Jednak pewnego wieczoru, gdy dziatki wreszcie padły i nastał mój czas siedzenia przy komputerze, natknęłam się na przepis Ricka Steina.
Po prostu musiałam zrobić tę keftę!
Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że od lat odrzucam zalecenia niektórych dietetyków co do maksymalnej liczby spożywanych w tygodniu jaj i u mnie jest ona wielokrotnie wyższa. A jeszcze jeśli przygotowuję z nich dania, w których rozpływające się ciepłe żółtko nadaje smaku reszcie składników, to jestem w kulinarnym niebie.
Takiego sposobu jeszcze nie próbowałam. Przyznam, że troszkę to żółtko ginie w pomidorowym sosie, ale za to pieczone w nim jajko jest o wiele delikatniejsze niż na przykład sadzone. Dla miłośniczki jajek w koszulkach jaką jestem, poniższa forma przyrządzania jest idealna.
No i mięso z płynnym żółtkiem jest naprawdę świetne.
Potrawa jest bardzo prosta i typowa. Jej liczne odmiany różną się sposobem doprawiania i rodzajem użytego mięsa. Wystarczyłoby chociażby zamienić kumin na oregano i otrzymamy danie kuchni włoskiej ;)
Tym razem jednak prawie niczego nie zmieniałam. Jest dobre takie jakie jest. I te jajka!
Przepis bierze udział w akcji Smaki Afryki.
Anka
Składniki:
pulpeciki:
500 g mielonej wołowiny
mały pęczek natki pietruszki drobno posiekanej
1 płaska łyżeczka mielonego kuminu
½ łyżeczki mielonej ostrej papryki
sól, pieprz
sos:
1 spora cebula
2 ząbki czosnku
2 puszki pomidorów lub ok. 1kg świeżych pomidorów, obranych ze skórki, wypestkowanych i pokrojonych
½-1 łyżeczki kuminu
½ łyżeczki mielonej papryki
½ łyżeczki suszonych płatków chili
sól, pieprz
dodatkowo:
4 jajka
świeża kolendra, posiekana
oliwa do smażenia
[Listonic]
Sposób przygotowania:
Najpierw pulpeciki. Sprawa jest banalna, mieszam wszystkie składniki, formuję niewielkie kulki (wyjdzie ich trochę ponad dwadzieścia) i obsmażam z każdej strony.
Zdejmuję z patelni na talerz i odstawiam.
Na tę samą patelnię wrzucam drobno posiekaną cebulę i smażę kilka minut. Przyprawy lubię wsypywać na etapie smażenia, więc od razu dodaję kumin, paprykę i chili oraz trochę soli i pieprz.
Kiedy cebula już porządnie zmięknie (powiedzmy, że zajmuje to około 10 minut) dodaję drobno posiekany czosnek, smażę około minuty i wreszcie dokładam pomidory. Gotuję pod przykryciem na małym ogniu około kwadransa.
Jeśli pomidory są zbyt kwaśne dodaję odrobinę cukru, ale bardzo uważam z ilością. Potrawa nie ma być słodka, cukier ma tylko przełamać kwaśny smak pomidorów (jeśli jest taka potrzeba).
Do sosu dodaję obsmażone pulpeciki i dalej duszę pod przykryciem. Tu nieco rozmijam się z autorką przepisu, bo ja obsmażam mięsne kulki bardzo krótko i potem wolę je dogotować w sosie, więc zajmie mi to jeszcze jakiś kwadrans do dwudziestu minut. Sprawdzam czy nie trzeba jeszcze doprawić solą lub pieprzem.
Przekładam danie z patelni do płaskiego naczynia żaroodpornego. Przesuwam pulpeciki tak, żeby powstały cztery wolne miejsca i wybijam w zagłębienia jajka.
Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na około 10 minut. Białko ma być ścięte, a żółtko płynne.
Posypuję posiekaną kolendrą i podaję na przykład z pieczywem lub z ryżem.
Pyszne!
17 komentarze: