A poza tym dzisiaj chyba każdy ma w domu czerstwe pieczywo i przejawia niechęć do gotowania pracochłonnych potraw.
Przepis pochodzi z książki „Włoska wyprawa Jamiego” (Mikołaj mi przyniósł. Kochany ten Mikołaj!).
Ach, jeszcze krótkie wyjaśnienie. Crostini to po naszemu po prostu grzanki, ale małych rozmiarów i raczej z ciabatty lub białego pieczywa.
Składniki:
kilka kromek ciabatty, bagietki lub bułki wrocławskiej
1 puszka białej fasoli, odsączona
1 duży ząbek czosnku
sól, pieprz, oliwa, ocet z czerwonego wina
1 ząbek czosnku
sól
kilka gałązek rozmarynu
1-2 łyżki oliwy
Sposób przygotowania:
Czosnek drobniutko siekam i przesmażam chwilę na oliwie, ale bardzo uważam by się nie przypalił. Dokładam fasolę i duszę na wolnym ogniu niecałe 10 minut. Na koniec doprawiam solą, pieprzem, octem i oliwą i rozgniatam wszystko widelcem.
Pokrojone na niewielkie kromki pieczywo wstawiam do nagrzanego piekarnika (u mnie dobrze sprawdza się grill z termoobiegiem, 180 stopni). Po kilku minutach wyciągam chrupkie grzanki (najlepsza kontrola jest „na oko”, więc nie podaję czasu pieczenia), które można jeszcze przed nałożeniem pasty fasolowej skropić oliwą i posmarować przekrojonym na pół ząbkiem czosnku.
Smaruję opieczone kromki fasolowym puree i leciutko polewam po wierzchu oliwą wymieszaną z czosnkiem roztartym z solą i rozmarynem. W ostateczności można użyć suszonego rozmarynu, bo nie oszukujmy się, osiedlowe warzywniaki rzadko oferują coś więcej niż marchewkę i kapustę.
Smacznego!
8 komentarze: