niedziela, 19 marca 2023

Pyszna młoda koźlęcina wolno pieczona

Odkąd zamieszkaliśmy na wsi, zyskaliśmy dostęp do jajek prosto od kury, mleka prosto od krowy i serów prosto od kozy. A dziś na obiad zaserwowałam absolutną nowość w naszym menu, mianowicie koźlęcinę. Trochę się obawiałam jej smaku, ale zupełnie bezpodstawnie. Była pyszna, soczysta i mięciutka. Nie miała żadnego swoistego smaku, który zostałby zwąchany i wzgardzony przez nieletnich. Przypominała trochę udziec z indyka (może dlatego, że też piekę go w niskiej temperaturze?), zatem 4/5 rodziny zjadło z przyjemnością, a 1/5 wyrzekała okrutnie.

Chuda


 

Składniki:

  • 2 przednie nogi (1,5 kg razem z kością) młodego koziołka
  • oliwa z oliwek
  • majeranek, czosnek niedźwiedzi
  • 2 średnie cebule
  • 5 dużych ząbków czosnku 
  • białe wino półwytrawne

Sposób przygotowania:

Umyte mięso natarłam pastą zrobioną z przypraw, zmiażdżonych 2 ząbków czosnku i oliwy. Odstawiłam na 24 godziny do lodówki.

Nastepnęgo dnia przełożyłam mięso do rękawa foliowego, dołożyłam grobo posiekane 3 ząbki czosnku i dwie cebule, podlałam dwoma szklankami wina.

Wstawiłam do piekarnika rozgrzanego (no, bez przesady z tym rozgrzaniem) do 120 stopni, piekłam 3 godziny. 

Podałam z ziemniakami i surówką z kiszonej kapusty.


poniedziałek, 12 marca 2018

Krem z orzechów laskowych i czekolady czyli domowa nutella

Zrobienie domowej nutelli chodziło za mną od dawna. Nie będę kryć, że moje dzieci uwielbiają tę ze sklepu, a kochana Ciocia Dziunia dbała, bym im przysmaku nie zabrakło. Tolerowałam to do wybuchu afery z rakotwórczością smarowidła, wtedy powiedziałam – basta! Szlus! Koniec!

Podjęłam żmudne i żałosne próby zachęcenia dziateczków do jedzenia wyprodukowanych przeze mnie zastępników - a to kremu daktylowego według przepisu z Jadłonomii, a to czeko-śliwki, jednak na próżno. Wykrzywiali się tylko i wywalali jęzory, w międzynarodowym geście, że błeeeee, ohyyyyda!...

Zjadałam więc z apetytem, ale i rezygnacją wzgardzone przysmaki, bo nie o to chodziło, żebym ja się nimi zapychała. Szukałam więc dalej, aż trafiłam na moje wypieki, a tam na idealny krem z orzechów laskowych i czekolady (i niestety z mleka skondensowanego słodzonego, ale na razie nie wymyśliłam, czym je zastąpić).

Jak smakuje domowa nutella? Moje dzieci po pierwszej degustacji wykrzyknęły chórem „Pyszna!!! Jak ze sklepu!!!”

To właśnie jest najlepszy komentarz do matczynych wysiłków, żeby dzieci jadły wartościowe, domowe jedzenie, żeby wyrabiały sobie dobre gusta kulinarne.

Jak ze sklepu.

Pocieszam się, że przynajmniej nuggetsy z kurczaka robię, zdaniem Piotrka, lepsze niż w McDonald’s.

Nie trzymałam się dokładnie przepisu Doroty Świątkowskiej, krem zrobiłam trochę po swojemu. Po pierwsze większą ilość, bo w thermomiksie dużo lepiej miksuje się większe ilości, a do tego szkoda mi było paprać się z odrobiną (jak zobaczycie bałagan, który powstaje przy obieraniu orzechów, zrozumiecie). Po drugie zrezygnowałam z miodu, bo krem i tak jest bardzo słodki.

Z tej porcji wychodzi dwa słoiczki po 280 ml i jeden malutki, a może nawet trochę więcej? Trudno powiedzieć, bo wyjadanie zaczyna się, zanim krem trafi do słoików.


Chuda

Składniki:
  • 400 g orzechów laskowych
  • 200 g (2 tabliczki) gorzkiej czekolady
  • 1 puszka mleka skondensowanego słodzonego
Sposób przygotowania:

Najwięcej zabawy jest z orzechami. Należy pozbyć się skórek, bo nadałyby kremowi gorzki smak (wierzę Dorocie Świątkowskiej, nie zamierzam testować). W tym celu orzechy prażę w piekarniku na blaszce 15-20 minut w temperaturze 180 stopni (zaglądam w trakcie, kiedy widzę, że lekko się przyprażyły i skórki odstają, wyjmuję), przestudzone obieram. Teoretycznie skórki powinny zejść bez wysiłku, kiedy włożymy orzechy między dwa płatki ręcznika papierowego i będziemy je pocierać, ale w praktyce schodzi tak tylko część. Dodam, że ta mniejsza część. Resztę oskrobuję nożykiem, co jest czasochłonne i generuje bałagan, a na dodatek zostaję z tym sama, bo moje robaczki gotowy produkt zjedzą z radością, ale żeby aż skrobać orzechy?... Są jakieś granice!

Kiedy już mam obrane orzechy, idzie sprawnie. Wystudzone orzechy miksuję na wysokich obrotach na płynną masę. Należy robić przerwy, żeby robot się nie przegrzał.

Do rondelka wlewam mleko z puszki, wkładam kawałki czekolady, mieszam do rozpuszczenia czekolady. Ciepłe wlewam do thermomiksa, miksuję z masą orzechową, aż nabierze jednolitej konsystencji.

Przekładam do słoików, zakręcam. Po ostygnięciu  krem jest nieco twardszy niż jego sklepowy odpowiednik, ale bardzo dobrze się smaruje.

Przechowuję w szafce kuchennej, nie w lodówce. Trudno powiedzieć, jaka jest jego maksymalna trwałość, bo u nas schodzi w ciągu dwóch tygodni, a to tylko pod warunkiem, że przełożę go do kilku słoiczków i wstawię je w różne miejsca.

czwartek, 8 marca 2018

Tarta z toffie i prażonymi migdałami

Upiekłam tę tartę, spojrzałam na nią i poczułam, jak cukier mi się podnosi... Obłędnie słodka i obłędnie pyszna, a przy tym nie spędziłam nad nią dużo czasu.
Chuda


Składniki:

Ciasto:
  • 180 g mąki
  • 80 g masła
  • 1 jajko
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • łyżka zimnej wody
pozostałe:
  • 1 puszka gotowej masy krówkowej
  • duża garść migdałów
Sposób przygotowania:

Mąkę przesiewam i wsypuje do malaksera, dodaję miękkie masło i resztę składników. Kiedy robot wyrabia ciasto, zalewam wrzątkiem migdały na kilkanaście minut, a nastepnie obieram je ze skórki. Rozkładam je na ręczniku papierowym, żeby obeschły.

Ciasto można oczywiście zrobić ręcznie: wszystkie składniki włożyć do miski i dokładnie posiekać je łopatką, a potem szybko zagnieść ciasto.

Formę na tartę smaruję masłem, ciasto rozwałkowuję i przenoszę do formy, dokładnie wylepiając brzegi. Na cieście rozkładam arkusz papieru śniadaniowego i wysypuję suchy groch lub drobne kamyczki, by obciążyć spód. Wstawiam do gorącego piekarnika, po 20 minutach zdejmuję papier z obciążnikami i piekę kolejne 10-15 minut, aż ciasto nabierze ładnego, złotego koloru.

W tym samym czasie, na osobnej blaszce, prażę w piekarniku migdały. 15 minut w temp. 180 stopni powinno im wystarczyć, trzeba doglądać.

Na ostudzone ciasto nakładam masę krówkową prosto z puszki, rozprowadzam równomiernie, na wierzchu układam migdały.

poniedziałek, 5 marca 2018

Pasta ze słonecznika z suszonymi pomidorami

To bardzo proste i smakowite smarowidło do chleba zrobiłam na podstawie przepisu Olgi Smile. Sprawdza się doskonale w każdych okolicznościach, tak codziennych, jak i wtedy, gdy przychodzą goście, a słoiczek ukryty z tyłu bywa objawieniem w dniu, kiedy w lodówce zostaje tylko światło.
Chuda


Składniki:
  • 150 g pestek słonecznika (łuskanych)
  • 1 słoik suszonych pomidorów w oleju
  • 2 średnie cebule
  • 1 łyżka ksylitolu lub cukru ciemnego
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1 mały ząbek czosnku
  • 1 łyżeczka soli
Sposób przygotowania:

Pestki słonecznika dokładnie płuczę na sitku, opłukane przekładam do słoika, zalewam przegotowaną zimną wodą i odstawiam na 3 godziny, aby napęczniały. Czasem zostawiam je na noc, na pewno im nie zaszkodzi. Odcedzam na sitku.

Cebule obieram, kroję w kostkę i podsmażam na złoto na oliwie.

Do miksera wkładam suszone pomidory, usmażoną cebulę i wlewam połowę oleju ze słoika z pomidorami. Dodaję cukier i obrane ząbki czosnku. UWAGA! Ostrożnie z czosnkiem. Olga podaje w przepisie dwa ząbki, ale dla mnie to za dużo, bo wtedy czuć głównie czosnek. Miksuję na gładką i płynną masę.

Następnie dodaję pestki słonecznika. Miksuję wszystko razem do czasu, aż masa stanie się gładka. Na koniec próbuję i doprawiam, jeśli jest taka konieczność. Pastę można nieco rozcieńczyć wodą, jeśli Twoim zdaniem będzie zbyt gęsta, ale ostroznie, żeby nie spływała z kanapki.

Pastę można przechowywać w lodówce w szczelnie zamkniętym słoiku do dwóch tygodni.

czwartek, 1 marca 2018

Sałatka z pieczonym kalafiorem i prażonymi migdałami

"Kto jada sałatki, jest piękny i gładki", głosi kulinarne powiedzenie. Mąż wziął je sobie do serca i jada prawie codziennie. Jego ulubione pozycje w menu to zielona sałata z tuńczykiem i dodatkami, zielona sałata z tuńczykiem i grejpfrutem, a także kasza pęczak z tuńczykiem i warzywnymi dodatkami. Ja z kolei do sałatek zimą mam dystans, co okazuje się nie takie głupie, bo - jak pisze dietoterapeuta Marek Zaremba - zimne, surowe jedzenie typu sałatki wychładza śledzionę, a będąc hashimotką o śledzionę powinnam dbać szczególnie. Zatem jeśli już sałatka, to z dodatkiem pieczonych warzyw. I taką sobie zrobiłam. Mniam. Zjadłam całą, bo Mąż był akurat w delegacji.
Chuda 



Składniki na dwie porcje:
  • 1/2 kalafiora
  • 2 duże garście rukoli
  • 10-15 migdałów
  • owoc granatu

Marynata:
  • 1/3 łyżeczki kurkumy
  • szczypta curry
  • 1/4 szklanki oliwy z oliwek
  • 1 mały ząbek czosnku
  • sól do smaku

Dressing:
  • 6 łyżek oliwy z oliwek
  • 2 łyzki wody mineralnej
  • 2 cm utartego kłącza imbiru
  • sok z 1/2 cytryny
  • łyżeczka syropu klonowego lub daktylowego
  • 1/2 ząbka czosnku
  • sól do smaku
Sposób przygotowania:

Kalafior dzielę na różyczki, płuczę na durszlaku, zostawiam do obeschnięcia z wody. Migdały zalewam wrzątkiem i  po chwili obieram ze skórek, a obrane rozkładam na ręcnziku papierowym, żeby obeschły. Wyłuskuję pestki z granata.

Składniki marynaty miksuję w misce do uzyskania jednolitej konsystencji. Wkładam do niej różyczki kalafiora i dokładnie obtaczam w marynacie. Odstawiam na czas, kiedy grzeje się piekarnik.


Piekarnik nagrzewam do 180 stopni. Piekę kalafior na blasze wyłożonej papierem do pieczenia jakies 20 minut, do miękkości i lekkiego zarumienienia.

W tym samym czasie na drugiej blaszce w piekarniku prażę migdały. Można je uprażyć na patelni, ale wole te z piekarnika, prażą się równomiernie i smakują, moim zdaniem, lepiej.

Składniki dressingu miksuję.

Na talerzach rozkładam umytą i odwirowaną z wody rukolę, na niej kalafior, posypuje pestkami granatu i migdałami, polewam dressingiem. Zjadam z rozkoszą.

wtorek, 27 lutego 2018

Zupa z pieczonych warzyw w dwóch odsłonach

Od jakiegoś czasu noszę do pracy zupę w termosie. Bardzo dobrze mi robi ciepły posiłek w południe, zamiast dopiero przed 17.00. Gęstą zupę-krem wlewam do kubka i zjadam łyżeczką. Termos mam całkiem przeciętny, kupiony dla dziecka kilka lat temu. Owijam go małym ręcznikiem, wkładam do foliowego worka, z workiem do torby, a w pracy stawiam do razu przy kaloryferze. A w południe cieszę się rozgrzewającą, gorącą zupą. Polecam każdemu!
Chuda



Moje dwie najulubieńsze ostatnio zupy to kremy z pieczonych warzyw. Jeden pochodzi z książki „Smakoterapia” Iwony Zasuwy, drugi z „Zatrzymaj Hashimoto” Marka Zaremby.

Zupa z pieczonych warzyw z rozmarynem („Smakoterapia” Iwony Zasuwy)


Ze względu na dużą zawartość pomidorów ta zupa smakuje jak ubogacona wersja pomidorówki. Z tej porcji wychodzi spory gar. To potrawa na zasadzie „przepis był tak prosty, że ugotowałam od razu na trzy dni”. Iwona Zasuwa jest blogerką, pisze smakowitego bloga Smakoterapia.pl. Jej potrawy doprowadzają kubki smakowe do ekstazy.


Składniki:


  • 3 duże marchewki
  • 2 pietruszki (korzenie)
  • 1 mały seler
  • 1 duża cebula
  • 2 główki czosnku
  • 2 puszki pomidorów lub 1 l passaty pomidorowej
  • oliwa z oliwek
  • gałązka świeżego rozmarynu
  • pęczek bazylii
  • sól, pieprz
Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni. Marchewki, pietruszki i seler szoruję, obieram ze skóry i układam w całości na blasze wyłożonej papierem do pieczeni. Biorę tę największą, żeby wszystko się zmieściło. Cebulę obieram z łupiny, a główki czosnku przekrawam w poprzek na pół bez obierania. Wszystko skrapiam oliwą, delikatnie solę, układam na wierzchu gałązki rozmarynu i piekę na półtwardo.


Uwaga! Każde warzywo piecze się w innym tempie, szczególnie zwróćcie uwagę na czosnek – po 25-30 minutach trzeba go wyjąć, bo inaczej spali się na węgiel. Co mi się przytrafiło za pierwszym razem :-) Resztę można piec jakieś 45 minut, sprawdzając twardość widelcem.

Upieczone warzywa (bez czosnku) kroję w grubą kostkę, wkładam do garnka, zalewam wodą, by tylko je przykryła i gotuję 10 minut. Następnie dodaję passatę lub pomidory (passata to nic innego, jak zmiksowane pomidory, przecier pomidorowy, ale nie z koncentratu), część posiekanej bazylii, wyłuskany z łupin upieczony czosnek, sól i pieprz do smaku.


Iwona Zasuwa, autorka przepisu, radzi przełamać smak odrobiną syropu klonowego i dodać garść orzechów nerkowca. Pominęłam te dwa punkty, ale oczywiście nie odradzam. Miksuję całość na gęsty krem, podaję ze świeżymi liśćmi bazylii i łyżką oliwy, czasami posypuję czarnuszką. To oczywiście w domu, bo w pracy po prostu wlewam do kubka i rozkoszuję się ciepłem rozchodzącym się po ciele :-)

Śniadaniowy krem z pieczonych warzyw („Zatrzymaj Hashimoto” Marek Zaremba)

Marek Zaremba, dietoterapeuta, promotor kaszy jaglanej i specjalista medycyny św. Hildegardy, autor bloga gotujzdrowo.com, propaguje jedzenie ciepłych śniadań, które świetnie rozgrzewają i wzmacniają śledzionę, ważny organ, o który należy szczególnie dbać przy chorobie Hashimoto.

Zaremba proponuje zupę z pieczonych warzyw, która smakuje zupełnie inaczej niż ta powyżej. Jest słodkawa dzięki batatom, pikantna dzięki imbirowi i pachnie kolendrą. Pycha.

Składniki:
  • 1 duża marchewka
  • 1 batat
  • 1 mała cukinia
  • 1 korzeń pietruszki
  • 1 cebula
  • 1 czerwona papryka (niekoniecznie)
  • 6 ząbków czosnku
  • 1 łyżeczka mielonych nasion kolendry
  • 1 łyżeczka nasion kopru
  • 1/3 łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
  • 1 łyżeczka utartego kłącza imbiru
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • sól
Warzywa szoruję, marchewkę, pietruszkę i batata obieram i kroję w kostkę, cukinię kroję w kostkę razem ze skórką, cebulę obieram i przekrawam na pół. Paprykę zostawiam w całości, ząbki czosnku w łupinach.

Wśród moich warzyw znalazł się także seler, bo akurat miałam połówkę w lodówce.
Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni. Blachę wykładam papierem do pieczenia, układam na niej wszystkie warzywa. Lekko solę, skrapiam oliwą, posypuję koprem i kolendrą, piekę 25-30 minut.

Po upieczeniu zdejmuję skórkę z papryki i wyciskam czosnek z łupinek. Warzywa przekładam do garnka, zalewam wodą 1-2 cm ponad ich poziom. Dodaję pozostałe przyprawy, miksuję. Można dodać wody, jeśli Twoim zdaniem zupa jest za gęsta.


W domu można posypuję zupę prażonymi słonecznika i pestkami granatu, jeśli go mam pod ręką, w pracy przelewam z termosu do kubka i rozkoszuję się cieplutką, aromatyczną zupą.

Och, chyba pora na kubek zupy. Co prawda nie ma jeszcze dwunastej, ale to spisywanie przepisów zaostrzyło mój apetyt :-)

czwartek, 30 listopada 2017

Masło migdałowe

Masło migdałowe to pyszne smarowidło do chleba, ale także do podjadania prosto ze słoika. Bogate w witaminy (A, E, B1, B2, B3, B6, kwas foliowy, kwas pantotenowy) i minerały (wapń, żelazo, magnez, fosfor, cynk, potas, sód, mangan, miedź, selen) są sprawdzonym sposobem na mdłości i zgagę w ciąży (hm, ja stosowałam marcepany...), zapobiegają napadom głodu, łagodzą stres i koją nerwy, a także obniżają poziom cholesterolu i cukru we krwi. A do tego są pyszne. Masło migdałowe to smakowita i zdrowa przekąska, której zrobienie jest bardzo proste lub proste, w zależności od wersji, którą wybierzemy. Potrzebny będzie nam robot kuchenny o dużej mocy.
Chuda


Masło migdałowe – wersja prosta

Składniki:
  • migdały
Ile? Biorę 400-450 g, bo robię masło w thermomiksie, a tu ciężko zrobić mniejszą porcję, bo tylko rozsmaruje się po ściankach naczynia. Z tej porcji wychodzą dwa słoiczki po 200 g. Jeśli macie mikser z mniejszym naczyniem, to weźcie mniej migdałów, np. 200 g na jeden słoiczek.

Migdały zalewam wrzątkiem, pozwalam im trochę ostygnąć i obieram ze skórek. To dość żmudne zajęcie, ale szybko idzie, gdy włączę sobie film lub audiobooka. Następnie rozkładam na ręczniku papierowym, żeby wchłonął resztę wilgoci.

Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni. Migdały wsypuję na blaszkę, rozkładam je równiemiernie i wstawiam do nagrzanego piekarnika na 15-20 minut. Mają być ładnie przyrumienione. Kiedy już takie są, wyjmuje blaszkę i pozwalam im ostygnąć.

Zimne! migdały wsypuję do thermomiksa i miksuję stopniowo zwiększając obroty. Kiedy widzę, że urządzenie pokazuje temperaturę 37 stopni, wyłączam i pozwalam mu ostygnąć. W przypadku innych mikserów sami kontrolujcie temperaturę, żeby mikser się nie przegrzał. Po ostygnięciu miksuję dalej, znowu z przerwami, jeśli jest to konieczne. Ostatnio zrobiłam masło na dwa razy.

Obserwuję wygląd masła. Ma być lekko płynne, w miarę gładkie, ale nie można przedobrzyć, bo jeśli w czasie zbyt długiego miksowania na wierzchu wytrąci się tłuszcz, to zamiast masła dostaniemy olej migdałowy + wytłoki. Co też oczywiście można świetnie wykorzystać w kuchni, ale zakładam, że jednak tym razem robimy masło :-)



Masło migdałowe – wersja bardzo prosta

Składniki:

  • migdały
Ile? Biorę 400-450 g, bo robię masło w thermomiksie, a tu ciężko zrobić mniejszą porcję, bo tylko rozsmaruje się po ściankach naczynia. Z tej porcji wychodzą dwa słoiczki po 200 g. Jeśli macie mikser z mniejszym naczyniem, to weźcie mniej migdałów, np. 200 g na jeden słoiczek.

W wersji bardzo prostej, którą zrobiłam tylko raz, migdałów nie obieram ze skórek, nie prażę, tylko wsypuję prosto do miksera i miksuję na gładką masę. Oczywiście drobinki skórek będą w niej widoczne. To ta wersja ze zdjęcia.

Która wersja masła migdałowego jest lepsza? Wolę tę bardziej pracochłonną, bez skórek i z prażonych migdałów. Ma niepowtarzalny smak i jest gładsza na języku.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Młoda kapusta zasmażana

Kiedy tylko zobaczyłam w warzywniaku zgrabne główki młodej kapusty, od razu poczułam w ustach jej niepowtarzalny smak. Od lat przyrządzam kapustę według mojego dopieszczonego przepisu opartego na recepturze z "Kuchni polskiej".

Chuda



Składniki:
  • 1 mała główka młodej kapusty
  • 1 duża cebula
  • 1 duży pomidor (lub szklanka pomidorów z puszki)
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/2 łyżeczki kminku
  • 3 duże łyżki masła
Sposób przygotowania:

Zdjemuję z kapusty wierzchnie liście, myję ją, a następnie cienko szatkuję ostrym nożem. Do dużego garnka wkładam poszatkowaną kapustę, podlewam wodą (ok. szklanki, w razie potrzeby dolewam wody w trakcie gotowania), wkładam łyżkę masła, cukier, sól, kminek i pomidora w kawałkach bez skórki.

Kiedy kapusta się dusi, na dwóch łyżkach masła podsmażam pokrojoną drobno cebulę. Gdy kapusta jest już miękka, wyłączam gaz i dodaję usmażoną cebulę. Odstawiam na godzinę, by "doszła" pod przykryciem. Palce lizać.

czwartek, 30 marca 2017

Kasza jaglana z jabłkiem, jarmużem i daktylami

Kolejny raz zaskakuje mnie całkiem nowy smak, jaki można wyczarować z dania z udziałem kaszy jaglanej. To jest potrawa z jabłkiem, cynamonem i daktylami, więc teoretycznie na słodko, ale jarmuż i tymianek dodają jej wytrawności. Znakomite, zjadłam na ciepło na śniadanie i nadal się oblizuję. Przepis pochodzi z bloga gotujzdrowo.com, podaję z drobnymi modyfikacjami. Porcja dla 2 osób.

Chuda 

Składniki:
  • 2 jabłka
  • 2-3 suszone daktyle
  • 2 szklanki jarmużu
  • 6-8 orzeszków laskowych
  • 1 -2 łyżki oleju kokosowego do smażenia
  • 1,5 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • 4 gałązki świeżego tymianku
  • szczypta cynamonu
  • szczypta mielonych goździków lub mojej przyprawy korzennej
Sposób przygotowania:

Jarmuż dzielę na drobne kawałki, odrywam twarde częśći i płuczę pod bieżącą wodą. Jabłko kroję w kostkę, daktyle w plasterki, orzechy laskowe na połówki.

Na patelni rozgrzewam olej koksowy, dodaję jabłka, orzeszki laskowe, daktyle oraz jarmuż i wlewam odrobinę wody. Posypuję cynamonem i moją przyprawą.

Podsmażam, stale mieszając, przez ok. 2 minuty. Zawartość patelni ma lekko zmięknąć. Na końcu dodaję tymianek. Podaję z ugotowaną kaszą jaglaną.

wtorek, 7 marca 2017

Dorsz zapiekany z brokułem i pomidorkami

Jeśli szukacie przepisu na rybę, która doprowadzi Was do krainy kulinarnej rozkoszy, to właśnie znaleźliście. Bardzo prosty, a gwarantuje niebo w gębie. Receptura pochodzi z książki Marka Zaremby „Leczenie dietą. Wygraj z Candidą!”. Autor pisze, że w ten sam sposób można przyrządzić łososia, sandacza lub pstrąga.

Chuda
 



Składniki (dla dwóch osób)
  • 2 filety z dorsza (ok. 400 g)
  • 1 brokuł
  • 1 cytryna
  • 1 czerwona cebulka
  • czosnek
  • sól morska lub himalajska
  • migdały w płatkach
  • 10-12 pomidorków koktajlowych
Dressing:
  • pół szklanki oliwy z oliwek
  • sok z 1 cytryny
  • sól morska
  • 1 pomidorek koktajlowy
Sposób przygotowania: 

Składniki na dressing miksuję, odstawiam. Upewnijcie się, że nie trafiła się Wam gorzka cytryna, bo gorycz zepsuje smak dania.

Cytrynę szoruję, sparzam wrzątkiem, kroję na plasterki.

Płatki migdałów prażę na suchej patelni.

Czosnek siekam drobno i rozgniatam nożem. Ile czosnku? Za pierwszym razem dałam całą główkę i w ogóle nie było go czuć. Za drugim razem trafił się tak ostry, że pięć ząbków zdominowało całą potrawę.

Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni.

Rybę myję, osuszam ręcznikiem papierowym, układam w naczyniu do zapiekania, polewam połową dressingu (reszta zostaje do polania upieczonej rybki). Układam różyczki brokuła, nakłute wykałaczką pomidorki koktajlowe, cytrynę w plasterkach, cebulkę pokrojoną w piórka, rozgnieciony czosnek. Delikatnie solę.

Wstawiam do piekarnika i piekę co najmniej 25 minut – brokuły mają być al dente, a ryba soczysta.

Po upieczeniu posypuję danie prażonymi płatkami migdałów i podaję w naczyniu, w którym się piekło.

czwartek, 19 stycznia 2017

Chleb żytnio-orkiszowy

Bardzo smaczny chleb z miękkim, pulchnym (jak na pieczywo żytnie) środkiem i chrupiącą skórką. Mąż, amator piętek, odkrawa na świeżo obie, a potem jeszcze dookoła. Opracowuję zatem technologię wypieku takiego chleba, który składałby się wyłącznie z piętek.

Normalny, pracujący zawodowo człowiek może upiec ten chleb chyba tylko w weekend. Wcześniej piekłam taki, który wystarczyło zostawić w blaszce na noc, a rano wstawić do piekarnika. Jedliśmy go często, był bardzo smaczny, acz wyraźnie kwaśny, więc dzieci wybrzydzały. W święta spróbowaliśmy chleba mojej Mamy i zachwyciliśmy się bez reszty. Od tamtej pory piekę zatem chleb z przepisu Mamy, nawet dzieciom smakuje. W ogóle nie ma kwaśnego posmaku, myślę, że to dzięki zaczynowi, czyli jeszcze jednemu etapowi przyrządzania. Niestety, rozciąga on czas przygotowania i ktoś, kto wychodzi o 7.00 do pracy, będzie miał problem z ogarnięciem całości.


Ja robię tak: zaczyn przygotowuję wieczorem i zostawiam na noc, rano dodaję resztę składników, odstawiam w foremce i piekę przed południem. Jak się sprężę, to o 10.00 wyjmuję pachnący bochenek z pieca. Czasem zaczyn robię rano, a po powrocie z pracy przekładam do foremki i ok. 22.00 wyciągam z pieca pachnący bochenek. Samo zrobienie zaczynu zajmuje dosłownie chwilę, ale już widzę, jak chętna byłabym do poświęcenia tej chwili, pracując na etacie i o poranku żonglując śniadaniem i dziećmi.


Etatowcom polecam więc odłożenie pieczenia na weekend, a wszystkich zapewniam, że warto.


Jeszcze w sprawie mąki: chętnie używam orkiszowej, ale mam wrażenie, że wyszedłby na każdej innej. Ostatnio dosypywałam mąki różnych rodzajów, bo akurat wszystkie były na wykończeniu. Dałam trochę zwykłej pszennej, trochę owsianej (nie można z owsianą przedobrzyć, bo chleb się kruszy), za którymś razem piekłam tylko z żytniej lub dodałam amarantus ekspandowany. Za każdym razem efekt końcowy był bardzo smaczny.



Wymiary mojej blachy do pieczenia chleba: 310x140x60 mm

Chuda


 Zaczyn:
  • 120 g zakwasu żytniego
  • 200 g mąki żytniej chlebowej (typ 720)
  • 100 g mąki żytniej razowej (typ 2000)
  • 300 g letniej (nie ciepłej!) wody
Zakwas wyjmuję z lodówki 1-2 godziny przed pieczeniem, dodaję 3-4 łyżki mąki żytniej razowej i tyle letniej wody, by zakwas miał konsystencję gęstej śmietany. Powinien bąbelkować.

Składniki zaczynu mieszam dokładnie w misce. Może to zrobić za nas malakser lub thermomix. Miskę (lub naczynie robota kuchennego) zakrywam ściereczką i zostawiam zaczyn na całą noc (lub przygotowuję go rano i zostawiam do późnego popołudnia).

Ciasto na chleb:
  • cały zaczyn
  • duża garść dowolnych ziaren (słonecznik, czarnuszka, siemię lniane, pestki dyni, sezam... - co kto lubi)
  • 250 g mąki (orkiszowej, żytniej, zwykłej pszennej)
  • 130 g wody
  • 1 łyżeczka soli
Wszystkie wymienione składniki mieszam dokładnie (thermomix – 3 min na programie do wyrabiania ciasta) i przekładam do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia. Stawiam w ciepłym miejscu (np. na kaloryferze) na 2-3 godziny. Kiedy urośnie prawie do wysokości blaszki, wstawiam do zimnego piekarnika i włączam go na 200 stopni.

Kiedy piekarnik oznajmi, że już się nagrzał, ustawiam czas pieczenia. Piekę 40 minut w temp. 200 stopni C, 20 minut w temp. 180 stopni, i jeszcze 10 minut w temp. 180 stopni, ale już bez blaszki. Kwadrans przed końcem pieczenia spryskuję wierzch wodą, wtedy chleb zyskuje na urodzie, której przydaje mu ładna, błyszcząca skórka.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Pierniczki z ziemniakami

Nazywam jej pierniczkami ostatniej szansy, bo im później je upieczecie, tym lepsze będą na święta. Najlepsze są tego samego dnia, po dwóch-trzech obsychają i tracą na uroku. Są miękkie, puszyste i nie grożą połamaniem zębów :-)

Chuda


 Składniki:
  • 250 g gotowanych ziemniaków
  • 250 g miodu
  • 150 g cukru
  • 125 g masłą
  • 450 g mąki
  • 1 opakowanie przyprawy do piernika
  • 1,5 łyżki kakao
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 jajko
Sposób przygotowania:

Miód wlewam do garnka, podgrzewam i wyspuję cukier, mieszam, podgrzewam, a kiedy cukier nieco się rozpuścić, dodaję masło. Mieszam do połączenia składników, odstawiam, by przestygło.

Ugotowane ziemniaki miksuję na gładką masę, odstawiam do wystygnięcia.

Wszystkie składniki zagniatam razem, możan to robić ręcznie, można maszynowo. Ciasto ma być jednolite, gładkie. Moje wyszło idealne: nie kleiło się, nie wymagało podsypywania mąką - jak ciastolina.

Porcje ciasta rozwałkowuję grubo, ponad 0,5 cm. Wykrawam kształty foramkami, układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w odstępach 2-3 cm. Piekę w temperaturze 160 stopni ok. 15 minut.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Bułki żytnie na zakwasie z prażoną cebulką

Jakiś czas temu do rzeczy, które zawsze mam w lodówce, dołączył zakwas żytni. Wypiekam dla siebie chleb na zakwasie, bez grama drożdży. Ostatnio upiekłam także chleb z mąki pszennej, żeby bliskim nie było przykro, że oni są skazani na chleby ze sklepu. Żytnimi nie zachwycają się szczególnie, choć moje średnie dziecko nawet zjadło w szkole kanapkę i pochwaliło, gdy pewnego razu zabrakło mi rano „normalnego” chleba.

Tym razem postanowiłam upiec bułki żytnie. Te na zdjęciu Izy Kulińskiej zauroczyły mnie bardzo. Okazały się czasochłonne, ale efekt ostateczny jest tego warty, są naprawdę pyszne. Dodałam do nich dużą łyżkę prażonej cebulki, dzięki czemu pachną i smakują wybornie. Ich podstawowa wada jest taka, że trudno upiec je na śniadanie. Wieczorem nastawia się zaczyn, rano wyrabia ciasto, które rośnie ponad 2 godziny (u mnie nawet 3), potem formuje bułeczki, które rosną kolejną godzinę albo dłużej. Bułeczki wyjmowałam z piekarnika w porze obiadowej. Pierwszą sztukę pożarłam na ciepło ;-)



Chuda

Składniki:

ZACZYN:
  • 100 g zakwasu żytniego 
  • 40 g mąki żytniej typ 2000 
  • 200 g mąki żytniej typ 720
  • ok. 250 ml wody o temp. pokojowej

CIASTO WŁAŚCIWE:
  • cały zaczyn 
  • 250 g mąki żytniej typ 720
  • 1 jajko 
  • 1 łyżeczka soli 
  • 2 łyżki oleju roślinnego 
  • 1 łyżka prażonej cebulki
   
ponadto:
2 łyżeczki oleju do posmarowania rąk przy formowaniu

Sposób przygotowania:

Wieczorem do szklanej miski wlałam zakwas, wsypałam obie mąki i wlałam wodę. Mieszałam ciasto łyżką do połączenia składników. Przykryłam miskę ściereczką i zostawiłam na 12 godzin w wyłączonym piekarniku, lekko ciepłym po pieczeniu ciastek.

Przygotowałam prażoną cebulkę: malutką cebulę pokroiłam drobiutko nożem i usmażyłam na maśle do chrupkości. Przełożyłam ją z patelni na ręcznik papierowi, by odsączyć z nadmiaru tłuszczu, po chwili przesypałam do miseczki.

Następnego dnia rano wzięłam większą miskę i przelałam do niej zawartość miski z zaczynem, a potem dodałam resztę składników. Wyrabiałam ciasto ręką przez kilka minut. Kleiło się i ani planowało zacząć odchodzić od ręki, jak to ciasto na mące żytniej. Pod koniec wyrabiania wsypałam prażoną cebulkę. Przykryłam ściereczką i odstawiłam na prawie 3 godziny na kaloryfer, żeby ciasto wyrosło – w tym czasie podwoiło swoją objętość.

Wyrośnięte ciasto podzieliłam na 9 części. W przepisie Izy stoi, że na 10, ale jakoś nie mogłam się doliczyć. Ręce posmarowałam olejem, żeby ciasto się do nich nie przyklejało i formowałam okrągłe bułeczki. Ułożyłam je luźno na dwóch blachach wyłożonych papierem do pieczenia.

Bułeczki odstawiłam na ok. godzinę, żeby wyrosły. Urosły minimalnie, piekłam je 25-30 minut w piekarniku nagrzanym do 190 stopni C. Nie urosły w górę, ale popękały stylowo i pięknie się wypiekły.

niedziela, 16 października 2016

Chleb pszenny ze słonecznikiem na zakwasie żytnim


Po tym, jak upiekłam dla siebie kilka bochenków chleba żytniego i orkiszowego, ruszyło mnie sumienie, żeby upiec coś specjalnie dla moich bliskich, rozmiłowanych w mące pszennej. Nie to, żebym zabraniała im jeść moje pieczywo żytnie, ale nie rwali się do tego specjalnie.

Upiekłam więc chleb pszenny na zakwasie i wyszedł całkiem podobny jak ten żytni, a więc ciężki, konkretny, choć niewątpliwie wypieczony. Podobno jest bardzo smaczny i syty, nie wiem, nie próbowałam.

Podstawą wypieku był przepis z bloga przepisnachleb.pl, ale usunęłam z niego drożdże, bo chciałam upiec chleb wyłącznie na zakwasie.

Porcja na blaszkę o wymiarach: 32x12x7 cm (wymiary górnej krawędzi, najszerszej).
Chuda

Składniki:
  • 100 g aktywnego żytniego razowego zakwasu
  • 550 g mąki pszennej typ 480 lub 550
  • 400 g letniej wody
  • 1 łyżeczka soli
  • 50 g słonecznika
Sposób przygotowania:
  
Wszystkie składniki należy wymieszać w misce łyżką lub powierzyć to zadanie robotowi kuchennemu, co też uczyniłam. W thermomiksie: 12 s/obr 5/z kopystką.

Wyrobione ciasto przełożyłam do mojej uniwersalnej formy chlebowej wyłożonej papierem do pieczenia, przykryłam ściereczką i zostawiłam do wyrośnięcia. Zajęło mu to ok. 10 godzin, z czego cztery ostatnie spędziło na ciepłym kaloryferze i dopiero wtedy ruszyło. W oryginalnym przepisie była mowa o 6-7 godzinach wyrastania, ale były tam i drożdże, które na pewno przyspieszyły proces.

Urosło do brzegów formy, jak Pan Bóg przykazał.

Wówczas nagrzałam piekarnik do 230 stopni, a ścianki spryskałam wodą. Wstawiłam chleb, po 10 minutach zmniejszyłam temperaturę do 200 stopni, a po kolejnych 10 do 180 stopni C i piekłam go 40 minut. Wyjęłam z formy i dopiekałam jeszcze przez 10-15 minut, żeby zbrązowiał dookoła.

piątek, 14 października 2016

Ciasteczka korzenne na mące żytniej

To one! Kultowe ciasteczka korzenne Chudej, tyle że w wersji bez białej mąki i bez cukru. Przyprawę do piernika zastąpiłam moją przyprawą, bo w gotowej jest mąka pszenna. Ciastka są dość pikantne, drobinki goździków rozgryzam zębami, więc niekoniecznie posmakują Waszym dzieciom. Ale Wam na pewno – cudowne uzupełnienie jesiennej kawy, prawda Kasiu? :-)
Chuda


Składniki:
  •     250 g mąki żytniej (lub 200 g żytniej i 50 g gryczanej)
  •     125 g miękkiego masła
  •     100 g ksylitolu - warto zmielić na puder, wtedy ciastka będą gładziutkie
  •     1 duże jajko
  •     2-3 czubate łyżki przyprawy korzennej
  •     1 łyżka imbiru
  •     1 łyżka cynamonu
  •     1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
  •     otarta skórka z cytryny
Sposób przygotowania:

Można je przygotować ręcznie, jak w przepisie na korzenne klasyczne. Z wiekiem robię się jednak coraz bardziej wygodna, dlatego wszystkie składniki wrzucam do malaksera, który zagniata ciasto. Ma być twarde, ale sprężyste.

Rozwałkowuję jak najcieniej, żeby były chrupiące. Układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piekę ok. 12 minut w piekarniku o temperaturze 200 stopni.

Lubię smak wypieków na mące żytniej, ale jeśli nie podzielacie mojego entuzjazmu, to zapewniam, że smak przyprawy zagłusza smak mąki. A jeśli nie musicie unikać mąki pszennej, to po prostu upieczcie je na pszennej :-)

środa, 12 października 2016

Chleb żytni na zakwasie

Mój pierwszy chleb żytni na samym zakwasie, bez grama drożdży! Udał się od pierwszego bochenka, choć podchodziłam do niego z rezerwą. Miałam nawet plan B na wypadek zakalca: pokroję, wysuszę, zmielę i będę miała tartą bułkę żytnią. A tu – tadam! Niespodzianka. Był pyszny, idealnie wypieczony, skórka nie odchodziła od miąższu, kroił się dobrze, na cienkie kromeczki, a nie kruszył... I drugi bochenek też taki był, i trzeci!!! Czwarty już nie.

- Skończyło się szczęście początkującego, kochanie – orzekł Mąż, ogólnopolski Mistrz Empatii i Życzliwości.

Nie odpowiedziałam nic, tylko zjadłam ten nieudany i upiekłam piąty. I szósty i siódmy – i wszystkie doskonałe.

Nie dajcie sobie podciąć skrzydeł! W kuchni jak w życiu: czasami coś się nie udaje. Wtedy trzeba
po prostu upiec następny :-)

Do upieczenia chleba na zakwasie potrzebny jest przede wszystkim zakwas. Jak go zrobić, obszernie opisała Ania.

Mój pierwszy chleb żytni upiekłam na tygodniowym zakwasie i naprawdę nie było się do czego przyczepić, choć im starszy zakwas, tym mocniejszy.

Porcja na blaszkę o wymiarach: 32x12x7 cm (wymiary górnej krawędzi, najszerszej)

Chuda


Składniki:
  • 250 g mąki żytniej typ 720
  • 250 g mąki żytniej typ 2000
  • 150 g aktywnego zakwasu żytniego
  • 450 g letniej wody
  • 1 łyżeczka soli
  • garść ziaren dyni i słonecznika
  • 1 łyżka czarnuszki
Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki należy dobrze wymieszać. Posiadacze robotów kuchennych mogą to zrobić mechanicznie (w Thermomiksie 12 s, obroty 5, z kopystką), zwolennicy ręcznego wyrabiania – ręcznie przez kilka minut. Ciasto żytnie bardzo się klei, lepi i oblepia, taki jego urok.

Keksówkę wykładam papierem do pieczenia. Przekładam do niej ciasto na chleb, dłonią zmoczoną w wodzie wyrównuję powierzchnię. Przykrywam ściereczką i odstawiam na 12 godzin. Nie musi to być wyjątkowo ciepłe miejsce, wystarczy je zostawić po prostu w kuchni. Najczęściej zarabiam ciasto wieczorem i piekę rano.



Piekarnik rozgrzewam do 230 stopni C. Tuz przed włożeniem chleba spryskuję ścianki piekarnika wodą, można też wstawić na dno naczynie żaroodporne napełnione wodą. Wyrośnięty chleb spryskuję delikatnie wodą, wstawiam do rozgrzanego piekarnika. Piekę w temperaturze opadającej, tzn. wstawiam chleb do piekarnika nagrzanego do 230 stopni C, po 10 minutach obniżam temp. do 200 stopni, a po kolejnych 10 minutach ustawiam 180 stopni i piekę 40-45 minut.

Od razu po upieczeniu wyjmuję chleb z formy i pozostawiam do wystygnięcia.

poniedziałek, 10 października 2016

Pomarańczowa przyprawa korzenna

Od kiedy mamy w domu wyciskarkę do soków, zużywamy przemysłowe ilości pomarańczy. Żal mi było wyrzucać tyle pachnących skórek. No wiecie, jestem dzieckiem epoki, w której pomarańcze były towarem luksusowym :-) Z części robiłam skórkę pomarańczową w syropie, ale materiału i tak pozostawało sporo. Zaczęłam więc skórki suszyć, a gdy wyschły na wiór mielić z goździkami, dodawać do tego cynamon, imbir, gałkę i tak uzyskałam naturalną przyprawę korzenną, znakomitą do kawy i do wypieków. Dodaję ją do ciastek korzennych, do pierników i pierniczków. Przechowuję w zakręconych słoiczkach.

Jeśli zmienicie proporcje, na pewno przyprawie to nie zaszkodzi.


Chuda


Składniki:
  • kilka wyschniętych na wiór skórek z pomarańczy
  • łyżka goździków w całości
  • dwie łyżki cynamonu mielonego
  • dwie łyżki imbiru mielonego
  • kopiata łyżeczka gałki muszkatołowej mielonej
  • łyżka cukru z wanilią (niekoniecznie)
Sposób przygotowania:

Pomarańcze dokładnie szoruję, a potem wyparzam we wrzątku w całości, zanim je obiorę. Ze skórek zeskrobuję albedo, czyli białą podściółkę. Suszę po kilka sztuk w zawiniętych papierowych torebkach na kaloryferze, od czasu do czasu nimi potrząsając. Przy okazji mamy aromaterapię, bo w domu ładnie pachnie. Można przyspieszyć proces susząc skórkę w piekarniku (ja wkładałam do wyłączonego piekarnika, jeszcze nagrzanego po upieczeniu ciastek).

Kiedy skórki są wyschnięte na wiór i łatwo się łamią, mielę je ze wszystkimi dodatkami.

Można także zmielić samą skórkę i dodawać ją do ciast, ciastek, kawy czy grzańca.

poniedziałek, 12 września 2016

Amarantuski i prosiaczki bezglutenowe

Ciastka na bazie amarantusa ekspandowanego to popularne w sklepach ekologicznych amarantuski. A co to są prosiaczki? Oczywiście ciastka na bazie prosa ekspandowanego :-) Ekspandowany to modne dziś słowo, używane zamiennie z "poppingiem". W latach mojego dzieciństwa na podobne produkty mówiło się "dmuchany" lub "preparowany" - szczerze mówiąc, w takiej postaci był dostępny tylko ryż.  

Jedne i drugie to ciastka błyskawiczne, bezglutenowe, smaczne, idealne do przekąszania w szkole i w pracy. Moje wybredne dzieci jedzą je z apetytem i to w wersji podstawowej!!! Ich smak zależy w dużej mierze od dodatków. Na diecie bezcukrowej nie mogę jeść owoców, więc mam bardzo ograniczone możliwości, ale Wy możecie zaszaleć z rodzynkami, suszoną żurawiną, jabłkiem pokrojonym w kostkę, czekoladą... Nie będę dalej wymieniać, bo już mam ślinotok. Mniam. Po upieczeniu amarantuski są mięciutkie, a prosiaczki raczej chrupiące.

Chuda



Składniki:
  • 1 duże jajko
  • 2 filiżanki amarantusa espandowanego lub prosa ekspandowanego
  • 0,5 filiżanki grubo mielonych migdałów
  • 1 łyżka ksylitolu
  • 1 łyżeczka cynamonu (jak widać na zdjęciu, do prosiaczków dodałam, do amarantusków nie, ale następnym razem dodam).

Sposób przygotowania:


W misce rozbijam widelcem jajko, chwilkę ubijam z ksylitolem (nadal widelcem), dodaję resztę składników, mieszam widelcem, aż masa będzie się kleić. Jak widzicie, widelec rządzi.



Łyżeczką nakładam porcje ciasteczek na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, lekko spłaszczam, piekę 15 minut w temp. 180 stopni.

sobota, 10 września 2016

Ciastka żytnie z migdałami

Już prawie dwa miesiące odkąd przeszłam na dietę bez cukru i bez białej mąki. Kończy się owocowe lato, sezon na soczyste maliny i brzoskwinie, których nie mogę jeść, zaraz będzie dojrzewać winogrono, którego też mi nie wolno. Kiedy jem grejpfruta (jeden z pięciu dozwolonych owoców), to rozpływam się z zachwytu, jaki słodziutki, mniam, mniam. Opanowałam już w miarę kwestię słodkich wypieków, których baaaardzo mi brakowało. Te ciastka, pomimo mało wyjściowego wyglądu, wychodzą bardzo smaczne, mielone migdały nadają im wyborny smak. Najlepsze są chrupiące, wypieczone na brązowo, ale łatwo przegapić właściwy moment i spalić je. Zalecam więc czujność i pieczenie w samotności, bo odpowiadanie na tysiące pytań ukochanych dzieciątek szalenie rozprasza ;-)

Chuda



Składniki:
  • 100 g mielonych migdałów
  • 200 g mąki żytniej (może być razowa żytnia, ale wtedy będą miały ostrzejszy smak)
  • 100 g miękkiego masła
  • 100 g ksylitolu
  • 1-2 małe jajka
Sposób przygotowania: 

Wszystkie składniki wrzucam do malaksera, który zagniata ciasto, a ja w tym czasie wykładam blachy papierem do pieczenia. Równie dobrze można wszystkie składniki posiekać plastikową łopatka w plastikowej misce, jak czyniłam to przez lata.

Kiedy ciasto jest już gładkie i jednorodne, to czas na robienie ciasteczek. Moje wyszło mało elastyczne, bardzo się kleiło, więc nie rozwałkowywałam go i nie wycinałam ciastek foremkami, a urywałam z niego kawałki wielkości orzecha laskowego, toczyłam kulki, rozpłaszczałam w dłoniach i układałam na blasze.

Piekę ok. 12 minut z termoobiegiem i dolną grzałką, w temperaturze 190 stopni. Mój piekarnik kiepsko dopieka od dołu, stąd dolna grzałka. Może u Was wystarczy sam termoobieg.


środa, 7 września 2016

Kasza jaglana ze świeżymi pomidorami do pracy

To jest trzy tysiące pięćset osiemnasty w Internecie przepis na kaszę jaglaną. Poprawka: na PYSZNĄ kaszę jaglaną. Można ja przyrządzić rano, zapakować do pojemnika i zabrać ze sobą do pracy, szkoły, na wycieczkę. Warto pamiętać o widelcu, bo kiepsko je się rękami (oczywiście dla chcącego nic trudnego). Zawiera same pyszne składniki: prażoną kaszę o lekko orzechowym smaku, migdały, świeże, pachnące końcówką lata pomidory, olej lniany i prażone pestki dyni. I uwielbia ją nawet mój mąż, który do tej pory twierdził, że jak kasza, to tylko pęczak. 

Chuda


Składniki:
  • 1 filiżanka suchej kaszy jaglanej
  • 2 filiżanki wody
  • 2 duże pomidory obrane ze skórki (niekoniecznie obrane)
  • 2 łyżki mielonych migdałów (mogę być też posiekane)
  • garść uprażonych pestek dyni
  • olej lniany
Sposób przygotowania:

Suchą kaszę jaglaną wsypuje na patelnię i prażę przez kilka minut, do lekkiego zbrązowienia. Po ostygnięciu płucze dokładnie na sicie. Do garnka wlewam dwie filiżanki wody, od razu, nie czekając na zagotowanie się wody, wsypuję kaszę i gotuję do całkowitego wchłonięcia wody, ok. 10 minut. Trzeba mieszać, żeby się nie przypaliła. Kiedy w garnku mam gęstą kaszę bez wody, wyłączam gaz i nakrywam garnek pokrywką. Gdy mam więcej czasu, wsadzam garnek owinięty ręcznikiem i kocem pod pierzynę, ale zwykle odstawiam zakryty garnek na kilkanaście minut.

Ugotowaną kaszę przekładam do dwóch pojemników, do każdego wsypuje łyżkę mielonych migdałów, pokrojony w kostkę pomidor, polewam olejem lnianym, mieszam i na końcu posypuję uprażonymi pestkami dyni.

Pyyychota!
Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */