Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 grudnia 2013

Rolada bezowa


Uwielbiam rolady. Biszkoptowe z kremem robię dość często i, chociaż czasami nie zwiną się idealnie, to zawsze doskonale smakują. Ale że bezy robię chyba jeszcze częściej, więc wreszcie przyszła pora na roladę bezową.

Jeśli, tak jak w tym przepisie, zrobicie ją z nadzieniem żurawinowym, to będzie idealna na święta. Dżem oczywiście można przygotować dużo wcześniej, a sama rolada zajmuje naprawdę niewiele czasu, więc można ją robić w ostatniej chwili. 



Przepis z BBC Good Food.


Anka



Składniki:

  • 4 białka
  • 200 g cukru
  • ewentualnie: łyżeczka soku z cytryny
  • 300 g świeżej żurawiny
  • sok z dwóch pomarańczy
  • ok. 100 g cukru (lub więcej, trzeba próbować)
  • kawałek cynamonu
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej zmieszana z odrobiną zimnej wody
  • ok. 300 ml śmietanki 30%
  • 1 łyżeczka cukru pudru

Sposób przygotowania:

Białka ubijam, gdy już będą lekko sztywne, dodaję stopniowo cukier, cały czas miksując. Ważne, by nie wsypywać całego cukru na raz, żeby piana wyszła sztywna i lśniąca. Na koniec dodaję sok z cytryny (jeśli dodaję, bo nie zawsze to robię).

Na dużej, płaskiej blasze rozkładam papier do pieczenie, na to wykładam cienką warstwę piany tworząc prostokąt, wyrównuję. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około 20 minut. Wyjmuję i studzę.

Teraz żurawina. Wkładam wszystkie składniki oprócz mąki ziemniaczanej do garnka, gotuję około 15-20 minut. Na koniec dodaję mąkę ziemniaczaną zmieszaną z wodą, żeby zagęścić, zagotowuję. Studzę, nie zapominam o wyjęciu cynamonu. Przygotowanej w tej sposób żurawiny z pewnością trochę zostanie - jest super do placków, naleśników, czy po prostu kanapek.

Ubijam śmietankę na sztywno, na koniec dodaję cukier puder.

I wreszcie ostatnie zadanie, czyli zwinięcie rolady. Rozkładam na przykład duży kawałek papieru do pieczenia, wysypuję cukrem pudrem (nie uważam, żeby to było konieczne) i ostrożnie przekładam bezowe ciasto. Rozsmarowuję bitą śmietanę zostawiając wolne brzegi, na to nakładam dżem żurawinowy i delikatnie zwijam roladę.

niedziela, 4 grudnia 2011

Bezowe choinki


Kochani! Na początek mamy do Was wielką prośbę: zagłosujcie na Chochelki w grudniowej odsłonie konkursu na Kulinarny Blog Roku. Udało nam się dostać do finałowej dwudziestki i bardzo liczymy na Wasze poparcie.

Można głosować na jedną z trzech potraw (obojętnie na którą).
2. Bigos

My natomiast uważnie czytamy wszystkie komentarze pod konkursową notką i już się zastanawiamy co zdążymy jeszcze zrobić w grudniu. Mnie osobiście najbardziej kusi kutia, którą robiłam już kilka razy i też uwielbiam, ale znowu brak maszynki do mielenia stoi na przeszkodzie. Pomyślę co się da zrobić. Może od kogoś pożyczę.

Tymczasem jednak skorzystałam z pomysłu Czytelniczki, która pod postem z bezowymi duszkami zaproponowała bezowe choinki. Teoretycznie nie ma nic prostszego – mam w domu barwnik spożywczy w żelu (dodaję go wykałaczką, naprawdę nie trzeba dużo) i stosuję od czasu do czasu, żeby urozmaić dzieciom wygląd ciasteczek (córka bardzo sobie ceni różowe beziki). Problemem był jednak kształt. Duszki robiły się właściwie same, a choinki złośliwie się wykrzywiały.

Niemniej kilka udało się zrobić całkiem prostych, a posypanie ich po upieczeniu jadalnym brokatem dodało świątecznego blasku. Myślę jednak, że nie trzeba od razu poszukiwać w sklepach internetowych brokatu; cukier puder i dostępne w zwykłych sklepach ozdoby z pewnością wystarczą (czekoladowe gwiazdki na przykład mogą wyglądać bardzo ładnie). Można przyklejać na miód lub lukier. A białe lukrowe ozdoby będą chyba najprostsze do wykonania.

Prawda jak się świątecznie zrobiło? :)

Anka

Składniki:
  • 3 białka
  • 150 g drobnego cukru
  • zielony barwnik spożywczy w żelu
  • do dekoracji: jadalny brokat

Sposób przygotowania:

Przed ubijaniem można do białek wsypać szczyptę soli.

W szklanym naczyniu ubijam niezbyt sztywno białka. Stopniowo, po łyżce wsypuję cukier, cały czas ubijając, aż masa stanie się gładka, lśniąca i gęsta. Dodaję odrobinę barwnika spożywczego i mieszam łopatką.

Nakładam masę do szprycy z szeroką okrągłą końcówką i wyciskam choinki na blachę wyłożoną papierem do pieczenia lub matą silikonową. Przy trzech białkach powinny się zmieścić na jednej blasze, tylko pamiętajcie, że bezy rosną podczas pieczenia.

Nagrzewam piekarnik do 100 stopni (przy włączonym termoobiegu) i piekę około godziny. Potem zmniejszam temperaturę o 10-20 stopni i zostawiam jeszcze na kwadrans do pół godziny. Można też wyłączyć piekarnik i zostawić w zamkniętym do wysuszenia.

Posypuję choinki jadalnym brokatem.

wtorek, 1 listopada 2011

Bezowe duszki


Zrobione! Domalowałam ostatnie oko i z dumą przyglądałam się swemu dziełu. Nie tylko ja byłam zachwycona, zainteresowanie nieletnich widzów przerosło wszelkie oczekiwania. Dziwne, kiedy robię pyszne surówki, jakoś nigdy mi nie asystują z takim zaangażowaniem.

Na fotografowanie nie miałam wiele czasu.
- Kiedy zrobisz zdjęcie? – zapytała po raz trzydziesty córka, po tym jak już pożarła dwa duszki. Apetyt na tego typu wypieki nigdy się nie kończy, więc jeśli nie planujecie jakiegoś przyjęcia dla dzieci, lepiej zrobić tylko z połowy porcji – będzie w sam raz na jedną blaszkę, której zawartość zniknie w okamgnieniu.

Anka


Składniki:
  • 4 białka
  • 200 g drobnego cukru
do dekoracji:
  • cukierki, żelowe pisaki, kawałki czekolady

Sposób przygotowania:

Przed ubijaniem można do białek wsypać odrobinę soli.

W szklanym naczyniu ubijam niezbyt sztywno białka. Stopniowo, po łyżce wsypuję cukier, cały czas ubijając, aż masa stanie się gładka, lśniąca i gęsta.

Nakładam masę do szprycy z szeroką okrągłą końcówką i wyciskam duszki na blachę wyłożoną papierem do pieczenia lub matą silikonową. Wystarczy uformować pionowy kopczyk zwężający się ku górze, średnica dołu – według uznania, u mnie miała pewnie 3-4 centymetry. Przy czterech białkach potrzebne będą dwie duże blachy.

Wstawiam obie blachy do piekarnika nagrzanego do 100 stopni (włączyłam termoobieg, przy dwóch blachach w moim piekarniku to konieczne). Piekę przez około godzinę. Potem zmniejszam temperaturę o 10 stopni i zostawiam jeszcze na około 30 minut. Sprawdzam czy są już dostatecznie wysuszone. Zazwyczaj zostawiam w wyłączonym piekarniku do wystudzenia.

Po upieczeniu i przestudzeniu dekoruję. Oczy można zrobić nawet z roztopionej czekolady, wystarczy wykałaczka, ale ja miałam jeszcze pisaki do tortów. Buzie zrobiłam z żelkowych cukierków-węży, pocięłam je na plasterki, a one były tak klejące, że bez problemu się trzymały. Te, które miały tendencje do odpadania, przylepiłam na miód.
Duszki wyglądają dobrze, nawet jeśli się im domaluje tylko oczy.


środa, 13 kwietnia 2011

Kakaowe bezy

Opanowało nas nowe szaleństwo. Ponieważ dość często robię kruche ciasta lub drożdżowe bułeczki, potem zostają mi białka. Trochę już mi się znudziło wymyślanie co z nimi zrobić, lecz na szczęście przypomniałam sobie o kakaowych bezach. I właśnie ten deser króluje ostatnio w mojej kuchni.

Niby nic, odrobina kakaowego proszku wsypana na sam koniec przygotowań, ale różnica w smaku kolosalna. Zdecydowanie na plus. Zwykłe bezy, chociaż też lubię, są po prostu słodkie, a w tym przypadku gorzki składnik dodaje im charakteru.

Ale to jeszcze nie koniec. Tak jak w modzie, taki i w kuchni dodatki wieńczą dzieło. Bezy stają się prawdziwymi przysmakami, gdy tylko znajdą się w towarzystwie śmietanowego lub, jeszcze lepiej, śmietanowo-czekoladowego kremu.

Wystarczy ubić odrobinę śmietanki kremówki, a potem zmieszać z roztopioną i ostudzoną białą lub gorzką czekoladą i taki deser znika ze stołu w mgnieniu oka.

Bardzo polecam, na wszystkie okazje.

Anka

Składniki:
  • 4 białka
  • 200 g drobnego cukru (lub pół na pół cukru pudru i drobnego cukru)
  • 1 łyżeczka kakao

Sposób przygotowania:

Przed ubijaniem można do białek wsypać odrobinę soli.

Ubijam białka na niezbyt sztywno. Stopniowo, po łyżce wsypuję cukier, cały czas ubijając, aż masa stanie się gładka i lśniąca. Na koniec dodaję przesiane kakao (można wsypać mniej).

Nakładam masę do szprycy i wyciskam na blachę wyłożoną papierem do pieczenia lub matą silikonową. Z czterech białek wyjdzie ciastek na dwie duże blachy; bardzo często robię z połowy przepisu – akurat na jedną blaszkę.

Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 110 stopni. Piekę przez godzinę. Potem zmniejszam temperaturę do 100 lub nawet 90 stopni i zostawiam jeszcze przynajmniej na 30 minut. Sprawdzam czy są już dostatecznie wysuszone.

Trzeba tylko uważać, żeby podczas tego sprawdzania nie ubyło zbyt dużo ciasteczek ;)

Smacznego!

poniedziałek, 6 września 2010

Kruche ciasto ze śliwkową pianką

Czekolada jest pyszna, to prawda, ale ostatnie ciastka były raczej wypadkiem przy pracy. Inne bardzo czekoladowe wypieki poczekają na zimowe miesiące.
Teraz jest czas na jabłka i śliwki.

Podejrzewam, że nie raz już wspominałam, że kruche ciasto jest jednym z moich ulubionych, zarówno ze względu na wspaniały smak jak i łatwość przygotowania. Poniższy wypiek polecam Wam szczególnie, bo połączenie kruchego ciasta, bezy i śliwek powinno posmakować każdemu.

Pomysł wziął się z któregoś z ostatnich numerów Kuchni. Pani Bożena Sikoń proponowała w nim ciasto, którego górna warstwa stanowiła bezę z dodatkiem porzeczek. Za porzeczkami nie przepadam, ale od razu przyszły mi do głowy śliwki. I to był strzał w dziesiątkę.

Najlepsze jest pierwszego dnia po upieczeniu, bo potem wszystko nasiąka sokiem ze śliwek (zdjęcie było robione właśnie drugiego dnia). Chociaż wyznam szczerze, że mi to bynajmniej nie przeszkadza. I tak je uwielbiam.




Składniki:
(na prostokątną blachę o wymiarach ok. 24x33cm)

ciasto:
300 g mąki
szczypta soli
50 g cukru pudru
180 g zimnego masła
2 żółtka

pianka:
4 białka
malutka szczypta soli
150 g drobnego cukru
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
½ kg śliwek (wzięłam węgierki)

[Listonic]

Sposób przygotowania:

Kruche ciasto przyrządzam tak jak zwykle. Przesiewam mąkę i cukier puder, mieszam z solą. Dodaję pokrojone w kostkę zimne masło i rozcieram palcami na malutkie kawałeczki. Wrzucam żółtka i zagniatam gładkie ciasto. Od razu wylepiam ciastem blaszkę (nie trzeba natłuszczać) i wstawiam do lodówki na około godzinę.

Kiedy ciasto się schłodzi, nakłuwam je widelcem, żeby nie spuchło podczas pieczenia i wstawiam do rozgrzanego piekarnika (200 stopni, góra-dół) na około piętnaście minut.

Ciasto się piecze a ja zabieram się za masę bezową.

Śliwki myję, osuszam, dryluję i kroję w poprzek na cienkie paseczki. Ubijam pianę z białek (w szklanej misce) ze szczyptą soli. Stopniowo dodaję cukier cały czas ubijając, a na końcu mąkę ziemniaczaną. Delikatnie mieszam pianę ze śliwkami i wykładam na podpieczone ciasto.

Temperaturę w piekarniku zmniejszam do 180 stopni i wstawiam ciasto na około pół godziny.

niedziela, 30 maja 2010

Tarta z rabarbarem i truskawkami

W kuchni bardzo często mniej znaczy lepiej. Poniższy przepis jest tego znakomitym przykładem.

Uwielbiam proste potrawy bez udziwnień, które po prostu wydobywają to co najlepsze z zastosowanych składników. Inna sprawa, że jakość owych składników odgrywa tu kluczową rolę.

Połączenie kruchego ciasta z kwaskowatym rabarbarem dosłodzonym truskawką jest genialne i basta. Przy czym zdecydowanie wolę sytuację, gdy cierpkość nadzienia jest wyraźnie wyczuwalna. Przecież wierzch zawsze można posypać pokruszonymi bezami lub po prostu cukrem pudrem.

A po ile u Was truskawki? Bo dzisiaj kupowałam w Gdańsku po 9 złotych i ucieszył mnie brak jedynki z przodu ceny.


Anka



Składniki:

ciasto:
250 g mąki
100 g masła
100 g cukru pudru
2 jajka
szczypta soli

nadzienie:
½ kg rabarbaru
½ kg truskawek
około ½ szklanki cukru

pokruszone bezy do posypania

Sposób przygotowania:

Mąkę przesiewam, mieszam z cukrem pudrem i solą. Masło kroję w kostkę, dodaję do mąki i rozcieram palcami na małe kawałeczki. Dodaję jajka, szybko zagniatam ciasto.
Owijam w folię i schładzam w lodówce przynajmniej godzinę. Takie ciasto poleży w zimnie nawet kilka dni, a w zamrażalniku można je przechowywać do trzech miesięcy.

Gdy ciasto się chłodzi zajmuję się nadzieniem.
Rabarbar myję, obieram i kroję na kawałki. Truskawki myję i odszypułkowuję, większe sztuki kroję na pół. Wrzucam rabarbar i truskawki do garnka, zasypuję cukrem i gotuję na niewielkim ogniu aż rabarbar nieco zmięknie, ale się nie rozpadnie. Mieszam co pewien czas i uważam przy tym, by za bardzo nie zmasakrować zawartości garnka.
Podana ilość cukru jest bardzo orientacyjna, bo wszystko zależy od kwaśności rabarbaru i truskawek oraz własnych upodobań. Najlepiej wsypywać po trochu i próbować, próbować, próbować…

Teraz znowu ciasto.
Rozwałkowuję je na cienki placek (3-4 mm grubości) i wykładam formę do tarty. Znowu wstawiam do lodówki na około pół godziny.

Rozgrzewam piekarnik do 200 stopni. Ciasto w formie wykładam papierem do pieczenia i wysypuję ryżem lub fasolą, żeby nie puchło w czasie pieczenia. Dodatkowo nakłuwam spód widelcem. Podpiekam przez około kwadrans. Zdejmuję papier i ponownie wstawiam do piekarnika na następne 15-20 minut w temperaturze 180 stopni. Jeśli brzegi tarty zbytnio się przypiekają można je przykryć folia aluminiową.

Na upieczony spód wykładam mus rabarbarowo-truskawkowy (można przecedzić, jeśli komuś przeszkadza spływający sok). Wyszło go nieco więcej niż potrzeba, ale to akurat nie stanowi problemu. Zjem go łyżeczką, a może nawet zrobię jakieś trifle.

Posypuję wierzch tarty pokruszonymi bezami.

Jak widać robiłam też w formie małych babeczek. Czarujące, szkoda tylko, że bardziej pracochłonne.

piątek, 5 lutego 2010

Bezy

Bezy lub tort bezowy robię dość często. To najprostszy sposób wykorzystania białek, które zostają mi po upieczeniu kruchego ciasta. Okazuje się, że mrożenie absolutnie białkom nie szkodzi i można z nich otrzymać bezy, które wyglądają prawie jak z cukierni. Muszę się tylko nauczyć, by pisać na opakowaniu, ile tych białek było.

W dodatku bezy naprawdę trudno zepsuć, nawet jeśli nie wyjdą i tak są smaczne, najwyżej nie wyglądają idealnie.




Składniki:
(zmieściłam na jednej blasze)

4 białka
200 g drobnego cukru
szczypta soli
½-1 łyżeczki soku z cytryny lub octu winnego

Sposób przygotowania:

Większość źródeł podaje, że białka powinny być schłodzone, chociaż spotkałam się już z jedną opinią, że temperatura pokojowa jest lepsza. Trzymam się jednak wersji z niską temperaturą. Dobrze jest też wziąć szklane naczynie.

Ubijam pianę ze szczyptą soli. Gdy jest już sztywna wsypuję stopniowo cukier cały czas miksując. Na koniec dodaję sok z cytryny.

Przekładam pianę do rękawa cukierniczego i wyciskam małe ciasteczka na wyłożoną papierem do pieczenia blachę.

Piekę około godziny w 120-130 stopniach. Najlepiej sprawdzać, czy już według nas są dobre. Na koniec można jeszcze podsuszyć w uchylonym piekarniku.

piątek, 27 listopada 2009

Biała Pavlova

Oto królowa! Najpiękniejszy z tortów, najsmaczniejszy z deserów. Stworzona przez australijskiego cukiernika na cześć Anny Pawłowej, rosyjskiej primabaleriny, polskiego zresztą pochodzenia. Tort miał oddać lekkość i zwiewność jej ruchów i trzeba przyznać, że żaden inny nie zrobiłby tego tak dobrze.
Trwają co prawda targi, czy ten fakt rzeczywiście zdarzył się w Australii, czy też raczej w Nowej Zelandii, ale dla nas najważniejsze jest to, że znamy przepis i też możemy cieszyć się niezwykłym smakiem tego bezowego deseru.
Bardzo polecam.


 


Składniki:

5 białek
250 g drobnego cukru
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka octu winnego
300-500 ml śmietany kremówki
owoce do dekoracji

Sposób przygotowania:

Właściwie jedyne co trzeba zrobić przy Pavlovej, to ubić pianę z białek. Cała sztuka polega na tym, by zrobić to dobrze. Białka schładzam, wkładam do szklanej miski, a do ubijania używam miksera. Jestem zbyt leniwa by używać trzepaczek. Pod koniec ubijania dodaję ocet winny, i stopniowo, łyżka po łyżce wsypuję cukier cały czas ucierając. Na koniec dodaję mąkę ziemniaczaną.

Nagrzewam piekarnik do temperatury 180 stopni.

Blachę wykładam papierem do pieczenia i rysuję okrąg o średnicy około 20 centymetrów. Nakładam pianę z białek formując koło i wstawiam do piekarnika, po czym od razu zmniejszam temperaturę do 150 stopni. Piekę około godziny i dwudziestu minut do półtorej godziny. Beza powinna być krucha z wierzchu, a miękka i ciągnąca się w środku. Studzę przy otwartym piekarniku.

Ubijam śmietankę, wykładam na bezę i dekoruję owocami. Najpiękniej wyglądają maliny i jagody, ale zimną dobrze sprawdzają się też kiwi i brzoskwinie z puszki. Zresztą czegokolwiek nie wrzucicie, powinno być doskonale.

wtorek, 24 listopada 2009

Czekoladowa Pavlova z malinami

Miłośniczką Pavlovej stałam się od pierwszego razu. To jedno z najbardziej dekoracyjnych ciast i zawsze wywołuje ślinotok oraz okrzyki zachwytu u gości (szczególnie gdy przyozdobione kolorowymi sezonowymi owocami).
Nic więc dziwnego, że wreszcie przyszła pora na czekoladową wersję. A jak wiadomo, czekolada i maliny to naprawdę dobrzy przyjaciele.
Przepis pochodzi z książki Nigelli „Lato w kuchni przez okrągły rok”.




Składniki:

białka z 5 dużych jaj
250 g drobnego cukru
2,5 łyżki przesianego kakao
1 łyżeczka octu balsamicznego albo winnego
50 g drobno posiekanej gorzkiej czekolady
300 ml śmietany kremówki
2-3 łyżki gorzkiej czekolady startej na tarce o dużych oczkach

Sposób przygotowania:

Ubijam pianę z białek i pod koniec stopniowo dodaję cukier oraz wlewam ocet cały czas miksując. Wsypuję kakao i czekoladę i delikatnie, ale dokładnie mieszam.

Blachę wykładam papierem do pieczenia, na którym rysuję okrąg o średnicy około 20 cm. Rozkładam masę i wyrównuję boki i górę bezy. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i od razu zmniejszam temperaturę do 150 stopni. Piekę trochę ponad godzinę (nawet półtorej).
Beza powinna być chrupka z wierzchu, a w środku miękka i ciągnąca. Studzę w piekarniku z uchylonymi drzwiczkami.

Ubijam śmietanę, rozkładam na bezie i posypuję malinami. Na wierzch dorzucam wiórki czekoladowe, ale tylko jeśli zdążę, bo sępy czekają.

środa, 11 listopada 2009

Deser jogutowo-bezowy z owocami

Lato. Żar leje się z nieba. Jedyne o czym marzysz to chłodny wiatr od morza lub weekend w syberyjskiej tundrze. Zimą, rzecz jasna. Nic więc dziwnego, że sama myśl o włączeniu piekarnika jest Ci wstrętna. Sytuacja patowa, bo właśnie masz ochotę na kawę i coś słodkiego. W takiej sytuacji polecam ten cudowny deser w sam raz na upalne dni.

 


Składniki:
(na 1 osobę)

kilka łyżek naturalnego jogurtu
garść malin
dwie pokruszone bezy
garść borówek

Sposób przygotowania:

Biorę pucharek, nakładam jogurt, potem wrzucam maliny, posypuję je pokruszonymi bezami, a na górę kładę borówki. Prawda, że szybko?

Najpiękniejsze w tym deserze jest właśnie to, że przygotowuje się go dosłownie w minutę i w dodatku przepięknie wygląda. Doskonale nadaje się dla gości, wystarczy wziąć kilka przezroczystych pucharków czy szklanek i już każdy może się delektować fantastycznym smakiem kwaskowatych malin kontrastujących ze słodkimi bezami. Jogurt stanowi neutralną bazę, a jędrne borówki dopełniają dzieła.

Naturalnie powyższy przepis to jedynie punkt wyjścia do przeróżnych wariacji. Mi bardziej odpowiada wersja, w której maliny krótko przesmażam z odrobiną cukru. Taki malinowy sos zmieszany z jogurtem to coś wspaniałego.

Lubię też zastąpić jogurt mascarpone ubitym z cukrem pudrem lub, jeśli jestem w nastroju do wytężonej pracy w kuchni, mascarpone ubitym z cukrem i żółtkami, a potem zmieszanym z pianą z białek. Wtedy z prostego deserku robi nam się prawdziwy rarytas.
Related Posts with Thumbnails
/*Google anatytics */