ser się lekko przytopił.

Doskonałe na ciepło i na zimno.

sobota, 8 września 2012

Pizza na cienkim spodzie z rukolą i pomidorkami



Zdaję sobie sprawę, że patrząc na zdjęcie raczej trudno się domyślić, że chodzi o pizzę ;)
Cóż zrobić, skoro właśnie w ten sposób smakuje mi najbardziej? W moim wykonaniu bowiem jest to raczej sałatka z rukoli i pomidorków z dodatkiem pizzy niż odwrotnie, ale przecież sałatkę tego typu też uwielbiam, o czym już kiedyś pisałam.


Celowo nie podaję dokładnych ilości składników. Na jedną pizzę zużywam mniej więcej jedną kulkę mozzarelli; szynki, oliwek i parmezanu potrzeba naprawdę niewiele, ale za to rukoli i pomidorów zużywam rekordowo dużo.


Anka

Składniki:

ciasto (na dwie nieduże pizze)

  • 10 g świeżych drożdży
  • ½ łyżeczki cukru
  • ½ łyżeczki soli
  • 350 g mąki (najlepiej typ „00”, ciasto naprawdę inaczej smakuje)
  • 200 ml ciepłej wody
  • 2 łyżki oliwy

dodatki:

  • sos pomidorowy (taki jak w tym przepisie lub po prostu passata)
  • szynka (miałam prosciutto)
  • czarne oliwki
  • mozzarella
  • rukola
  • pomidorki koktajlowe
  • parmezan
  • oliwa

Sposób przygotowania:

W małej miseczce rozcieram drożdże z cukrem i odstawiam pod przykryciem na około kwadrans.
Przesiewam mąkę, mieszam z solą. Dodaję wodę, drożdże i oliwę, dokładnie wyrabiam ciasto.

Wkładam ciasto do miski lekko wysmarowanej oliwą, przykrywam i odstawiam w ciepłe miejsce na około godzinę.  Po tym czasie wyjmuję, przebijam pięścią, żeby odgazować i dzielę na dwa kawałki. Z każdego formuję płaski, okrągły placek.

Kładę placek na blasze (dla wygody wyłożonej papierem do pieczenia), smaruję sosem pomidorowym i układam dodatki czyli szynkę lub/i oliwki, ewentualnie porwane liście bazylii – dodatki można spokojnie pominąć, jeśli ktoś nie lubi lub nie ma.
Mozzarellę rwę na kawałeczki, układam na pizzy. Często posypuję jeszcze po wierzchu parmezanem.

Wstawiam do mocno nagrzanego piekarnika (u mnie 240-250 stopni) na 10-15 minut.

Na jeszcze ciepłą pizzę wrzucam w dużych ilościach rukolę, przekrojone na pół pomidorki koktajlowe i parmezan w wiórkach, a wszystko skrapiam oliwą. Tu małe wytłumaczenie: akurat tego dnia, gdy robiłam zdjęcie, nie miałam parmezanu, co rzecz jasna nie odwiodło mnie od zamiaru zrobienia pizzy.

Pycha!

niedziela, 27 maja 2012

Tarta ze szparagami

Wiadomo już do kogo powędruje pierwszy prezent, więc najwyższa pora na kolejny przepis.

Sezon na szparagi trwa, trzeba korzystać, dlatego dzisiaj tarta, na którą ostrzyłam sobie zęby już od dłuższego czasu.
Inspiracją był dla mnie przepis z książki Michela Roux „Ciasta” tyle, że zamiast marynowanej w oleju papryki użyłam suszonych pomidorków. Następnym razem z chęcią dodam np. odrobinę szynki parmeńskiej.

Tarta dobrze wygląda w kwadratowej lub prostokątnej formie, bo można ładnie ułożyć szparagi. Jeśli robicie w standardowej, okrągłej formie na tartę (ok. 23-24 cm średnicy), należy zwiększyć proporcje.

Anka

Składniki:
(na kwadratową formę o boku ok. 20cm)

ciasto:
  • 150 g mąki
  • szczypta soli
  • 80 g zimnego masła
  • 1 żółtko
  • odrobina zimnej wody
farsz:
  • pęczek szparagów
  • 150 ml śmietanki 30%
  • 1 jajko + 1 żółtko
  • ok. 50 g drobno startego parmezanu
  • kilka suszonych pomidorków w oliwie
  • sól, pieprz
  • ew. gałka muszkatołowa

Sposób przygotowania:

Przesiewam mąkę, mieszam z solą, dodaję pokrojone w kostkę zimne masło. Siekam nożem lub rozcieram czubkami palców na drobne kawałeczki. Dodaję żółtko, wlewam ok. 1 łyżki zimnej wody i krótko zagniatam ciasto. Formuję placek, owijam folią spożywczą i wkładam do lodówki na co najmniej godzinę. Albo od razu wykłada ciastem formę (rozwałkowałam między warstwami folii spożywczej) i dopiero wtedy odstawiam do porządnego schłodzenia.

Schłodzone ciasto nakłuwam widelcem i podpiekam w temperaturze 200 stopni 10-15 minut (pierwsze 8-10 minut można piec z obciążeniem np. jak przy tej tarcie z pomidorami).

Szparagi myję, odłamuje zdrewniałe końce i usuwam fioletowe łuseczki. Gotuję w wodzie z solą i odrobiną cukru przez kilka minut (główki szparagów powinny wystawać ponad krawędź wody, ponieważ nie mam specjalnego garnka do szparagów, więc kładę je na sitku do gotowania na parze, które jest częściowo zanurzone w wodzie – sitko kosztowało mnie około 10 złotych, a na dodatkowy garnek nie mam już nawet miejsca w kuchni). Odcedzam szparagi i przycinam na szerokość formy.

Jajko i żółtko roztrzepuję, mieszam ze śmietanką, startym parmezanem, pieprzem i solą (z solą ostrożnie). Pomidorki kroję na paseczki lub w kostkę.

Na podpieczonym spodzie rozkładam pomidorki, następnie układam szparagi jeden przy drugim, a na wierzch wylewam śmietankę z jajkami i parmezanem.
Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około 25 minut.

piątek, 9 marca 2012

Tarta z porami i boczkiem

Jeśli planujecie przyjmowanie przyjaciół lub rodziny w ten weekend, to wreszcie zdradzę Wam przepis na tartę, którą jak dotąd robiłam najczęściej. Większość odwiedzających mnie znajomych, jeśli jeszcze nie próbowała, natknie się na nią prędzej czy później, bo z upodobaniem karmię nią gości.

Właściwie zawsze wychodzi, trzeba tylko bardzo uważać z solą, sam boczek i parmezan są już dość słone. Jedyny minus jest taki, że zdecydowanie nie jest to danie dla osób na diecie, ale też w odwiedzinach rzadko jemy więcej niż jeden kawałek.

Moja ulubiona, niezawodna, najlepsza :)
Polecam.

Anka

Składniki:

ciasto:
  • 220 g mąki pszennej (zazwyczaj mieszam luksusową lub tortową z krupczatką)
  • duża szczypta soli
  • 140 g zimnego masła
  • 1 żółtko
  • 1-2 łyżki zimnej wody

nadzienie:
  • 3 pory (tylko białe części)
  • ok. 150 g wędzonego boczku lub wędzonej szynki Speck
  • 50 g parmezanu
  • 1 jajko + 2 żółtka
  • 1 (niepełna) szklanka śmietanki 30%
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa
  • masło z łyżką oleju do smażenia

Sposób przygotowania:

Najpierw przygotowuję kruche ciasto. Można to zrobić nawet do 3 dni wcześniej i przechowywać w lodówce.

Przesiewam mąkę, mieszam z solą. Dodaję pokrojone w kostkę zimne masło i siekam lub rozcieram opuszkami palców na drobne kawałeczki. Dodaję żółtko oraz odrobinę wody i krótko zagniatam ciasto. Formuję placek (nie kulę, bo łatwiej potem rozwałkować), owijam folią spożywczą i odkładam do lodówki na co najmniej godzinę.

Schłodzone ciasto cienko rozwałkowuję (polecam wałkowanie przez warstwę folii spożywczej – bardzo ułatwia sprawę). Wykładam ciastem formę do tarty (moja ma ok. 24 cm średnicy) i obcinam brzegi. Znowu wstawiam do lodówki na 20-30 minut.

Nakłuwam ciasto widelcem, wykładam w formie papierem do pieczenia, wysypuję ryż lub fasolę, żeby obciążyć ciasto. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na około 10 minut. Wyjmuję, zdejmuję papier z obciążeniem (ryż wsypuję do pudełka, bo można go wykorzystać w ten sposób wiele razy) i znowu wstawiam ciasto do piekarnika na 5-7 minut.

Wyjmuję i odstawiam.

W czasie, gdy ciasto się chłodziło przygotowuję farsz.

Jeśli chodzi o wybór mięsa, to zazwyczaj biorę chudy wędzony boczek – jest najtańszy i najłatwiej dostępny. Ale gdy ładnego boczku akurat nie ma, ratuję się na przykład wędzoną szynką (stąd Speck wymieniony wśród składników). Obydwie wersje są smaczne, sami zdecydujcie.

Boczek kroję w drobną kostkę lub słupki. Podsmażam na patelni, przekładam do miski.
Pory myję, kroję w półtalarki, lekko posypuję solą i podsmażam przez kilka minut na maśle z dodatkiem łyżki oleju. Nie przysmażam, tylko czekam, aż zmiękną.  Dodaję do boczku.
Parmezan ścieram na drobnej tarce.
Mieszam śmietankę z jajkiem i żółtkami, dodaję parmezan, wlewam mieszaninę do przestudzonego boczku i porów. Doprawiam pieprzem, świeżo startą gałką muszkatołową i, ewentualnie, odrobiną soli.

Wykładam nadzienie na podpieczony spód tarty, wyrównuję. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 30-40 minut.

Podaję na ciepło.

Jeśli chodzi o dodatki, to świetnie sprawdzają się mieszane sałaty z winegretem, można na przykład dodać pomidory, jeśli pora roku sprzyja. Ale ostatnio upiekłam sobie paprykę, zdjęłam skórkę, pokroiłam w paseczki i polałam miodowym winegretem. Rewelacja!

wtorek, 18 października 2011

Fettucine (tagliatelle) Alfredo


Na początku chciałam się trochę pochwalić. Otóż jury w składzie: Agnieszka Kręglicka, Adam Chrząstowski i Tomasz Jakubiak doceniło moją tartę z buraczkami i przepis zajął drugie miejsce w swojej kategorii w konkursie „TOST, BURAK, KAWIOR... przygotuj potrawę na 3. Kuchnia+ Food FilmFest”. Jest to tym bardziej miłe, że najpierw zrobiłam tartę, a potem przypadkiem odkryłam istnienie tego konkursu i z rozpędu wzięłam w nim udział.

I to już koniec ogłoszeń, czym prędzej przechodzę do przepisu.

Dzisiejsze danie ma ten plus, że od pomysłu, do podania na talerze mija nie więcej niż pół godziny. Coś w sam raz na zimny dzień, kiedy organizm domaga się ciepłej i kalorycznej strawy natychmiast po przyjściu do domu. Bo powiedzmy sobie szczerze: to nie jest danie dla odchudzających się. I pewnie dlatego jest takie smaczne. Bo któż się oprze kremowo-maślanemu sosowi z pokaźnym dodatkiem parmezanu? Wymyślił je rzymski restaurator Alfredo, którego ciężarna żona straciła apetyt. Podobno pod wpływem tej potrawy wróciła jej chęć do jedzenia. Coś w tym jest, u mnie w domu nikt nie traci apetytu na parmezan, włącznie z najwybredniejszą córką na świecie.

Wersja podstawowa serwowana jest wyłącznie z natką pietruszki, ale przecież nie zaszkodzi dodać chociażby brokuły i już można będzie sobie tłumaczyć, że to samo zdrowie ;)

Przepis pochodzi z dodatku do Poradnika Domowego „Viva la pasta!”.

Anka

Składniki:
  • 400 g makaronu tagliatelle lub fettucine
  • 80 g masła
  • 120 g parmezanu
  • 250 ml śmietanki 30%
  • 2 łyżki drobno posiekanej natki pietruszki
  • sól

Sposób przygotowania:

W garnku z grubym dnem roztapiam masło, dodaję starty ser oraz śmietanę. Mieszam niemal bez przerwy i czekam aż się zagotuje. Potem na małym ogniu gotuję jeszcze około 10 minut.
Na końcu dosalam jeśli trzeba.

Jednocześnie gotuję makaron według przepisu na opakowaniu. Odcedzam (ale nie przelewam zimną wodą). Przekładam do ogrzanej miski, wlewam sos, mieszam i od razu podaję – sos bardzo szybko tężeje. A jeszcze prościej jest, jeśli od mieszam wszystko w garnku, w którym gotował się sos.

Posypuję natką pietruszki. Natkę można też dodać na samym końcu do sosu.

wtorek, 5 lipca 2011

Sałatka z rukoli, pomidorków i parmezanu z orzeszkami piniowymi


Orzeszki piniowe – gdybym mogła, posypywałabym nimi chyba każdą sałatkę. Niestety, porażają ceną i kupuję je tylko na szczególne okazje, najchętniej w opakowaniach po 50 gramów. Więc jeśli już się zdecyduję na zakup orzeszków piniowych, staram się uważnie dobrać pozostałe składniki.
Na szczęście o tej porze roku znalezienie słodziutkich pomidorków koktajlowych nie stanowi problemu, parmezan zawsze jest wspaniały, a rukolę też udało mi się dostać niezgorszą. I w ten sposób miałam letnią kulinarną ucztę.

Sos jest dość intensywny w smaku, jeśli ktoś chce, można zrezygnować z bazylii. Chociaż przyznaję, że nie należy to do moich zwyczajów :)

Anka


Składniki:
  • rukola
  • 250 g pomidorków koktajlowych
  • 50 g parmezanu
  • 50 g orzeszków piniowych

sos:
  • 1 łyżka octu balsamicznego
  • 3 łyżki oliwy
  • 1 ząbek czosnku
  • garść liści bazylii
  • sól, pieprz

Sposób przygotowania:

W moździerzu ucieram czosnek z solą i pieprzem, dodaję bazylię, potem ocet i stopniowo wlewam oliwę.

Orzeszki pinii prażę na suchej patelni aż się zezłocą i zaczną intensywnie pachnieć.

Rukolę myję, suszę, układam na półmisku, dodaję przekrojone na pół pomidorki koktajlowe. Polewam sosem, delikatnie mieszam rękami. Na wierzch skrawam parmezan (używam noża do sera lub skrobaka do warzyw), posypuję orzeszkami piniowymi.

Smacznego!

wtorek, 3 maja 2011

Roladki z piersi kurczaka

Zimno.

Co prawda w Gdańsku przynajmniej nie pada śnieg, ale wieje. Zapewniam, że to wystarczy, żeby nie chciało się wychodzić z domu.

Organizm nadal domaga się czegoś konkretnego, najlepiej pieczonego mięsa.

Niemniej pora roku też ma swoje prawa, więc nie robiłam zimowych ciężkich mięsiw, lecz zachciało mi się czegoś lżejszego, przynajmniej z wyglądu.

Swoim zwyczajem nie bawiłam się w żadne małe roladki, ale zrobiłam dwie konkretne rolady, każda z połowy sporej piersi z kurczaka.

Przyznam się nieskromnie, że byłam zachwycona efektem :)
Bardzo polecam ten sposób przyrządzania mięsa. A gdyby Wam czegoś zabrakło w lodówce, to zmodyfikujcie nadzienie według potrzeb.

Anka


Składniki:
  • 1 duża pierś z kurczaka
  • ok. 15 dag boczku pokrojonego w cienkie plastry
  • 100 g pomidorków koktajlowych
  • 2 garści czarnych oliwek
  • ½ papryczki chili
  • 100 g mozzarelli
  • 50 g parmezanu
  • 1-2 ząbki czosnku
  • duża garść liści bazylii
  • sól, pieprz
  • oliwa

Sposób przygotowania:

Mięso oczyszczam z błon, wycinam kości. Każdą połowę piersi rozcinam i rozpłaszczam ręką by powstał jak największy płat. Stronę, na której niegdyś była skóra, obsypuję solą i pieprzem.

W moździerzu rozcieram czosnek z solą i pieprzem, dodaję bazylię i jakieś 2 łyżki oliwy, ucieram na papkę. Smaruję wewnętrzną stronę każdego płata mięsa. Na tym układam pokrojone na połówki pomidorki, pokrojone oliwki, drobno posiekaną chili (oczyściłam z błon i pestek, żeby rodzina łatwiej to przełknęła) i obydwa rodzaje serów utarte na tarce (mozzarella porwana na kawałeczki).
Zwijam roladki i spinam wykałaczkami.

Plastrami boczku owijam roladki. Boczek rozłożyłam uprzednio na płaskiej powierzchni tak, by jeden plaster trochę nachodził na drugi. Roladki wkładam do natłuszczonego naczynia żaroodpornego i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około pół godziny.

poniedziałek, 27 września 2010

Lasagne z dynią

Dostałam od moich kochanych Ciotek dwie dynie: małą i dużą. Małą Piotruś zabrał do przedszkola do kącika przyrody, połowę dużej dałam koleżance. Moja połówka leżała sobie, czekając cierpliwie, aż znajdę natchnienie na zagospodarowanie jej. Może tarta z dynią i cynamonem? Bardzo smaczna, ale to już było. A gdyby tak dynię na ostro?...

Przepis znalazłam na Kwestii smaku przy okazji poszukiwania pomysłu na cukinię. Lasagne z dynią! Wiedziałam, że muszę spróbować.

Dla mnie to odkrycie roku. Przepyszne danie. Intrygujące w smaku ze względu na parmezan, świeżą szałwię i suszoną szynkę, bardzo oryginalne i smaczne. Nawet dzieci wsuwały z apetytem, choć Michaś zastrzegał, że „bez listków”!

Asia podaje, że to składniki na 3-4 porcje. Zrobiłam w foremce 12x20 cm (wymiary górnych krawędzi) o wysokości 5 cm i wyszły mi zaledwie dwie porcje, ale za to konkretne. Jeśli weźmiecie niższą foremkę, pewnie wyjdą cztery, ale wtedy trzeba użyć większej ilości płatów makaronu (Asia pisała o siedmiu).

Składniki:

1/2 kg dyni (zważonej ze skorupą)
2 łyżki oliwy z oliwek
4 płaty lasagne
ok. 50 g masła
2 gałązki szałwii (około 1/3 szklanki listków)
1/2 łyżeczki ostrej papryki w proszku
szczypta gałki muszkatołowej
125 g sera ricotta lub zmielonego twarogu (kupiłam twaróg, bo ricotta była nieosiągalna)
30 g tartego sera typu parmezan
3 łyżki płynnej śmietanki 30% lub 18%
3-4 plasterki (40 g) szynki parmeńskiej (u mnie szwarzwaldzka) pokrojone w kostkę

Sposób przygotowania:

Piekarnik nagrzewam do 200 stopni. Dynię myję, kroję razem ze skorupą i nasionami na trzy kawałki, smaruję 1 łyżką oliwy z oliwek, układam na blasze do pieczenia i wstawiam do piekarnika na 25-30 minut.

Upieczoną dynię studzę (upiekłam ją wieczorem, a obrabiałam następnego dnia), usuwam pestki wraz z otoczką, odkrawam skórkę, a miąższ kroję w kostkę. Wkładam go do miski, doprawiam papryką, gałką muszkatołową, solą i pieprzem. Delikatnie mieszam z twarogiem, parmezanem i śmietanką – śmietankę dodajcie tylko wtedy, gdy dynia jest sucha. Moja była dość wilgotna, bo świeża, zatem dodałam symbolicznie jedną łyżkę śmietanki.

Po dwie łyżki parmezanu i śmietanki mieszam w oddzielnej miseczce.

Na patelni rozgrzewam połowę masła i wkładam listki szałwii. Smażę na małym ogniu ok. minutę, aż staną się chrupiące (uwaga na masło, żeby się nie przypaliło!), pod koniec dodaję resztę masła.

W dużym garnku gotuję osoloną wodę z dodatkiem oliwy, wkładam płaty lasagne i obgotowuję przez 8 minut.

Piekarnik nagrzewam do 200 stopni (góra-dół). Naczynie do zapiekania smaruję niewielką ilością masła szałwiowego (bez szałwii), dno i boki wykładam płatami lasagne (na dno i boki weszły mi dwa płaty, przycięłam nożyczkami, gdzie wystawały i dosztukowałam tam, gdzie brakowało), wykładam połowę nadzienia, połowę pokrojonej szynki i połowę szałwii wraz z masłem.

Przykrywam to płatem lasagne, wykładam resztę nadzienia, resztę szynki i szałwii (2 łyżki masła z kilkoma listkami szałwii odkładam na wierzch). Przykrywam ostatnim płatem ciasta, a na wierzchu rozsmarowuję mieszankę odłożonej śmietanki i parmezanu z dodatkiem masła szałwiowego (listki szałwii odłożyć). Skrapiam wierzch 1 łyżką oliwy z oliwek i wstawiam do piekarnika na 20 minut (aż stanie się złote).

Po upieczeniu dekoruję odłożonymi listkami szałwii. Wydawało mi się, że listków jest za mało, dlatego wszystkie włożyłam do środka, a wierzch ozdobiłam świeżymi, co było średnim pomysłem. Następnym razem usmażę dodatkowe kilka sztuk – bo tylko czekam na okazję, żeby ponownie przygotować to danie! :)

niedziela, 22 sierpnia 2010

Zupa krem z kalafiora

Wróciłam!
I to nie tylko ciałem, ale i duchem. Długi urlop z naszymi ukochanymi dziećmi wykończył całą rodzinę i właśnie dochodzimy do siebie w domowych pieleszach.

Istotnym plusem ostatniego wyjazdu był brak dostępu do Internetu, co oznaczało dla mnie pierwszy od niepamiętnych czasów tydzień spędzony bez komputera. Oczywiście to tylko potwierdziło, że jestem nałogowcem, bo natychmiast po powrocie do domu go włączyłam, ale miło było nie siadać wieczorem przy klawiaturze, tylko na przykład porozmawiać ze znajomymi.

Inna sprawa, że życie w sieci wciąga i brakuje mi Waszych komentarzy, a poza tym przez cały tydzień nic nie gotowałam! Oczywiście w czasie mojej nieobecności Chuda podejmowała Was przeróżnymi pysznościami, na które patrzę łakomym okiem, ale patrzeć to nie to samo co gotować i jeść. Dlatego z przyjemnością wróciłam do mojej kuchni i mam rozliczne pomysły na potrawy, które, gdybym ugotowała wszystkie, wystarczyłyby dla pułku wojska. Cóż jednak zrobić, gdy warzywniak tak kusi… Nie dość, że przyszła moja ulubiona pora roku jeśli chodzi o temperatury (upały precz, ale nadal ciepło), to w dodatku bogactwo warzyw i owoców sprawia, że sama nie wiem co najpierw przygotowywać.

Zacznę więc od rzeczy prostych (bo na te pracochłonne nadal jakoś nie mam ochoty). Dzisiaj wspaniała zupa krem z kalafiora.

Przyznam szczerze, że przez dodatek sera bardziej nadaje się na zimowy gorący kubek niż na lekki obiad (szczególnie jeśli poda się ją z grzankami), ale przecież z parmezanu można zrezygnować – ucieszy się z tego także nasz portfel. Nie odrzucajcie go jednak tak pochopnie, bo parmezan wspaniale zaostrza smak. Bez niego zupa będzie bardzo delikatna, dla mnie na przykład za bardzo. Myślę, że wtedy dorzuciłabym na koniec sporo koperku.

Najpierw chciałam zrobić wersję z dużą ilością curry i chili i najlepiej posypać kolendrą, ale niestety w moich upodobaniach jestem osamotniona. To nic, pikantny krem z kalafiora ugotuję kiedy indziej, rozgrzeje mnie w zimny i ciemny listopadowy wieczór :)

Tęsknota za blogiem kulinarnym sprawiła, że się rozgadałam, więc już kończę i przechodzę do rzeczy. Smacznego życzy (jeszcze grubsza po wakacjach, o czym będzie następnym razem) Chochelka Grubsza :)

Przepis bierze udział w akcji II Letni Festiwal Zupy.




Składniki:

1 nieduży kalafior (500-600 g)
1 cebula
1 ząbek czosnku
500 ml bulionu
250 ml mleka
sól, pieprz
40 g startego parmezanu
1 duża łyżka masła + 1 łyżka oleju do smażenia

ewentualnie: gałka muszkatołowa, szczypiorek

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Cebulę obieram i drobno kroję, czosnek lekko miażdżę płaską stroną noża, obieram i siekam. Kalafior myję i dzielę na różyczki.

Rozgrzewam masło zmieszane z olejem i podsmażam cebulę. Kilka minut, aż się zeszkli. W trakcie smażenia posypuję solą i pieprzem. Dodaję czosnek, smażę jeszcze minutkę, pilnując by nie zbrązowiał. Dodaję kalafior (smażyłam w garnku z dość grubym dnem, ale oczywiście można dodatkowo ubrudzić patelnię), wlewam bulion i mleko, gotuję do miękkości kalafiora (około 20 minut). Wszystko dokładnie miksuję, doprawiam.

Wsypuję do garnka starty parmezan, mieszam aż ser się rozpuści. Na talerzach posypuję świeżo startą gałką muszkatołową i ewentualnie szczypiorkiem. Chociaż moim zdaniem gałka w zupełności wystarczy.

Podaję z groszkiem ptysiowym lub grzankami.

piątek, 23 lipca 2010

Spaghetti alla Norma

Często zdarza mi się jeść zimny posiłek. I nie wynika to bynajmniej z faktu, że absorbują mnie dzieci, albo ktoś akurat przychodzi z wizytą. Po prostu fotografowanie wymaga czasu.
Ale gdy przy stole siedzi już cała familia z widelcami w dłoni nie ma czasu na wymyślne kompozycje i spokojne ustawianie kadru. Wtedy pstrykam tylko jedno zdjęcie i ono musi wystarczyć.

Spaghetti alla Norma to spaghetti z sosem pomidorowym i smażonym bakłażanem z dodatkiem tartego parmezanu. Wystarczy wymienić składniki i już wiadomo, że na talerzu wyląduje coś pysznego.

A skąd pochodzi nazwa? Z miłości do opery, rzecz jasna. To sycylijskie danie powstało dla uczczenia opery Vincenza Belliniego „Norma”.

Smacznego!




Składniki:

400 g spaghetti
2 bakłażany
600 g dojrzałych pomidorów
3 ząbki czosnku
pęczek świeżych liści bazylii
sól, pieprz
oliwa do smażenia
50 g świeżo startego parmezanu (w oryginale używa się sera ricotta salata czyli solonej ricotty – sera wytwarzanego z serwatki mleka owczego)

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Najpierw przygotowuję bakłażany.
Każdy kroi go po swojemu i niektórzy upierają się, że najlepsze będą plastry. Tym razem jednak pokroiłam na krótkie paski. Mogłam wtedy łatwo wyjąć gąbczasty środek.
Pokrojone bakłażany obficie posypuję solą i odstawiam na kwadrans do pół godziny. Potem dokładnie wycieram papierowymi ręcznikami sok, niektórzy nawet płuczą takie „spocone” bakłażany zimną wodą, ale moim zdaniem trudniej je potem osuszyć i gorzej się smaży.
Ten zabieg pozwala pozbyć się goryczki, ale przyznam się, że nie zawsze to robię, bo zazwyczaj ów gorzki smak wcale nie jest aż tak mocny i mi nie przeszkadza.

Teraz sos pomidorowy. Pomidory myję, zanurzam na chwilę we wrzątku i obieram ze skórki. Wypestkowuję i kroję w kostkę. (Powiem Wam w sekrecie, że stałam się wielbicielką pomidorów w puszce, bo znacznie skracają czas przygotowywania potrawy.)

Czosnek lekko miażdżę płaską stroną noża, obieram i drobno siekam. Liście bazylii siekam.

W garnku z grubym dnem rozgrzewam oliwę. Wrzucam czosnek i smażę przez minutę uważając, żeby się nie przypalił. Dodaję pomidory, bazylię, sól i pieprz, chwilę smażę, potem duszę na małym ogniu przez około 20 minut.

Gdy pomidory się gotują przygotowuję makaron według przepisu na opakowaniu.

Na koniec rozgrzewam na dużej patelni oliwę i smażę kawałki bakłażanów. Tak wyliczam czas, żeby makaron, sos i bakłażany były gotowe w tym samym czasie.

Odcedzam makaron i przekładam na rozgrzany półmisek. Mieszam z sosem pomidorowym, posypuję startym serem, a na wierzch kładę smażone bakłażany.

środa, 30 czerwca 2010

Spaghetti alla carbonara

Ufff… Jak gorąco!
Wpadamy na chwilę do domu, żeby coś przekąsić i znowu czym prędzej wychodzimy wygrzać się po ciężkiej zimie i wiośnie.

Na gotowanie nie ma wtedy czasu. I co wtedy? Oczywiście makaron! Tym razem spaghetti alla carbonara czyli spaghetti według przepisu węglarza.

Przepis zaczerpnięty z książki Kulinaria Italia.
Smacznego!




Składniki:

100 g boczku
2 ząbki czosnku
400 g makaronu spaghetti
sól i pieprz
2 rozbite i rozmącone jajka
80 g startego parmezanu
oliwa

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Najpierw przygotowuję wszystkie składniki. Samo gotowanie i smażenie zajmie tak mało czasu, że lepiej mieć wszystko pod ręką.

Wstawiam wodę na makaron. Boczek kroję w słupki lub kostkę, czosnek lekko miażdżę płaską stroną noża i obieram. Jajka myję, rozbijam do miseczki i lekko rozmącam widelcem. Parmezan ścieram na tarce.

Gotuję makaron w osolonej wodzie. W tym czasie zaczynam podsmażać na oliwie boczek razem z ząbkami czosnku. Gdy czosnek zacznie się przyrumieniać wyjmuję go i wyrzucam, miał tylko lekko dodać zapachu i smaku. Powinnam tak wyliczyć czas smażenia boczku, by był chrupki w momencie, gdy makaron będzie ugotowany.

Odcedzam makaron, ale nie przelewam go zimną wodą. Zachowuję odrobinę wody z gotowania makaronu.

Zdejmuję patelnię z boczkiem z ognia, wrzucam na nią makaron i mieszam. Dodaję jakieś 2-3 łyżki zachowanej wody, połowę startego sera i rozmącone jajka. Znowu dokładnie mieszam. Istotna jest tu temperatura. Jajka bowiem nie mają się zamienić w jajecznicę, ale leciutko się ściąć, tak by razem z serem oblepiały makaron.

Posypuję spaghetti resztą startego sera, na to świeżo zmielony czarny pieprz i natychmiast podaję.

piątek, 18 czerwca 2010

Spaghetti z sosem pomidorowym

Ten tydzień upływa pod znakiem deserowych porażek kulinarnych, na temat których nie zamierzam się tu rozwodzić, wszak wstawiam tylko te przepisy, które mi się spodobały i, co najważniejsze, wyszły :)
Na szczęście koktajl truskawkowy jest niezawodny, truskawki w galaretce bardzo smaczne, a słodki arbuz okazał się prawdziwym hitem wczorajszego gorącego popołudnia. Zbliżające się lato każe rozglądać się za rzeczami prostymi oraz chłodzącymi, a ja jak zwykle o tej porze roku niechętnie włączam piekarnik.

Jeśli chodzi o obiady to przy takiej pogodzie z przyjemnością robię jakiś makaron. Rach, ciach, i gotowe! Poniższy sos to kolejny z moich obiadów ratunkowych (na przykład na dziś, gdy znowu mam dwoje chorych dzieci w domu): paczka spaghetti i puszka pomidorów zawsze znajdą się w szafce, a na brak czosnku nigdy nie narzekam. Dodatek suszonych pomidorków nie jest konieczny, ale moim zdaniem bardzo poprawia smak, podobnie jak i chili (wersja z płatkami jest dla leniwych).
Ach, parmezan też nie jest obowiązkowy.

Smacznego!


Anka 



Składniki:

400 g spaghetti
puszka pomidorów (pelati)
oliwa z oliwek
2-3 ząbki czosnku
kilka suszonych pomidorków w oliwie
sól, pieprz,
cukier
chili w płatkach (dla chętnych)
ok. 50 g startego parmezanu
świeże liście bazylii, posiekane

Sposób przygotowania:

Rozgrzewam oliwę z oliwek, wrzucam lekko zmiażdżone, obrane i pokrojone w plasterki ząbki czosnku oraz suszone pomidory pokrojone w paseczki, chwilę smażę, ale uważam, żeby się nie przypaliły. Dodaję pomidory wraz z sosem, rozgniatam jeśli są w całości. Doprawiam solą, pieprzem, cukrem (pomoże jeśli pomidory były kwaskowate) i chili.

Gotuję na niewielkim ogniu przez około dwadzieścia minut.

W tym czasie gotuję makaron.

Sos miksuję blenderem (moje dzieci tak lubią), doprawiam jeśli trzeba, posypuję posiekanymi liśćmi bazylii.

Gorący, odcedzony makaron nakładam na talerze, polewam sosem i posypuję parmezanem.

Chociaż ostatnio wolę wziąć jedną duża miskę, ogrzać (ciepła woda z kranu będzie w sam raz) i wymieszać w niej makaron z sosem, a dopiero potem nakładać na talerze.

[Listonic]

niedziela, 6 czerwca 2010

Pesto

Jak to jest, że przedstawiam Wam jeden z najprostszych przepisów na świecie, a wychodzi mi na jego temat cały elaborat?

Moje pierwsze pesto było ze słoiczka. Smakowało, ale każdy wie, że najlepsze pesto to takie, które przed chwilą zrobiliśmy samodzielnie (jeszcze lepsze byłoby te, które postawiłby przede mną kelner w małej, uroczej knajpce we Włoszech, ale o tym na razie mogę tylko pomarzyć). Kiedyś ucierano je w moździerzu i, jeśli ktoś ma ochotę, może nadal robić to ręcznie, ale teraz chyba łatwiej znaleźć w domu porządny blender niż moździerz ;)

Nie wiem dlaczego jeszcze nie robiłam pesto, myślę tu o klasycznym zielonym pesto alla genovese, które składa się z orzeszków piniowych, bazylii, sera (parmezan zmieszany z pecorino), czosnku i oliwy. Barierą był dla mnie chyba zakup orzeszków, jakoś nigdy nie pchały się do koszyka (może ze względu na cenę?). Na szczęście liczba składników jest na tyle niewielka, że można tu sobie pozwolić na dobrą jakość, zwłaszcza że podstawą kuchni włoskiej jest właśnie prostota i niewielka ilość składników, za to najlepszej jakości. Tylko wtedy mamy gwarancję powodzenia.

Oczywiście nawet nie próbuję wmawiać komukolwiek, że powinniśmy użyć wyłącznie najprzedniejszej liguryjskiej oliwy oraz bazylii rosnącej w ogrodzie, bo po pierwsze nie każdy ma ogród, a po drugie jakoś nie widzę liguryjskiej oliwy na półce w każdym spożywczym. Chociaż jeśli chodzi o tę ostatnią, to naprawdę warto poszukać dobrej, bo od niej w dużej mierze zależy czy danie będzie nam smakowało.

Pesto podaje się z różnymi rodzajami makaronów, w Ligurii, skąd pochodzi, najchętniej bodajże z wstążkami. Moje dzieci uwielbiają spaghetti, więc wybór był prosty (oczywiście, że Jagoda oświadczyła, że nie lubi i nie zje pesto, więc jadła sam makaron). Poza tym może być dodatkiem do risotto, ryb, tostów i mięsa.

Jednym słowem: pasuje do wszystkiego i ze wszystkim smakuje.
Może tylko oprócz dżemu ;)


Anka



Składniki:

garść orzeszków piniowych (ok. 50 g)
garść świeżo startego parmezanu
1 ząbek czosnku
liście z 1 dużego pęczka bazylii
oliwa extra vergine

Sposób przygotowania:

Orzeszki piniowe wrzucam na patelnię i lekko prażę, nie powinny zbrązowieć. Oczywiście można je podpiec w piekarniku, ale komu by się chciało włączać piekarnik, gdy na zewnątrz ponad dwadzieścia stopni.

Wszystkie składniki oprócz oliwy wrzucam do blendera i miksuję. Na koniec dodaję stopniowo oliwę i znowu miksuję w poszukiwaniu najlepszej konsystencji. Pesto nie powinno pływać w oliwie, ale też nie może być zbyt suche. Jeśli podajemy z makaronem, to można je rozrzedzić odrobiną wody pozostałą po gotowaniu makaronu.
(W tym na zdjęciu jest jeszcze zbyt mało oliwy.)

Dodałam cały ząbek czosnku, bo chciałam, żeby było go wyraźnie czuć, ale jeśli ktoś chce łagodniejsze pesto, to z powodzeniem wystarczy połowa.

Podczas przygotowywania pesto przydaje się funkcja „pulse”, wówczas wszystko jednolicie się miesza. Przy ciągłym miksowaniu na dnie powstaje papka, a na górze zostają całe liście bazylii. Mój blender niestety nie ma takiej opcji, ale z powodzeniem zastępuję ją samodzielnym włączaniem i wyłączaniem :)

Na sam koniec można dodać trochę soli, według mnie jest jednak zbyteczna.

Jeśli zrobicie za dużo, pesto można zamrozić, ale chyba lepiej dojeść resztkę z tostami, a potem znowu zrobić świeże.

poniedziałek, 10 maja 2010

Muffiny z parmezanem i oliwkami

Muffiny mają tę zaletę, że gdy w niedzielę wieczorem wychodzi na jaw brak pieczywa, to można je szybko zrobić. W dodatku jest je w stanie upiec osoba, która jeszcze rano miała prawie 39 stopni z powodu wiosennej anginy (czyli ja) ;)

Wytrawne muffiny to właściwie rodzaj chleba, które można zrobić na przykład jako dodatek do zupy. Jedzone samodzielnie są dla mnie nieco za suche (co stwierdziłam, gdy już byłam w stanie coś przełykać, wiwat antybiotyki!), ale i tak mi smakowały. Do tych podawałam salsę z pomidorów, na którą przepis na pewno Wam podam, jeśli tylko zdążę jej zrobić zdjęcie zanim zniknie z miski...




Składniki:
(na 12-14 sztuk)

300 g mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
duuuża szczypta soli
60 g startego parmezanu
250 ml mleka
2 jajka
50 ml oliwy
100 g czarnych oliwek bez pestek
kilka suszonych pomidorów
garść liści bazylii

Sposób przygotowania:

Rozgrzewam piekarnik do 180 stopni (góra dół).

Oliwki kroję na plasterki, suszone pomidory w cieniutkie paski, bazylię dokładnie siekam.

Przesiewam mąkę i mieszam razem proszkiem do pieczenia, solą i parmezanem.

W drugiej misce rozbijam jajka, dodaję mleko i oliwę.

Mieszam suche i mokre składniki, dodaję oliwki, pomidory i bazylię, mieszam.

Formę do muffinek wykładam papilotkami i napełniam ciastem. Wstawiam do nagrzanego piekarnika na około 25 minut.

Studzę na kratce.

poniedziałek, 1 marca 2010

Tarta z gotowanym kurczakiem

Wczoraj znowu był rosół, ulubiony posiłek mojej córki niejadka. Drobiowy, jak zwykle.
A ja potem zostaję z gotowanym mięsem z kurczaka, którego naprawdę nie lubię (zresztą za rosołem też nie przepadam). Naprawdę nie rozumiem syna, który z uporem żąda mięsnej wkładki w swoim rosole.

Kombinuję więc jak mogę. Tym razem wymyśliłam tartę. Oczywiście nie szłam specjalnie na zakupy, bo wtedy na pewno kupiłabym szczypiorek, ale wykorzystałam to, co znalazłam w kuchni.

To taka tarta przednówkowa. Nie ma w niej świeżych ziół, bo moje zamrażarkowe zapasy są na wykończeniu. Na szczęście są suszone pomidory.
Tak, suszone pomidory zmieniają wszystko.


Anka



Składniki:
(forma o średnicy 23-24 cm)

ciasto:
200 g mąki
100 g masła
1 jajko
szczypta soli
odrobina zimnej wody

nadzienie:
około 400 g gotowanego mięsa z kurczaka
2 cykorie
1 garść (najlepiej spora) suszonych pomidorów w zalewie
1 cebula
1-2 ząbki czosnku
150 ml kwaśnej śmietany
2 jajka
3 łyżki startego parmezanu (można pominąć lub zastąpić innym serem)
sól, pieprz
oliwa

Sposób przygotowania:

Mąkę przesiewam, mieszam z solą. Dodaję pokrojone na kawałki zimne masło i rozcieram palcami na małe grudki. Dodaję jajko i wodę, szybko zagniatam ciasto, owijam w folię i wkładam na przynajmniej godzinę do lodówki.

Po schłodzeniu rozwałkowuję cienko ciasto i wykładam blachę do tarty. Wystające brzegi odcinam. Znowu wstawiam do lodówki, bo kruche ciasto zawsze wstawiam schłodzone do rozgrzanego piekarnika.

Ciasto w formie wykładam papierem do pieczenia i obciążam fasolą lub ryżem. Wkładam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i piekę około 10 minut. Zdejmuję papier i piekę jeszcze pięć minut.

Spód gotowy, ale nadzienie jest dość pracochłonne.

Najpierw cykoria. Obieram z brzydkich zewnętrznych liści, wykrawam głąby, myję i wrzucam do osolonej wrzącej wody na minutę lub dwie. Odcedzam.

Na oliwie (może być ta z pomidorów) podsmażam drobno pokrojoną cebulę i czosnek.
Suszone pomidory kroję na małe paseczki.
Mięso kroję w niewielką kostkę.
Rozbijam do miseczki jajka i mieszam ze śmietaną, solą, pieprzem i startym parmezanem.

Na podpieczony spód tarty wykładam kolejno: mięso, cebulę i czosnek, pomidory i pokrojoną w paski cykorię. Wszystko polewam śmietaną z jajkami i przyprawami. Wstawiam do piekarnika i piekę jeszcze około pół godziny.

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Tarta z porami

Niech panny słuchają i w pamięci zapiszą, albowiem w noc marcową, gdy święty Dawid, patron Walii swój dzień obchodzi, pod poduszkę pora niech kładą, a twarz męża przyszłego we śnie im się ukaże.
(porada pochodząca ze zwyczajów walijskich)

Całą resztę niezainteresowanych takim wykorzystaniem tego przepysznego warzywa zapraszam na tartę z porami.




Składniki:

ciasto:
200 g mąki
100 g masła
1 jajko
szczypta soli
odrobina zimnej wody

farsz:
5 średnich porów (tylko białe końce)
100 ml kwaśnej śmietany
1 jajko
sól, pieprz, gałka muszkatołowa
2 łyżki startego parmezanu

Sposób wykonania:

Mąkę przesiewam, mieszam z solą. Dodaję pokrojone na kawałki zimne masło i wszystko rozcieram palcami, aż zostaną małe kawałeczki masła obtoczone w mące. Dodaję jajko i wodę, szybko zagniatam ciasto, owijam w folię i wkładam na przynajmniej godzinę do lodówki.

Po schłodzeniu rozwałkowuję cienko ciasto i wykładam blachę do tarty. Wystające brzegi odcinam. Jeśli ciasto zanadto się rozgrzało podczas tego procesu wstawiam jeszcze do lodówki lub, gdy mam mało czasu, do zamrażalnika.

Ciasto w formie wykładam papierem do pieczenia i obciążam fasolą lub ryżem. Wkładam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i piekę około 10 minut. Zdejmuję papier i piekę jeszcze pięć minut.

Pory oczyszczam, myję, kroję w grube plastry. Podsmażam przez kilka minut na patelni z odrobiną soli, potem duszę do miękkości.

Mieszam w miseczce roztrzepane jajko, śmietanę, przyprawy i parmezan.

Wykładam pory na podpieczony spód tarty, polewam śmietanką i piekę jeszcze około pół godziny.

Podaję ciepłe.

niedziela, 15 listopada 2009

Tarta z brokułami

Tarty są wyjątkowo wdzięcznymi daniami. Praktycznie zawsze wychodzą, przepięknie wyglądają i, co najważniejsze, bosko smakują. Wyglądają na bardzo pracochłonne, a tak naprawdę najwięcej roboty jest z dopilnowaniem pieczenia.
W sam raz na posiłek, którym chcemy zrobić wrażenie.




Składniki na ciasto:

200 g mąki
100 g masła
1 żółtko
1-2 łyżki zimnej wody
szczypta soli

Sposób przygotowania:

Mąkę wymieszaną z solą siekam z zimnym masłem, dodaję żółtko i wodę, szybko zagniatam. Owijam folią i wkładam na godzinę do lodówki.

Ciasto rozwałkowuję i wykładam na formę do tarty (polecam te z wyjmowanym dnem) obcinając kawałki ciasta wystające za brzeg. Znowu schładzam. Wycinam koło z papieru do pieczenia, wykładam nim tartę i wysypałabym specjalne kulki do obciążenia pieczonych tart, gdybym je miała, a skoro nie mam to używam zwykłego ryżu lub fasoli. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i piekę 15-20 minut. Po tym czasie wyjmuję, zdejmuję papier z ryżem i piekę jeszcze 5 minut (upieczony ryż wsypuję do słoiczka, bo posłuży mi jeszcze wielokrotnie).

Składniki na farsz:

1 opakowanie mrożonych brokułów
1 nieduża cebula
100 g kwaśnej śmietany
1 jajko
2 łyżki startego parmezanu (niekoniecznie)
sól, pieprz

Sposób przygotowania:

Brokuły bardzo krótko gotuję w osolonej wodzie, odcedzam. Cebulę drobno siekam i podsmażam na złoty kolor. Odstawiam.
W oddzielnej miseczce mieszam śmietanę, jajko, parmezan, sól i pieprz.

Na podpieczony spód tarty wykładam cebulę, brokuły (jeśli akurat żadne dziecko nie ciągnie mnie za nogawkę to nawet kroję łodygi na plasterki) i zalewam wszystko masą śmietanowo-jajeczną. Piekę jeszcze około 20-25 minut.
Podaję ciepłe i rozpływam się nad cudownym smakiem.

sobota, 14 listopada 2009

Zapiekanka warzywna z kaszą

Wyobraźmy sobie szary listopadowy dzień. Deszcz zacina, wicher wieje, a ja siedzę w domu z dwójką kichających i kaszlących dzieci, które urządziły sobie konkurencję pod tytułem: kto szybciej doprowadzi matkę do szewskiej pasji.
Przyznacie, że w takiej sytuacji nie ma czasu na wymyślne potrawy. Na szczęście w zamrażalniku staram się mieć różne mieszanki warzywne na takie sytuacje. Wystarczy zapiec z moją ulubioną kaszą jęczmienną i wyjdzie prawdziwy poemat.
Polecam!



Składniki

¾ - 1 szklanki ugotowanej kaszy jęczmiennej
półkilogramowa mrożonka warzywna
200 ml śmietany (lub jogurtu naturalnego)
2 jajka
pół szklanki startego parmezanu (można zastąpić innym serem, albo nawet zupełnie zrezygnować)
sól, pieprz, natka pietruszki lub inne zioła do smaku

Sposób przygotowania:

Kaszę już mam ugotowaną, została z wczorajszego obiadu, więc jeszcze szybko wrzucam do wrzątku warzywa z mrożonki i chwilkę gotuję w osolonej wodzie. Odsączam.

Mieszam śmietanę z jajkami, doprawiam solą i pieprzem do smaku, dodaję posiekaną natkę pietruszki i połowę parmezanu.

Kaszę mieszam z warzywami i śmietaną, wykładam na płaskie naczynie żaroodporne. Posypuję pozostałym parmezanem.

Wstawiam na około pół godziny do piekarnika nagrzanego do 180 stopni.
Delektuję się.
Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */