Nie ma w tym nic szczególnego, banany tak mają i nadal nadają się do spożycia, ale akurat te zaczęły już wchodzić w fazę, która mnie osobiście zniechęca do ich jedzenia.
Zadumałam się nad ich losem.
Znowu babeczki?
Pyszne są, to prawda i robię je regularnie, ale znowu?!
A może by tak chleb bananowy? Czy też raczej ciasto bananowe, jak stwierdził Mąż zajadając kolejny kawałek.
Jest przepyszne. Wilgotne, ale nie zakalcowate, tylko zadziwiająco lekkie. Piszę „zadziwiająco”, bo kupiłam kiedyś chleb bananowy i był okropny. Ale ileż to razy kupiłam pieczywo, które mi nie smakowało?
Na szczęście w tym przypadku jest zupełnie inaczej. Bardzo, bardzo polecam.
Przepis z tej strony, troszkę zmodyfikowany.
Składniki:
(na keksówkę ok. 30x10 cm)
1 i 2/3 szklanki mąki (ok. 280 g)
1 łyżeczka sody
¼ łyżeczki soli
2 jajka
100 g masła
¾ szklanki brązowego cukru
3-4 bardzo dojrzałe banany
1 łyżeczka esencji waniliowej (niekoniecznie)
[Listonic]
Sposób przygotowania:
Smaruję masłem i obsypuję leciutko mąką formę do ciasta. Ustawiam temperaturę piekarnika na 180 stopni (góra dół).
Przesiewam mąkę, mieszam z solą i sodą.
Dokładnie rozgniatam widelcem banany. Bardzo miękkie masło miksuję z cukrem, dodaję roztrzepane jajka i banany, dokładnie mieszam. Tu przyznam się, że miałam wyłącznie masło prosto z lodówki, więc po prostu je roztopiłam i wtedy zmieszałam z cukrem i jajkami (masło trzeba koniecznie wcześniej ostudzić).
Mieszam składniki suche i mokre. Wylewam ciasto do formy i piekę około godziny.
Gdybym nie miała dzieci z alergiami, to pewnie wrzuciłabym trochę orzechów włoskich. Coś chrupiącego byłoby miłym dodatkiem.
6 komentarze: