Jest to niezawodny sposób, by moja dwuletnia córka zjadła cokolwiek na kolację lub śniadanie. Wyznam tu, że jeden z niewielu działających.
Wreszcie więc powzięłam decyzję o tym, by i Wam opowiedzieć o tych przepysznych placuszkach rodem zza Atlantyku. Na pierwszy ogień poszły te z książki Jamiego Olivera „Lubię gotować.”
Może i Wy skusicie się na nie w czasie nadchodzącego weekendu.
Składniki:
(na 8-10 sztuk)
3 jajka
120 g mąki (3/4 szklanki)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
140 ml mleka
szczypta soli (u mnie dwie)
Sposób przygotowania:
Jajka rozbijam, oddzielam żółtka od białek.
Do żółtek dodaję mąkę, proszek do pieczenia (Jamie pisze o czubatej łyżeczce, ale ja mam zawsze tendencję do ograniczania), szczyptę soli i mleko, wszystko miksuję.
Białka ubijam z odrobiną soli. Pianę delikatnie mieszam z ciastem.
Smażę bez tłuszczu. Przewracam na drugą stronę, gdy na powierzchni pokażą się pęcherzyki.
Podaję zazwyczaj w wersji dla leniwych, czyli tylko z syropem klonowym. Można (i naprawdę spróbujcie!) położyć na plackach podsmażone paski boczku i dopiero to polać syropem.
A poza tym oczywiście użyjcie takich dodatków jakich tylko chcecie: dżemy, świeże owoce, jogurt, bita śmietana, miód...
16 komentarze: