Pokazywanie postów oznaczonych etykietą torty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą torty. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 maja 2013

Tort orzechowo-kawowy na Pierwszą Komunię

Długo myślałam, jaki tort zrobić na taką uroczystość, ostatecznie postanowiłam pozostać wierna klasyce. Ten tort upiekłam na urodziny Piotrusia w wersji tort-przedłużacz, na potrzeby Pierwszej Komunii lekko go zmodyfikowałam, choć głównie na wierzchu. Masa kawowa nie jest może odpowiednia dla dzieci, ale - jak przewidywałam - dzieci skubnęły i pobiegły, za to dorośli nie szczędzili słów zachwytu. Cóż, przyznam nieskromnie, że należały mi się :-)

Tort upiekłam w brytfance o wymiarach dna 21x32 cm. Obdzieliłam nim 20 osób obecnych na przyjęciu (z dokładkami).

Chuda



Składniki:

ciasto kokosowe:
  • 6 białek
  • 250 g kokosu
  • 250 g cukru
ciasto orzechowe:
  • 9 jajek
  • 250 g orzechów
  • 250 g cukru
  • 80 g bułki tartej
krem:
  • 2,5 szklanki mleka
  • 5 łyżek cukru
  • 5 kopiatych łyżeczek mąki ziemniaczanej
  • 6 żółtek
  • cukier wanilinowy
  • 500 g masła
  • 2 czubate łyżeczki kawy rozpuszczalnej
poncz:
  • 0,5 szklanki przegotowanej wody
  • 2 łyżki cukry
  • sok z połówki cytryny

krem na wierzch:
  • 400 ml śmietany 30%
  • 500 g sera mascarpone
  • 2 łyżki cukru pudru

Sposób przygotowania:

Najpierw piekę bezę kokosową: ubijam sztywną pianę z białek, dosypuję po łyżce cukru, ubijam dalej. Wyłączam robot, wsypuję kokos i mieszam delikatnie łyżką. Formę wykładam papierem do pieczenia, wylewam pianę z kokosem, wkładam do piekarnika nagrzanego do temp. 180 stopni program góra-dół i piekę ok. 25 minut – z wierzchu ma być zarumienione.

Kiedy ciasto kokosowe jest w piecu, mielę orzechy, a mój nieoceniony robot kuchenny ubija pianę z białek. Do sztywnej piany wsypuję po łyżce cukier, ubijam dalej, następnie wrzucam po jednym żółtku. Orzechy mieszam z bułką tartą. Wsypuję je do piany z żółtkami, mieszam delikatnie łyżką. Wyjmuję z piekarnika blat kokosowy, delikatnie przekładam razem z papierem na deskę.

Wylewam ciasto orzechowe na brytfankę wyłożoną świeżym papierem do pieczenia, piekę ok. 40 minut w temp. 180 stopni góra-dół.


Kiedy ciasto się studzi, biorę się za krem. Z mleka odlewam niepełną szklankę, wsypuję do niej mąkę ziemniaczaną i wrzucam żółtka. Dokładnie mieszam. Resztę mleka z cukrem i cukrem wanilinowym stawiam na ogniu i doprowadzam do wrzenia. Wlewam rozrobiony budyń i mieszam cały czas, żeby nie powstały grudki. Kiedy na powierzchni zaczynają ukazywać się pęcherzyki powietrza, zdejmuję z ognia i odstawiam do ostygnięcia.

Kiedy krem budyniowy jest już zimny, ciasto takoż, można przystąpić do ucierania masy. Miękkie masło wrzucam do malaksera i ucieram na wolnych obrotach ok. pół godziny. Co jakiś czas ściągam masło z brzegów miski i dalej ucieram. Im dłuższy czas ucierania, tym bardziej puszysta masa. Kiedy masło jest już utarte do białości, dokładam po łyżce budyń i ucieram razem. Kawę rozpuszczalną zalewam łyżeczką wody, dokładnie mieszam, na końcu wlewam do masy i ucieram przez chwilę na wolnych obrotach.

Blat orzechowy przecinam na dwie części.

Na spód kładę górną część blatu orzechowego, na to 1/2 masy, przykrywam bezą kokosową, znowu 1/2 masy i na wierzch druga część blatu orzechowego. Wstawiam do lodówki na noc.



Rankiem w dzień uroczystości ubijam śmietanę, gdy jest juz sztywna zmniejszam obroty i dosypuję cukier puder. Następnie dokładam po łyżce mascarpone i ucieram na wolnych obrotach, aż powstanie gładki krem. Najpierw smaruję wierzch tortu, potem lekko obsmarowuje boki, a następnie ozdabiam wedle uznania. Wersja z wyciskanymi kwiatuszkami z kremu wydała mi się urocza.


poniedziałek, 19 listopada 2012

Tort Ninjago - dekoracja

A teraz rodzice dziewczynek wzruszają nieuważnie ramionami, natomiast autorzy męskiej progenitury zaczynają się zastanawiać, czy by czegoś takiego nie zaplanować na najbliższe urodziny.

Chyba, że te ludziki lego stały się już u Was w domu niemodne.

Lukru plastycznego używałam już kilka razy i muszę przyznać, że możliwości są spektakularne, nawet dla takiej posiadaczki dwóch lewych rąk i beztalencia artystycznego jak ja.  Szukałam czegoś prostego, acz przyciągającego wzrok siedmiolatka. I chyba trafiłam.

Anka

Składniki:

  • tort o średnicy ok. 22 cm
  • ½ kg niebieskiego lukru plastycznego (czerwonego, zielonego…)
  • ¼ kg żółtego lukru plastycznego
  • odrobina czarnego lukru plastycznego
  • biały pisak do tortów (przyda się później do pierniczków)


Sposób przygotowania:

Gotowy tort schładzamy w lodówce. Ważne, by wziąć raczej twardszy krem (na pewno bita śmietana nie jest najlepszym pomysłem, ale już zmieszana z duża ilością mascarpone i np. serkiem kremowym jest ok). Krem musi być gładko rozprowadzony na torcie.

Posypuję stolnicę cukrem pudrem i rozwałkowuję żółty lukier. Układam pierwszą warstwę na górze tortu. Tak jak w przypadku kruchego ciasta, można się wspomóc folią spożywczą przy rozwałkowywaniu.

To było proste. Teraz zaczynają się schody. Rozwałkowuję niebieski lukier, tak by przykrył cały tort łącznie z bokami. Wycinam prostokątny otwór, w którym będą oczy.

Teraz najtrudniejsze zadanie, czyli narzucenie rozwałkowanej płachty lukru plastycznego na tort. Im będzie grubsza, tym łatwiej to zrobić, ale ponieważ nie lubię smaku lukru, to staram się rozwałkowywać jak najcieniej. Inna sprawa, że większość dzieci go lubi, więc generalnie nie ma problemu.

Kiedy już udało mi się w miarę wygładzić powierzchnię tortu i ułożyć fałdy, nożem wycinam z rozwałkowanego czarnego lukru brwi i oczy. Kładę na torcie i pisakiem (lub zwykłym lukrem z cukru pudru i wody) kończę oczy.

I jeszcze jedna uwaga: można się zastanowić nad większą ilością kolorowego lukru plastycznego. Pół kilograma niebieskiego lukru, który miałam, trzeba było rozwałkować cienko i rwał się przy nakładaniu na tort.
Może rozsądniej byłoby kupić czerwony i zużyć resztę do świątecznych wypieków.

Lukier plastyczny kupuję w sklepach internetowych.

środa, 29 lutego 2012

Tort z kawową bitą śmietaną

W tym roku, pierwszy raz od wielu lat, upiekłam tort na swoje urodziny. Torcik właściwie, bo był malutki, na jedną małą imprezkę, w tortownicy o średnicy dna 16 cm. Polecam go, bo to naprawdę szybki przysmak, najbardziej czasochłonne jest ciasto, które trzeba upiec, ale zrobiłam je poprzedniego dnia, a po południu przed przyjściem gości ubiłam śmietanę, przełożyłam warstwy, udekorowałam i voila!

Chuda



Składniki:

ciasto:
  • 4 jajka
  • 4 łyżki mąki
  • 4 łyżki cukru
  • szczypta soli
poncz:
  • 1/3 szklanki przegotowanej ostudzonej wody
  • łyżka cukru
  • sok z połówki cytryny
  • 1 łyżka spirytusu
krem:
  • 500 ml śmietany kremówki 30%
  • 250 g serka mascarpone
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 1 kopiata łyżeczka kawy rozpuszczalnej

Sposób przygotowania:

Jajka wyjmuję prosto z lodówki. Oddzielam żółtka od białek, do białek dodaję szczyptę soli i ubijam je, aż powstanie sztywna piana. Zmniejszam obroty miksera i dodaję po łyżce cukier, a na końcu po jednym żółtku. Wyłączam robot i delikatnie łyżką mieszam pianę z mąką.

Dno tortownicy wykładam papierem do pieczenia, wlewam do niej ciasto. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni, piekę ok. 40 minut. Sprawdzam patyczkiem, jeśli nie obiera się ciastem, jest gotowy. Po upieczeniu wyjmuję z piekarnika i studzę.

Przygotowuję poncz: do wody dodaję cukier, mieszam do rozpuszczenia, następnie wlewam sok z cytryny i spirytus. Biszkopt kroję na trzy równe części. Potrzebny będzie szeroki ostry nóż i dobre oko. Kładę pierwszy blat na paterze, na której tort zostanie podany (zazwyczaj na spód daję górną część tortu, a dolną, najbardziej równą, zostawiam na wierzch), lekko ponczuję, szczególnie na brzegach.

Kawę rozpuszczam w odrobinie wody, dosłownie kilka kropli, byle się rozpuściła. Grudki rozcieram łyżeczką.

Ubijam śmietanę – przed ubijaniem musi być dobrze schłodzona, dla pewności wkładam ją do lodówki dzieńw cześniej. Ubijanie na najwyższych obrotach trwa dosłownie trzy minuty, trzeba jej pilnować jak gotującego się mleka, bo za długo ubijana zmienia się w masło. Kiedy śmietana jest już sztywna, zmniejszam obroty i wsypuję cukier, a następnie po łyżce dokładam mascarpone.Na końcu wlewam rozpuszczoną kawę i na wolnych obrotach robot miesza ją z kremem.

Wykładam krem na naponczowany blat, nakładam drugi, ponczuję go delikatnie, znów warstwa kremu i trzeci blat. Ponczuję ostatni blat i smaruję wierzch i boki tortu pozostałym kremem. Dekoruję przy pomocy ozdobnej szprycy, roztopionej czekolady i wisienek własnej roboty.

Wkładam do lodówki, żeby się schłodził przed podaniem.

I sto lat niech żyję Wam ;-)

poniedziałek, 13 lutego 2012

Tort makowy z kremem czekoladowym i konfiturą wiśniową


Już od dawna ostrzyłam sobie zęby na jakiś tort makowy, a nowiuteńka maszynka do mielenia sprawiła, że tylko czekałam na okazję.
Walentynki?
Może być tort Walentynkowy.
Zresztą moje dzieci przyjęły pomysł z entuzjazmem, szczególnie córka, która za kremem czekoladowym poszłaby na kraniec świata. I nawet nie przeszkadza jej fakt, że podczas jedzenia musi skrzętnie omijać makowe ciasto, którego przecież nie lubi.
Natomiast opowieści o usypiającym wpływie maku na dzieci można spokojnie włożyć między bajki. Dowiedzione empirycznie.

Przepis na ciasto (odrobinę zmodyfikowany) pochodzi z książki „Szkoła gotowania Marka Łebkowskiego”, którą zresztą bardzo polecam, zarówno początkującym kucharzom, jak i starym wygom.

I jeszcze jedno: przygotowałam krem czekoladowy, bo wiedziałam, że dzieci się bardziej ucieszą, ale dla siebie pewnie zmieszałabym tylko mascarpone z bitą śmietaną. Można też dodać białą czekoladę, ale raczej tylko 100 gramów, bo krem i tak wyjdzie słodki.

Anka

Składniki:
(tortownica 24 cm)

ciasto:
  • 200 g maku
  • 6 jajek
  • 80 g cukru pudru
  • 2 łyżki mąki
  • 4 okrągłe biszkopty
  • 1 łyżka płynnego miodu
krem:
  • 250 g śmietanki kremówki
  • 250 g mascarpone
  • 200 g gorzkiej czekolady
  • 2-3 łyżeczki cukru pudru (wg uznania)
dodatkowo:
  • konfitura wiśniowa
  • wiśniówka
  • dekoracja: kandyzowane wiśnie, dekoracje z czekolady, kolorowy cukier, migdały, itp.

Sposób przygotowania:

ciasto:

Mak dokładnie płuczę w zimnej wodzie, odcedzam. Zalewam wrzącą wodą i gotuję na małym ogniu około 30 minut. Dokładnie odsączam (bardzo ważne) i mielę.
Biszkopty również przepuszczam przez maszynkę lub kruszę na proszek.

Oddzielam żółtka od białek. Żółtka miksuję z cukrem pudrem, aż zbieleją i zgęstnieją. Cały czas ucierając dodaję stopniowo mak, biszkopty oraz mąkę (konsystencja wydała mi się zbyt płynna i dlatego dodałam mąkę). Wlewam miód.

Białka ubijam na sztywną pianę. Łopatką mieszam z resztą masy.

Formę wykładam papierem do pieczenia. Nakładam ciasto i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 50 minut. Wyjmuję, studzę. Najpierw zostawiam ciasto w foremce, dopiero gdy trochę przestygnie wykładam na kratkę.

krem:

Czekoladę (najlepiej z 1-2 łyżkami masła) rozpuszczam w mikrofalówce lub w kąpieli wodnej. Masło przydaje się szczególnie w mikrofalówce, bo łatwiej wtedy rozmieszać powstałą masę i uniknąć przypalenia czekolady.

Śmietankę ubijam na sztywno, dodaję cukier puder.

Do roztopionej i przestudzonej czekolady dodaję stopniowo mascarpone, miksuję. Na koniec mieszam wszystko z ubitą śmietanką.

I teraz kwestia wiśni: ponieważ tort jedzą moje bardzo nieletnie dzieci, więc z bólem serca rezygnuję z dodatku alkoholu, chociaż moim zdaniem torty z kremem najlepsze są z dodatkiem wysokich procentów. Czasami robię połowę ciasta dla dzieci, połowę dla dorosłych, ale trochę za dużo przy tym zabawy.
Jeśli nie macie nic przeciwko wiśniówce w Waszym deserze, to bardzo polecam zakup dobrej konfitury i zalanie wiśni sporą ilością wiśniówki. Owoce posłużą do przełożenia, a powstały płyn (po ewentualnym uzupełnieniu wodą, cukrem, sokiem z cytryny – wedle uznania) świetnie nada się do nasączenia tortu. Chociaż makowe ciasto jest dość wilgotne i całkiem nieźle sobie radzi bez nasączania.
A tak przy okazji: najprostszy poncz to woda zmieszana z sokiem z cytryny, cukrem i wódką (lub spirytusem lub innym alkoholem).

tort:

Przekrawam ciasto na pół.
Jeśli przygotowałam poncz, nasączam obydwa blaty.
Na dolnym blacie ciasta rozkładam wiśnie z konfitury, na tym rozsmarowuję około 1/3-1/2 kremu. Przykrywam drugim blatem i smaruję górę oraz boki pozostałym kremem.
Dekoruję.

czwartek, 28 lipca 2011

Torcik na zimno (śmietankowo-galaretkowy)

Tak jak nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki, tak samo nie udała mi się sztuka dokładnego powtórzenia tego deseru. Galaretki mają różne kolory, wodę i śmietankę wlewam według uznania, a i owoce się zmieniają.
Reasumując: ten torcik można zrobić na mnóstwo sposobów, ale tym razem oprę się pokusie i nie będę wymieniała wszelkich możliwych wariantów, tylko napiszę dokładnie  jak było. A wy nie trzymajcie się niewolniczo receptury.

Choć przyznam, przychodzi mi to z trudem. Bo jak tu nie napisać, że do nektarynek świetnie pasowałyby borówki, a pomarańczowe galaretki przydałyby się dwie? ;)

Torcik robiłam z okazji przyjazdu bardzo nieletniego gościa. Sądząc po umytej już dawno formie stojącej na ociekaczu, deser spotkał się z uznaniem dzieci. A to wcale nie takie częste.

Anka


Składniki:
(na tortownicę ok. 24 cm)
  • paczka okrągłych biszkoptów
  • 4 galaretki (2 czerwone, 1 pomarańczowa i 1 żółta)
  • 500 ml śmietanki 30%
  • 3-4 nektarynki

Sposób przygotowania:

Przygotowuję galaretki, każdy kolor w oddzielnej miseczce używając połowy ilości wody podanej na opakowaniu. Studzę.

Tortownicę wykładam folią aluminiową lub spożywczą (przynajmniej dół). Na dnie układam warstwę biszkoptów.

Miskę z czerwoną galaretką wstawiam do naczynia z zimną wodą.

Kremówkę ubijam na sztywno. Gdy czerwona galaretka zacznie tężeć, mieszam delikatnie trzepaczką balonową z połową ubitej śmietanki, wykładam na biszkopty i wstawiam do lodówki.

Gdy dolna warstwa stężeje, mieszam żółtą galaretkę z resztą śmietanki i przelewam do formy.

Nektarynki kroję na półplasterki i układam na gotowych śmietanowo-galaretkowych warstwach, zalewam pomarańczową galaretką i odstawiam do schłodzenia.

Kroję ciepłym nożem.

niedziela, 24 lipca 2011

Tort orzechowo-kokosowy z masą kawową

Kiedy Piotruś oznajmił, że chciałby na urodziny tort w kształcie przedłużacza, lekko się zachwiałam. Zupełnie nie wiem dlaczego, wszak można było się spodziewać nietypowego pomysłu po dziecku, które na bal karnawałowy chciało być przebrane a to za słupek, który stoi, a to za rynnę, z której kapie, a od dłuższego czasu fascynują go kable, kabelki i różnej maści osprzęt elektryczny. Kiedyś pojechał z tatą do Castoramy po przedłużacz, spędził w dziale elektrycznym jakieś pół godziny, wybierając z wypiekami na twarzy. Przez dwa miesiące z zachwytem wspominał tamte chwile.

Dość szybko otrząsnęłam się z szoku i zabrałam do roboty. Opracowałam koncepcję, zamówiłam lukier plastyczny i czekałam na urodziny. Ciasto upiekłam w przeddzień imprezy rano, wieczorem zrobiłam krem i przełożyłam ciasto, a wczesnym rankiem następnego dnia zabrałam się za dekorowanie. Pani w tortownia.pl, gdzie kupiłam lukier, zapewniała mnie, że spokojnie mogę zrobić dekorację wieczorem i wstawić tort do lodówki, ale podejrzewam, że zamiast spać w nocy, wstawałabym co chwilę i sprawdzała, czy lukier nie spływa.

Tort upiekłam w brytfance o wymiarach dna 21x37 cm. Ponieważ miał być długi i wąski, przekroiłam upieczone placki wzdłuż i zrobiłam dwa torty:  jeden przedłużacz z jasną masą, drugi z myślą o dorosłych z masą kawową, o wyglądzie tradycyjnym: brzegi posmarowałam masą, obsypałam krokantem orzechowym, a wierzch polałam polewą. Obie wersje były doskonałe. Niestety w ferworze imprezy nie zrobiłam żadnego zdjęcia wnętrza ciasta, ale myślę, że mi to wybaczycie.


Chuda


Składniki:

ciasto kokosowe:
  • 6 białek
  • 250 g wiórek kokosowych
  • 250 g cukru
ciasto orzechowe:
  • 9 jajek
  • 250 g orzechów włoskich
  • 250 g cukru
  • 80 g bułki tartej
krem:
  • 2,5 szklanki mleka
  • 5 łyżek cukru
  • 5 kopiatych łyżeczek mąki ziemniaczanej
  • 6 żółtek
  • cukier wanilinowy
  • 500 g masła
  • 2 czubate łyżeczki kawy rozpuszczalnej
poncz:
  • 0,5 szklanki przegotowanej wody
  • 2 łyżki cukru
  • sok z połówki cytryny
do dekoracji:
  • 100 g masła
  • ok. 5-6 łyżek cukru pudru
  • lukier plastyczny – na tort widoczny na zdjęciu zużyłam 900 g gotowego lukru
Sposób przygotowania:

Najpierw piekę bezę kokosową: ubijam sztywną pianę z białek, dosypuję po łyżce cukru, ubijam dalej. Wyłączam robot, wsypuję wiórka kokosowe i mieszam delikatnie łyżką. Formę wykładam papierem do pieczenia, wylewam pianę z kokosem, wkładam do piekarnika nagrzanego do temp. 180 stopni program góra-dół i piekę ok. 25 minut – z wierzchu ma być zarumienione.

Kiedy ciasto kokosowe jest w piecu, mielę orzechy, a mój nieoceniony robot kuchenny ubija pianę z białek. Do sztywnej piany wsypuję po łyżce cukier, ubijam dalej, następnie wrzucam po jednym żółtku. Orzechy mieszam z bułką tartą. Wsypuję je do piany z żółtkami, mieszam delikatnie łyżką. Wyjmuję z piekarnika blat kokosowy, delikatnie przekładam razem z papierem na deskę.

Wylewam ciasto orzechowe na brytfankę wyłożoną świeżym papierem do pieczenia, piekę ok. 40 minut w temp. 180 stopni góra-dół.

Kiedy ciasto się studzi, biorę się za krem. Z mleka odlewam niepełną szklankę, wsypuję do niej mąkę ziemniaczaną i wrzucam żółtka. Dokładnie mieszam. Resztę mleka z cukrem i cukrem wanilinowym stawiam na ogniu i doprowadzam do wrzenia. Wlewam rozrobiony budyń i mieszam cały czas, żeby nie powstały grudki. Kiedy na powierzchni zaczynają ukazywać się pęcherzyki powietrza, zdejmuję z ognia i odstawiam do ostygnięcia.

Kiedy krem budyniowy jest już zimny, ciasto takoż, można przystąpić do ucierania masy. Miękkie masło wrzucam do malaksera i ucieram na wolnych obrotach ok. pół godziny. Co jakiś czas ściągam masło z brzegów miski i dalej ucieram. Im dłuższy czas ucierania, tym bardziej puszysta masa. Kiedy masło jest już utarte do białości, dokładam po łyżce budyń i ucieram razem.

Bezę kokosową kroję tylko wzdłuż, a blat orzechowy przekrawam w poprzek na dwie części i wzdłuż.

Najpierw przekładam tort-przedłużacz. Potrzebowałam pod niego wąską, sztywną podkładkę, a że nie zdobyłam gotowej, zrobiłam ją z kawałka tektury z pudełka i grubego, złotego papieru. Na spód kładę górną część blatu orzechowego, dolną zostawiam na górę tortu, bo jest bardziej równa. Delikatnie ponczuję blat i wykładam na niego część masy. Przy dekoracjach z lukrem plastycznym trzeba pamiętać, aby nie stykał się on z masą budyniową, bo może spłynąć, zatem nakładając kolejne warstwy masy, zostawiam puste brzegi, aby do dociśnięciu blatu masa rozłożyła się równomiernie, a nie wypłynęła po bokach.

Na masę nakładam bezę kokosową, ponczuję delikatnie, nakładam kolejną część masy i przykrywam blatem kokosowym. Delikatnie ponczuję z wierzchu i wkładam do lodówki na noc.

Tymczasem biorę na tapetę drugą część tortu: kawę rozpuszczalną zalewam łyżeczką wody, dokładnie mieszam, wlewam do pozostałej masy i ucieram przez chwilę na wolnych obrotach. Na spód kładę górną część blatu orzechowego, na to 1/3 masy, przykrywam bezą kokosową, znowu 1/3 masy i na wierzch druga część blatu orzechowego. Obsmarowuję boki tortu resztą masy, obsypuję krokantem orzechowym (można też użyć kokosu albo płatków migdałowych). Wierzch polewam polewą (użyłam gotowej z torebki, którą wstawia się do gorącej wody). Wstawiam do lodówki i jest gotowy.

O poranku w dniu imprezy utarłam pół kostki masła z cukrem pudrem. Cukier wsypuję po łyżce i uczciwie się przyznam, że nie pamiętam, czy to rzeczywiście było 5-6 łyżek. Była 6.00 rano, chciałam zrobić dekorację, zanim wstaną moje kochane, chętne do pomocy dzieci, ucieranie było monotonne... Przestałam dosypywać cukier, kiedy masa była już słodka jak ulepek.

Wyjmuję tort z lodówki. Tam, gdzie wystaje choćby odrobina masy budyniowej, wstawiam kawałki herbatnika, dręczona obsesją spłynięcia lukru. Cienką warstwą masy cukrowej obsmarowuję wierzch i boki tortu.

Wyjmuję lukier plastyczny z opakowania, przez chwilę ugniatam je razem, by nabrał elastyczności. Zachwycił mnie w dotyku: jest jak najdelikatniejsza ciastolina :-)  Następnie rozwałkowuję go na grubość 4-5 mm. Miałam pod ręką cukier puder, ale nie był potrzebny, lukier nie kleił się nic a nic. Omiatam okruszki z podstawki, na której leży tort, na wałku przenoszę lukier na ciasto. Plastikową łopatką delikatnie wygładzam lukier na cieście, odcinam nadmiar na dole.

Elementy widoczne na zdjęciu (pstryczek, gniazdka oraz kabel z wtyczką) formuję i przyklejam używając zwykłego białka: cieniutkim pędzelkiem smaruję miejsca łączenia.

Gotowy tort wstawiam do lodówki.

Najfajniejsze było to, kiedy na przyjęciu wszystkie dzieci po kolei próbowały naciskać przełącznik :-) Ostatecznie dostał się Jubilatowi.

piątek, 1 lipca 2011

Tort migdałowy z kremem kawowym i mango

Lato przyszło i jak to zwykle bywa, mniej czasu spędzam na przygotowywaniu przepisów na Chochelki, więc częstotliwość wpisów w wakacje może być mniejsza. 
Dzisiaj jest na tyle chłodno, że postanowiłam wreszcie wstawić zaległy tort urodzinowy. Wiem, wiem, brak w nim jakichkolwiek świeżych owoców, ale kiedy go robiłam, sezon na truskawki jeszcze się nie zaczął. Poza tym teraz kilogram czereśni dziennie wystarcza mi w zupełności (jeśli mam wymienić owoce, których naprawdę nie mogę sobie odmówić, to są to właśnie czereśnie).

Większość moich tortów to różne wariacje na temat bitej śmietany, mascarpone i leciutkiego biszkoptu, tym razem jednak miałam w pamięci słowa męża, który wyznał kiedyś, że lubi smak kawy w ciastach.

Skoro tak, to nie ma problemu – zrobiłam tort migdałowy z kremem kawowym. I wyjątkowo użyłam do tego kremu żółtek i masła.

Krem wyszedł pyszny, ze względu na dzieci kawy używałam dość oszczędnie, Wy możecie dolać więcej.

Czegoś jednak mi brakowało, najlepiej jakiegoś owocu.
Pogrzebałam na półce z puszkami i znalazłam mango w zalewie. Bingo!

Tort jest słodki. To jedno z najsłodszych ciast, jakie w ogóle robiłam, bo ja zazwyczaj ograniczam ilość cukru. Muszę przyznać, że takie rozwiązanie ma pewne plusy, deser jest pyszny, a przy tym wcale nie da się go zjeść zbyt dużo.

A ciasto upieczone na samych migdałach – rewelacja. Robiłam już coś podobnego, w dodatku z czekoladą, więc spodziewałam się, że będzie nieźle smakowało. Większość przepisów podaje, by migdały drobno zmielić, ale ja wolę spore kawałki.

Jeśli chodzi o przepis na ciasto, to wzorowałam się na recepturze znalezionej w książce „Kuchnia Neli”.

Anka


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 22 cm)

ciasto:
  • 5 jajek
  • 150 g mielonych migdałów
  • 150 g drobnego cukru
  • 1 łyżka amaretto (niekoniecznie)

krem:
  • 4 żółtka
  • ½ szklanki drobnego cukru
  • 3-4 łyżki mocnej kawy
  • 1 łyżeczka kakao
  • 200 g miękkiego masła
  • ewentualnie: ekstrakt lub cukier waniliowy

dodatkowo:
  • puszka mango w zalewie (lub świeże mango)
  • starta czekolada do posypania

Sposób przygotowania:

Ciasto:

Oddzielam żółtka od białek. Żółtka miksuję z cukrem przez kilka minut aż zgęstnieją, dolewam amaretto, miksuję. Dodaję migdały, mieszam. Ubijam pianę z białek, delikatnie łączę z resztą masy.

Tortownicę wykładam papierem do pieczenia. Wlewam masę i wkładam do piekarnika nagrzanego do 190 stopni na około 35 minut.

Krem:

Żółtka z cukrem ubijam na parze aż zgęstnieją (dno miski z masą nie może dotykać wody w garnku). Cały czas ucierając, dodaję stopniowo kawę (u mnie była zaparzona w kafetierze). Wsypuję przesiane kakao, mieszam.

Zestawiam miskę z garnka z wodą i dalej ubijam. Stopniowo dodaję masło, każdą kolejną kostkę dopiero, gdy poprzednia się wchłonie.

Krem, gdy zastygnie jest dość twardy, więc lepiej smarować ciasto zanim wstawi się do lodówki.

Ciasto przekrawam na pół. Dodatkowo nasączam, tym razem zmieszałam zalewę z mango z sokiem z cytryny i wodą. Można dosłodzić, jeśli będzie potrzeba.
Nasączanie tego ciasta w ogóle nie jest konieczne, ale ja lubię mokre torty. Świetnie pasowałby mi tu świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy i na przykład mandarynki do przełożenia, ale jak już pisałam, u mnie w szafce znalazłam tego dnia wyłącznie puszkę mango.

Na dolnym płacie ciasta rozkładam pokrojone w paski mango, rozsmarowuję około jednej trzeciej kremu, przykrywam drugim krążkiem. Wierzch i boki posypuję startą czekoladą.

Zamiast mango można oczywiście wziąć inne owoce, spróbowałabym chociażby z konfiturą wiśniową, byle nie za słodką.

Smacznego!

piątek, 6 maja 2011

Tort z kremem z białą czekoladą i malinami

Mam dwoje dzieci, więc dwa razy do roku robię trzy torty w ciągu tygodnia.

Pierwszy – w domu. Urodziny wypadają zazwyczaj w dzień powszedni, więc gdy szanowny jubilat lub jubilatka wracają z przedszkola, na stole czeka tort, po czym świeczki zostają zdmuchnięte, a gromkie „Sto lat” odśpiewane.

Drugi – w przedszkolu. I jakoś tak wychodzi, że rzadko jest to ten sam dzień, w którym jest pierwszy tort. Tu muszę przyznać, że czuję presję i zdarzyło mi się raz zamówić gotowy wypiek, który spotkał się z entuzjazmem syna, bo był w kształcie piłki.
Mój entuzjazm powściągnęłam bez trudu ze względu na cenę.

I wreszcie trzeci – na imprezę rodzinną. Osób wychodzi sporo, dodatkowo też trzeba ludzi nakarmić, więc nie bawię się w skomplikowane działania kulinarne, tylko idę po najmniejszej linii oporu i stosuję sprawdzone rozwiązania. Biszkopt genueński według przepisu Roux jeszcze nigdy mnie nie zawiódł i chyba nie wrócę już do biszkoptów tradycyjnych – dodatek odrobiny masła sprawia, że ciasto jest bardziej wilgotne i pysznie smakuje, ale ja jestem miłośniczką biszkoptów w ogólności. Najlepiej mocno nasączonych alkoholem.

No właśnie, alkoholu nie podaję nieletnim, dlatego robię oszukany poncz i nie dodaję żadnych procentów. Wymyśliłam napój cytrynowo-herbaciany, mi bardzo smakuje, ale się przy nim nie upieram i rozumiem, jeśli ktoś nasączy zupełnie inaczej albo wcale. Ponieważ jednak lubię mokre ciasto, to nie potrafię się obejść bez ponczu.
Za to biszkopty kakaowe z lubością skrapiam świeżo wyciśniętym sokiem z pomarańczy.

No i wreszcie krem. W tym przypadku już dawno temu stwierdziłam, że najbardziej na świecie lubię wszelkie wariacje na temat bitej śmietany z mascarpone. Tym razem z białą czekoladą, a żeby nie było zbyt nudno – dodałam warstwę malin. Najlepiej, żeby nie były zbyt słodkie, można zrobić samemu z gotowych malin z cukrem i sokiem z cytryny, ale po pierwsze to nie sezon, a po drugie z konfiturą jest szybciej.

Cały tort można obsypać dodatkowo wiórkami kokosowymi (co zrobiłam za drugim razem) lub startą białą czekoladą.

Jakiś czas temu bawiłam się z gotowym lukrem plastycznym i rzeczywiście, efekt jest wart zachodu, ale są dwa minusy: taki lukier jest drogi (a samej nie chce mi się robić i nie wiem czy umiem), a poza tym, moim skromnym zdaniem, smakuje okropnie. Dzieci oczywiście wyjadały go z wielką radością, ale to nie pierwszy raz, gdy się różnimy jeśli chodzi o gust kulinarny.

Podane proporcje wystarczają na mały torcik o średnicy 20 centymetrów – w sam raz dla naszej czteroosobowej rodziny. Na większe imprezy robię w tortownicy 26 centymetrów z półtorej porcji.

Anka


Składniki:

biszkopt:
  • 4 jajka
  • 130 g mąki
  • 130 g drobnego cukru
  • 30 g roztopionego masła
krem:
  • 400 g śmietanki 30%
  • 250 g mascarpone
  • 100 g białej czekolady
  • ewentualnie: 1 łyżka cukru pudru
  • słoiczek konfitury malinowej
do nasączenia:
  • ½ szklanki słabej herbaty
  • sok z połowy dużej cytryny (lub więcej)
  • cukier
  • ewentualnie: kilka kropli ekstraktu waniliowego

Sposób przygotowania:

Przygotowuję biszkopt.

Roztapiam masło i odstawiam do wystygnięcia.

Smaruję masłem tortownicę o średnicy 20 cm i lekko oprószam mąką lub wykładam papierem do pieczenia. Włączam piekarnik i ustawiam 190 stopni (góra dół).

Jajka ubijam z cukrem przez około 10 minut, tak by masa zmieniła kolor i powoli spływała z mieszadeł lub trzepaczki.

Wsypuję przesianą mąkę i delikatnie mieszam masę. Na koniec dodaję roztopione i wystudzone masło, mieszam. Wlewam ciasto do formy.

Piekę około pół godziny. Studzę na kratce.

Konfiturę malinową podgrzewam chwilę w mikrofali, przecieram przez sitko. Moje dzieci pestki malin kłują w zęby.

Białą czekoladę rozpuszczam w kąpieli wodnej lub kuchence mikrofalowej, studzę.

Śmietankę ubijam, na koniec dodaję łyżkę cukru pudru – z cukru można zrezygnować, biała czekolada i tak dosłodzi krem.

Do mascarpone wlewam stopniowo białą czekoladę, miksuję. Na koniec łączę z ubitą śmietanką.

Herbatę mieszam z cukrem i sokiem z cytryny. Studzę.
Najlepsze torty są nasączane czymkolwiek z alkoholem i jeśli ma to być wersja dla dorosłych, to można po prostu wziąć wodę mineralną z cytryną i cukrem i dodać do tego odrobinę wódki (inne alkohole też się nadają, wybór zależy tylko od upodobań). Ale, jak już pisałam, mój tort jest przeznaczony dla nieletnich.

Biszkopt przekrawam na pół, dokładnie nasączam i smaruję konfiturą dolną warstwę. Na to nakładam mniej więcej jedną trzecią kremu, przykrywam drugim krążkiem. Część kremu do przełożenia można też zmieszać z konfiturą malinową. Wierzch i górę tortu smaruję resztą kremu. Dekoruję (to zawsze najtrudniejsza część pracy i najgorzej mi wychodzi).

Odstawiam do lodówki. Tort jest lepszy po kilku godzinach.


poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Tort czekoladowy z bitą śmietaną

W tym roku trochę zeszłam na psy, jeśli chodzi o torty urodzinowe moich dzieci. W ubiegłym roku na jednym torcie był Zygzak, na drugim cukrowe zwierzaczki, a w tym roku poszłam w repertuar zdobniczy typu u cioci na imieninach. Piotruś miał owocowy torcik według tego przepisu, a dla Michasia upiekłam poniższy, skomponowany przeze mnie. Smaczny był bardzo, choć zaliczyłam jedną wtopę: wymyśliłam, że wierzch udekoruję gęstym kremem toffi, który okazał się za rzadki i w pięć minut wsiąkł w górną warstwę tortu. Mąż co prawda twierdzi, że dało to fajny efekt ponczu, ale ja tam dziękuję za taki nieplanowany poncz.

Porcja na tortownicę o średnicy dna 22 cm – bo mam nową tortownicę. Stara zaczęła rdzewieć, więc się rozstałyśmy po ponad dziesięciu wspólnych latach; byłyśmy razem w wielu kuchniach i upiekłyśmy wiele wspaniałych ciast, pomogła mi trafić do serca aktualnego męża, ale wszystko się kiedyś kończy...

No dobra, dość tych sentymentów, do roboty! :)

Przepis bierze udział w akcji Festiwal mascarpone


Składniki:

biszkopt czekoladowy:
6 jajek
6 kopiatych łyżek cukru
5 kopiatych łyżek mąki
1 mniej kopiata łyżka kakao

krem:
500 ml śmietany kremówki (30% lub nawet lepiej 36)
500 g serka mascarpone
4 łyżki cukru pudru

poncz:
0,5 filiżanki przegotowanej wody
1 kopiata łyżka cukru
1 łyżka spirytusu

do dekoracji:
krokant orzechowy
rozpuszczona czekolada
lub co wyobraźnia Wam podpowie

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Zaczynam od biszkoptu. Białka oddzielam od żółtek, ubijam białka na sztywną pianę, następnie dodaję po łyżce cukier i nadal ubijając, na mniejszych obrotach, wsypuję cukier (w tym akurat przypadku cukier wsypywał Piotruś). Następnie zmniejszam obroty i wlewam po jednym żółtku.

Mąkę przesiewam przez sito (Piotruś przesiewał, hojnie oprószając mąką całą kuchnię), do tej samej miski przesiewam kakao i mieszam z mąką. Po łyżce wsypuję do ubitych jajek i delikatnie mieszam łyżką w jedną stronę.

Wylewam na tortownicę, której dno wyłożyłam wcześniej papierem do pieczenia i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Piekę 45 minut na termoobiegu. Po upływie czasu pieczenia wbijam w środek wykałaczkę: jeśli nie oblepia się ciastem, można wyłączyć piec. Zostawiam biszkopt w piecu jeszcze na kilka minut i wyjmuję.

Kiedy biszkopt dobrze ostygnie (na przykład następnego dnia), przecinam go na trzy części. Każdą ponczuję delikatnie, szczególną uwagę poświęcając brzegom każdego krążka. Ponczuję z czystym sumieniem, bo moje dzieci nie jedzą swoich tortów, służą one wyłącznie do zachwycania się („Mój torcik! Patrz! Mój torcik! Dla mnie!”) i zdmuchiwania świeczek.

Przygotowuję krem: w malakserze ubijam śmietanę na puch, dodaję po łyżce mascarpone, ubijam razem, pod koniec dosładzam do smaku.

Krem dzielę na trzy części. Pierwszą wykładam na pierwszą warstwę ciasta, drugą na drugą, przykrywam trzecim krążkiem, a pozostałą częścią smaruję boki i wierzch tortu. Według pierwotnej koncepcji na wierzchu miała być gęsta masa toffi, fantazyjnie pofalowana nożem z ząbkami, ale trudno.

Boki i górny brzeg tortu obsypuję krokantem i wstawiam go do lodówki.

Czekoladę rozpuszczam w wodnej kąpieli. Zazwyczaj biorę pół tabliczki gorzkiej, tym razem wzięłam wielkanocnego zajączka na granicy terminu przydatności do spożycia, brutalnie odarłam go ze sreberka i pokruszyłam do filiżanki, ustawionej w rondelku z gotującą się wodą. Dodałam dwie łyżki mleka, dobrze wymieszałam i uzyskałam idealną konsystencję polewy.

Płynną czekoladę nabieram na łyżeczkę i jak najcieńszymi strumyczkami polewam boki i wierzch tortu. Wstawiam z powrotem do lodówki, wyjmuję dopiero przed podaniem.

Tort znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

poniedziałek, 26 lipca 2010

Tort malinowy

Tort upiekłam w sobotę i zostało po nim ledwie wspomnienie. Za to bardzo przyjemne.

I różowe.

No cóż, od czasu do czasu w naszym życiu potrzeba odrobiny kiczu. Różowy kolor świetnie pasował do deszczowego popołudnia. A że przedtem znajomi zaserwowali doskonałą pizzę, to i humory wszystkim dopisywały.

Ten letni, malinowy torcik dedykuję w dniu ich święta wszystkim Annom.
Wszystkiego najlepszego Imienniczki! :)

Przepis bierze udział w akcji Na zdrowie! Maliny!


Anka 



Składniki:
(tortownica 20 cm)

biszkopt:
4 jajka
130 g mąki
130 g drobnego cukru
30 g stopionego masła
masło do posmarowania formy

krem:
300 ml śmietanki kremówki
250 g mascarpone
1-2 łyżki cukru pudru
ok. 3/4 szklanki musu malinowego *
1 czubata łyżeczka żelatyny

owoce do dekoracji

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Formę o średnicy 20 cm smaruję masłem i wysypuję mąka. Włączam piekarnik na 190 stopni (góra dół).

Przesiewam mąkę. Masło roztapiam i odstawiam do przestudzenia.
Jajka mieszam z cukrem i miksuję przez około 10 minut na gładką, białą masę, która będzie powoli spływała z mieszadeł.
Do masy jajecznej wsypuję mąkę i delikatnie mieszam łopatką. Na koniec dodaję masło i znowu mieszam.
Wylewam masę do formy i wstawiam do piekarnika na pół godziny.

Wyjmuję i studzę na kratce.

Teraz krem. Najpierw rozpuszczam żelatynę w odrobinie gorącej wody (3 łyżki) i odstawiam do przestygnięcia.

Ubijam na sztywno śmietankę. Mascarpone mieszam łopatką z cukrem pudrem, dodaję bitą śmietanę i znowu mieszam. (Jeśli ktoś woli słodsze kremy, to można dodać jeszcze trochę cukru pudru).

Przestudzoną żelatynę mieszam z musem malinowym, dodaję do mascarpone i śmietanki, mieszam. Ostawiam do lodówki.

Wystudzony biszkopt przekrawam na pół. Smaruję częścią kremu, przykrywam drugą połową ciasta. Do środka można dać trochę świeżych malin lub innych owoców, np. czarne porzeczki, borówki, jeżyny.

Smaruję tort po wierzchu kremem i dekoruję świeżymi owocami. Schładzam w lodówce.

* Mus malinowy można zrobić (tak jak w tym przepisie) zagotowując 400 g malin, sok z połowy cytryny i około pół szklanki drobnego cukru, potem zmiksować i przetrzeć przez sito. Z mrożonych też wyjdzie.

piątek, 4 czerwca 2010

Puszysty jak obłoczek tort z truskawkami, galaretką, bitą śmietaną i mascarpone

Powiem Wam szczerze, że nie rozumiem, o co chodzi z tymi kaloriami. Mogę uwierzyć, że jest ich pełno w chrupiącym, lekko ociekającym tłuszczem kotlecie, ale żeby bita śmietana była kaloryczna?? Przecież to leciutka, rozpływająca się w ustach pianka!...

A może to jakiś spisek? Bo czy ktoś w ogóle kiedykolwiek widział kalorię?? Cóż, jeśli to międzygalaktyczna zmowa na szkodę tej części rodzaju ludzkiego, która kochanego ciałka ma więcej, niż chciałaby, to zdecydowanie jest to największy spisek w dziejach ludzkości! Wszyscy wszystko przeliczają na kalorie, wszyscy podają kalorie, wszyscy wiedzą, ile kto powinien ich pochłaniać. Nawet na opakowaniu niewinnego ciasteczka zbożowego, zdrowego przecież jak nie wiem co, wypisana kaloryczność i do razu człowiek w stresie!


W tej sytuacji nie będę nikomu wmawiać, że po moim torciku ubędzie mu nadmiarów. Mąż, który zjadł cztery porcje za jednym zamachem, westchnął z lubością, że oto nadrobi braki, gdyż wyraźnie jego zdaniem schudł. A wiadomo, że jak mąż chudnie, to wina żony, która nie dba! Wstyd i hańba! Strach pokazać się u teściowej! ;)


To pierwszy sezon od wielu lat, kiedy torty z galaretką i truskawkami będę podawać z innym kremem. Do tej pory co roku piekłam tort z klasyczną masą budyniową, ale bita śmietana z mascarpone zdecydowanie bardziej mi odpowiada, chociażby ze względu na nieporównywalnie krótszy czas przygotowania.


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 23 cm)

biszkopt:
4 jaja
1 szklanka cukru
5 kopiatych łyżek mąki tortowej

krem:
250 g sera mascarpone
250 g lub ml śmietany kremówki (dałam 36%)
2 łyżki cukru pudru

2 galaretki truskawkowe
świeże truskawki
polewa czekoladowa do dekoracji (niekoniecznie)

Sposób przygotowania:

Najpierw piekę biszkopt. Białka oddzielam od żółtek, ubijam robotem na sztywną pianę, dodaję po łyżce cukier, ubijam razem. Dodaję żółtka nadal ubijając, ale na niższych obrotach silnika. Na końcu wsypuję mąkę i mieszam delikatnie.

Ciasto wylewam na tortownicę wyłożoną papierem do pieczenia. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni góra-dół i piekę ok. 40 minut. Po upływie tego czasu w środek ciasta wbijam wykałaczkę: jeśli ciasto nie przylepia się do niej, to znaczy, że jest gotowe.

Kiedy biszkopt stygnie, zabieram się za galaretkę. Zawartość dwóch opakowań wsypuję do garnka i zalewam trzema szklankami wrzącej wody. Odstawiam na bok i niech stygnie oraz tężeje powoli. Truskawki płuczę razem z szypułkami i osuszam na sicie.

Chłodny biszkopt przecinam na pół. Jedną część wkładam do tortownicy, drugą owijam papierem śniadaniowym i odkładam na następny raz. Na biszkopcie w tortownicy układam truskawki i zalewam je mocno tężejącą galaretką – rzadsza wsiąkłaby w biszkopt. Nie przejmujcie się, że nie wyjdzie równo, na wierzch idzie krem śmietankowy, który wszystko wyrówna :)

Torcik w tej postaci wstawiam do lodówki. Zostawiłam go na noc w lodówce i dopiero rano ubijałam krem, ale można oczywiście przygotować go tego samego dnia. Byle zjeść na świeżo, bo jest najlepszy.

W malakserze ubijam śmietanę na puch, dodaję po łyżce mascarpone, ubijam razem, pod koniec dosładzam do smaku (dwie łyżki cukru pudru dla nas były w sam raz, ale to kwestia własnych upodobań). Wykładam śmietankowo-serową masę na galaretkę, dekoruję, schładzam w lodówce.

Delektuję się przy kawie, czego i Państwu życzę :)

środa, 28 kwietnia 2010

Tort czekoladowy

Do opisu tego tortu wystarczyłyby dwa słowa: marzenie czekoladoholika.

Od siebie dodam jeszcze, że jest niezwykle prosty w przygotowaniu i wcale nie trzeba specjalnie kupować kolorowego lukru plastycznego do ozdobienia. Ja musiałam, bo jubilatka jasno określiła jaki ma być kolor urodzinowego tortu ;)




Składniki:

biszkopt:
4 jajka
125 g drobnego cukru
35 g kakao
90 g mąki pszennej tortowej
30 g stopionego masła

krem:
300 ml śmietanki 30%
300 g gorzkiej czekolady

puszka wiśni w syropie

lukier plastyczny ok.250 g
pisak do tortu
cukrowe gwiazdki

Sposób przygotowania:

Przesiewam mąkę i mieszam z kakao

Roztapiam masło i odstawiam do wystygnięcia.

Smaruję masłem tortownicę o średnicy 20 cm i lekko oprószam mąką. Włączam piekarnik i ustawiam 190 stopni (góra dół).

Jajka ubijam z cukrem około 10 minut, tak by masa zmieniła kolor i powoli spływała z mieszadeł lub trzepaczki.

Wsypuję mąkę z kakao i delikatnie mieszam masę. Na koniec dodaję roztopione i wystudzone masło, mieszam. Wlewam ciasto do formy.

Piekę około pół godziny. Studzę na kratce.

Rozpuszczam połamaną na kawałki czekoladę w mikrofali lub kąpieli wodnej. Ubijam śmietanę. Stopniowo dodaję czekoladę do śmietany i delikatnie mieszam, aż powstanie gładki krem. Jeśli komuś taki krem wydaje się zbyt gorzki, to nic nie stoi na przeszkodzie, by do ubitej śmietany dodać trochę cukru pudru.

Biszkopt kroję na pół, nasączam syropem z wiśni (to wersja bezalkoholowa dla dzieci, sok pomarańczowy też będzie dobry) przekładam kremem czekoladowym i odsączonymi i wypestkowanymi wiśniami. Dobrze sprawdziłaby się tu na przykład warstwa konfitury malinowej lub z czarnej porzeczki dla ożywienia smaku. Smaruję kremem górę i boki tortu.

Lukier plastyczny krótko zagniatam, żeby nabrał elastyczności. Rozwałkowuję na cienki placek na blacie wysypanym cukrem pudrem, nakładam na tort i dokładnie wygładzam. Odcinam ostrym nożem wystające brzegi.

Cukrowe gwiazdki przyklejam miodem.

piątek, 19 marca 2010

Zuccotto

Tym razem włoski deser. Po polsku moglibyśmy go nazwać tort-kopuła, bowiem z wyglądu przypomina właśnie kopułę florenckiej katedry. Niektórzy mówią też o podobieństwie do czapki kardynalskiej, ale odniesienie architektoniczne bardziej mi się podoba.
Tak czy inaczej jest po prostu przepiękny.

Biszkopt oczywiście można kupić gotowy, jeśli ktoś nie czuje się na siłach, ale ja polecam Wam przepyszną wersję genueńską z książki pana Roux „Jajka”. Klasyczne biszkopty umiem piec całkiem niezłe (na ubitej pianie z białek), ale chyba przerzucę się na ten opisany poniżej, bo wyszedł naprawdę doskonale.

Natomiast krem zrobiłam na podstawie tego przepisu i to był dobry pomysł, bo wyszedł mi bardzo leciutki, delikatny i pomarańczowy. Trochę rzadki, ale mi to nie przeszkadzało. Polecam.

Następnego dnia po podaniu deseru, o poranku, przyszedł do mnie syn.
- Mamo, mogę to słodkie co jedliśmy wczoraj?
Niestety, tort nie był duży, a my w dodatku mieliśmy gościa, więc już dawno zniknęły nawet okruszki. Szymon był niepocieszony.

To nic, jeszcze trochę i doczekam się świeżych owoców. Wtedy dopiero zrobię zuccotto! Truskawkowe albo malinowe, a może wiśniowe?




Składniki:

biszkopt:
4 jajka
125 g drobnego cukru
35 g kakao
90 g mąki pszennej tortowej
30 g stopionego masła

kilka łyżek likieru pomarańczowego do nasączenia (ze względu na dzieci użyłam soku wyciśniętego z pomarańczy)

krem:
2 żółtka
5-6 łyżek świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
pół łyżeczki startej skórki
60 g drobnego cukru
150 g mascarpone
200 ml śmietanki kremówki
fix do śmietany

Sposób przygotowania:

Przesiewam mąkę i mieszam z kakao. Roux pisze, żeby użyć 50 g kakao i 75 g mąki, ale wolę wersję mniej gorzką, a poza tym podczas pieczenia tego ciasta skończyło mi się kakao.

Roztapiam masło i odstawiam do wystygnięcia.

Dużą prostokątną formę (około 35x25 cm) wykładam papierem do pieczenia. Włączam piekarnik i ustawiam 190 stopni (góra dół).

Jajka ubijam z cukrem. Długo, nawet około dziesięciu minut, tak by masa zmieniła kolor i powoli spływała z mieszadeł lub trzepaczki.

Wsypuję mąkę z kakao i delikatnie mieszam masę. Na koniec dodaję roztopione i wystudzone masło, mieszam.

Piekę około 15 minut i odstawiam do wystudzenia.

Na parze ubijam żółtka z cukrem i 2-3 łyżkami soku z pomarańczy. Znowu zajmuje mi to chwilę, bo mają zmienić kolor i podwoić objętość. Zdejmuję masę z garnka z wodą i dalej ubijam aż przestygnie.

Dodaję mascarpone, startą skórkę i resztę soku z pomarańczy, dokładnie mieszam.

Ubijam kremówkę. Dodaję fix, żeby krem był sztywniejszy, zamiast tego można dodać łyżeczkę żelatyny rozpuszczoną w odrobinie gorącej wody a potem wystudzonej.

Teraz będzie mi potrzebna około półtoralitrowa miska. Wycinam nią kółko z biszkoptu. Wykładam miskę folią spożywczą i resztą ciasta wykładam dno miski. Zazwyczaj ciasto tnie się na dość wąskie paski i układa jeden obok drugiego, co daje dodatkowy efekt wizualny. Likierem nasączam biszkopt łącznie z okrągłym kawałkiem.

Nakładam krem do wyłożonej biszkoptem miski, przykrywam pokrywką z ciasta i wstawiam do lodówki na kilka godzin, a najlepiej na całą noc.

Wyjmuję ciasto, odwracam do góry nogami stawiając na paterze lub talerzu i delikatnie zdejmuje miskę. Potem odwijam z folii. Obsypuję cukrem pudrem i/lub dekoruję bitą śmietaną.

piątek, 27 listopada 2009

Biała Pavlova

Oto królowa! Najpiękniejszy z tortów, najsmaczniejszy z deserów. Stworzona przez australijskiego cukiernika na cześć Anny Pawłowej, rosyjskiej primabaleriny, polskiego zresztą pochodzenia. Tort miał oddać lekkość i zwiewność jej ruchów i trzeba przyznać, że żaden inny nie zrobiłby tego tak dobrze.
Trwają co prawda targi, czy ten fakt rzeczywiście zdarzył się w Australii, czy też raczej w Nowej Zelandii, ale dla nas najważniejsze jest to, że znamy przepis i też możemy cieszyć się niezwykłym smakiem tego bezowego deseru.
Bardzo polecam.


 


Składniki:

5 białek
250 g drobnego cukru
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka octu winnego
300-500 ml śmietany kremówki
owoce do dekoracji

Sposób przygotowania:

Właściwie jedyne co trzeba zrobić przy Pavlovej, to ubić pianę z białek. Cała sztuka polega na tym, by zrobić to dobrze. Białka schładzam, wkładam do szklanej miski, a do ubijania używam miksera. Jestem zbyt leniwa by używać trzepaczek. Pod koniec ubijania dodaję ocet winny, i stopniowo, łyżka po łyżce wsypuję cukier cały czas ucierając. Na koniec dodaję mąkę ziemniaczaną.

Nagrzewam piekarnik do temperatury 180 stopni.

Blachę wykładam papierem do pieczenia i rysuję okrąg o średnicy około 20 centymetrów. Nakładam pianę z białek formując koło i wstawiam do piekarnika, po czym od razu zmniejszam temperaturę do 150 stopni. Piekę około godziny i dwudziestu minut do półtorej godziny. Beza powinna być krucha z wierzchu, a miękka i ciągnąca się w środku. Studzę przy otwartym piekarniku.

Ubijam śmietankę, wykładam na bezę i dekoruję owocami. Najpiękniej wyglądają maliny i jagody, ale zimną dobrze sprawdzają się też kiwi i brzoskwinie z puszki. Zresztą czegokolwiek nie wrzucicie, powinno być doskonale.

wtorek, 24 listopada 2009

Czekoladowa Pavlova z malinami

Miłośniczką Pavlovej stałam się od pierwszego razu. To jedno z najbardziej dekoracyjnych ciast i zawsze wywołuje ślinotok oraz okrzyki zachwytu u gości (szczególnie gdy przyozdobione kolorowymi sezonowymi owocami).
Nic więc dziwnego, że wreszcie przyszła pora na czekoladową wersję. A jak wiadomo, czekolada i maliny to naprawdę dobrzy przyjaciele.
Przepis pochodzi z książki Nigelli „Lato w kuchni przez okrągły rok”.




Składniki:

białka z 5 dużych jaj
250 g drobnego cukru
2,5 łyżki przesianego kakao
1 łyżeczka octu balsamicznego albo winnego
50 g drobno posiekanej gorzkiej czekolady
300 ml śmietany kremówki
2-3 łyżki gorzkiej czekolady startej na tarce o dużych oczkach

Sposób przygotowania:

Ubijam pianę z białek i pod koniec stopniowo dodaję cukier oraz wlewam ocet cały czas miksując. Wsypuję kakao i czekoladę i delikatnie, ale dokładnie mieszam.

Blachę wykładam papierem do pieczenia, na którym rysuję okrąg o średnicy około 20 cm. Rozkładam masę i wyrównuję boki i górę bezy. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i od razu zmniejszam temperaturę do 150 stopni. Piekę trochę ponad godzinę (nawet półtorej).
Beza powinna być chrupka z wierzchu, a w środku miękka i ciągnąca. Studzę w piekarniku z uchylonymi drzwiczkami.

Ubijam śmietanę, rozkładam na bezie i posypuję malinami. Na wierzch dorzucam wiórki czekoladowe, ale tylko jeśli zdążę, bo sępy czekają.

Czekoladowy tort z bitą śmietaną

W moim rodzinnym domu torty jadło się wyłącznie od święta. Mówię tu jednak o klasycznym torcie porządnie nasączonym alkoholem, przełożonym ciężkimi kremami (może brzmi to nieciekawie dla niektórych, ale zapewniam, że tort mojej matki to było mistrzostwo świata).
Postanowiłam zerwać z ograniczającymi mnie przyzwyczajeniami i zrobiłam ten lekki, śmietanowy tort z wiśniami. Kosztował mnie niewiele pracy, za to efekt cieszył oko i podniebienie. Biszkopty górą!


 


Składniki na biszkopt:

6 jajek
¾ szklanki cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
¾ szklanki mąki
2-3 łyżeczki kakao

Sposób przygotowania:

Ubijam pianę. Pod koniec dodaję 1/3 szklanki cukru, a potem żółtka wymieszane z resztą cukru. Bardzo delikatnie mieszam z przesianą mąką wymieszaną z proszkiem do pieczenia i kakao.

Wylewam na wysmarowaną i wysypaną drobniutką tartą bułką tortownicę o średnicy 24 centymetrów.
Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 160 stopni, piekę około 15-20 minut, potem podgrzewam piekarnik do 200 stopni i piekę kolejne 20 minut i staram się w tym czasie wyeliminować skaczące dzieci z okolic piekarnika, bo cały czas mam w pamięci przestrogi dotyczące wpływu wstrząsów na biszkopty.
Delikatnie wyjmuję z piekarnika, studzę (nie wyjmuję z formy dopóki nie przestygnie!) i przekrajam na dwa plastry.

Składniki na poncz:

½ szklanki zimnej wody
sok z jednej cytryny
cukier
aromat rumowy (niekoniecznie)
alkohol (u mnie nie, bo to tort głównie dla dzieci)

Sposób przygotowania:

Wszystko dokładnie mieszam i nasączam biszkopt.

Składniki na masę:

500 ml śmietanki kremówki
50 g cukru pudru
1-2 łyżeczki żelatyny
konfitura wiśniowa lub wiśnie z kompotu

dodatkowo:
wiśnie kandyzowane, wiórki czekoladowe do ozdoby

Sposób przygotowania:

Żelatynę mieszam z niewielką ilością (najwyżej ¼ szklanki) gorącej wody. Przestudzam.

Ubijam śmietankę na sztywno, pod koniec dodaję cukier. Na końcu dodaję rozpuszczoną w wodzie żelatynę i ubijam.

Dolny placek smaruję około 1/3 bitej śmietany, wykładam na to wiśnie z kompotu. Przykrywam górnym plackiem, górę i boki tortu smaruję pozostałą śmietaną i dekoruję w dowolny sposób.
Schładzam w lodówce.

niedziela, 22 listopada 2009

Tort Snickers

To jest ciasto, które zwala z nóg zarówno gospodynię jak i gości. Przygotowanie go zajmuje kilka godzin. Dwa ciasta, dwie masy i jeszcze dekoracja. Uffffffff. Ale za to jak smakuje!... Jakimi wielkimi oczami patrzą na nas goście: sama upiekłaś?? TAKI tort??... To niedowierzanie wolno przechodzące w zachwyt, ten budzący się podziw, te przymknięte oczy nad ustami, w których rozpuszcza się symfonia smaków – to, powiadam Wam, jest warte wysiłku. Piekę go w tortownicy o średnicy 23 cm.

Jednym z elementów tortu jest kajmak uzyskany z ugotowanego mleka skondensowanego w puszce. UWAGA! Taka puszka na ogniu to bomba, pozostawiona bez opieki na dłuższy czas wybucha! W żadnym wypadku w czasie gotowania nie wolno wychodzić z domu ani kłaść się spać! Mój Mąż popełnił ten błąd.

W sobotę po 22.00 puszka wolniutko pykała na małym ogniu, zostało jakieś 5 minut do końca gotowania, kiedy Mąż doszedł do wniosku, że on się te 5 minut przeleży.

I trzy godziny później obudził nas huk eksplozji.

Polecieliśmy do kuchni, która tonęła w przypalonym karmelu. Ściany, podłoga, sufit, lampa, meble, wszelkie utensylia kuchenne, wszystko, co było na wierzchu.

Byłam w takim szoku, że nie powiedziałam nic, nawet mnie szlag nie trafił, nawet mi powieka nie drgnęła, zamarłam ze zgrozy, a potem wzięłam szmatę i rzuciłam się w wir sprzątania. Od 1.00 do 3.00 w nocy usuwaliśmy z grubsza ślady. Jeszcze przez tydzień przyklejaliśmy się niespodziewanie do różnych elementów wnętrza, a smugi karmelu zza okapu wypływały przez kolejne tygodnie.

Mieliśmy dużo szczęścia, bo szkody były w zasadzie minimalne. Ściany i sufit nadawały się do malowania, ale puszka, która rozleciała się na kawałki, uderzyła w okap kuchenny lekko wgniatając filtr, a szczęśliwie omijając szklane elementy. Wybuch nawet nie zadrasnął robota kuchennego, który stał bardzo blisko kuchenki, aczkolwiek unurzał go w karmelu.

O 3.20 położyliśmy się do łóżka, po umyciu kuchni musieliśmy jeszcze zmyć z siebie przypalony karmel.

- Nie miałem pojęcia, że to może wybuchnąć – westchnął Mąż - To była straszna siła – dodał w zamyśleniu – gdyby ktoś wszedł do kuchni tuż przed eksplozją, to mogłoby go normalnie zabić! Jak to dobrze, że się położyłem!...


Składniki:


Ciasto czekoladowe:
6 jajek
1,5 szklanki cukru
6 łyżek mąki pszennej
2 łyżki kakao
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia

Ciasto orzechowe:
5 białek
250 g grubo posiekanych orzechów (połówka orzecha na 4-6 części)
niepełna szklanka cukru
1 łyżeczka miodu
1 łyżeczka mąki pszennej
1 łyżka mąki ziemniaczanej

Masa kajmakowa:
puszka mleka skondensowanego słodzonego

Masa kawowa:
2 szklanki mleka
4 czubate łyżeczki mąki ziemniaczanej
4 czubate łyżki cukru
1 cukier waniliowy
4 żółtka
2 kostki masła
2 łyżki spirytusu
1 łyżka kawy rozpuszczalnej

Poncz:
1/3 szklanki gorącej wody
3 łyżki cukru
1 łyżka spirytusu
sok z 1 cytryny

Dekoracja:
polewa z torebki
100 g płatków migdałowych uprażonych na suchej patelni
albo co nam wyobraźnia podpowie (mi podpowiedziała plasterki mandarynki i połówki winogrona)

Sposób przygotowania:

Masa kajmakowa:
Puszkę mleka wstawiam do garnka, nalewam wody tyle, aby była przykryta i gotuję na małym ogniu 1,5 godziny od momentu zagotowania, tak aby lekko „pykała”.
Studzę w zimnej wodzie i otwieram dopiero chłodną puszkę.

Ciasto czekoladowe:
Białka oddzielam od żółtek. Do białek dodaję szczyptę soli i ubijam pianę. Kiedy będzie sztywna, dosypuję po łyżce cukier nadal ubijając. Wrzucam po jednym żółtku, ubijam.
Na końcu delikatnie mieszam pianę z mąką, proszkiem i kakao. Piekę ok. 40 minut w temp. 180 stopni C. na tortownicy, której dno wyłożyłam wcześniej papierem do pieczenia.

Ciasto orzechowe:
Białka ubijam na sztywną pianę, dosypuję po łyżce cukier. Delikatnie mieszam z mąką i miodem, na końcu wsypuję grubo posiekane orzechy.
Piekę do zrumienienia - ok. 30 minut w temp. 180 stopni C.

Masa kawowa:
Odlewam ok. ½ szklanki mleka, resztę zagotowuję z cukrem i cukrem waniliowym. W zimnym mleku mieszam mąkę i żółtka, wlewam do wrzącego mleka i gotuję budyń. Odstawiam do wystudzenia.
Łyżkę kawy rozpuszczalnej zalewam kilkoma kroplami wrzącej wody – tylko tyle, żeby stała się płynna.
Dwie kostki masła ucieram na pianę w malakserze, dodaję po łyżce zimny krem, ucieram. Na końcu dodaję rozpuszczoną kawę i spirytus do smaku.

Poncz:
W gorącej wodzie rozpuszczam cukier, studzę. Do zimnego ponczu dodaję sok z cytryny i spirytus.

Składanie warstw tortu:
Zimne ciasto czekoladowe przekrawam na pół ostrym długim nożem lub mocną nitką. Spodnią część zwilżam ponczem, szczególnie zwracając uwagę na brzegi.
Wykładam 2/3 masy kawowej.
Przykrywam ciastem orzechowym.
Nakładam zimny kajmak.
Przykrywam drugą częścią ciasta czekoladowego.
Boki smaruję pozostałą masą i obsypuję prażonymi płatkami migdałowymi.

Dekoracja:
Polewę z torebki rozpuszczam i wylewam na ciasto. Zanim zastygnie, posypuję wierzch tortu dookoła migdałami lub układam plasterki mandarynki i połówki winogrona i oblewam strużkami polewy.

Tort najlepiej przygotować dzień wcześniej, aby dobrze schłodził się w lodówce.
Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */